Pan Higgins wraca do domu - recenzja komiksu

Końcem maja, nakładem wydawnictwa Non Stop Comics, do ksiegarń trafił najnowszy komiks Mike'a Mignoli – „Pan Higgins wraca do domu”. Jak wypada próba innego spojrzenia na legendę o skrzydlatych dzieciach nocy? Zapraszamy do lektury naszej recenzji.

Uwielbiam Mike'a Mignolę. Amerykański autor jest odpowiedzialny za – nie przesadzając – moje ulubione serie komiksowe. Te z kolei dopiero od niedawna ukazują się w Polsce w wydaniu godnym materiału, który zawierają, a warte są niekwestionowanej uwagi każdego miłośnika historii obrazkowych. Mowa tu o jego magnum opus – „Hellboyu” – i serii pobocznej – „BBPO”. W „Pan Higgins wraca do domu” Mignola pozostawia przygody czerwonego łowcy zagrożeń paranormalnych i jego osobliwych przyjaciół w tyle, nie opuszczając jednak sprawdzonego i namacalnie umiłowanego poletka gotyckiego horroru.

Zarysować treść „Pana Higginsa” oznaczałoby streścić jedną trzecią objętości owego krótkiego i czarującego komiksu. Spróbujmy więc zrobić to tak zdawkowo, jak tylko się da. W przeddzień święta Walpurgii, do małego miasteczka w Karpatach przybywa dwóch łowców wampirów. W tym samym czasie, we wznoszącym się nad miastem zamku Golga zbierają się tłumy krwiożerczych i nieumarłych gości. Nim dojdzie do nieuchronnej konfrontacji, łowcy spróbują uzyskać pomoc tajemniczego Pana Higginsa, który gościł kiedyś w zamku i sam skrywa makabryczny sekret. Klasyczny Mignola, prawda? Gdyby nie absencja stałej obsady, moża by było na spokojnie zaaplikować powyższą treść do jednego z opowiadań ze świata Hellboya. A jednak, mimo dość konwencjonalnego zarysu fabularnego, „Pan Higgins wraca do domu” to niewątpliwie interesujący eksperyment.

pan-higgins-t1-plansza-02-min.png

Mignola ujawnia swoje inspiracje już na pierwszych stronach komiksu. Wlicza się do nich między innymi kolekcja starych, mniej znanych filmów o wampirach (w tym „Nieustraszeni pogromcy wampirów” Romana Polańskiego), a jednak nad całością bardzo wyczuwalnie unosi się duch klasycznego „Draculi” Stokera. Klimat i gotycki urok to jednocześnie największy atut „Higginsa”, niewątpliwie górujący nad faktyczną treścią – tej jest zwyczajnie bardzo, bardzo mało. Miniaturowa objętość tomiku (niewiele ponad pięćdziesiąt stron) wyklucza satysfakcjonujące zarysowanie sylwetek naszych bohaterów oraz konfliktu, w który zostali zaangażowani. „Pan Higgins” ma miejsce na śladowe wytłuszczenie zaledwie jednej postaci, resztę prezentując w charakterze nastrojowych ozdóbek i fabularnych narzędzi. W tym samym momencie, w którym przyzwyczaimy się na dobre do rysunków Johnsona-Cadwella, wsiąkniemy w dziwnie kreskówkowy świat Nosferatu, a Pan Higgins, zgodnie z obietnicą, zdąży powrócić do domu – przygoda się kończy. I już. Więcej tych bohaterów nie spotkamy. Stephen King, omawiając ulubione formy literackie, przyrównał opowiadania do „ukradkowych pocałunków w ciemności”. Porównanie to jest nad wyraz trafne w omawianym przypadku, bowiem w istocie tym i niczym więcej jest tomik Mike'a Mignoli. Jest nastrojowo i intrygująco, choć nie do końca angażująco, a po wszystkim pozostaje niedosyt, który po czasie wyewoluuje w miłe wspomnienie. Kolejnym dobrym określeniem, którym można by „Pana Higginsa” obarczyć, jest „bajka dla dorosłych”, choć jej morał może nie wydawać się zbyt oczywisty. By zabrzmieć nieco bardziej czytelnie: „Pan Higgins wraca do domu” jest krótką, przyjemną w odbiorze formą, pozbawioną rewolucyjnego charakteru, w to miejsce oferując urok efektownej, krwawej widokówki. Od strony wizualnej, rysownik Warwick Johnson-Cadwell nadaje opowieści wygląd kanciastej kreskówki w stylu tych pamiętanych z kanału Cartoon Network. Jakiś czas temu na podobne rozwiązanie zdecydował się Andrew MacLean w autorskim dziele „Head Lopper” – o pierwszym tomie ów świetnego komiksu pisaliśmy już szerzej na portalu. W tamtym tomie rzeczony styl pasował jak ulał. W przypadku „Higginsa” kreska Johnsona-Cadwella w połączeniu z dziwacznymi pomysłami Mignoli potrafi stworzyć dość unikalny nastrój, a jednak nie sposób nie pomyśleć, że właściwszym dla gotyckiego tonu byłoby, gdyby to właśnie autor „Hellboya”, tak skutecznie operujący negatywną przestrzenią w swoich dziełach, zajął się stworzeniem ilustracji. Na poparcie tej tezy wspomnę tylko, że najbardziej z estetyki „Pana Higginsa” zapadnie mi w pamięć rewelacyjna i minimalistyczna okładka, której autorem jest właśnie Mike Mignola.

