The Disaster Artist - recenzja filmu i wydania Blu-ray [opakowanie Elite]

W ubiegłbym tygodniu mogliście na Filmożercach przeczytać parę słów o najgorszym filmie w historii kina – „The Room” w reżyserii kosmity, który w trzech czwartych zaadaptował ludzkie cechy – jedynego w swoim rodzaju Tommy'ego Wiseau. Od 20 czerwca natomiast, na sklepowych półkach możecie odnaleźć „The Disaster Artist” Jamesa Franco – nagrodzoną Złotym Globem próbę odkrycia tajemnic kultowego koszmaru. Zapraszamy do lektury.

„The Disaster Artist” (2017), reż. James Franco

(dystrybucja w Polsce: Galapagos)

Film:

„Gdyby wszyscy się kochali, świat byłby lepszym miejscem” – mówił o swojej życiowej filozofii Tommy Wiseau w jednym z wywiadów przy okazji premiery „The Disaster Artist”. Podobnie proste jak drut, a jednak uniwersalne i ujmujące przesłanie kryje się w meandrach scenariusza jego kultowego „The Room”. Przyznaję, że kryje się naprawdę świetnie. Jak elitarny komandos – pomalowany na twarzy, przyczajony w gęstych krzakach, w ciemną, bezksiężycową noc (z czarnym kotem przy nodze i smolistym krukiem na ramieniu). Ujmę to w następujący sposób: gdyby myśl stojąca za filmem Wiseau była kluczową postacią w „Gdzie jest Wally?”, odnalezienie przebiegłego skurczybyka w okularach i czapeczce z pomponikiem byłoby jeszcze trudniejsze, jeżeli w ogóle możliwe. A jednak, wątpliwy korpus „The Room” spoczywa właśnie na owej, rozbrajającej, dziecinnej niemal sentencji, mimochodem wypowiedzianej w filmie przez Johnny'ego – postać graną przez Wiseau.

Serce bijące za legendarną produkcją, w najlepszy możliwy sposób wydobywa na światło dzienne James Franco. W opartym na wydanych kilka lat temu wspomnieniach najbliższego przyjaciela Wiseau – Grega Sestero – w „The Disaster Artist” poznajemy od podszewki nie tylko wszystkie zakulisowe dramaty związane z powstawaniem „The Room”. Mamy przede wszystkim okazję zobaczyć, jaki cel przyświecał Tommy'emu i Gregowi (w tej roli Dave Franco) oraz w jaki właściwie sposób nieprawdopodobne „dynamic duo” wdrapało się tam, gdzie większość śmiertelników nie ma wstępu. Bohaterów spotykamy po raz pierwszy w San Francisco roku 1999, gdzie wspólnie uczęszczają na zajęcia aktorskie, marząc o zaistnieniu w świecie filmu. Dzięki Tommy'emu i jego nigdy niewyjaśnionej fortunie (poważnie, do dziś nie wiadomo, dlaczego konto bankowe Wiseau to „wór bez dna”), dwójka postanawia wcielić pasje w życie i przeprowadza się do Los Angeles. Jak ma się jednak okazać, Hollywood nie jest miejscem, w którym każdy może zostać Jamesem Deanem, a otchłanią konsumującą największe przyjaźnie i najtrwalsze pakty.

00529.m2ts_snapshot_00.14.44-min.png

Nim powiemy parę słów o tym, jak James Franco sprawdził się na stołku reżysera, warto zatrzymać się na chwilę na jego portrecie Tommy'ego Wiseau. Wcielając się w rolę eskcentrycznej enigmy, którą po dziś dzień pozostaje twórca „The Room”, Franco oddał cały, kosmicznie przejaskrawiony manieryzm Tommy'ego – jego mimikę, niemożliwy do określenia akcent i ową „dziwaczność”, która to unosi się nad każdym ruchem i zdaniem artysty. Jego Tommy wypada obłędnie operetkowo, ilekroć gra w „The Room” albo mamrocze Shakespeare'a. Gdy natomiast jest samym sobą, jest – no cóż – po prostu Tommym, nic dodać nic ująć. Krótko mówiąc, James Franco jakimś cudem odnalazł w sobie to samo miejsce, z którego „nadaje” Wiseau, i zdecydował się z niego zaczerpnąć, unikając przesadnego, „cosplayowego” naśladownictwa, oddając światu znakomitą i niepowtarzalnie szczerą kreację. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby powiódł się pomysł prawdziwego Tommy'ego Wiseau, który w roli siebie samego chciał zobaczyć Johnny'ego Deppa. Nie możemy też umniejszać udziału pozostałych członków obsady – przede wszystkim Dave'a Franco, którego postać przez cały film wiernie przenosi odczucia widzów względem działań protagonisty, a jego aktorska chemia z bratem skutkuje wieloma naturalnymi i niewymuszonymi wymianami. Epizodycznie pojawia się w „The Disaster Artist” kolejna znajoma twarz z otoczenia Jamesa Franco – trafnie obsadzony w roli specyficznego członka ekipy Seth Rogen. W krótkich (i dość, szczerze mówiąc, oczywistych) cameo występują też między innymi Sharon Stone, Bryan Cranston czy Zac Efron.

