„Amazing Spider-Man” tom 1: „Powrót do korzeni” – recenzja komiksu. Wreszcie świeże pajęcze otwarcie

W czerwcu wydawnictwo Egmont na dobre rozpoczęło wydawanie komiksowych serii spod znaku „Marvel Fresh”. Wśród nich znalazł się pierwszy tom z przygodami Spider-Mana. Jak z odświeżeniem historii popularnego herosa poradził sobie Nick Spencer?

Zdumiewający Spider-Man. Postać, którą zna w mniejszym lub większym stopniu prawdopodobnie każdy człowiek na ziemi, mając choć minimalny dostęp do popkuktury. Podstawowe motywy są wręcz banalne. Ugryzienie pająka. Egoistyczne wykorzystanie mocy. Przyczynienie się do śmierci wujka Bena. Wielka moc to wielka odpowiedzialność. Z drugiej strony mówimy o postaci, której linia fabularna ciągnie się od ponad 60 lat, siłą rzeczy pojawią się nowe wątki, motywy i schematy. Niektóre znikną równie szybko, jak się pojawiły, inne zostaną już z nami na zawsze. No więc o co chodzi z tytułowym „Powrotem do korzeni” (czy jeszcze bardziej wymownym tytułem oryginalnym „Back to Basics”)? Żeby w pełni go zrozumieć, trzeba posilić się o retrospekcję do runu J.M. Straczynskiego w „Amazing Spider-Manie” sprzed około 20 lat. Otóż po świetnym otwarciu serii historią „Powrót do domu” (kto nie pamięta wampirycznego Morluna?) scenarzysta postanowił tchnąć nieco metafizyki w skostniałą formułę. Nie były to elementy, które każdemu podchodziły, ale miały swoich fanów i były ciekawym eksperymentem. Na to przyszedł redaktor Joe Quesada i stwierdził, że wiecie, co jest przyczyną nudnych, powtarzalnych historii z pająkiem? Małżeństwo. W końcu jak ktoś ma żonę, to po pierwsze czyni go starym, a po drugie połowa przygód traci na swobodzie. Tak też w historii „One More Day” teoretycznie jeszcze Straczynski (a w praktyce Straczynski ręcznie sterowany przez Quesadę) postanowił... ekhm... odkręcić małżeństwo Pająka z MJ poprzez pakt z Mephisto (nie mogli go rozwieść, bo to uczyniłoby go jeszcze starszym). Tak, dobrze słyszeliście – nasz protagonista zawiera umowę z lokalnym odpowiednikiem diabła, żeby... własną miłością i małżeństwem zapłacić za życie umierającej ciotki May, która od lat sześćdziesiątych zdaje się być na łożu śmierci (no dobra, ostatnio ją odmładzają). W gratisie Peter dostał jeszcze na powrót ukrycie swojej prawdziwej tożsamości, bowiem na tym etapie, po jego durnym występie w pierwszej „Civil War”, wszyscy już wiedzieli, kto kryje się za maską Spider-Mana. Powiedzieć, że fani nie przyjęli dobrze tej historii, to jak nic nie powiedzieć (polecam przeczytać osobiście – miejscami jest tak zła, że aż dobra). Na ten burdel przychodzi młody Dan Slott. Jest wielkim fanem postaci – a przynajmniej tak twierdzi – ale jest też wielkim wybrańcem Quesady, przez co ma tendencję do teasowania fanów, a następnie skręcania w zupełnie innych kierunkach. Do tego jego Peter to wariacja postaci, której wiele można zarzucić – działa nieodpowiedzialnie, a nawet wykorzystuje cudze osiągnięcia dla własnych zysków. Jakby tego było mało, świat przedstawiony nagina się do historii Slotta, tym gorzej jeżeli dla konkretnych, drugoplanowych postaci oznacza to działanie poza ich charakterami (na ciebie zerkam, gangsterska Black Cat). Tak nastał dłuuuugi run scenarzysty, który, przyznaję, miał kilka ciekawych epizodów i są fani, którzy wyjątkowo lubią jego pióro (eksperyment z „Superior Spider-Manem”, „Pajęcza wyspa” czy powrót do wątku Morluna w „Spiderwersum”), dla mnie jednakże trwał w pewnej fabularnej stagnacji. Kusił fanów wątkami, a potem i tak opowiadał powroty do status quo, jakby bojąc się eksperymentować na głównym bohaterze – poza własną subiektywną jego wersją. No i wiecie, ile ciekawych wątków romantycznych dostaliśmy dzięki wyzbyciu się małżeństwa Pająka? W sumie to żadnego, bo te, które teoretycznie stworzono, zgubiły się same gdzieś po drodze (całość tego przydługiego wstępu to swoją drogą materiał na solidny podcast komiksowy – jak już Filmożercy się za to wezmą ;)).

