NOSTALGICZNA NIEDZIELA #55: Egzorcysta

Nostalgicznej Niedzieli przybliżamy Wam klasyczne produkcje kinowe i telewizyjne z ubiegłych dekad. Choć pojawił się już na naszej liście dziesięciu najlepszych horrorów lat siedemdziesiątych w zeszłym roku, w dzisiejszym wpisie opowiemy o klasyku grozy w reżyserii Williama Friedkina, który po dziś dzień pozostaje najczęściej niedoścignionym wzorcem gatunku. Mowa tu oczywiście o „Egzorcyście” z 1973 roku. Zapraszamy do lektury!

Najbardziej przerażający film wszech czasów” – głosi slogan „Egzorcysty”, opartego na inspirowanej prawdziwymi wydarzeniami powieści Williama Petera Blatty'ego. Nominowany niemal pół wieku temu do dziesięciu Oscarów (w tym do głównej statuetki wieczoru) obraz Williama Friedkina to współcześnie jeden z tuzinów filmów składających się na podgatunek horroru poruszający temat demonicznego opętania. A jednak, ilekroć wspomina się o filmach wielkich, rewolucyjnych i ponadczasowych – „Egzorcysta” zawsze odznacza się swą ohydną obecnością.

Dlaczego „Egzorcysta” wciąż straszy? Dlaczego treści, które porusza, mimo dynamicznych przemian języka filmowego, wydają się w jakiś sposób szokująco uniwersalne? Otóż friedkinowski strach to nie potwory zwisające ze ścian i ponure kształty, które poruszają się po wielkich, opuszczonych domach w poszukiwaniu utraconego suspensu. Wstrząsający aspekt jego „Egzorcysty” leży w zakpieniu z humanizmu, poddaniu ułudy uporządkowania wewnętrznej psychologii na rzecz brutalnie spotworzałej fizyczności i wypaczeniu symboli i reliktów, które od setek lat stanowią jakkolwiek wadliwy kręgosłup cywilizacji i moralności. Pod warstwą obrzydliwego makijażu i sztucznych zielonych wymiocin, film Friedkina stawia odważny znak zapytania nad kwestią ludzkiej wyższości i wolności od pierwotnych odruchów. Konsekwentnie, obcując z plastycznym od wyobraźni umysłem, „Egzorcysta” na stałe pozostawia w nim nie tylko serię groteskowych ilustracji i stopklatek, ale i głębokie poczucie egzystencjalnego niepokoju – element, o którym większość współczesnych horrorów zdaje się zapominać. Zwłaszcza w odniesieniu do zakończenia filmu, scenarzysta, a za nim reżyser, zdają się odbierać „opętaniu” jego fantazyjny aspekt, przenosząc je na poziom ściśle psychologiczny i na nim decydują się opowiedzieć o zepsutej seksualności i mechanizmach agresji.

exorcist12-min.jpg

Ponieważ to w ludzkiej naturze Friedkin umieszcza punkt przecięcia wszelkiego przerażenia, najważniejszym elementem „Egzorcysty” są jego postacie – wspaniale sportretowane przez Lindę Blair, Maxa von Sydowa i Jasona Millera – dziewczynka w okresie dojrzewania i dwóch bardzo odmiennych księży. Jeden – schorowany tradycjonalista wyposażony w doświadczenie w walce z okultyzmem, drugi – progresywny, ale i głęboko poróżniony z wiarą psycholog (los jednego i drugiego podsuwa kolejną myśl, która zdaje się rewerbować w przesłaniu narracji – nie sposób jednak o tej opowiadać bez zdradzenia zakończenia filmu, czego tu naturalnie nie zrobimy). Zwłaszcza ostatni ze wspomnianych – ojciec Damien Karras – otrzymuje w „Egzorcyście” bardzo obfitą w detale ścieżkę rozwoju, poczynając od sugerowanej przez narrację utratę najbliższych po traumę związaną ze śmiercią matki. Psychicznie obciążona, głęboko ludzka postać i jej ostateczny los składają się w pierwszej kolejności na bijące serce filmu, a następnie – na narzędzie stosownej, wyrazistej puenty.

