Han Solo: Gwiezdne wojny - historie - recenzja filmu i wydania Blu-ray [2D+3D, opakowanie Elite]

Od 26 września możecie w polskich sklepach odnaleźć najnowszy rozdział w antologicznej serii opowieści ze świata Star Wars – „Han Solo” w reżyserii Rona Howarda. Już teraz zapraszamy Was do zapoznania się z naszą recenzją wydania Blu-ray.

„Han Solo: Gwiezdne wojny - historie”, reż. Ron Howard

(dystrybucja w Polsce: Galapagos)

Film:

Han Solo to moja ulubiona postać w historii kina, dlatego filmu o przygodach młodego przemytnika z Korelii obawiałem się najbardziej spośród wszystkich zapowiedzianych i jeszcze niezapowiedzianych widowisk Lucasfilmu, ery Myszki Miki. Harrisona Forda nie da się w końcu zastąpić, a DNA aktora jest nierozerwalnie związane z tym, co sprawia, że Solo to, no... Solo. Naruszając więc nieco porządek niniejszej recenzji, odpowiedzmy w pierwszej kolejności na palące pytanie związane z najnowszym filmem Rona Howarda: jak w roli Hana wypadł ktoś inny?

Długa odpowiedź byłaby następująca: amerykańska autorka – Ann Crispin – napisała w latach dziewięćdziesiątych trzy świetne powieści o przygodach młodego Hana Solo: „Rajska Pułapka”, „Gambit Huttów” i „Świt Rebelii”. Choć wszystkie z nich należą już do tak zwanych Legend, tj. historii niekanonicznych, to przynajmniej kilka elementów (w tym koreliańskie pochodzenie Hana i jego imperialną przeszłość) przemycono do filmu. Pamiętam, że czytając o dziewiętnastoletnim Solo, oczyma wyobraźni widziałem Harrisona Forda. Jeżeli przyszłoby mi kiedyś raz jeszcze sięgnąć po zużyte egzemplarze trylogii Crispin, twarz i głos młodego Hana zastąpiłoby teraz inne wyobrażenie. Krótka odpowiedź: tak, udało się. Alden Ehrenreich dokonał niemożliwego i stał się Hanem Solo, w którego da się uwierzyć. I nie chodzi tu o „fordowe” manieryzmy, które aktor nauczył się odtwarzać, nie chodzi nawet o operowanie mimiką twarzy na modłę oryginalnego odtwórcy roli (które to wychodzi Aldenowi znakomicie). Ehrenreich niewątpliwie odnalazł w postaci „to coś”, a następnie z pomocą „tego czegoś” poprowadził ją w inne, a jednak tak dobrze znane regiony. Jego charyzmatyczny portret uwielbianego szmuglera urzeka, bawi i przekonuje, gdy tylko przezorny widz opuści tarczę i mu na to pozwoli. Ta sama zasada tyczy się również całego filmu.

00813.m2ts_snapshot_00.25.55-min.png

To powiedziawszy, wróćmy do początku. „Solo” pokazuje, jak Han stał się postacią, którą znamy i kochamy w oryginalnej trylogii, a więc jak spotkał wiernego kompana Chewbaccę, zdobył wymarzonego Sokoła Millennium i nauczył się zawsze strzelać pierwszy. Więcej mówić nie warto, bo mimo tego, że prequelowa natura filmu pozwala spodziewać się określonych rozwiązań, „Solo” często zaskakuje, oferując wiele miłych niespodzianek i zwrotów akcji. Scenariusz Lawrence'a Kasdana – scenarzysty między innymi „Imperium Kontratakuje” (a więc swego rodzaju ojca postaci Solo) i „Poszukiwaczy Zaginionej Arki”, a w ostatnich latach również „Przebudzenia Mocy” – obfituje w tuziny mrugnięć okiem i nawiązań do pozostałych filmów serii – przeważnie udanych, z drobnymi jednak wyjątkami, o których bez spoilerów lepiej nie wspominaćKasdan zapowiedział, że „Solo” to jego ostatni wkład w gwiezdnowojenny świat i jako jego „łabędzi śpiew” film udał się znakomicie. Zrealizowana historia to na swój sposób „Indiana Jones w kosmosie", lekki i stricte przygodowy film akcji, który nie rewolucjonizuje ani świata kina, ani uniwersum „Star Wars”, ale też nie usiłuje tego zrobić. Postać Hana Solo otrzymuje za to na pożegnanie od Kasdana kilka przyjemnie wzbogacających zaplecze charakterologiczne elementów i solidne origin story. Jednym z zarzutów, jakie słyszałem względem scenariusza, jest brak stabilnie scentrowanego antagonisty dla bohaterów. W istocie, środek ciężkości przesuwa się w toku „Solo” przynajmniej kilka razy, ale zaproponowana struktura stanowi wyłącznie atut produkcji i element zaskoczenia, aniżeli jej słabostkę. Wiele świetnych rzeczy dzieje się w ciągu tych dwóch godzin i ani na moment nie ma się poczucia „szczerbatej” fabuły. „Solo” to rozrywka najwyższych lotów, z najlepszą postacią w „Gwiezdnych wojnach” na bardzo stabilnym i emocjonującym pierwszym planie.