Amazing Spider Man tom 1 Powrót do korzeni plansza

Tak dotarliśmy do dzisiaj. Nick Spencer to scenarzysta niezwykle sprawny technicznie i potrafiący sięgnąć po odważne rozwiązania fabularne („Tajne imperium”, „Kapitan Ameryka. Steve Rogers”). Do tego, pisząc tu i ówdzie Pająka, wydawał się wiedzieć, czego długoletni fani chcą, a jednocześnie być gotowym dać im to przez historię z pomysłem, a nie w formie taniego fan-service.

Peter Parker nie miał ostatnio łatwo. Założył firmę „Parker Industries”, która następnie spektakularnie zbankrutowała. Przynajmniej ustał mu się doktorat napisany jednakże przez Doktora Octopusa w czasie, kiedy ten ostatni przejął ciało Petera i w najlepsze bawił się w Superior Spider-Mana. Aktualnie więc nasz bohater wrócił do „Daily Bugle”, a konkretnie ich działu naukowego. Prywatnie, spinając ciężką sytuację finansową, zamieszkał z dwoma przymusowymi współlokatorami. Przynajmniej udało mu się złapać ponownie kontakt z Mary Jane, z którą najwyraźniej nadal coś do siebie czują, pomimo bolesnego rozstania. W międzyczasie (po zakończeniu „Tajnego imperium” również od Nicka Spencera) burmistrzem Nowego Yorku został Wilson Fisk aka Kingpin, co brzmi jak superbohaterski żart lub wynik sprawnego wyborczego oszustwa. Do tego Wilson, z całą niechęcią do superbohaterów włóczących się po jego mieście, wydaje się pałać nieuzasadnioną sympatią właśnie do Pająka. Jak zareaguje społeczność kolegów po fachu Spidera, gdy do tej mieszanki dojdzie ujawnienie faktu dokonania przez Petera plagiatu jego pracy doktorskiej i utrata tytułu naukowego? Nic tu nie pasuje do etosu wielkiej mocy i wielkiej odpowiedzialności. Jakby tego było mało, na horyzoncie pojawia się sylwetka nowego superzłoczyńcy, wyjątkowo zainteresowanego Pająkiem. Czy Peter i Spider mogą funkcjonować obok siebie i pogodzić wzajemne interesy bez szkody dla każdego z nich? Odpowiedź może przyjść z najmniej oczekiwanego kierunku, kiedy w wyniku nieudanego eksperymentu naukowego (a jakże) dojdzie do rozszczepienia ciała i osobowości naszego bohatera na dwie jego wersje, dzieląc między nie określone cechy jego charakteru i umiejętności.

Początek nowej serii czyta się świetnie. O ile scenariusze Slotta miały tendencję do zamęczania mnie narracją, w której de facto nic się nie działo, tutaj wszystko solidnie się spina. Humor ponownie staje się lżejszy i mniej oparty na sprytnej arogancji i odniesieniach do popkultury. Wracają znane motywy, dzięki którym postać staje się bardziej ofiarą rzeczywistości, wobec której musi zachować odpowiedzialną postawę, co pozwala odnieść doświadczenia bohatera do naszego codziennego życia (z czego bohater słynął od początku swego istnienia). Pająk to nigdy nie był Iron Man, choć niektórzy tak próbowali go pisać. Można odnieść wrażenie, że poprzez fabularny zabieg rozszczepienia postaci na Petera i Spider-Mana Spencer de facto pozwala sobie na krytycyzm pod adresem swojego poprzednika, uwypuklając te cechy, które sprawiły, że postać pierwotnie stała się tak szalenie znana i rozpoznawalna, a które Slott gdzieś zapodział. W efekcie dostajemy świeżą i w swym rdzeniu bardzo klasyczną, rozrywkową historię z Pająkiem, która sprawia wiele czytelniczej frajdy. Jednocześnie tu i ówdzie narracja eksponuje istotne elementy całej długiej ciągłości fabularnej, pozwalając płynnie sięgnąć do wcześniejszych serii.