Od strony realizacyjnej, w zawiązaniu atmosfery wszechobecnego terroru reżyser William Friedkin nie ma sobie równych. Bardzo powolna narracja skupia się w większości na sylwetkach głównych bohaterów, dokładnym rozrysowaniu relacji i cech, a strach realizowany jest przy pomocy podprogowych, niemal demonicznych stopklatek i chwilowych eksplozjach obrazów groteski i komicznej przewrotności. W tym kontekście, dzięki wersji reżyserskiej filmu, w „Egzorcyście” znalazła się rewelacyjna i szokująca scena „pajęczego” spaceru opętanej przez demona Regan. Ponadto, rozszerzenie zapewnia kilka dodatkowych scen wspomagających relacje między postaciami – między innymi scena ostatniej rozmowy między ojcem Merrinem (von Sydow) i Karrasem (Miller) – i wydłuża zakończenie. Omawiając „Egzorcystę” nie można by było nie wspomnieć o osiągnięciach specjalisty od charakteryzacji – Dicka Smitha. Znany też ze swoich makabrycznych dokonań przy cronenbergowskich „Skanerach” (o których któregoś dnia również w Nostalgicznej Niedzieli opowiemy), artysta wirtuozersko przemienia niewinne oblicze Lindy Blair w tryskającą wymiocinami, demoniczną maskę robaczywego strachu. Podobnie wstrząsająco film Friedkina zresztą brzmi. Co ciekawe, jęki i krzyki opętanej Regan powstały na podstawie zarejestrowanego wycia stada świń, następnie zmiksowanych i puszczonych od tyłu. Głos demona (w materiałach poświęconych filmowi opisanego jako pochodzące z asyryjskich wierzeń bóstwo Pazuzu) zapewniła radiowa aktorka Mercedes McCambridge. By osiągnąć możliwie najbardziej wstrząsające brzmienie, artystka przygotowała się do nagrań atakując struny głosowe zabiegami złożonymi z połykania surowych jajek, zapijania whisky i wypalania dziesiątek papierosów pod rząd. Efekt, zgodnie z intencją, pozostaje absolutnie piorunujący.

scariest-movie-exorcims-min.jpg

W duszącym natłoku obrazów grozy „Egzorcysta” nie tylko pozostaje jednym z najlepszych i najmocniejszych przedstawicieli gatunku. Film Williama Friedkina atakuje ułudę symbolizmu, odziera strach z fikcji i definiuje uniwersalną intymność grozy psychologicznej, umiejscowionej nie w świecie stworzeń z innego świata, ale ściśle i nierozerwalnie na płaszczyźnie ludzkich słabości, porażek i niespełnionych ambicji.

Entuzjastów grozy warto odesłać do książkowego pierwowzoru „Egzorcysty”, który być może rozwieje część wątpliwości dotyczących pewnych elementów zagadkowej i niewyjaśnionej warstwy fabularnej filmu. Ten bowiem, w znakomitym wydaniu i przekładzie, pojawił się na polskim rynku w ubiegłym roku nakładem wydawnictwa Vesper.

„Egzorcysta” to jeden z tych filmów, który doczekał się wielu polskich i zagranicznych edycji z polską wersją językową. W Polsce film został wydany nakładem dystrybutora Galapagos między innymi w ubiegłym roku w ramach serii Ikony kina, a pierwszej edycji doczekał się dużo wcześniej, bo już w 2010 roku. Egzorcystę z polską wersją językową w postaci napisów i lektora znajdziemy między innymi we Włoszech i Wielkiej Brytanii, a ostatnio pojawiła się nawet zapowiedź limitowanego steelbooka, który dostępny będzie między innymi na włoskim rynku. Trzeba jednak pamiętać, że polską wersję językową znajdziemy wyłącznie w reżyserskiej wersji filmu. Na koniec warto dodać, że jak na razie „Egzorcysta” nie doczekał się jeszcze wydania na nośniku 4K UHD.

źródło: zdj. Warner Bros.