W odniesieniu do samej realizacji i tego, jak zmiana na stołku reżysera, która wstrząsnęła produkcją i nastawiła tłumy niesympatycznych forumowiczów tego świata przeciwko szefowej Lucasfilmu, Kathleen Kennedy, wpłynęła na jakość filmu – można odetchnąć ze spokojem. Moment, w którym „Solo” przestaje być dziełem Phila Lorda i Chrisa Millera (zaliczonych ostatecznie do grona producentów), a zaczyna Rona Howarda, jest niezauważalny, utrzymując równy i spójny styl wizualny i poczucie humoru. Niemniej jednak w ciągu pierwszych trzydziestu minut obraz dość rozpaczliwie walczy z niestabilnym tempem, próbując przemycić zbyt wiele emocji, niż pacing określonych scen mu pozwala. Nim przyzwyczaimy się do nowej wersji przemytnika z Korelii, film podrzuca tonę wizualnych informacji, która nie zdąża się przysłowiowo „uleżeć”, a już zaczyna znikać w tyle. Szczęśliwie, początkiem drugiego aktu „Han Solo” pozwala jednak bezproblemowo za narracją nadążyć, a następnie wrzuca kolejny bieg i nie zwalnia, nie przestając angażować aż do napisów końcowych. Z podobnymi (choć znacznie bardziej uciążliwymi) problemami borykał się swego czasu „Łotr 1”, który w ostateczności zapamiętałem jako film satysfakcjonujący, lecz bardzo nierówny i wypakowany mniejszymi i większymi błędami na poziomie scenariusza, reżyserii i montażu. „Solo” robi w tym względzie dużo lepsze wrażenie.

00813.m2ts_snapshot_00.30.32-min.png

Wymieniając atuty „Solo”, nie sposób byłoby nie wymienić znakomitej obsady. Poza Aldenem Ehrenreichem urzeka Donald Glover jako Lando Calrissian (który zdecydowanie musi otrzymać teraz swój własny spin-off), Woody Harrelson w roli Tobiasa Becketta – mentora głównego bohatera – i Phoebe Waller-Bridge wcielająca się w wyzwolonego droida L3-37. Muzyka w kompozycji Johna Powella oparta w ogromnej części na napisanym przez Johna Williamsa specjalnie na potrzeby filmu nowym motywie Hana Solo również robi świetne wrażenie (opowiemy o niej szerzej przy okazji recenzji soundtracku w przyszłym tygodniu), mimo że odniosłem wrażenie pewnego umniejszenia jej należytej roli na poziomie miksowania - wiele znakomitych motywów zwyczajnie znika w ogniu scen akcji. Od strony wizualnej natomiast, „Solo” dołącza do kolekcji wspaniałych kadrów z nowych gwiezdnowojennych filmów kilka znakomitych stop-klatek, choć kolorystyka i zabiegi oświetleniowe filmu nie zawsze zdają egzamin (szerzej powiemy o tym później). Nie było za to do tej pory „Gwiezdnych wojen”, które pokazałyby tyle elementów wnętrza Sokoła Millennium (i poświęciły mu tyle świetnych ujęć), co te uwiecznione w obiektywie Howarda, za co jestem mu niezwykle wdzięczny. 