„The Disaster Artist” funkcjonuje dwojako, płynnie manewrując w konwencjach dramatu i komedii. Paradokumentalna momentami reżyseria Franco, ugruntowywana chociażby nieopanowanymi ruchami kamery „naocznego świata”, nierzadko przeplata się z chwilami świetnie wyegzekwowanego humoru. Komediowe zaplecze Jamesa Franco i nieprawdopodobna historia Tommy'ego Wiseau owocują mnóstwem przezabawnie (i wiernie – o ile wierzymy reżyserowi „The Room”) oddanych sytuacji i osobliwym, spójnie utrzymanym do samych napisów końcowych tonem. Prawdziwym sukcesem filmu nie jest jednak bynajmniej komizm przeróżnych surrealistycznych okoliczności, a silny, emocjonalny wydźwięk narracji. Abstrahując od humoru, „The Disaster Artist” to, wbrew oczekiwaniom pewnych widzów, przede wszystkim dramat, oferujący poważną, osobistą i pełną uczuć historię, jakkolwiek opakowaną w nieskrępowane kuriozum. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie łzawiłem przy okazji kilku scen i fantastycznego zakończenia. Skłamałbym również, gdybym stwierdził, że „The Disaster Artist” nie został okradziony z kilku Oscarów, chociażby za najlepszy scenariusz adaptowany (skończyło się na nominacji). Należało się niewątpliwie.

00529.m2ts_snapshot_01.17.26-min.png

Ostatecznie, „The Disaster Artist” to coś znacznie większego niż podróż za kulisy „The Room”. Film Jamesa Franco jest inspirujacą i zaskakująco podniosłą opowieścią o marzeniach i przyjaźni, a przede wszystkim – jakkolwiek specyficznie to zabrzmi – perfekcyjnym hołdem dla jednego z najdziwniejszych filmów w historii i jego wyjątkowego, zupełnie nieplanowanego przesłania.

5
Film

Obraz:

Wydarzenia „The Disaster Artist” są prawdziwe. Wysiłek twórców w przeforsowaniu realizmu historii, brzmiącej jak wyssane z palca bzdury, jest bardzo ewidentny, nie tylko w reżyserskich zabiegach Jamesa Franco, ale i warstwie wizualnej. Jak wspomniałem parę akapitów wyżej, film o „The Room” wygląda niemal dokumentalnie. Trzęsąca kamera „z ręki”, wykorzystująca naturalne, często dalekie od ideału oświetlenie, komunikuje pewną nieprzewidywalność – bardzo właściwą w kontekście osoby głównego bohatera i rozwoju filmu. Uchwycony kamerą RED Dragon, mogącą pochwalić się rejestracją w rozdzielczości 6K, obraz w wydaniu 1080p prezentuje się bardzo dobrze, próżno doszukiwać się tu zanieczyszczeń i niedokoskonałości. Głębsza paleta kolorów wyróżnia się w kilku momentach (chociażby za każdym razem, gdy obiektyw zerka na słoneczne Los Angeles i błękitne San Francisco, a nawet „ciepłe” wnętrze restauracji, w której znany hollywoodzki producent przekreśla nadzieje Tommy'ego na karierię aktorską), choć sam film, podtrzymując swój „realistyczny” charakter, stawia przez większość czasu na operowanie barwami bardziej stonowanymi i chłodniejszymi. Na szczególne wyróżnienie zasługuje na pewno przywiązanie do detali zarówno drugiego, jak i pierwszego planu (od elementów ubioru po wyjątkowe odwzorowanie scenografii „The Room” i bezbłędną charakteryzację Jamesa Franco).

