7 uczuć - recenzja filmu

Ciężko jest pisać o filmie, o którym wiadomo tak niewiele, jednocześnie nie pozbawiając widza zabawy z odkrywania jego tajemnic. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, iż każdy kolejny obraz Marka Koterskiego postrzegany jest w kategoriach istotnego filmowego wydarzenia w polskim kinie. Zatem, czytelniku drogi, tą recenzję (tę) czytasz na własną odpowiedzialność.

Reżyser na przestrzeni lat przyzwyczaił publikę do eksperymentowania z formą, czyniąc to również w swojej ostatniej produkcji, gdzie ograniczył się do umiejscowienia jej „akcji” w mknącym w nieokreślonym kierunku samochodzie. W 7 uczuciach Koterski postanowił tym razem przyjrzeć się dzieciństwu i edukacji Adasia Miauczyńskiego, raz jeszcze zaskakując niekonwencjonalną budową swego dzieła. Rąbka tajemnicy uchylił nieco, opublikowany jakiś czas temu fragment filmu. Odnajdziemy w nim, naturalnie, osławionego Adasia (po raz pierwszy w tej roli Michał Koterski), jednak scena należy tu do dorosłych, w szczególności do taty głównego bohatera (Adam Woronowicz), starającego się oczarować swą błyskotliwością i erudycją zebraną wokół stołu widownię. Wyrwana z kontekstu scena jest o tyle istotna dla całego filmu, iż kreśli umowną granicę między filmowym światem dorosłych, a światem dzieci, w tym przypadku, tylko podśmiechujących gdzieś z boku. To, czego materiał promocyjny jednak nie pokazał jest fundamentalne, bowiem scena kończy się paskiem na tyłku starszego brata Adasia (Robert Więckiewicz). O czerwonym śladzie po nim zostawionym jest ten film.

W rolach dzieci Koterski zdecydował się obsadzić śmietankę polskiego aktorstwa – w fikuśnych mundurkach szkolnych paradują tutaj między innymi: Marcin Dorociński, Katarzyna Figura, Tomasz Karolak(!) i kradnąca show Gabriela Muskała, która na tegorocznym festiwalu była bodaj najjaśniej świecącą aktorską gwiazdą (Fuga to jej aktorskie opus magnum). Swą decyzję twórca Dnia świra tłumaczył brakiem chęci angażu nieletnich, lecz za nieszablonowym wyborem obsadowym kryje się także, świadomy lub mniej, mechanizm odwrócenia ról. Rodziców niejednokrotnie odgrywają aktorzy, którym ilością wiosen brakuje do ekranowych dzieci. Film oddaje w ten sposób emocjonalną dojrzałość pociech, zakochujących się, obawiających, zazdroszczących i rozmyślających podobnie jak dorośli, którym czasem zbyt łatwo przychodzi bagatelizować tytułowe 7 uczuć.

7 uczuć (1)-min.jpg

Większość ekranowego czasu reżyser poświęca jednak scenerii szkolnej, a nie jak bywało to w jego twórczości wcześniej – rodzinnej. Ze znaną sobie groteską i komediową przesadą Koterski kreśli słodko-gorzki obraz szkolnej klasy, w której uczniowie dosłownie na każdej lekcji odpytywani są z dopływów Nilu czy tablicy Mendelejewa. Przez stosowanie ciągłych powtórzeń kolejnych absurdalnych scenek dociera do sedna problemu mało efektywnego systemu edukacji oraz braku komunikacji na tle uczeń-nauczyciel, szkicując tego drugiego na człowieka mało empatycznego. Poszczególne sceny ze szkolnej ławki zahaczają o inscenizacyjną perfekcję, przez co powodują salwy śmiechu. Koterski doskonale wie jak rozbawić widza (pierwsze pojawienie się Karolaka to majstersztyk), co staje się atutem filmu, jak i jego przekleństwem.

Są momenty, w których żarty przeciągane są do granic możliwości, ale bywają też takie, w których charakterystycznej komediowej drwiny brakuje. Przez to ton filmu zbyt często traci swój ostry, satyryczny charakter, zwłaszcza w błahym finale przywołującym na myśl niskich lotów moralitet. Wątpliwa też okazała się być bardzo szybka rezygnacja z wątku rodzinnego, do którego Koterski wraca niestety bardzo rzadko. Państwo Miauczyńscy z Adasiem na czele po raz pierwszy musieli w tak znacznej mierze ustąpić miejsca pozostałym postaciom. Zabieg ciekawy, lecz nie zawsze pozwalający skupić się na głównym bohaterze w takim stopniu, w jakim zawsze można się było tego po reżyserze spodziewać. Traci również na tym bardzo dobry Michał Koterski, który w 7 uczuciach udowadnia, że może być kimś więcej niż tylko postacią z drugiego planu.

7 uczuć (2)-min.jpg

Dla wielu najnowszy film Koterskiego będzie wielkim powrotem do mistrzowskiej formy. Na gdyńskim festiwalu 7 uczuć było jednym z najchętniej komplementowanych obrazów tegorocznej edycji. Rzeczywiście są w nim fragmenty przywołujące na myśl twory reżysera, w których był przypuszczalnie najbliżej oddania ducha niespełnionego i przybitego rzeczywistością człowieka, jednak tym razem dzieło samo w sobie wydaje się być niespełnione.

Ocena 3+/6

źródło: zdj. Kino Świat