Amazing Spider Man tom 1 Powrót do korzeni plansza

Ryan Ottley jest świetnie znanym rysownikiem wśród fanów serii „Invincible” Roberta Kirkmana, dzięki której jego prosty, lekko kanciasty styl trafił do szerszej publiczności i zdobył rzesze miłośników (w tym mnie :)). Dwie dobre wiadomości – późny Ottley jest nadal charakterystyczny, ale jeszcze lepszy technicznie, do tego tym razem ma zaplecze Marvela, więc obróbka cyfrowa będzie na najwyższym poziomie. Jego styl idealnie komponuje się z historią i jej fabularnymi założeniami, nawiązując do tak rozpoznawalnych rysowników serii jak John Romita Jr. czy Mark Bagley. Jasne, można się dopatrzyć strukturalnych podobieństw pomiędzy Peterem, MJ czy nawet Dr. Connorsem a Markiem, Eve i Dinosaurusem z „Invincible” (z racji nieco zbliżonych modeli postaci i ich dynamiki), ale nie zmienia to faktu, że świetne kadrowanie, idealna kompozycja plus prosta i świeża kreska są tym, czego ta seria potrzebowała.

Wydanie polskie imprintu Marvel Fresh to klasyczny już wariant miękkiej oprawy Egmontu ze skrzydełkami w standardzie dotychczasowych Marvel Now!/DC Odrodzenia, tyle że wracamy do białych grzbietów. Wewnątrz tomu dostaniemy ni mniej, ni więcej tylko historię zawartą w pierwszych pięciu zeszytach serii regularnej i dodatki w formie kilku okładek alternatywnych, z których tylko jedna – autorstwa Grega Landa – woła o pomstę do nieba. Na zachętę zapowiedź tomu drugiego serii z podtytułem „Przyjaciele i wrogowie”.

Podsumowanie

Nick Spencer odcina się od rzeczywistości wykreowanej przez Slotta, krytykując ją poprzez zabiegi fabularne i tworząc opowieść, która brzmi niezwykle klasycznie, odrobinę infantylnie oraz zawraca w kierunku Pająka, w którego okolicy problemy są nieuniknione, a on musi skupić się na wzięciu odpowiedzialności za wszelkie konsekwencje. Do tego Ryan Ottley ubiera serię w oprawę graficzną, która z jednej strony idealnie wynika z jego wypracowanego stylu, a z drugiej strony stanowi nowożytną interpretację klasycznych, kanciastych estetyk, z jakimi moglibyśmy kojarzyć Spider-Mana z przeszłości. Całościowo dostajemy sprawne otwarcie nowej serii, która dystansuje się od ponad 10 lat pisania postaci i daje nadzieję na opowieści, które zadowolą nieco starszych fanów bohatera. Jeżeli ostatnie przygody Spider-Mana wydawały Ci się trochę oderwane od rdzenia i założeń serii – poczujesz się jak w domu. Jeżeli historie Slotta są jedynymi, które znasz – daj sobie szansę na poszerzenie horyzontów i sięgnięcie poprzez ten tomik do epok, które dały nam wiele świetnych, dziś niejednokrotnie ikonicznych historii.

Oceny końcowe

5
Scenariusz
5+
Rysunki
5
Tłumaczenie
5
Wydanie
6
Przystępność*
5
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6.

* Przystępność – stopień zrozumiałości komiksu dla nowego czytelnika, który nie zna poprzednich albumów z danej serii lub uniwersum.

Specyfikacja

Scenariusz

Nick Spencer

Rysunki

Ryan Ottley

Oprawa

miękka ze skrzydełkami

Druk

Kolor

Liczba stron

152

Tłumaczenie

Bartosz Czartoryski

Data premiery

16 czerwca 2021

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza komiksu.

zdj. Egmont / Marvel