Jak przystało na relatywnie głośny, współczesny film – „The Disaster Artist” na Blu-ray wygląda bardzo dobrze i nie dopatrzyłem się w obrazie ani mniejszych, ani większych defektów. Co więcej – transfer wspiera konwencję narracji posuwającej się pod czujnym i szczegółowym okiem kamery symulującej niejako przypadkowego obserwatora wyjątkowego zdarzenia.

00529.m2ts_snapshot_00.23.00.jpg 00529.m2ts_snapshot_00.35.45.jpg

00529.m2ts_snapshot_00.42.48.jpg 00529.m2ts_snapshot_00.44.52.jpg

00529.m2ts_snapshot_00.56.01.jpg 00529.m2ts_snapshot_00.59.29.jpg

00529.m2ts_snapshot_01.06.38.jpg 00529.m2ts_snapshot_01.12.46.jpg

00529.m2ts_snapshot_01.15.01.jpg 00529.m2ts_snapshot_01.27.45.jpg

00529.m2ts_snapshot_01.30.55.jpg 00529.m2ts_snapshot_01.35.47.jpg

Wykres bitrate'u wideo na płycie Blu-ray

5
Obraz

Dźwięk:

Wydanie Blu-ray „The Disaster Artist” oferuje ścieżkę dźwiękową w DTS-HD Master Audio (wersja oryginalna) i Dolby Digital 5.1 (wersja polska – lektorska). Ze względu na swój charakter, film nie oferuje zbyt wielu okazji, by dźwięk dał o sobie znać w specjalnie wyróżniający się czy wychodzący przed szereg wielu innych wydawnictw sposób. W ocenie „The Disaster Artist” na błękitnym krążku kluczowym więc staje się zweryfikowanie, czy żaden z elementów tekstury nie nakłada się na inne, a ścieżka jawi się podczas seansu jako odpowiednio przejrzysta i właściwie zmiksowana całość. Właśnie w tych względach, na szczęście, żadnych zarzutów do filmu Franco na Blu-ray mieć nie można. W odniesieniu natomiast do przestrzenności, muszę powiedzieć, że mimo znacznie mniejszej skali „The Disaster Artist” wypada znacznie lepiej od i tak niezłego, zeszłotygodniowego wydania „Pomniejszenia”. Restauracja, klub, plan filmowy – większe i wypełnione ludźmi, otwarte przestrzenie oferują miły efekt uczestnictwa w centrum wydarzeń (wsparty przez wspomnianą wyżej warstwę wizualną).

Jeśli chodzi o polską wersję językową – podczas gdy samo tłumaczenie i wytłumienie właściwej ścieżki wypada w stosunku do oryginału całkiem nieźle, tak głosu lektora (czyta Paweł Bukrewicz) niestety tym razem słuchać się nie da. Abstrahując od zupełnie wyzbytego emocji, „robotycznego” odczytywania kwestii poważniejszych, lektor pozbawia każdą możliwą sytuację zabawnego wydźwięku i obdziera film z wielu znakomitych chwil. Zdecydowanie nie polecam. Polskie napisy towarzyszące oryginalnej ścieżce to jedyny wariant, z jakim powinniście się w przypadku „The Disaster Artist” zapoznać.

4
Dźwięk

Dodatki:

the-disaster-artist-menu-bd-min.png

Najważniejszym dodatkowym elementem każdego z wydawnictw jest dla mnie komentarz osoby zaangażowanej w powstawanie filmu – preferowalnie reżysera. W przypadku „The Disaster Artist” otrzymujemy nie tylko okazję usłyszenia komentarza Jamesa Franco, ale i między innymi Dave'a Franco, Grega Sestero i samego Tommy'ego Wiseau (niestety bez polskich napisów). Zwłaszcza w kontekście twórcy „The Room” dodatek funkcjonuje nieco bardziej jak stuminutowy wywiad, aniżeli klasyczny komentarz. Nie brakuje tu znakomitych informacji co do procesu preprodukcji i produkcji filmu, anegdot o „The Room” i fascynujących (i często niedokończonych, z uwagi na rozwlekłość) przemyśleń Wiseau na mnóstwo zróżnicowanych tematów. Dodatek ten to przy okazji świetna okazja dla niedowiarków do zweryfikowania, że sam Wiseau, jego akcent, jego słowa i styl wypowiadania się – wszystko jest prawdziwe. Świetna, świetna sprawa i najlepszy materiał bonusowy na płycie.

