Iniemamocni 2 - recenzja filmu

W momencie, gdy rodzina Iniemamocnych ukazała się światu po raz pierwszy, kino superbohaterskie na swój renesans musiało poczekać jeszcze parę lat. Czternaście wiosen później, lateksowy klan powraca, a we wspomnianym gatunku zdążono pokazać już tyle, że bogactwem treści i zaskakującą ilością bohaterów, usatysfakcjonowany musi być nawet najbardziej zatwardziały fan opowieści o herosach. Gdzie w tym zawładniętym superbohaterszczyzną kinowym świecie plasują się obecni od piątku na ekranach polskich kin Iniemamocni 2? Gdzieś między najlepszymi filmami z II fazy MCU, a wspaniale innowacyjną częścią pierwszą widowiska Pixara.

W dość obszernym katalogu animacji amerykańskiej wytwórni, Iniemamocni wraz ze swym udanym sequelem wciąż mieszczą się w ścisłej czołówce studia. Biorąc pod uwagę jakość niektórych pixarowskich kontynuacji oraz mnogość wykorzystań konwencji superhero w kinie głównego nurtu, Iniemamocni po czternastu latach pewnie stoją na nogach. Do części drugiej twórcy podeszli z ogromnym poszanowaniem materiału źródłowego, posługując się przy tym odpowiednią ilością kinowej nostalgii. Spośród pozostałych produkcji Pixara, obu częściom Iniemamocnych pod tym względem najbliżej jest do Gdzie jest Nemo i kontynuacji z 2016 roku. Również fabularnie filmy funkcjonują podobnie, opierając się nieco na zasadzie odwrócenia ról poszczególnych bohaterów.

Iniemamocni 2 bezpośrednio kontynuują to, co zostało pokazane pod koniec części pierwszej (zgrabnie odwołując się także do poszerzającej uniwersum, treści krótkometrażówki Niemowlę kontratakuje). Na miasto napada złoczyńca o bardzo sugestywnym pseudonimie „Człowiek Szpadel”. Skutki walki z agresorem i mało efektywne działania grupy superbohaterów powodują podjęcie przez polityków rygorystycznych kroków mających na celu całkowitą delegalizację aktywności herosów. Pomocną dłoń do rodziny Parrów wyciąga para kierująca korporacją telekomunikacyjną zmierzająca do przywrócenia superbohaterom dobrego imienia. Z powodu próby dotarcia do opinii publicznej, tym razem to Elastynie (Dorota Segda) przyjdzie rola chlebodawcy, a zajmującemu wcześniej to stanowisko Panu Iniemamocnemu (Piotr Fronczewski) przypadnie los gospodyni domowej.

90fk35mr.jpg

Inteligentne łączenie elementów kina familijnego z wyjątkowo kreatywnymi rozwiązaniami realizacyjnymi (w drugiej części bardzo dobrym przykładem świetnie poprowadzonej akcji może być chociażby sekwencja pogoni kolei na motorze) to już znak rozpoznawczy Iniemamocnych. Sequel, tak jak film z 2004 roku, wciąż rewelacyjnie ukazuje problemy wychowawcze, a potem płynnie przechodzi w sceny przysłowiowej walki ze złem, mające wyeksponować piękno współpracy i istotę rodziny. Oprócz tego, druga część oferuje także kilka bardzo aktualnych komentarzy kulturowych, z których na pierwszy plan wysuwa się ten o odwróceniu ról społecznych. Jest tu także mowa o presji i roli superbohatera, wszechogarniającym charakterze mediów, poszukiwaniu sprawiedliwości oraz naturze polityki.

Wielowymiarowość tej produkcji staje się w konsekwencji zarówno jej cechą pozytywną, jak i negatywną. Nie na wszystkie tematy bowiem udało się Bradowi Birdowi opowiedzieć w sposób gruntowny. Niektóre z nich poruszane były już (z lepszym skutkiem) w części pierwszej lub innych obrazach. Szczególnie rozczarowujące wydaje się być ujęcie środków masowego przekazu, które w założeniu miały być motywem charakterystycznym dla filmowego łotra. Zważywszy na świetnie napisaną postać Syndroma z części pierwszej, fabularny twist związany z obecnym villainem w ostateczności okazuje się dość spłycony. Niedociągnięcia te nie odbierają jednak ogromnej satysfakcji z zabawy płynącej z seansu. Trwający niespełna dwie godziny film jest najdłuższą dotychczasową produkcją Pixara i mimo tego nawet na chwilę nie przestaje dostarczać rozrywki. Slapstickowy humor przypadnie do gustu nie tylko najmłodszym odbiorcom, a pomysłowe sceny akcji, mimo pewnej powtarzalności budzą duży podziw. Do tego dubbing bawi tak jak powinien – powracający do swych ról Fronczewski, Segda, Gąsowski i Kora(!) pod batutą Wojciecha Paszkowskiego odnajdują się w swych postaciach znakomicie.

Pracownicy Pixara to dobrzy ludzie. Za sprawą Iniemamocnych 2 dają nam kolejny powód, by zabrać całą rodzinę do kina i świetnie się przy tym bawić. Jak na to studio przystało, każda grupa wiekowa znajdzie w filmie coś dla siebie.

Ocena 4/6

źródło: zdj. Disney / Pixar