„Morbius” to kolejny nieudany spin-off „Spider-Mana”? W sieci pojawiły się pierwsze opinie o filmie
„Morbius” jest „dokładnie tak kiepski, jak się spodziewaliście” – czytamy w jednej z pierwszych opinii o nowym komiksowym widowisku Sony Pictures. Film z Jaredem Leto w roli głównej przedpremierowo pokazano już wybranym widzom w Wielkiej Brytanii. Zamieszczone w mediach społecznościowych minirecenzje nie zachęcają. Przeglądamy je poniżej.
„Morbius” przeniesie na ekran historię Michaela Morbiusa, mężczyzny chorującego na wyjątkowo rzadką chorobę krwi. Szukając dla siebie ratunku, bohater decyduje się na przeprowadzenie niebezpiecznego eksperymentu, który w efekcie zmienia go w wampira. Komiksy wprowadziły tę postać jako jednego ze złoczyńców skonfrontowanych ze Spider-Manem, ale z czasem postać otrzymała osobne historie, w których wyewoluowała do roli bohatera.
Zapowiedzi filmowego widowiska, parokrotnie opóźnianego przez wydłużony okres zdjęciowy, a potem pandemię koronawirusa, obiecywały widzom lekkie, choć posępne widowisko tonem skojarzone z pierwszym „Venomem”. Jak wynika z pierwszych opinii o filmie, z widowiskiem z Tomem Hardym łączy „Morbiusa” nie tylko nastrój, a chaotyczne wykonanie. Pierwsi widzowie piętnują zwłaszcza schematyczną fabułę rodem z wczesnych lat dwutysięcznych, „tandetne” efekty specjalne i niezręczny montaż, będący najwyraźniej efektem wyraźnej interwencji ze strony wytwórni. Choć twórcom zabrakło wyraźnej wizji na opowiadaną historię, w roli Morbiusa miał natomiast mniej lub bardziej sprawdzić się Jared Leto. Spośród obsady największe pochwały zebrał jednak znany z „Ostatniej nocy w Soho” Matt Smith, który dobrze wyczuł i oddał kiczowaty charakter produkcji. Sporą uwagę przyciągnęły też sceny po napisach, które zdaniem pierwszych recenzentów obrazują kompletne zagubienie Sony Pictures w swoim uniwersum Pajączka. Rzućcie okiem na kilka najciekawszych komentarzy.
Cóż, „Morbius” jest dokładnie tak kiepski, jak się spodziewaliście. Fabuła rodem z 2005 roku zderza się z bardzo niezręcznym CGI i owocuje bardzo nudnym widowiskiem. Ale najgorsze i tak zostawiono sobie na koniec. Sony zaszalało i pokazało jedną z najgorszych scen po napisach, jaką KIEDYKOLWIEK widzieliście.
„Morbius” nie jest zbyt dobry (ma naprawdę lipne efekty specjalne i schematy fabularne z początku lat dwutysięcznych) i na pewno nie daje tyle frajdy co „Venom”. Naprawdę zastanawia mnie przyszłość uniwersum Spider-Mana od Sony po tej scenie po napisach (...) Przynajmniej Matt Smith bawił się świetnie.
„Morbius” udowadnia, że niezależnie od tego, ile znanych twarzy i olśniewających obrazków wciśnie się [do filmu], Sony zawsze znajdzie sposób, by pokazać, że kompletnie nie rozumie podstawowych zasad opowiadania historii.
W „Morbiusie” Matt Smith jest wspaniale przerysowany, a [zdjeciowiec] Oliver Wood podkręca atrakcyjność paru sekwencji akcji. Poza tym mamy tu kiepską fabułę, nieudane CGI, chaotyczny montaż i słaby miksing dźwięku. Skutkuje to kompletnym brakiem spójności. Ale scena po napisach i tak to wszystko przebija. (...) Leto jest dobry mimo paru dziwacznych decyzji. (...) jest zaangażowanym aktorem i całkiem dobrze pasuje do tej roli. Jak została ona [dla niego] napisana to już co innego...
„Morbius” jest tak nieskładny, jak się można było spodziewać. Nie, żeby gdzieś tam krył się udany film, ale widać, że [„Morbius”] został pocięty przez wytwórnię, która nie miała żadnego pomysłu, na to, co chcą osiągnąć. Sceny po napisach są żenujące, zostańcie na sali jeśli lubicie wywracać oczami.
O tym, czy „Morbius” faktycznie jest tak zły, jak go malują będziecie mogli przekonać się już od tegorocznego Prima aprilis. Premierę widowiska zaplanowano bowiem właśnie na 1 kwietnia.
Źródło: Comicbook / zdj. Sony