pan-higgins-t1-plansza-01-min.png

Powinniśmy wspomnieć również jak wypada polskie tłumaczenie. Nie sądzę, by dialogi w „Higginsie” (krótkie i dość nieskomplikowane) stawiały przed translatorami specjalne wyzwanie. A jednak warto w tym miejscu przywołać nazwisko rodzimej tłumaczki, Pauliny Braiter, której zaangażowanie w każdy projekt stanowi niezmiennie gwarant najwyższej klasy. Wystarczy wspomnieć jej znakomitą pracę przy okazji tłumaczenia twórczości Neila Gaimana. To właśnie Pani Braiter polskie wydania m.in. „Sandmana” i „Amerykańskich Bogów” zawdzięczają niesamowicie płynne, a przy tym spójne z oryginałem, poetyckie brzmienia. I w „Higginsie” najmniejszych zarzutów mieć nie można, choć materiał źródłowy nie oferuje zbyt wielkiego pola do popisu. Kolejnym plusem jest też niewątpliwie piękne wydanie zaoferowane przez Non Stop Comics. Twarda, matowa oprawa (choć opalcowuje się piekielnie) robi znakomite wrażenie i dopasowuje się do wydawanego na bieżąco „Hellboya”. Podobnie efektownie wyglądają szkice umieszczone na pierwszej i ostatniej, czerwonej stronie komiksu oraz elegancka karta tytułowa. 

„Pan Higgins wraca do domu” to melancholijny, lekki, miejscami makabryczny i gorzki, a jednocześnie zabawny wpis w bogatej bibliografii Mignoli. Nie ma tu jednak miejsca ani na zaskoczenia, ani na odważniejsze rozwiązania fabularne. Zamiast tego dostajemy przyjemną i skromną historyjkę, nacechowaną znamionami listu miłosnego, która ani na moment nie kryje źródła swych tematycznych inspiracji w kultowym dziedzictwie gatunku.

4
Scenariusz
4
Rysunki
5
Tłumaczenie
5
Wydanie
6
Przystępność*
+4
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6.

* Przystępność - stopień zrozumiałości komiksu dla nowego czytelnika, który nie zna poprzednich albumów z danej serii lub uniwersum.

pan-higgins.jpg

Zachęconych recenzją odsyłamy do wpisu Majowe premiery od Non Stop Comics - prezentacje komiksów, w którym znajdziecie obszerną galerię zdjęć oraz prezentację wideo.

Specyfikacja

Scenariusz

Mike Mignola

Rysunki

Warwick Johnson-Cadwell

Przekład

Paulina Braiter-Ziemkiewicz

Oprawa

twarda

Liczba stron

56

Druk

kolorowy

Wydawnictwo oryginału

Dark Horse Comics

Data premiery

23.05.2018

Komiks otrzymaliśmy dzięki uprzejmości wydawnictwa Non Stop Comics.

źródło: Non Stop Comics / Dark Horse Comics