Pozostałe dodatki stanowią dość standardowy, niespecjalnie rozbudowany zestaw. Mimo że każdy jest dość ciekawy, trzy materiały (złożone przeważnie z wywiadów i paru ujęć zza kulis) są bardzo krótkie i stanowią jedynie wycinek niewątpliwie interesującej historii powstania „The Disaster Artist”. Wielka szkoda też, że wydanie nie zaoferowało materiału „dokumentalnego”, który kręcono na zlecenie Wiseau podczas kręcenia pierwotnego filmu. No cóż, marzenia. W przypadku „The Room” dodatków o jego powstawaniu nigdy nie byłoby zbyt wiele.

Lista dodatków:

  • Komentarz Jamesa Franco, Dave’a Franco, Tommy’ego Wiseau, Grega Sestero, Scotta Neustadtlera i Michaela H. Webera
  • O, cześć Mark - Kręcenie katastrofy (13:07)
  • Reżyserowanie katastrofy (7:07)
  • Stojąc pod ścianą - Poznajcie Tommy'ego (7:12)
4
Dodatki

Opis i prezentacja wydania:

Opakowanie wydania Blu-ray to standardowe Elite, klasyczne i bez najmniejszych cech charakterystycznych. Grafika użyta na okładce robi bardzo estetyczne i uporządkowane wrażenie. Na odwrocie zobaczymy cytat z kultowej sceny z „The Room” i parę pochwalnych słów względem filmu Franco. W środku tradycyjnie znajdziemy tylko płytkę – dodatków i ubogaceń brak. Ogółem – bez rewelacji, a jednak opakowanie robi zadawalające wrażenie i pośród standardowych wydawnictw – wygląda całkiem ładnie.

P1080310.jpg P1080306.jpg

P1080315.jpg P1080317.jpg

4
Opakowanie

Specyfikacja wydania

Dystrybucja

Galapagos

Data wydania

20.06.2018

Opakowanie

Amaray

Czas trwania [min.]

104

Liczba nośników

1

Obraz

Aspect Ratio: 16:9 - 2.40:1

Dźwięk oryginalny

DTS-HD Master Audio 5.1 angielski

Polska wersja

Dolby Digital 5.1 (lektor: Paweł Bukrewicz) i napisy

Podstawowe informacje z raportu BDInfo:

Disc Title: THE_DISASTER_ARTIST
Disc Size: 31 269 198 571 bytes
Length: 1:43:31.455 (h:m:s.ms)
Size: 27 586 615 296 bytes
Total Bitrate: 35,53 Mbps

VIDEO:

Codec Bitrate Description
----- ------- -----------
MPEG-4 AVC Video 27569 kbps 1080p / 23,976 fps / 16:9 / High Profile 4.1

AUDIO:

Codec Language Bitrate Description
----- -------- ------- -----------
DTS-HD Master Audio English 3566 kbps 5.1 / 48 kHz / 3566 kbps / 24-bit (DTS Core: 5.1 / 48 kHz / 1509 kbps / 24-bit)
Dolby Digital Audio Polish 640 kbps 5.1 / 48 kHz / 640 kbps / DN -4dB
Dolby Digital Audio English 192 kbps 2.0 / 48 kHz / 192 kbps / DN -4dB / Dolby Surround

SUBTITLES:

Codec Language Bitrate Description
----- -------- ------- -----------
Presentation Graphics English 54,360 kbps
Presentation Graphics Polish 39,351 kbps

Pełny raport BD-info dostępny jest pod odnośnikiem: The Disaster Artist – raport BDInfo.

Podsumowanie:

Jeden z bohaterów opowiadań Edgara Allana Poe opowiadał, że „obłęd może równie dobrze być jedną z najwznioślejszych form inteligencji”. Szalony Tommy Wiseau przez przypadek (choć on powiedziałby, że specjalnie) dał światu jeden z najzabawniejszych filmów w historii. James Franco natomiast przypomina, że na każdy przejaw sztuki, na każdą historię składają się osobiste doświadczenia i intymna potrzeba wyrażenia samego siebie w niekoniecznie sprzyjającym świecie. Wspaniałe, szczere kino zaprezentowane w wysokiej audiowizualnej formie i przyjemnie wyposażonym wydaniu.

5
Film
5
Obraz
4
Dźwięk
4
Dodatki
4
Opakowanie
4
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6.

Gdzie kupić „The Disaster Artist” na Blu-ray?

Film do recenzji otrzymaliśmy dzięki uprzejmości firmy Galapagos.

źródło: Warner Bros. / Galapagos