Player One - recenzja filmu i wydania Blu-ray [3D+2D, opakowanie Elite]

Końcem października doczekaliśmy się premiery najnowszego dzieła science-fiction w reżyserii Stevena Spielberga na Blu-ray i DVD. Poza wydaniem z samym filmem i dodatkami na obu krążkach, „Ready Player One” trafił na sklepowe półki również w wersji Blu-ray zaopatrzonej w obraz 3D. Zapraszamy do lektury naszej recenzji wydawnictwa.

„Player One”, reż. Steven Spielberg

(dystrybucja w Polsce: Galapagos) 

Film:

Nostalgia względem lat osiemdziesiątych trwa w najlepsze zarówno w naszym świecie, jak i we wcale-nie-takiej-niemożliwej przyszłości opartej na kultowej powieści Ernesta Cline'a – „Ready Player One”. Rozgrywająca się trochę ponad ćwierć wieku stąd opowieść ukazuje dystopijne realia rzeczywistości wyniszczonego USA, w którym jedyną ucieczką przed sypiącym się systemem jest OASIS – napisana przez genialnego Jamesa Hallidaya i wypchana estetyką dekady Van Halena, Marty'ego McFly i Freddy'ego Kruegera gra, w której każdy może być kim chce, robić co chce i pokonywać ograniczenia szarej rzeczywistości z nieokiełznaną wyobraźnią. Gdy Halliday umiera, rozpoczyna się rozgrywka o to, kto przejmie kontrolę nad OASIS, a warunkiem wygranej staje się odnalezienie ukrytego przez twórcę Easter Egga. Na podszewce, „Player One” to klasyczna i prosta bajka o dobrych i złych, szczerości i cynizmie, zwykłych ludziach i bezlitosnych korporacjach, a przy tym opowieść z łatwością dająca się przepisać na dzisiejszy gamingowy świat, w którym praktyki wielkich developerów w niejednym przypadku prowokują konsternację, ile w tym wszystkim pozostało serca, a ile chęci bezdusznego zrobienia fortuny na pełnopłatnych, rozbudowywalnych półproduktach.

Ready Player One” jest swoistym metafilmem, dziełem od geeka dla geeków. Nie sposób otrząsnąć się z wrażenia, że Spielberg, choć uwięziony w metrach celulozy, co rusz łamie czwartą ścianę, puszcza do widzów oko przy kolejnych odwołaniach do kultowych tworów lat swej młodości, śmieje się, zajada popcorn i bawi lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Skoro o easter eggach mowa – w „Player One” jest ich tak wiele, że aby wyłapać wszystkie (o ile to w ogóle możliwe), konieczne byłoby przynajmniej parokrotne oglądnięcie filmu na Blu-ray, połączone z namiętnym katowaniem przycisku pauzy i szczegółowym analizowaniem każdego kadru. Poza tym, co mogliście zobaczyć w zwiastunach, spektakl Spielberga, wsparty ścieżką dźwiękową wspaniałego Alana Silvestri, oferuje mnóstwo innych, mniejszych i większych niespodzianek – w tym jedną, sążnistą sekwencję, która wbija w fotel ze skutecznością siekiery, spuszczonej na drzwi hotelowej łazienki.

00331.m2ts_snapshot_00.23.05-min.png

Do obrazu, w którym z taką mocą dudni szczera miłość do świata kina i popkultury ogółem, trudno podejść krytycznie. Niemniej jednak, skoro wyważona ocena wymaga powściągnięcia ekscytacji (a właśnie to „Ready Player One” robi najskuteczniej – ekscytuje, ekscytuje jak diabli) wspomnijmy o tym, co się do końca nie udało. Spośród dwóch światów – Columbus roku 2045 i OASIS – narracja ewidentnie faworyzuje drugi z wymienionych. Paradoksalnie, to właśnie poza wybuchową rzeczywistością wirtualną, tempo zdarzeń zdaje się pędzić, a progressing postaci następuje niekiedy z nagłym, wybijającym z ogólnej korespondencyjności obrazu pośpiechem. W scenariuszowym założeniu, w kiełkujące z prędkością rozrostu małego xenomorpha uczucia głównego bohatera powinniśmy uwierzyć, choć czasu najczęściej nie starcza, by słowa zastąpiły czyny, a narracja zaprogramowała tę wiarę z większą gracją. Mimo zaangażowania świetnej obsady (Tye Sheridan, Olivia Cooke i przede wszystkim Ben Mendelsohn, jako niewzruszony archetyp szefa złej korporacji) protagoniści „Ready Player One” nie są najbardziej rozbudowanymi postaciami z katalogu Spielberga i funkcjonują najczęściej jako pozbawione przesadnie mięsistego tła, sympatyczne i barwne pionki na reżyserskiej szachownicy, która z góry zakłada funkcje każdej z figur.