Na koniec warto dodać, że film Rona Howarda ma znacznie więcej wspólnego z oryginalnymi „Gwiezdnymi wojnami” niż „Ostatni Jedi” – poczynając od humoru przez klimat i na znajomych rasach kosmitów (Rodianie!) kończącW tym zakresie sądzę, że jest on na swój sposób czynnikiem jednoczącym spolaryzowany po VIII epizodzie fanbase. Oczywiście, jeśli Ci zniechęceni spróbują dać mu szansę.

00813.m2ts_snapshot_00.40.00-min.png

Mimo problemów w pierwszym akcie i wbrew oczekiwaniom tych, którzy na gwiezdnowojenym uniwersum postawili krzyżyk, „Solo: A Star Wars Story” to kawał zapierającej dech w piersiach zabawy, utrzymanej w klimacie oryginalnych epizodów. Jednocześnie, będąc po części old-schoolową przygodówką, a po części prawdziwym, kosmicznym westernem, „Solo” jako pierwszy wypełnia pierwotną rolę serii antologicznych historii z odległej galaktyki i rezygnuje z „ratowania świata” na rzecz przyjemnie kameralnych stawek i tonu opowieści, którą można by było zasłyszeć nad kieliszkiem w najbardziej podłej kantynie w Mos Eisley.

+4
Film

Obraz 2D:

Niestety – od strony wizualnej „Han Solo” odstaje od kilkuletniego trendu, zgodnie z którym każda kolejna opowieść ze świata „Gwiezdnych wojen” olśniewa. Tam, gdzie „Przebudzenie Mocy”, „Łotr 1” i w końcu „Ostatni Jedi” mogły pochwalić się przepięknymi obrazami i ujęciami z gatunku „instant classic”, „Solo” wypada nieco blado, a właściwie – ciemno. Nie należy winić tu języka Rona Howarda, którego dynamiczna kamera i talent do efektownych, dramatycznych zbliżeń świetnie sprawdzają się w kinie przygodowym pokroju przygód uwielbianego przemytnika. Problem pojawia się na etapie zdolności nadania określonym sekwencjom filmu odrębnego, wizualnego charakteru. I tak „Solo”, mimo że na każdym etapie podkreślany jako lżejszy spośród pozostałych filmów, stara się przeforsować przytłaczająco ponurą i mroczną estetykę. Niezależnie czy Han ucieka przez industrialny krajobraz Korelii, odbywa imperialną służbę w karnej kompanii na Mimban, czy uczestniczy w spotkaniu na luksusowym jachcie Drydena Vosa – po przefiltrowaniu przez obiektywy operatora Bradforda Younga niemal każda ze scenografii staje się bliźniaczo podobnym krajobrazem wyzutym z kolorów, życia i emocji. Ponadto, w wywiadach zdjęciowiec podkreślił, że w wielu scenach niezwykle zależało mu na pełnym wykorzystaniu naturalnego oświetlenia. Na skutek dojścia z owym stwierdzeniem do pewnego ekstremum, bywają momenty, w których nawet wysilenie wzroku nie pomaga w dojrzeniu głębii kadrów Howarda. Dodatki specjalne, o których powiemy szerzej kilka akapitów niżej, dają pewien wgląd w świat „Solo” sprzed nałożenia jednolicie chłodnej kolorystyki i niejednokrotnie ów świat prezentuje się znacznie ciekawiej niż dokończony produkt.

00813.m2ts_snapshot_01.14.20_01-min.png

By nie zabrzmieć nazbyt krytycznie – „Solo” posiada też wiele świetnych wizualnych momentów i prezentuje najczęściej przynajmniej dobry poziom. Gdy „Sokół Millenium” wije się w zabójczej przestrzeni Wiru Akkadyjskiego, a po chwili przed iluminatorami okrętu majaczy widmo rozświetlonego błyskawicami imperialnego niszczyciela wszystko wraca do przepięknej i charakterystycznej normy, tak przecież typowej dla „Star Wars”. Gdy odpowiednio rozświetlony, obraz błękitnego krążka w zapisie 1080p pozwala docenić wszystkie detale produkcji – kostiumy, design stworzeń, niesamowite praktyczne efekty specjalne i pierwszorzędne CGI, które bezwiednie spaja świat cyfrowy i analogowy.

