All-New X-Men tom 4: Tak inni - recenzja komiksu

W lutym ukazała się w Polsce kolejna odsłona publikowanej w ramach Marvel Now sagi Briana Michaela Bendisa o X-Menach. Czy po Bitwie atomu warto czytać serię o przeniesionych w czasie mutantach?

UWAGA:  Ponieważ Tak inni mierzą się z bezpośrednim następstwem crossoveru Bitwa atomu, w recenzji pojawią się odniesienia do zakończenia tamtego komiksu.

Przed Bitwą atomu to All-New X-Men byli najciekawszą serią Briana Michaela Bendisa w ramach Marvel Now. Bendis miał do dyspozycji ciekawy koncept wyjściowy – piątka oryginalnych X-Menów zostaje przeniesiona w czasie do teraźniejszości i musi się skonfrontować z niełatwą rzeczywistością, w której Jean Grey nie żyje, a Cyclops jest sprzymierzonym z Magneto radykałem. Niestety im dalej w las, tym bardziej okazywało się, że wielki potencjał tej fabuły nie jest przez autora wykorzystywany, przynajmniej jednak snuł on właściwą dla serii o mutantach soap operę, w której przeniesieni w czasie bohaterowie musieli się jakoś odnaleźć w zastanej rzeczywistości i zdecydować, co dalej będą robić. Po słabej Bitwie atomu nastąpiło kolejne obniżenie poziomu serii. W Tak innych twórcy serwują czytelnikom niepotrzebny miękki reboot tytułu, a struktura opery mydlanej zaczyna maskować kompletny brak pomysłu Bendisa na postaci, które mierzą się w tym tomie z jednym z najbardziej oklepanych przeciwników. Ironiczny jest fakt, że Tak inni zawierają dodatkowo komiks świętujący 50-lecie komiksów o mutantach. Zamiast celebrowania przeszłości przydałoby się więcej pomysłu na przyszłość serii.

anx_t4_p2.jpg

Bitwa atomu skończyła się niezdarnie przeprowadzoną fabularnie zmianą lojalności Kitty Pryde. Ponieważ Wolverine i spółka nie chcieli uszanować decyzji młodych X-Menów, Profesor K wraz z przeniesionymi w czasie uczniami związała się ze szkołą Cyclopsa, którego jeszcze niedawno uważała za terrorystę. Jak widać odpowiedzialność za kontinuum czasoprzestrzenne oraz relacje między ludźmi a mutantami są dla niej mniej ważne niż zdanie piątki nastolatków z burzą hormonów i wahającymi się nastrojami. Oryginalna piątka pozostała więc na dobre w obecnej linii czasowej, zmieniła jednak środowisko, czemu towarzyszy w komiksie mająca chyba podnieść sprzedaż zmiana kostiumów na takie, które przypominają krzyżówkę strojów Power Rangers z kombinezonami narciarskimi. Każdy z X-Menów ma własny kolor i tylko czekać aż zbudują Megazorda. Może towarzyszą temu jakiekolwiek dylematy związane z dołączeniem do szkoły radykała Cyclopsa? Otóż Bendis woli raczej eksplorować strach Jean Grey przed jej mocą Phoenixa, czy też nieszczęśliwą miłość odrzuconego młodego Scotta. Do tego jeszcze komiks skupia się na powrocie X-23, który w naszym cyklu wydawniczym całkiem wygodnie zgrywa się z premierą Logana. W tym przypadku cały zabieg fabularny nie wykracza poza klasyczny wątek z dawna zaginionej postaci, która po latach pojawia się znowu w Modzie na sukces. Zwykle opera mydlana jest w X-Menach jak najbardziej na miejscu, ale nie jeśli całkowicie zastępuje rozwój bohaterów, czy dostarcza tanich rozwiązań fabularnych.

Te elementy byłyby łatwiejsze do przełknięcia, gdyby Bendis skonfrontował swoje postaci z ciekawym zagrożeniem i dostarczył czytelnikowi nieco czysto gatunkowej przyjemności. Niestety w Tak innych antagonistą jest syn Wielebnego Strykera, który wraz z grupą Purifiers pragnie zagłady mutantów w imię religijnego fanatyzmu. God Loves, Man Kills Claremonta i Andersona, do którego komiks Bendisa bezpośrednio się odwołuje, jest jedną z najlepszych historii o X-Menach i właściwie jednym z najlepszych komiksów Marvela wszech czasów, więc jeśli twórcy postanawiają go przywołać, przydałoby się wymyślić jakiś lepszy sposób włączenia tych samych wątków do swojej historii niż po prostu ich powtórzenie z drobnym, boleśnie sztampowym twistem dotyczącym postaci Strykera. Poza tym wątek religijnych fanatyków nienawidzących mutantów był od tamtego czasu powtarzany setki razy i fakt, że teraz są źli na X-Menów, bo nie mają prawa przebywać w tej linii czasowej to za mało, żeby uzasadnić kolejny powrót do tej samej fabuły (może dlatego, że mają rację). Bendis chętnie zapełnia kolejne strony cytatami z Biblii, które oszczędzają mu kłopotu z wymyślaniem dialogów, nie wyciąga jednak z tej historii nic, czego byśmy wcześniej nie widzieli. W efekcie dostajemy produkt w stylu „Pamiętacie ten uwielbiany przez wszystkich komiks Chrisa Claremonta? No to macie to samo, tylko że dużo gorsze,” co w sumie jest częstą przypadłością serii o mutantach, na które autorzy nie mają żadnego pomysłu.