Nie ma natomiast w filmie najmniejszego kłopotu z przejściem między generowanym cyfrowo światem a realizmem dystopijnej przyszłości. Zwłaszcza w ostatnim akcie, w którym akcja nieustannie lawiruje między OASIS a Columbus w Ohio, bezwiednie przenosimy się z jednego do drugiego, bez poczucia najmniejszej nienaturalności. Efekty specjalne składają się na bodaj najbardziej oszołamiający spektakl CGI, jaki było mi dane zobaczyć na srebrnym ekranie, a zdjęcia Janusza Kamińskiego jak zawsze zachwycają, stawiając tu na zdecydowany wizualny dysonans, między tym co prawdziwe a tym co wykreowane sztucznie. Dwie rzeczywistości rozdziela nie tylko paleta kolorystyczna, ale również diametralnie inny styl prowadzenia kamery. Warto w tym miejscu zauważyć, że na potrzeby „Ready Player One” Spielberg – choć jego filmy zawsze charakteryzował wyjątkowy wizualny język i stylistyka – nabył i opanował w senseiskim stopniu wtajemniczenia zupełnie nowy zestaw umiejętności. W OASIS długie sekwencje akcji, składające się z szalenie bogatych, pojedynczych ujęć, dynamicznie chaotyzowanych gęsto stosowanymi snap zoomami, prezentują się jak najlepsza, najbardziej angażująca gra video we wszechświecie. Niewielu potrafi zagospodarować sceny akcji z równie uporządkowanym, chaotycznym wdziękiem, co Steven Spielberg. Krótko po rozpoczęciu filmu „Ready Player One” wrzuca widza na głęboką wodę w sekwencji wyścigu z udziałem między innymi: DeLoreana z „Powrotu do przyszłości”, Interceptora należącego do Maxa Rockatansky'ego i pierwszego Batmobilu – sekwencji tak rewelacyjnej, że szczęki musiałem szukać kilka pięter poniżej twarzy, długo po tym jak film poszedł naprzód. Doskonała, nieskrywanie infantylna zabawa.

00331.m2ts_snapshot_00.48.49-min.png

Popularnym jest by Spielbergowi wyrzucać jego skłonność do podniosłości, która to część widzów wprawia w skrajne zakłopotanie, prowokując przy tym często niekomfortowe, zażenowane (i frustrujące, zwłaszcza w kinie) sapanie. Muszę powiedzieć, że spielbergowski humanizm, ów starannie pielęgnowane sacrum króla eskapizmu, nigdy nie wydało mi się niczym więcej jak bajecznym podsumowaniem naszego rasowego potencjału. Nie ma nic złego w marzeniu o tym, jacy ludzie mogliby być, i kultywowaniu wiary w to, gdzie i jak człowieczeństwo powinno się objawiać. Ponad wszystko Steven Spielberg jest marzycielem. Konsekwentnie, „Ready Player One” charakteryzuje patos tak typowy dla amerykańskiego reżysera, jak w każdym z jego filmów – również tutaj ani nie razi, ani nie wydaje się wymuszony.

Słowem podsumowania: nie wiem, czy oczekiwanie na którykolwiek spośród innych filmów Spielberga wiązało się z większym niepokojem niż to sprzed seansu „Ready Player One”. Zwiastuny ani nie porywały, ani nie wskazywały na to, że będziemy mieć do czynienia z czymś więcej niż przeciętnym festiwalem efektów komputerowych. Przepraszam Steven, że zwątpiłem. Nowy film twórcy „Szczęk”, choć daleki od tytułu najlepszego filmu w dorobku reżysera, to przede wszystkim pierwszorzędna rozrywka, udana oda do Wiecznych Dzieci, a przy tym rewerbujący, jak ryk T-Rexa w wymarłych kopalniach Morii, majestatyczny micdrop wobec wszystkich twórców kina akcji.