Słowem podsumowania, „Solo” wiele brakuje do najlepiej wyglądającego filmu serii. Kiedy tylko możemy go zobaczyć – bijący sercem świat „Gwiezdnych wojen”, zaprojektowany przez setki niesamowitych artystów i zaprezentowany okiem starannego Rona Howarda, staje się natychmiastowo rozpoznawalny. A jednak, sądząc po angażu takiego zdjęciowca jak Bradford Young, można by spodziewać się obrazu dorównującego słabszemu filmowi, jakim był „Łotr 1”.

00810.m2ts_snapshot_01.16.jpg 00811.m2ts_snapshot_02.43.jpg

00811.m2ts_snapshot_05.59.jpg 00813.m2ts_snapshot_00.01.14.jpg

00813.m2ts_snapshot_00.07.33_)1.jpg 00813.m2ts_snapshot_00.16.09.jpg

00813.m2ts_snapshot_00.17.14.jpg 00813.m2ts_snapshot_00.24.29.jpg

00813.m2ts_snapshot_00.27.08.jpg 00813.m2ts_snapshot_00.50.11.jpg

00813.m2ts_snapshot_00.55.14.jpg 00813.m2ts_snapshot_00.59.29.jpg

00813.m2ts_snapshot_01.06.14_01.jpg 00813.m2ts_snapshot_01.14.15.jpg

00813.m2ts_snapshot_01.18.05.jpg 00813.m2ts_snapshot_01.22.31.jpg

00813.m2ts_snapshot_01.27.59.jpg 00813.m2ts_snapshot_01.48.21.jpg

4
Obraz

Obraz 3D:

Można by zacząć od słów klasyka: „Co tu się porobiło?”. Nie będę budował napięcia i zacznę od werdyktu: to najsłabsze 3D w moim filmowym życiu. Słabsze nawet od niesławnego „Starcia Tytanów” z 2010 roku (swoją drogą na płytach Blu-ray zostało ono poprawione i nie straszyło tak bardzo jak w salach kinowych, gdzie obraz był zbyt ciemny, płaski i niesamowicie rwany). Pierwsza połowa „Solo 3D” to MASAKRA. Zmieniłem okulary, potem na wszelki wypadek jeszcze baterię i… żadnej poprawy. Można wskazać sceny lepsze (ich ocena wahałaby się w okolicach dwójki w sześciostopniowej skali) jak np. przeloty Hana i Qi’ry ścigaczem na powierzchni Corelli lub znana z trailerów sekwencja napadu na pociąg z coaxium. Scen gorszych wskazywać nie trzeba, gdyż cała reszta pierwszego aktu to „dno i kilo mułu”. A może powinienem napisać „mroczne widmo”? Chociaż nie, jedno wyróżnienie trzeba przyznać. Werble! Palmę pierwszeństwa dzierży początek sceny „Sokół Millennium”, który wygląda tak paskudnie, że ryzykujecie ponownym posmakowaniem wczorajszego obiadu. Owszem, winić należy przede wszystkim artystyczną wizję twórców, którzy zdecydowali się stworzyć film mroczniejszy niż sumienie faszysty, chociaż z drugiej strony spod ręki nikogo innego, jak właśnie Rona Howarda wyszło w 2015 roku znakomite – a momentami niemniej ciemne – 3D w postaci „W samym sercu morza”. Może zatem wina leży po stronie operatora Bradforda Younga? Znając jego „Nowy początek” można by się zastanawiać.

00813.m2ts_snapshot_01.34.42-min.png

Druga połowa Solo wygląda już zdecydowanie lepiej i wspina się niemalże w okolice czwórki (przy czym „niemalże” robi dużą różnicę). Górnicza planeta Kessel wygląda… średnio (czyli mamy poprawę), ale już sekwencje wewnątrz otaczającego ją wiru robią całkiem dobre wrażenie. Sceny wygenerowane w trzewiach komputera, mimo iż nadal niesamowicie ciemne, mogą się entuzjastom trójwymiaru spodobać. CGI przekonuje głębią, oko wyłapuje różnice odległości poszczególnych planów, a mózg nie musi rozkminiać czy to jeszcze 3D, czy już 2D. Jednak dopiero moment lądowania na słonecznej Savareen przynosi pierwsze sceny, które zwyczajnie nie męczą. Klarowność, jasność, kontrast, kolory – wszystko OK. Tyle, że film już się właściwie kończy, a ja mam dylemat. Zastanawiam się, czy końcowa ocena powinna wynosić więcej niż 2, czy może jednak mniej. I komu wersję trójwymiarową polecić.

