Czarne lustro - przedpremierowa recenzja czwartego sezonu

Czarne lustro doczekało się trzech wysoko ocenianych sezonów. Popularność i uznanie krytyków zaowocowały w końcu i czwartą serią, którą mieliśmy przyjemność obejrzeć przedpremierowo dzięki Netfliksowi. Zapraszamy do lektury naszej recenzji.

Każdy epizod można oglądać niezależnie od reszty, bo zabiera nas w inne rejony, do innych bohaterów i właściwie równie dobrze mógłby być filmem emitowanym w kinie (widać, że nieszczędzono budżetu). Z tego względu poddaję je osobnej ocenie.

Do wybitnych odcinków należy Czarne muzeum mające szkatułkową kompozycję. Słuchamy trzech historii - pojawia się w nich kwestia nowego (dającego szczęście?) wynalazku, ale... No właśnie. Zawsze musi być jakieś "ale" i to, do czego doprowadzi rozwój wydarzeń, trzyma widza w ciągłej niepewności, szczególnie że ma on świadomość, iż konsekwencje najprawdopodobniej będą opłakane. Seans trwa ponad godzinę, lecz mija bardzo szybko. Twórcy wystawiają wrażliwość oglądającego na próbę, ponieważ stawiają na emocje i wstrząsające sceny - i o to chodzi! Finał Czarnego muzeum to majstersztyk - niespodziewane apogeum tego, co do tej pory oglądaliśmy. Może postacie są w piekle, my jednak czujemy się jak w niebie, mogąc poznać tak wciągającą opowieść. 

W Hang the DJ następuje zmiana klimatu. Oczywiście pozostajemy w świecie przyszłości, lecz fabuła ma charakter romantyczny. Istnieje system dobierający ludzi w pary - pytanie, czy trafnie, jest jak najbardziej sensowne. Widać odniesienie do portali i aplikacji randkowych, ale całość zostaje przedstawiona w luźnym tonie. Nie brakuje humorystycznych fragmentów, scen seksu oraz kreślenia przekonujących relacji między bohaterami, którym kibicuje się dosłownie od pierwszej chwili. Jednak to nie byłoby Czarne lustro, gdyby pozornie prosta historia nie uległa komplikacji i nie prowadziła do zaskakujących odkryć. Motywy SF są właściwie tłem dla postaci i rodzącego się między nimi uczucia, ale w końcu okazują się mieć trochę większe znaczenie. 

black_mirror.jpg

Wystarczy tylko spojrzeć na USS Calister, żeby skojarzyć go ze Star Trekiem. Stylistyka niektórych scen przypomina kiczowaty serial SF i twórcy zdecydowanie dobrze na tym grają, jakby bawiąc się konwencją - właściwie czyniąc z tego (uzasadnionego!) kiczu swój atut. To jednak tylko część, jak się okazuje, przewrotnej fabuły, która prowadzi do rozmyślań nad tym, jacy są ludzie. Czy mając władzę i kontrolę nad wszystkimi, mogąc każdemu rozkazywać i naginać jego wolę do własnej, zachowywalibyśmy się jak arogancki bóg, realizując swoje - nawet najdziwniejsze - fantazje? USS Calister jest długim odcinkiem podobnie jak Czarne muzeum, ale to tylko zaleta - wydarzenia na ekranie interesują i trzymają w napięciu, a w paru momentach bywają widowiskowe. 

Arkangel traktuje o nadopiekuńczości, która przeradza się w potrzebę kontrolowania dziecka i nadmiernego chronienia go przed światem. Przyznam, że nic mnie tak nie denerwowało jak zachowanie postaci matki - świadomość, że postępuje źle, towarzyszyła mi praktycznie przez cały odcinek (swoją drogą, wyreżyserowała go Jodie Foster). Trzeba przyznać, że ogląda się go bardzo dobrze. Nie wiemy, co będzie dalej i w pełni kupujemy przesłanie. Niestety pozostała część sezonu już tak nie zachwyca.

 black_mirror_3.jpg

Krokodyl jest zbyt rozwleczony. Wstępny pomysł wygląda ciekawie, ale z czasem można przewidzieć,  do jakiego punktu dąży scenariusz. Zanim jednak do niego dojdzie, trzeba przebrnąć przez nudniejsze fragmenty. Fanem tego odcinka nie jestem też ze względu na nieprzekonującą bohaterkę, aczkolwiek chłodna Islandia okazała się klimatycznym miejscem akcji (w sam raz dla thrillera SF). Twardogłowy ma tajemniczą atmosferę potęgowaną czarno-białym obrazem. Nie jest zbyt długi i ujmuje końcówką, jednak główna akcja nie wzbudza dużego entuzjazmu. Mimo wszystko doceniam zamysły obu odcinków.

Czarne lustro to w ogóle serial niesamowity - czwarty sezon również tego dowodzi. Można trochę marudzić na jakiejś jego części, ale żadnej z nich nie da się odmówić interesującego przewodniego pomysłu - którego realizacja innemu widzowi może się bardziej spodobać. Jednak wcale nie trzeba w ten sposób tłumaczyć poziomu sezonu, bo konkluzja z pierwszych akapitów pozostaje w mocy - jest on bardzo, bardzo udany. Połowa odcinków zasługuje na najwyższe noty - koniecznie musicie zobaczyć Czarne muzeum, Hang the DJ oraz USS Calister, natomiast Arkangel też zasługuje na uznanie. Jeśli więc macie oglądać wybiórczo (czego nie zalecam), polecam waszej uwadze szczególnie tę czwórkę. Sam liczę na zamówienie piątej serii, bo Czarne lustro to przecież antologia SF, a potencjał na wyśmienite historie zdaje się niewyczerpalny. 

Ocena: 5/6

źródło: Netflix