+4
Film

Obraz 2D:

Jak wspomnieliśmy wyżej, płynne przejścia między światem rzeczywistym a wirtualnym Babilonem OASIS to jedna z niewątpliwych zalet „Ready Player One”. Spielbergowi udało się zaangażować do swojego wielkiego powrotu do świata sci-fi zespół pierwszorzędnych artystów CGI, których praca odznacza się w każdym spośród 1920x1080 pikseli wysokiej rozdzielczości obrazu wydania Blu-ray. Efekty komputerowe wyglądają znakomicie, a zderzenie świata gry z losami mieszkańców Columbus w Ohio i i tu wypada naturalnie i efektownie.

Weteran spielbergowskich pejzaży, Janusz Kamiński, stawia na zarysowanie wyraźnego, wizualnego kontrastu między dwiema rzeczywistościami „Ready Player One”. W OASIS dominuje żywa, dynamiczna, trącąca od czasu do czasu kiczem kolorystyka. Natomiast uwiecznione w oku kamery na taśmie 35 mm Ohio roku 2045 to z jednej strony szara i ponura kraina wysypisk śmieci i zezłomowanych samochodów, a z drugiej minimalistyczne i chłodne wnętrza korporacji IOI, w których indywidualizacja i pasja zanika na rzecz tłumów pozbawionych twarzy „Szóstek”. W wysokiej rozdzielczości, oddającej pełną sprawiedliwość ambicjom scenografii, wyraźnie rysują się wszystkie z preferowanych odcieni na zmianę szarej i ekstremalnie barwnej kolorystyki, a detale (takie jak chociażby piękne zdobienia na ostatnim z trzech kluczy) każdorazowo skradają oko widza. W roku 2018 stwierdzenie, że filmy duetu Spielberg/Kamiński wyglądają zjawiskowo, nie powinno już w żaden sposób zaskakiwać. Co więcej, za pośrednictwem „Ready Player One” dwaj mistrzowie po raz kolejny zawyżyli kinematograficzną poprzeczkę dla innych twórców. Najwyższa nota jest bezsprzecznie jedyną, na którą strona wizualna spektaklu reżysera „Szczęk” zasługuje.

00331.m2ts_snapshot_00.03.23.jpg 00331.m2ts_snapshot_00.05.29.jpg

00331.m2ts_snapshot_00.07.34_01.jpg 00331.m2ts_snapshot_00.11.52.jpg

00331.m2ts_snapshot_00.14.06.jpg 00331.m2ts_snapshot_00.16.20.jpg

00331.m2ts_snapshot_00.23.03.jpg 00331.m2ts_snapshot_00.36.09.jpg

00331.m2ts_snapshot_00.48.52.jpg 00331.m2ts_snapshot_00.58.40.jpg

00331.m2ts_snapshot_01.00.53.jpg 00331.m2ts_snapshot_01.13.05.jpg

00331.m2ts_snapshot_01.13.09.jpg 00331.m2ts_snapshot_01.21.44.jpg

00331.m2ts_snapshot_01.31.49.jpg 00331.m2ts_snapshot_01.35.33_01.jpg

00331.m2ts_snapshot_01.35.55_01.jpg 00331.m2ts_snapshot_01.36.04.jpg

00331.m2ts_snapshot_01.40.18.jpg 00331.m2ts_snapshot_01.46.53.jpg

6
Obraz

Obraz 3D:

Postkonwersja 3D w czasach, gdy filmowy trójwymiar umiera? Czy to może dobrze wyglądać? Tak! Wygląda świetnie i – jak sam film – gra na nostalgicznej nucie. Może nie tak wiekowej jak ta fabularna, ale jednak. Mamy tu bowiem do czynienia z reliktem (nie)dawnych czasów. Głębia obrazu, wychodzenie elementów świata z ekranu, planowanie scen pod kątem jak najlepszego wykorzystania efektu przestrzenności, marginalna ilość obligatoryjnych defektów w rodzaju crosstalku, ghostingu czy ledwo zauważalne ubytki w obszarze kontrastu, ostrości, kolorów i jasności. Do pełni szczęścia zabrakło chyba tylko kamery z dwoma obiektywami. Księgowi? Być może.