Jeśli musisz mieć steelbooka, płyta 3D wpada Ci niejako przy okazji (chociaż możesz ją sprzedać), jeśli każdy film musisz mieć w wersji 3D, cóż… Twój wybór. Jeśli natomiast zależy Ci na komfortowym oglądaniu przygód Hana, a przy okazji w najlepszej możliwej wersji, na płycie 3D jej nie znajdziesz.

2
Obraz 3D

Wykresy bitrate'u wideo na płytach Blu-ray 3D i 2D

Poniżej prezentujemy wykresy bitrate'u video recenzowanych płyt Blu-ray 3D i Blu-ray 2D, a dodatkowo także bitrate obrazu filmu Han Solo: Gwiezdne wojny - historie dostępnego w bibliotece serwisu iTunes dla posiadaczy urządzeń Apple TV i Apple TV 4K w rozdzielczości Full HD, czyli takiej jak na płycie Blu-ray. Na porównaniu możecie bez problemu zauważyć przewagę fizycznego wydania względem wersji Full HD oferowanej przez iTunes.

Po kliknięciu na obrazek przejdziecie do narzędzia, w którym można wyłączyć wybrany wykres i sprawdzać bitrate w konkretnym miejscu.

han-solo-gwiezdne-wojny-historie-2018-bitrate-3d-2d-bd-it.png

Dźwięk:

Na początek – uwagi. John Powell napisał do „Solo” rewelacyjny soundtrack, który wprowadza wiele czarujących nowych brzmień i zabiera znane motywy Johna Williamsa w ekscytującym, nieuczęszczanym wcześniej kierunku. Jeden z utworów, które możemy usłyszeć na soundtracku – „Reminiscence Therapy” – spaja kilka słynnych tematów „Gwiezdnych wojen” (w tym mój ulubiony, wykorzystany w kultowej ucieczce przez pole asteroid w „Imperium Kontratakuje”) w jedną ekstatyczną jazdę bez trzymanki. Ron Howard, choć użył wspomnianego utworu w rewelacyjnym momencie filmu, to zdecydował się na umieszczenie go na absolutnym dnie tekstury dźwiękowego miksu. Koszmarne niewykorzystanie pełnego potencjału ścieżki (następujące też w kilku innych momentach obrazu) boli mnie przy każdym seansie „Solo”.

Na szczęście, niemały – bo nie mały – ale jest to przy okazji jedyny zarzut, jaki można mieć względem dźwięku filmu Howarda. Zapis obecny na Blu-ray to świetne DTS-HD Master Audio 7.1 (a po losie, jaki spotkał ostatnich „Avengersów” w polskim wydaniu na błękitnym krążku, jest to niemała ulga), prezentujące w najlepszy możliwy sposób wszystkie walory przestrzenności i głębi dźwięku „Solo”. Chaos wojny na najechanym przez Imperium świecie Mimban, przyjemny bas buczenia „Sokoła Millenium”, soczyste dźwięki blasterowych wystrzałów w kopalni przyprawy na Kessel, gwar dziesiątek ras w spelunie, w której Lando i Han po raz pierwszy ścierają się w grze w Sabbaka  – tam, gdzie obraz Younga nie potrafi nadać odpowiedniej indywidualizacji każdej ze scen „Hana Solo”, dźwięk dokonuje tego w wirtuozerskim stopniu.

Co do polskiej wersji językowej (dubbingowej), nawet usiłując zminimalizować swoją niechęć do polskich głosów w obcojęzycznych, nie-animowanych filmach, nie jestem w stanie ocenić jej pozytywnie. Kwestie wypowiadane są albo bez przekonania, albo ze zblazowanym, sztucznym luzem przez aktorów, którzy w większości nie nadają się do swoich ról (zwłaszcza postać odgrywana przez Woody'ego Harrelsona). Odradzam z całego serca.

5
Dźwięk

Materiały dodatkowe:

solo-2d-menu-mini-min.png

Dodatki zebrane na trzeciej płytce stanowią bardzo przyjemny zbiór. Mimo, że z powodu zawirowań na planie nie mogliśmy dostać komentarza reżysera, znajduje się tu kilka bardzo fajnych (choć krótkich) dokumentów i usuniętych scen zaopatrzonych w polskie napisy. 

