Rat Queens tom 2: Dalekosiężne macki N'Rygotha - recenzja komiksu

Wydawnictwo Non Stop Comics pędzi z wydawaniem kolejnych tomów rozpoczętych w ubiegłym roku serii, więc mogliśmy niedawno zapoznać się z kontynuacją Rat Queens. Zapraszamy do lektury recenzji.

Nie ukrywam, że nie byłem fanem pierwszego tomu Rat Queens. Wiebe i Upchurch skupili się na budowaniu karykaturalnej stylistyki „wulgarnych dziewczyn,” stawiając na pokazywanie na każdym kroku jak to główne bohaterki nie krępują się przeklinać i rzucać brudnymi żarcikami. Efekt końcowy był jeszcze bardziej irytujący niż komiksy z Deadpoolem, a złego wrażenia dopełniało poczucie, iż powierzchowna konwencja historii o silnych kobiecych postaciach jest tylko pretekstem do fantazjowania o kobietach, które zachowują się jak najbardziej infantylni mężczyźni. Ponadto wydawało się, że twórcy kompletnie nie są zainteresowani rozwojem postaci, przez co trudno było się do którejkolwiek z nich przywiązać, a nawet zapamiętać którekolwiek z ich imion. Drugi tom, który może pochwalić się niemożliwym do powtórzenia tytułem, pogłębia trochę charakterystykę bohaterek. Z dziewiątym zeszytem zmienia się też rysownik, można się więc przekonać dlaczego Stjepan Sejic jest obecnie jednym z najbardziej lubianych przez fanów artystów. Niestety pozostałe wady serii nadal ciągną ją na dno.

Tom zaczyna się o poranku po imprezie, którą Królowe Szczurów urządziły w poprzedniej odsłonie cyklu. Po zalaniu czytelnika falą żarcików o tym kto z kim uprawiał seks, których nie powstydziłaby się najgłupsza amerykańska komedia, fabuła przenosi uwagę na nowe zagrożenie, z którym muszą zmierzyć się bohaterki. Tym razem plan boleśnie sztampowego i nieciekawego złoczyńcy w pewnym momencie sprawia, że bohaterki zmuszone są skonfrontować się ze swoją przeszłością, co staje się okazją do pokazania całkiem ciekawych retrospekcji i uzupełnienia backstory przynajmniej dwóch bohaterek komiksu. Nieco dziwne jest to, że twórcy nie zdecydowali się na eksplorację życiowej historii wszystkich głównych postaci, ale to co pokazują przynajmniej trochę pogłębia dotychczasowo powierzchowną charakterystykę bohaterek. Mimo tej scenariuszowej zmiany na lepsze Wiebe wciąż woli się skupiać na głupkowatych żartach niż na rozwoju postaci.

rat_queens_t2_plansza_01-min(1).png

A propos żartów, w drugim tomie są one równie wysilone co w pierwszym, ale ich stałe natężenie sprawia, że w pewnym momencie stają się po prostu hałasem, który przestajemy słyszeć. Najgorsze w tych żenujących dowcipach jest to, że wydają się arbitralnie narzucone postaciom bez przemyślenia dlaczego właściwie zachowują się tak, a nie inaczej. Spider-Man żartuje by przykryć swoją pozbawioną pewności siebie osobowość kujona. Nawet żarty Deadpoola da się wyjaśnić jako nihilistyczną reakcję obronną na traumatyczną przeszłość. Śmieszkowanie Rat Queens pozostaje boleśnie żenujące i wciąż nie wiem dlaczego musimy znosić ten koszmarny humor. Być może winne nieśmieszności żartów jest polskie tłumaczenie Kamila i Mai Śmiałkowskich. Trudno mi to ocenić, ponieważ nie miałem do czynienia z oryginalną wersją komiksu, jednak faktem jest, że polską wersję czyta się fatalnie.

Jedną z niewielu istotnych zalet Rat Queens jest ich warstwa wizualna. Kiedy suchość żarcików wyżera już mózg przyjemnie jest po prostu skupić się na rzemiośle artystów odpowiedzialnych za ilustrację tomu. Po ósmym zeszycie damskiego boksera Roca Upchurcha zastąpił Stjepan Sejic, co gwarantuje przynajmniej utrzymanie, o ile nie zwiększenie poziomu jakości. Sejicowi przypada rysowanie dużo mniejszej ilości scen akcji, co wynika także z bardziej skupionego na retrospekcjach scenariusza. Rysownik zmienił też nieco wygląd twarzy niektórych bohaterek, nadając im trochę więcej osobowości. Poza tym jego malarski styl przyczynia się do budowania klimatu fantasy całej opowieści.

rat_queens_t2_plansza_002-min(1).png

Po kompletnym rozczarowaniu pierwszym tomem Rat Queens, lektura drugiego była raczej przykrym obowiązkiem, ale brak jakichkolwiek oczekiwań sprawił, że dało się zauważyć jego kilka zalet. Twórcy tym razem pogłębili nieco charakterystykę postaci, a warstwa wizualna komiksu pozostaje jedną z jego najmocniejszych stron po zmianie głównego rysownika serii. Wciąż są to jednak nieznaczne zalety generalnie nieudanego komiksu. Oczywiście wiele przyjemności z czytania zależy od tego na ile poczucie humoru twórców pokryje się z wrażliwością czytelnika. Można więc stwierdzić, że jeżeli podobał wam się pierwszy tom, możecie śmiało sięgnąć po drugi. Jeśli wasze odczucia po pierwszym tomie były podobne do moich, omijajcie kontynuację z daleka.

+2
Scenariusz
+4
Rysunki
3
Tłumaczenie
4
Wydanie
5
Przystępność*
4
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6.

* Przystępność - stopień zrozumiałości komiksu dla nowego czytelnika, który nie zna poprzednich albumów z danej serii lub uniwersum.

Rat-Queens-tom-2-okladka-z-poprawnym-tytułem-min.jpg

Zachęconych recenzją odsyłamy do wpisu Tank Girl tom 2, Giant Days tom 2 i Rat Queens tom 2 - prezentacje komiksów, w którym znajdziecie obszerną galerię zdjęć oraz prezentację wideo.

Specyfikacja

Scenariusz

Kurtis J. Wiebe

Rysunki

Roc Upchurch, Stjepan Sejic

Przekład

Kamil Śmiałkowski

Korekta

Roch Traczyński

Oprawa

miękka

Liczba stron

136

Druk

kolor

Wydawnictwo oryginału

Image Comics

Data premiery

14.02.2018

Komiks otrzymaliśmy dzięki uprzejmości wydawnictwa Non Stop Comics.

źródło: Non Stop Comics / Image Comics