Jeśli seans dopiero przed Wami, być może, mając w pamięci powyższy akapit, w ciągu kilku pierwszych scen dojdziecie do wniosku, że niżej podpisany przesadza lub nieświadomie cierpi na wadę wzroku. Źle może nie jest, ale gdzie te efekty? Gdzie ta jakość? Gdzie te wrażenia? No to poczekajcie do momentu, gdy Wade staje się Parzivalem, a szarą i przepaloną rzeczywistość dystopijnego świata zastępuje kolorowa i szalona „onlajnowa” OASIS! Właśnie w trakcie tej krótkiej, wprowadzającej widza do cyber-MMO-świata scenki poczułem się jak dawno, dawno, bardzo dawno temu na bajkach i dokumentach w IMAX na warszawskiej Sadybie, dziewięć lat temu w kinie Atlantic na Avatarze lub 3 lata później w domu podczas seansu Life of Pi (w międzyczasie był jeszcze Żółwik Sammy, ale to inna para kaloszy), zatem w czasach, gdy okulary 3D rozpoczynały swój tryumfalny (jak się wtedy wydawało) pochód w stronę naszych serc i portfeli. Cóż, szczególnie z tym drugim im się nie udało…

00331.m2ts_snapshot_00.37.14-min.png

Wracając do tematu, Oasis rządzi! To najlepsze 3D od czasu… Nawet nie pamiętam, ale zaryzykowałbym – zeszłorocznego Ostatniego Rycerza lub Marsjanina z 2015 roku (tyle, że tytuły te kręcone były od razu kamerami 3D). Jeśli chodzi o postkonwersję, to blisko tego poziomu było kilka pozycji od Universala. Blisko, ale jednak nie na tym samym poziomie. Mamy zatem do czynienia ze wspomnianym wyżej reliktem. Z tak zwanym freak of nature. Z przypadkiem, który można pokazywać w „Muzeum Umarłych Technologii” jako ostatni w pełni zachowany okaz danego gatunku. Szkoda.

Z kronikarskiego obowiązku dodam, że wszystkie lokacje poza Oazą wyglądają w 3D solidnie i właściwie ciężko im coś zarzucić. Chyba tylko to, że… Oazą nie są. Ocena, pozwólcie, nacechowana będzie nostalgią i, być może na wyrost, wyniesie… Aha, jeszcze łyżka dziegciu. Szybko poruszająca się kamera, masa obiektów i trójwymiar – to może być za dużo dla niektórych paneli lub zwyczajnie dla naszych oczu. W takim wypadku polecam przeprowadzić eksperyment – w tym jednym jedynym przypadku – z włączeniem softowego upłynniacza w TV. Wiem, że to najgorszy z grzechów śmiertelnych, ale żyje się przecież tylko raz. So, are you ready player one?

6
Obraz 3D

Wykresy bitrate'u wideo na płytach Blu-ray 3D i 2D

Po kliknięciu na obrazek przejdziecie do narzędzia, w którym można wyłączyć wybrany wykres i sprawdzać bitrate w konkretnym miejscu.

player-one-2018-bitrate-bd.png

Dźwięk:

Gdyby nostalgia potrafiła mówić – przemawiałaby warstwą dźwiękową „Ready Player One”. Laleczka Chucky, koszulki z logo „Space Invaders”, przykurzone Atari na półce Jamesa Hallidaya i dziesiątki innych mniejszych i większych easter eggów stanowią świadectwo pewnej, niezwykłej epoki, która z perspektywy lat nabiera dla miłośników popkultury coraz większego znaczenia. Dzięki z miejsca klasycznej ścieżce instrumentalnej Alana Silvestri, hiciorom New Order, Van Halena i Duran-Duran dudniących z głośników jakby lata osiemdziesiąte nigdy nie przeminęły i kultowym efektom dźwiękowym (chociażby ryk T-Rexa, klakson Batmana, żrący kwasem syk chestburstera) bogata tekstura brzmień „Ready Player One” zasługuje na miano hymnu. Dzięki umiejętnemu miksowaniu dźwięku ekipy Skywalker Sound każdy z owych elementów otrzymuje należytą scenę, na której wybrzmiewa z koncertową siłą. Błękitny krążek zaopatrzony w kosmiczny transfer Dolby Atmos-TrueHD (w języku angielskim) i w tym względzie nie zawodzi, oferując rozenergetyzowane, szalenie przestrzenne doświadczenie wzbogacone o ciepły i głęboki bas. Co istotne, w uporządkowanym zamieszaniu OASIS i Ohio nie gubią się też dialogi. „Player One” to audiowizualny spektakl, na którym – dzięki jakości wypalonej na Blu-rayu – w kinie domowym bawiłem się nawet lepiej niż przed wielkim ekranem.