  • Han Solo: Spotkanie filmowej drużyny (22 minuty) – Ron Howard zasiada do karcianego stołu wraz z obsadą „Solo" (m.in. Aldenem Ehrenreichem, Donaldem Gloverem, Emilią Clark i Woodym Harrelsonem). W ciągu dwudziestu minut pada kilka interesujących pytań względem głównych odtwórców oraz parę ciekawostek zza kurtyny. Przyjemnie słucha się fajnych ludzi z tak dobrą i filmową i pozafilmową chemią. 
  • Kasdan i Kasdan (8 minut) – krótki materiał o scenarzystach filmu. Ojciec i syn – Lawrence i Jonathan Kasdanowie – opowiadają o plusach i minusach współpracowania z rodziną. 
  • Sokół Millenium (6 minut) – materiał opisujący, jak wyglądał słynny frachtowiec w czasach, w których należał do Lando Calrissiana. Nieco scenograficznej magii zyskuje w tym krótkim dokumencie na dodatkowym znaczeniu. 
  • Ucieczka z Korelii (10 minut) – materiał skupiający się na realizacji otwierającej film sekwencji pościgu. 
  • Napad na pociąg (15 minut) – typowe „behind the scenes”, tym razem przybliżające pierwszy skok Hana Solo. Krótki i ciekawy dokument zawierający sporo ujęć zza kulis i umiejscawiający napad w kontekście rozwoju postaci przyszłego przemytnika
  • Chewie (7 minut) – parę słów o ulubionym Wookiem. Chewbacca ma w „Solo” większą rolę i zostaje tu ona pokrótce opisana.
  • Jak zostać droidem L3-37 (7 minut) – Phoebe Waller-Bridge opowiada o swoim występie jako droid-rewolucjonistka, kilka słów o technice CGI, która pozwoliła na przeniesienie jej występu.
  • Witamy w forcie Ypso (8 minut) – kolejna kantyna w galaktyce „Star Wars” oznacza dziesiątki kolejnych obcych ras i najdziwaczniejszych stworzeń udawadniających, że magia kina nie zna granic. Wspaniały materiał.
  • Wir: Trasa na Kessel (8 minut) – Ron Howard i specjaliści od efektów specjalnych opowiadają, jak nakręcono słynną trasę na Kessel.
  • Sceny niewykorzystane (15 minut) – zobaczycie tu między innymi scenę, w której Han Solo zostaje wyrzucony z imperialnej akademii oraz kilka wydłużonych względem ostatecznej wersji filmu sekwencji. Ogólnie, każda decyzja dotycząca skrócenia scen wydaje się zupełnie uzasadnioną ze względu na pacing „Solo”, a jednak w przypadku całych sekwencji – trudno w kilku przypadkach nie dojść do wniosku, że można by je (zwłaszcza tę opisaną powyżej) w filmie bez problemu zachować. Na zestaw ośmiu scen składają się:
    - Podziemny świat Proximy (00:01:16)
    - Pościg na Korelii (00:01:39)
    - Han Solo: Imperialny Kadet (00:01:54)
    - Bitwa na Mimban: wersja rozszerzona (00:01:58)
    - Han kontra Chewie (00:05:29)
    - Bitwa na śnieżki (00:00:44)
    - Dryden: wersja rozszerzona (00:01:10)
    - Coaxium (00:00:36)
+4
Dodatki

Opis i prezentacja wydania:

Film wydano w standardowym, trzypłytowym opakowaniu typu Elite. Ładna grafika na przedniej okładce przedstawia wszystkich głównych „graczy” z Sokołem Millennium w tle. Jak zwykle w przypadku wydawnictwa Blu-ray 3D na okładce znajdują się aż trzy informacje o tym, że zawiera ono w istocie wersję 3D. Wewnątrz opakowania znajdują się trzy płyty, każde z nadrukiem utrzymanym w podobnym stylu graficznym. Ogólnie robi poprawne i spójne wrażenie, nie odstraszając żadnym z elementów, prezentując sobą typowy, niewyróżniający się standard. 

P1100717.jpg P1100724.jpg

P1100728.jpg P1100729.jpg

P1100738.jpg P1100735.jpg

4
Opakowanie

Specyfikacja wydania

Dystrybucja

Galapagos

Data wydania

26.09.2018

Opakowanie

Amaray

Czas trwania [min.]

