„Arka” – recenzja komiksu. W labiryncie emocji

Stworzenie dobrej opowieści science fiction jest nie lada wyzwaniem. Przed podobnie niełatwym zadaniem stoją osoby chcące przetłumaczyć na język komiksu jakąś powieść. Autorom „Arki”, do której recenzji serdecznie Was teraz zapraszam, udało się odnieść sukces na obu polach

Można powiedzieć, że scenarzysta miał nieco ułatwione zadanie, bowiem przygotował komiksową adaptację własnej książki. Jednakże wciąż stały przed nim te same trudności, na które napotykają inne osoby przystosowujące daną opowieść do innego środka przekazu. Jak nie przytłoczyć odbiorcy ogromem informacji? Jak uniknąć ścian tekstu? Czy ten motyw lub dana rozmowa nadal będą dobrze wybrzmiewać, a może lepiej je pominąć? Problemów jest sporo, ale Benassaya ze starcia z nimi wyszedł obronną ręką. Z pewnością pomocne okazało się złożenie fabuły z wielu klisz.

Ludzie w końcu zniszczyli swoją planetę na tyle, by trzeba było poszukać nowego ciała niebieskiego, które nadawałoby się do zamieszkania (a z czasem pewnie też i do nadmiernej eksploatacji, nieuchronnej dewastacji i ponownej wycieczki między obce gwiazdy). Dumni kolonizatorzy porzucili swe dawne życia oraz rodziny, wskoczyli w komory hibernacyjne i ruszyli ze szlachetną misją stworzenia nowego domu. Nie obudzili się ani o zaplanowanym czasie, ani tym bardziej w wyznaczonym miejscu. Gdzie się znajdują? Czy są tu sami? Co dalej począć? Te i inne pytania zadają sobie bohaterowie i, mimo że niejednokrotnie w innych tekstach byliśmy świadkami podobnych rozważań, to „Arka” nadal angażuje. Może i jeden utarty schemat goni drugi, ale i tak scenarzysta potrafił mnie zaciekawić. Potencjalne wady przekuł w atuty. Dzięki temu, że te i inne rzeczy czytaliśmy i oglądaliśmy nie raz, nie potrzebujemy dodatkowych wyjaśnień. Wystarczy kilka słów nakreślających sytuację i zamiast marnować miejsce na niepotrzebne tłumaczenia, autor skupił się na relacjach międzyludzkich i międzygatunkowych. 

arka-plansza-z-komiksu (1)-min.jpg

Pierwsza z nich została oparta o konflikt pomiędzy dwoma stronnictwami. Odwieczna chęć do odkrywania, poszukiwania i ryzykowania została tu skonfrontowana z pogodzeniem się z losem i potrzebą stabilizacji. Wyruszyliśmy w kosmos, by znaleźć dom, spełnijmy więc te marzenia i szukajmy dalej – mówią jedni. Wyruszyliśmy, by znaleźć nowy dom, jego namiastkę mamy tutaj, zostańmy i ją rozwijajmy – odpowiadają im drudzy. Przedstawicielom obu grup trudno odmówić racji, a ich poczynania śledzi się z niemałym i niesłabnącym z czasem zainteresowaniem. Równie ciekawie wypada relacja ludzi z istotami, które miały być podległe homo sapiens, ale ewoluowały na tyle, by u nich też pojawiła się chęć zostania gatunkiem dominującym.  

Co dla mnie istotne, przygoda z „Arką” nie kończy się po dotarciu do ostatniej planszy i odłożeniu komiksu na półkę. To jeden z tych tytułów, które skłaniają do rozmyślań i snucia teorii. W tej kwestii omawiany komiks przypomina mi nieco „Zagubionych”. Serial opowiadający o losach ocalałych z lotu 815 też prowokował do dywagacji na temat wyspy i wydarzeń, do jakich tam doszło. Po lekturze „Arki” przez pewien czas zastanawiałem się, czym dokładnie jest labirynt, obecnie służący kolonizatorom za dom. Czyśćcem, więzieniem, a może czymś innym? Benassaya sprawił, że pewnie jeszcze powrócę do jego dzieła – chociażby po to, by poszukać kolejnych wskazówek odnośnie prawdziwej natury miejsca pobytu bohaterów. A to nie jedyny powód stojący za tym, że już teraz myślę o ponownym zwiedzaniu labiryntu wraz z pasażerami Arki III.

arka-plansza-z-komiksu (2)-min.jpg

„Arka” to po prostu świetnie zilustrowana opowieść. Kreska Joanna Urgella przypadła mi do gustu, jest szczegółowa i dobrze współgra z treścią komiksu. Artysta umiejętnie podkreśla emocje bohaterów i udanie buduje napięcie. W niektórych momentach miałem nawet wrażenie, że za wytworzeniem atmosfery pełnej zagubienia i niepewności nie stoją dialogi czy scenariusz, tylko w całości są one sprawką Urgella. Podobnie do fabuły, w warstwie graficznej także nie brak inspiracji innymi dziełami. Projekty kostiumów, statków czy niektórych stworzeń również utrzymano w dobrze kojarzonym stylu. Na szczęście są one na tyle znajome, by szybko poczuć się jak w domu, ale też na tyle obce, by chciało się im baczniej przyglądać bez towarzyszącej temu myśli, że za często już coś takiego widziałem

„Arka” nie jest kamieniem milowym w świecie komiksów science fiction. Nie umniejsza to jednak przyjemności czerpanej z poznawania historii i tym bardziej nie przeszkadza w cieszeniu oczu rysunkami. To solidny tytuł, który nie powinien zawieść fanów gatunku, a osoby na co dzień stroniące od fantastyki może nawet zachęcić do sięgnięcia po inne opowieści w tym stylu.

Oceny końcowe komiksu „Arka”

4+
Scenariusz
5+
Rysunki
5
Tłumaczenie
5
Wydanie
5
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6.

* Przystępność – stopień zrozumiałości komiksu dla nowego czytelnika, który nie zna poprzednich albumów z danej serii lub uniwersum. 

Arka-Lost-In-Time-M.jpg 

Specyfikacja

Scenariusz

Romain Benassaya

Rysunki

Joann Urgell

Oprawa

twarda

Druk

Kolor

Liczba stron

112

Tłumaczenie

Paweł Łapiński

Data premiery

24 maja 2023 roku

Dziękujemy wydawnictwu Lost in Time za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Zdj. Lost in Time / Éditions Critic