By nie było zbyt idealnie, warto zwrócić uwagę na niepokojący problem z tłumaczeniem oryginalnej wersji językowej na napisy. Z jednej strony rozumiem, że polskim targetem filmu Spielberga są, ze względu na tematykę gamingową, ludzie młodsi. Z drugiej jednak, tłumaczenie zawarte w polskich napisach jest tak obfite w hermetyczne i wyzbyte uniwersalności wyrażenia, że nie ma mowy o zrozumiałym seansie w gronie multipokoleniowym. Nie wspominając już o tym, jak sztucznie owe kwestie wypadają. Polscy tłumacze zawsze mieli kłopot z odnalezieniem złotego środka między nienaturalnym formalizmem a wymuszonym luzem. „Ready Player One” jest pod tym względem prawdziwie owrzodzoną perłą.

W kontekście polskiej ścieżki dźwiękowej otrzymujemy w recenzowanym wydaniu wybór między dubbingiem a lektorem (obie opcje w jakości Dolby Digital 5.1). Dubbing wypada całkiem nieźle – zwłaszcza w sekwencjach rozgrywających się w animowanym OASIS. Dla dzieci i patriotów dopasowane głosy uzupełnione poprawnym tłumaczeniem mogą oferować znośną alternatywę dla wersji oryginalnej. Pozostałych zapewne zadowoli wersja lektorska (czyta Paweł Bukrewicz) – nieinwazyjna, choć naturalnie spychająca wszystko co złote na drugi plan.

6
Dźwięk

Materiały dodatkowe:

player-one-bd-menu-min.png

Na zestaw dodatków z „Ready Player One” składa się kilka krótkich, konwencjonalnych materiałów dokumentalnych oraz dwie petardy. Jedna z nich, „Game Changer: Cracking the Code” – blisko godzinna wycieczka za kulisy planowania i tworzenia spektaklu wirtualnej rzeczywistości – to prawdziwa gratka dla miłośników Stevena Spielberga i książkowego pierwowzoru autorstwa Ernesta Cline'a, która natychmiastowo wywindowuje ocenę końcową o oczko w górę. Oto co jeszcze znajdziecie na krążku:

  • The '80: You're the Inspiration (6 minut) – autor filmu i autor książki opowiadają parę słów o kultowej dekadzie.
  • Effects for a Brave New World (25 minut) – drugi najlepszy materiał na płycie, poświęcony projektowaniu rzeczywistości OASIS i konstruowaniu znakomitych spielbergowych ujęć za pośrednictwem wirtualnych narzędzi.
  • Level Up: Sound of the Future (8 minut) – parę słów o designie i montażu dźwięku. Ciekawy, choć zbyt krótki materiał.
  • High Score: Endgame (10 minut) – krótki dokument o świetnej ścieżce Alana Silvestri.
  • Ernie & Tye's Excellent Adventure (12 minut) – bohaterowie zza i sprzed kamery opowiadają o doświadczeniu współpracy ze Stevenem Spielbergiem.
4
Dodatki

Opis i prezentacja wydania:

Wydanie Blu-ray 3D otrzymujemy w klasycznym opakowaniu Elite. Przednią okładkę zdobi nie najpiękniejsza grafika promocyjna filmu. Spośród dostępnych wydań to zaopatrzone jedynie w wersję 2D może pochwalić się znacznie atrakcyjniejszym wyglądem. W oczy rzuca się ponadto opatrzenie okładki tytułem „Player One 3D”. Tytuł filmu brzmi „Ready Player One”, a „polski”: „Player One”. Wydaje mi się, że właściwszym zabiegiem byłoby umieszczenie na górze opakowania informacji o wersji 3D bez modyfikowania i tak już ukróconej karty tytułowej. Ogółem, z zewnątrz wydanie prezentuje się nad wyraz nieatrakcyjnie, dopiero wnętrze opakowania ujawnia dwie ładne płytki Blu-ray z nadrukowanymi symbolami Easter egga i jednego z kluczy.

P1110496.jpg P1110504.jpg

P1110507.jpg P1110509.jpg

3
Opakowanie

Specyfikacja wydania

Dystrybucja

Galapagos

Data wydania

17.10.2018

Opakowanie

Elite

Czas trwania [min.]