135

Liczba nośników

3

Obraz

Aspect Ratio: 16:9 - 2.39:1

Dźwięk oryginalny

DTS-HD Master Audio 7.1 angielski

Polska wersja

Dolby Digital 5.1 (dubbing) i napisy

Podstawowe informacje z raportu BDInfo:

Disc Title: Solo: A Star Wars Story
Disc Size: 43,916,635,948 bytes
Length: 2:14:46.703 (h:m:s.ms)
Total Bitrate: 41.85 Mbps

VIDEO:

Codec Bitrate Description
----- ------- -----------
MPEG-4 AVC Video 32632 kbps 1080p / 23.976 fps / 16:9 / High Profile 4.1

AUDIO:

Codec Language Bitrate Description
----- -------- ------- -----------
DTS-HD Master Audio English 5407 kbps 7.1 / 48 kHz / 5407 kbps / 24-bit (DTS Core: 5.1 / 48 kHz / 1509 kbps / 24-bit)
Dolby Digital Audio Polish 640 kbps 5.1 / 48 kHz / 640 kbps / DN -4dB

SUBTITLES:

Codec Language Bitrate Description
----- -------- ------- -----------
Presentation Graphics English 39.334 kbps
Presentation Graphics Polish 0.217 kbps

Płyta 3D

Disc Title: Solo: A Star Wars Story
Disc Size: 45,943,561,435 bytes
Length: 2:14:46.703 (h:m:s.ms)
Size: 43,335,383,040 bytes
Total Bitrate: 42.87 Mbps

VIDEO:

Codec Bitrate Description
----- ------- -----------
MPEG-4 AVC Video 23128 kbps Left Eye / 1080p / 23.976 fps / 16:9 / High Profile 4.1
MPEG-4 MVC Video 9955 kbps Right Eye

AUDIO:

Codec Language Bitrate Description
----- -------- ------- -----------
DTS-HD Master Audio English 5407 kbps 7.1 / 48 kHz / 5407 kbps / 24-bit (DTS Core: 5.1 / 48 kHz / 1509 kbps / 24-bit)
Dolby Digital Audio Polish 640 kbps 5.1 / 48 kHz / 640 kbps / DN -4dB

SUBTITLES:

Codec Language Bitrate Description
----- -------- ------- -----------
Presentation Graphics English 39.334 kbps
Presentation Graphics Polish 0.217 kbps

Pełne raporty BD-info dostępne są pod odnośnikami: Han Solo: Gwiezdne wojny - historie – raport BDInfo z płyty 2DHan Solo: Gwiezdne wojny - historie – raport BDInfo z płyty 3D.

Podsumowanie:

Wydanie Blu-ray powiela grzechy wizualne obrazu Howarda, nadrabiając świetną jakością ścieżki dźwiękowej i zadawalającym zestawem materiałów dodatkowych. A sam film? Do „Star Wars”, jako życiowy fan, podchodzę bardzo osobiście. Z ogromną ulgą więc stwierdzam, że wychodząc na przeciw wszystkim sceptykom, „Solo: A Star Wars Story” – mimo pewnych zgrzytów – okazał się nie tylko wspaniałym kinem przygodowym, ale przede wszystkim filmem godnym legendy jednej z najlepszych postaci kina. Myślę, że z upływem lat obraz z Ehrenreichem nabędzie sentyment fanów odległej galaktyki i zakorzeni się jako ta mniejsza i niezwykle czarująca opowieść z bogatego uniwersum. I kto wie, może – mimo kiepskich wyników finansowych – kiedyś doczekamy się sequela. Z każdym seansem „Solo” coraz mocniej trzymam za to kciuki.

Kompletne informacje na temat wydania Blu-ray z filmem Han Solo: Gwiezdne wojny - historie znajdziecie na Filmoskopie.

+4
Film
4
Obraz
2
Obraz 3D
5
Dźwięk
+4
Dodatki
4
Opakowanie
4
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6.

Gdzie kupić wydanie Blu-ray 2D+3D z filmem „Han Solo: Gwiezdne wojny - historie”?

Film do recenzji otrzymaliśmy dzięki uprzejmości firmy Galapagos.

Specjalne podziękowanie dla Sokala za uzupełnienie tekstu o opis obrazu 3D.

źródło: zdj. Galapagos / Lucasfilm / Disney