88-letni Ridley Scott nie zwalnia. Szykuje swój najdroższy film w historii
Ridley Scott najwyraźniej wcale nie zamierza zwalniać tempa. Legendarny reżyser przygotowuje kolejną wielką produkcję, a jego nowa wersja „Wyspy skarbów” może okazać się nie tylko jedną z największych adaptacji klasycznej powieści Roberta Louisa Stevensona, ale również najdroższym filmem w całej karierze twórcy.
To może być jego najdroższy film
Jak wynika z informacji przekazanych przez The Ridley Scott Archives, Scott miał podczas podcastowego wywiadu opublikowanego na Patreonie stwierdzić, że jego nadchodząca „Treasure Island”, którą nabyło Sony, może być „najdroższym filmem” w jego karierze, jeśli nie uwzględniać ulg podatkowych i państwowych dotacji. Jeżeli reżyser rzeczywiście mówił o kwocie przekraczającej 200 mln dolarów, byłby to naprawdę gigantyczny projekt. Zwłaszcza że Scott ma już na koncie kilka niezwykle kosztownych produkcji.
Ridley Scott nie jest oczywiście obcy wielkim budżetom. W swojej karierze zrealizował już cztery filmy, których produkcja kosztowała ponad 200 mln dolarów.
Na tej liście znajdują się:
- „Gladiator II” – ponad 250 mln dolarów,
- „Robin Hood” – około 237 mln dolarów,
- „Napoleon” – około 200 mln dolarów,
- „Exodus: Bogowie i królowie” – około 200 mln dolarów.
Jeśli więc słowa Scotta są prawdziwe, „Treasure Island” może przebić wszystkie te produkcje.
Budżet przekraczający 200 mln dolarów byłby wręcz szokujący. Szczególnie w przypadku 88-letniego reżysera, którego ostatnie kosztowne produkcje nie radziły sobie najlepiej finansowo.
Ridley Scott ma ostatnio problem z box office'em
Informacja o potencjalnie ogromnym budżecie „Treasure Island” pojawia się w wyjątkowo interesującym momencie. Najnowszy film Scotta, „The Dog Stars”, nie radzi sobie bowiem szczególnie dobrze w kinach. Produkcja miała kosztować około 89 mln dolarów, a do tej pory zarobiła globalnie zaledwie około 33 mln dolarów. To kolejny finansowy problem w ostatnich latach dla brytyjskiego reżysera.
„The Dog Stars” jest już bowiem piątym z rzędu kosztownym filmem Scotta, który nie odniósł sukcesu finansowego, jeśli spojrzeć na serię jego ostatnich produkcji: „Ostatni pojedynek”, „Dom Gucci”, „Napoleon”, „Gladiator II” oraz właśnie „The Dog Stars”. Oczywiście sytuacja poszczególnych filmów jest różna, a nie wszystkie można określić mianem klasycznych klap. Problemem pozostaje jednak stosunek ogromnych budżetów do wyników osiąganych przez te produkcje.
Dlatego pomysł, aby właśnie teraz zainwestować ponad 200 mln dolarów w kolejną wielką produkcję Scotta, brzmi co najmniej odważnie.
Hugh Jackman w roli głównej
„Treasure Island” nie będzie jednak kolejną przypadkową wysokobudżetową produkcją. Projekt ma naprawdę imponujące zaplecze. Główną rolę ma zagrać Hugh Jackman, natomiast z filmem wiązani są również Hugh Grant oraz Owen Cooper. Ten ostatni w ostatnim czasie zrobił ogromne wrażenie dzięki występowi w serialu „Adolescence”. Za scenariusz odpowiada Jack Thorne, jeden z najgorętszych obecnie brytyjskich scenarzystów. Twórca pracował przy wspomnianym „Adolescence”, a jego kolejnym dużym projektem ma być również nadchodzący „Lord of the Flies”. Za kamerą stanie oczywiście Ridley Scott.
Zdjęcia ruszą już w listopadzie
Scott miał również potwierdzić konkretną datę rozpoczęcia produkcji. Zdjęcia do „Treasure Island” mają rozpocząć się 1 listopada. Ekipa ma pracować między innymi na Wyspach Kanaryjskich, gdzie Scott prowadził już poszukiwania odpowiednich lokacji. To właśnie skala planowanej produkcji może częściowo tłumaczyć ogromny budżet. Film ma być przecież wielką przygodową opowieścią rozgrywającą się między innymi na morzu, z piratami, statkami i rozbudowanymi scenami akcji.
Scott zmieni klasyczną historię?
Podstawą filmu będzie oczywiście kultowa powieść „Wyspa skarbów” Roberta Louisa Stevensona z 1883 roku. Historia młodego Jima Hawkinsa, który trafia na mapę prowadzącą do ukrytego skarbu i wyrusza w niebezpieczną podróż, była już wielokrotnie przenoszona na ekran. W centrum opowieści znajduje się również legendarny pirat Long John Silver, a wyprawa szybko zamienia się w brutalną walkę o przetrwanie, w której lojalność i zdrada mają równie wielkie znaczenie jak sam skarb. Scott najwyraźniej zamierza jednak wprowadzić do swojej wersji pewne zmiany.
W filmie ma pojawić się bowiem Czarnobrody (Blackbeard) — postać, której nie było w oryginalnej powieści Stevensona. Oznacza to, że reżyser nie zamierza ograniczać się do wiernego przeniesienia książki na ekran i może wykorzystać jej świat do stworzenia znacznie większej pirackiej epopei.
Czy widzowie naprawdę potrzebują kolejnej „Wyspy skarbów”?
I tutaj pojawia się największe pytanie. „Wyspa skarbów” to jedna z najbardziej znanych powieści przygodowych w historii, ale jednocześnie nie jest to historia, której Hollywood szczególnie potrzebuje kolejnego remake'u. Z drugiej strony trudno znaleźć lepszego twórcę do realizacji takiego projektu niż Ridley Scott. Reżyser ma na koncie „Gladiatora”, „Królestwo niebieskie”, „Napoleona” czy „Exodus”, więc wielkie widowiska historyczne i przygodowe zdecydowanie nie są mu obce. Problem polega na czymś innym. Jeżeli „Treasure Island” rzeczywiście będzie kosztować ponad 200 mln dolarów, Sony będzie potrzebowało ogromnego sukcesu. Przy takim budżecie film musiałby zarobić setki milionów dolarów na całym świecie, aby zacząć przynosić realne zyski po uwzględnieniu kosztów marketingu i udziałów kin. A ostatnie wyniki Scotta nie dają tutaj zbyt wielu powodów do optymizmu.
Mimo wszystko perspektywa zobaczenia Hugha Jackmana jako pirata w gigantycznym widowisku wyreżyserowanym przez Ridleya Scotta brzmi na tyle interesująco, że trudno całkowicie skreślić ten projekt.
Jeśli Scott rzeczywiście chce zrobić swoją najbardziej kosztowną produkcję w karierze, pozostaje tylko jedno pytanie: czy publiczność będzie chciała jeszcze raz wejść na pokład „Wyspy skarbów”?
zdj.