anx_men_t4_p1.jpg

Przynajmniej All-New X-Men wciąż są serią, na którą przyjemnie popatrzeć. W tym tomie Stuart Immonen odpowiada tylko za jeden zeszyt, który ilustruje w swoim charakterystycznym, nieco kreskówkowym stylu. Niestety, jeśli to on odpowiada za wygląd nowych strojów, trzeba mu to zaliczyć na minus. Pozostałe trzy zeszyty narysował Brandon Peterson, artysta odpowiedzialny między innymi za wydany niedawno w Polsce komiks Doctor Strange: Początki i zakończenia. Peterson trzyma się dosyć blisko stylu, który narzucił Immonen, jest jednak w jego zeszytach kilka ciekawych pomysłów kompozycyjnych, paleta kolorów Israela Silvy jest trochę mroczniejsza, a fragment, w którym kilka stron bezpośrednio oddaje hołd rysunkom Brenta Andersona z God Loves, Man Kills wypada rewelacyjnie. Występ Petersona jest przykładem, że gościnni artyści mogą się podporządkować ustalonej przez głównego rysownika stylistyce, a jednocześnie zachować własny język i wnieść do serii coś świeżego.

Dodatkowo, z okazji 50-lecia pierwszego komiksu o mutantach, w tomie zawarty jest jeszcze obszerny zeszyt jubileuszowy pod tytułem X-Men: Gold, który dostarcza większości emocji, które powinno ze sobą nieść tego typu wydawnictwo. Nie ma w nim żadnej powalającej historii, jest jednak kilka miłych, nostalgicznych przywołań tytułów i autorów z lat minionych. Najdłuższa z zawartych w nim historii jest napisana przez Claremonta i stanowi przyjemny w odbiorze powrót do stylistyki jego najlepszych komiksów z lat 80.. Poza tym zawsze miło jest popatrzeć na rysunki Walta Simonsona do stworzonego wspólnie z Louise Simonson mini-komiksu, do którego dialogi napisał Stan Lee. W X-Men: Gold pojawiają się też krótkie historie Roya Thomasa, czy też ikony komiksów o mutantach lat 90., Fabiana Niciezy. Najciekawsza jest chyba napisana przez wpółtwórcę postaci Wolverine’a, Lena Weina, i narysowana przez  Jorge Molinę odpowiedź na pytanie o czym myślał Logan podczas swojego słynnego występu w Giant-Size X-Men #1. Wizualnie większość tych krótkich komiksów odwołuje się do stylistyki starych tytułów, jest jednak komputerowo pokolorowana, trudno więc pomylić je z oryginalnymi historiami. X-Men: Gold zbiera prawdziwą śmietankę autorów, którzy pracowali przez lata nad komiksami o mutantach i dostarcza odpowiedniej dawki nostalgicznej przyjemności.

anx_t4_p3.jpg 

Podsumowanie

W sumie jeśli warto kupić Tak innych, to przede wszystkim ze względu na ten miły w odbiorze jubileuszowy dodatek oraz stojącą na dobrym poziomie warstwę graficzną całości. Generalnie fabuła Bendisa każe jednak postawić pytanie dokąd zmierza seria All-New X-Men. Scenarzyście nie udaje się uczynić młodych mutantów ciekawymi, nie tworzy też w ramach serii ciekawych tematycznie wątków. W efekcie trudno pozbyć się rozczarowania, że z tak obiecującego pomysłu wychodzą tak przeciętne komiksy. Można sobie tylko wyobrażać, co utalentowany autor zrobiłby ze status quo, które odziedziczył Bendis i żałować, że wpływy scenarzysty w Marvelu są tak duże. Na końcu komiksu zapowiedziany jest crossover ze Strażnikami Galaktyki, Proces Jean Grey. Można się zastanawiać, czy łączenie z jeszcze gorszą kosmiczną serią jest tym, czego X-Meni Bendisa na tym etapie potrzebują.

Oceny końcowe

2
Scenariusz
+4
Rysunki
4
Tłumaczenie
4
Wydanie
2
Przystępność*
3
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6.

* Przystępność - stopień zrozumiałości komiksu dla nowego czytelnika, który nie zna poprzednich albumów z danej serii lub uniwersum.

AllNew.jpg

Historia została pierwotnie opublikowana w All-New X-Men #18-21 oraz X-Men: Gold, listopad 2013 - styczeń 2014 roku.

Szczegółowe zdjęcia komiksu All-New X-Men tom 4: Tak inni znajdziecie w naszej prezentacji.

Specyfikacja:

Scenariusz Brian Michael Bendis, a także Chris Claremont, Stan Lee i Louise Simonson, Len Wein oraz Fabian Nicieza
Rysunki Stuart Immonen, Brandon Peterson, a także Bob McLeod, Walter Simonson, Bob Wiacek, Jorge Molina oraz Salvador Larroca
Przekład Kamil Śmiałkowski
Oprawa miękka ze skrzydełkami
Liczba stron 132
Druk kolor

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza komiksu do recenzji.

Źródło: Marvel / Egmont Polska