Zagubieni w kosmosie - przedpremierowa recenzja

13 kwietnia na platformie Netflix zadebiutuje pierwszy sezon serialu Zagubieni w kosmosie. Mieliśmy okazję zobaczyć już pięć pierwszych odcinków i mamy dla Was przedpremierową recenzję. Czy warto czekać na nowy serial Netfliksa? Przekonajcie się.

Robinsonowie nigdy nie mieli łatwego życia. Po raz pierwszy „wysłani w kosmos” zostali w roku 1965, z inicjatywy guru ówczesnych telewizyjnych produkcji Sci-Fi, Irwina Allena. Serial dość pomyślnie utrzymywał się na antenie przez 4 lata, po czym ku zaskoczeniu wielu widzów został z niej bezzwłocznie zdjęty. Następnie, próbując przenieść dzieje pionierskiej rodziny na duży ekran, w 1998 roku za sprawą New Line Cinema do kin wszedł pełnometrażowy film, który (zupełnie zasłużenie) spotkał się z ogromną falą krytyki. Pięć lat później realizując, raz jeszcze dla telewizji odcinek pilotażowy, tematu podjął się John Woo. Nowa wersja skończyła się jednak na niczym, jako że obrazu wcale nie wyemitowano. Dziś, 50 lat po nadaniu przez CBS ostatniego odcinka oryginalnego serialu, Lost in Space powraca w nowej, odświeżonej formie za pośrednictwem Netflixa. Jak prezentuje się po pierwszych pięciu odcinkach? Na tyle obiecująco, by oczekiwać zbliżającej się niebawem premiery pierwszego sezonu.

Na pierwszy rzut oka widać, że plan włodarzy serwisu względem nowej produkcji jest długofalowy. Jeśli wyniki oglądalności odpowiadać będą oczekiwaniom producentów, serialem będzie można cieszyć się więcej niż jeden sezon. Wygląda na to że, na budżecie nie oszczędzano, bowiem efekty specjalne oraz scenografia ukazują się bardzo widowiskowo. CGI wykorzystywane jest być może nie tak często, jak można by się tego spodziewać, przez co techniczne aspekty produkcji nie są natrętnie eksponowane. Oprawa wizualna wydaje się dobrze zbalansowana i odpowiednio współgra z przebiegiem wydarzeń. Twórcom udało się oddać wiarygodny i efektownie prezentujący się entourage. Wystrój wnętrza statku, jak i innych zamkniętych lokacji może się podobać ze względu na precyzyjność z jaką został odtworzony. Podobnie jest w przypadku miejsc znajdujących się na zewnątrz, tutaj ekspozycja tła robi duże wrażenie, a różnorodność terenu podkreśla oderwanie od ziemskiej rzeczywistości.

LIS_110_SG_a00023R2-min(1).jpg

W tym miejscu warto by przedstawić, z czym właściwie w serialu mamy do czynienia. W Polsce oryginał zna zapewne tylko garstka, a w Stanach Zjednoczonych pomimo uznania go przez niektórych za klasyka, z racji przestarzałej formy odszedł w zapomnienie. Część widzów z pewnością kojarzy wspomniany wcześniej film z końca lat 90. Z tamtego, wyjątkowo nieudanego obrazu, jedynym elementem, który przypuszczalnie mógłby zapaść w pamięci, jest rola Gary’ego Oldmana jako głównego czarnego charakteru. Netflixowy Lost in Space naturalnie dzieli wiele wspólnego z poprzednikami, jednak znajdą się tu też wątki przedstawione w nieco inny sposób. Akcja serialu osadzona jest w przyszłości. 30 lat w przód kolonizacja kosmosu staje się faktem, a rodzina Robinsonów jest jedną z wielu, którym udało się dostąpić tego zaszczytu. Podczas wyprawy dochodzi do komplikacji, a bohaterowie lądują z dala od celu swojej podróży. Na nowej, nieznanej im planecie zmuszeni będą do walki o przetrwanie. Robinsonowie, ma się rozumieć powracają w tym samym składzie, a oprócz nich ponownie pojawiają się: naczelny łotr Dr Smith po raz pierwszy występujący w roli kobiety, rozluźniający atmosferę Don West, a także (skutecznie) kreowany na ulubieńca publiczności bezimienny Robot.

Obsada złożona została przede wszystkim z osób kojarzących się publiczności z karierą telewizyjną. Pośród kilku nowych nazwisk pojawiają się tu np. dobrze znany z Jane Eyre i Piratów Toby Stephens oraz Molly Parker, popularna za role w Deadwood czy House of Cards. Ci doświadczeni, jak i młodsi aktorzy w znacznej mierze wywiązują się ze swoich obowiązków. Od reszty odstaje niestety Parker Posey (Dr Smith), której przyszło wcielić się w rolę bodaj najbardziej wymagającą. Jako ktoś bezustannie manipulujący ludźmi i knujący spisek za ich plecami, dbając przy tym wyłącznie o swój własny interes, Posey wypada mało przekonująco. W jej repertuarze min nie odnajdziemy ich zbyt wiele, a oszczędne aktorstwo, które być może jest odpowiednie dla jej postaci, po pewnym czasie zaczyna ciut męczyć. Swoją drogą specyfika roli Dr Smitha to rzecz znamienna dla każdej z odsłon przygód Robinsonów. Zarówno w oryginalnym serialu, gdzie charakter antagonisty zmieniany był kilkukrotnie, jak i w filmie, był on jedną z najgorzej napisanych postaci. Okazuje się, że scenarzystom po raz kolejny zabrakło pomysłu na niebanalnego złoczyńcę, zatem wina nie leży wyłącznie po stronie aktorki.

Doktor Smith to nie jedyny przejaw kulejącego momentami scenariusza. Mimo kilku drobnych niedociągnięć fabuła jest naprawdę nieźle przemyślana, bohaterowie autentyczni, a świat przyszłości interesujący. Jest tu jednak sporo akcji, od której szczególnie w pierwszych dwóch odcinkach scenarzyści mocno się uzależnili. Postawienie postaci w stanie ciągłego niebezpieczeństwa chwilami wydawało się przekraczać normy gatunkowe, nie działając przy okazji na korzyść racjonalności zachowań naszych śmiałków. Na szczęście sytuacja została dość szybko opanowana, a twórcy od tego czasu mają się na baczności. Scenariusz najlepszy wydaje się wtedy, gdy pozwala dokładnie przyjrzeć się dobrze nakreślonym relacjom między uczestnikami wyprawy, ich konfliktom, a także temu, co je spowodowało.

LIS_101_SG_a00023R-min(1).jpg

W nowych Zagubionych z kosmosu spotkamy się z dosyć konwencjonalną i przywodzącą na myśl inne twory telewizyjne (pod pewnymi względami może przywodzić na myśl The Walking Dead) fabułą, która dzięki ciekawie poprowadzonym wątkom jest w stanie widza wciągnąć. Po oryginale serial odziedziczył chociażby zapadającą w ucho melodię skomponowaną wówczas przez Johna Williamsa oraz kilka innych, skierowanych w stronę fanów motywów. Intryga, podsycana przez powracające co jakiś czas wydarzenia z przeszłości, jak i serwowane niedopowiedzenia, nakłania do dalszego oglądania, a co za tym idzie odkrywania wszystkich pozostawionych dla nas tajemnic. Przyjmijcie to ode mnie jako rekomendację i poświęćcie Robinsonom chwilę waszego czasu.

źródło: Netflix