140

Liczba nośników

2

Obraz

Aspect Ratio: 16:9 - 2.39:1

Dźwięk oryginalny

Dolby Atmos angielski

Polska wersja

Dolby Digital 5.1 (lektor: Paweł Bukrewicz, dubbing) i napisy

Podstawowe informacje z raportu BDInfo:

Disc Title: Ready Player One
Disc Size: 46,376,419,238 bytes
Length: 2:19:58.264 (h:m:s.ms)
Total Bitrate: 34.04 Mbps

VIDEO:

Codec Bitrate Description
----- ------- -----------
MPEG-4 AVC Video 21837 kbps 1080p / 23.976 fps / 16:9 / High Profile 4.1

AUDIO:

Codec Language Bitrate Description
----- -------- ------- -----------
Dolby TrueHD/Atmos Audio English 3666 kbps 7.1 / 48 kHz / 3218 kbps / 16-bit (AC3 Embedded: 5.1-EX / 48 kHz / 448 kbps / DN -4dB)
DTS-HD Master Audio English 2329 kbps 5.1 / 48 kHz / 2329 kbps / 16-bit (DTS Core: 5.1 / 48 kHz / 1509 kbps / 16-bit)
Dolby Digital Audio Polish 384 kbps 5.1 / 48 kHz / 384 kbps / DN -4dB
Dolby Digital Audio Polish 384 kbps 5.1 / 48 kHz / 384 kbps / DN -4dB

SUBTITLES:

Codec Language Bitrate Description
----- -------- ------- -----------
Presentation Graphics English 36.024 kbps
Presentation Graphics Polish 0.285 kbps

Płyta 3D

Disc Title: Ready Player One
Disc Size: 49,953,615,628 bytes
Size: 48,592,011,264 bytes
Total Bitrate: 46.29 Mbps

VIDEO:

Codec Bitrate Description
----- ------- -----------
MPEG-4 AVC Video 23790 kbps Left Eye / 1080p / 23.976 fps / 16:9 / High Profile 4.1
MPEG-4 MVC Video 9997 kbps Right Eye

AUDIO:

Codec Language Bitrate Description
----- -------- ------- -----------
DTS-HD Master Audio English 2329 kbps 5.1 / 48 kHz / 2329 kbps / 16-bit (DTS Core: 5.1 / 48 kHz / 1509 kbps / 16-bit)
Dolby Digital Audio English 384 kbps 5.1 / 48 kHz / 384 kbps / DN -4dB
Dolby Digital Audio Polish 384 kbps 5.1 / 48 kHz / 384 kbps / DN -4dB
Dolby Digital Audio Polish 384 kbps 5.1 / 48 kHz / 384 kbps / DN -4dB
SUBTITLES:

Codec Language Bitrate Description
----- -------- ------- -----------
Presentation Graphics English 36.024 kbps
Presentation Graphics Polish 0.285 kbps

Pełne raporty BD-info dostępne są pod odnośnikami: Player One – raport BDInfo z płyty 2DPlayer One – raport BDInfo z płyty 3D.

Podsumowanie:

Doświadczeniem płynącym z seansu „Ready Player One” jest najprawdziwsza, wysokooktanowa frajda. Wirtualny spektakl, zaopatrzony w omawianym wydawnictwie w pierwszorzędną oprawę audiowizualną i zestaw dobrych dodatków, to doskonała okazja, by – po pierwsze – odnaleźć w sobie sentyment do wspaniałej, minionej epoki i – po drugie – zdać sobie sprawę, że dopóki za kamerami stoją czarodzieje celuloidu pokroju Stevena Spielberga – złota era kina rozrywkowego prędko się nie skończy.

Kompletne informacje na temat wydania Blu-ray z filmem Player One znajdziecie na Filmoskopie.

+4
Film
6
Obraz
6
Obraz 3D
6
Dźwięk
4
Dodatki
3
Opakowanie
5
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6.

Gdzie kupić wydanie Blu-ray 2D+3D z filmem „Player One”?

Film do recenzji otrzymaliśmy dzięki uprzejmości firmy Galapagos.

Specjalne podziękowanie dla Sokala za uzupełnienie tekstu o opis obrazu 3D.

źródło: zdj. Galapagos / Warner Bros.