„Astonishing X-Men” tom 2: „Człowiek zwany X” – recenzja komiksu

W sierpniu zadebiutował drugi tom serii „Astonishing X-Men” ze scenariuszem Charlesa Soule'a. Jak wypada kontynuacja nowego tytułu ze świata X-Menów? Sprawdźcie naszą recenzję.

Materiał może zawierać treści stanowiące, w ocenie niektórych czytelników, spoilery do komiksu „Astonishing X-Men” tom 1: „Życie X” wydanego w Polsce przez wydawnictwo Egmont, którym swego czasu również się zajmowaliśmy – jeżeli więc z jakiegoś niezrozumiałego powodu trafiłeś tu nie czytając tomu pierwszego, to zerknij przynajmniej do podsumowania recenzji.

Charles Xavier żyje! Chyba... Przynajmniej postać, która do niedawna była Fantomexem, nagle twierdzi, że po powrocie z wymiaru astralnego duchem zamieszkującym jej ciało jest nie kto inny, jak właśnie Profesor X (oficjalnie zmarły w starciu z Cyclopsem w trakcie wydarzenia „Avengers vs. X-Men” tuż przed startem inicjatywy Marvel Now!). Z kolei Shadow King więziący do niedawna ducha Charlesa w wymiarze astralnym został pokonany, a być może i zabity. Prawdopodobnie. Nigdy bowiem nie można być pewnym tego, co tak naprawdę dzieje się poza regularną rzeczywistością. Jako że X-Meni widzieli już sporo naprawdę dziwnych akcji, ich nieufność do nowego towarzysza jest jak najbardziej uzasadniona. Ten jednakże w ramach aktu dobrej woli postanawia, dzięki swoim ponadprzeciętnym telepatycznym i telekinetycznym umiejętnościom, pozbyć się resztek wirusa mentalnego, którym Shadow King próbował opanować mieszkańców Londynu poprzez wyciągnięcie zarazy z ludzi i zgromadzenie w potężnej kuli zielonego ognia. Coś jednak nie pasuje Bishopowi, który jako podróżnik z odległej przyszłości postanawia sięgnąć do posiadanej bazy zagrożeń dla rzeczywistości i odkrywa, że zielone „słońce” nad Londynem to w istocie zwiastun... mentalnej apokalipsy. Wtedy też okazuje się, że niezależnie od faktu, czy to rzeczywiście Charles powrócił z martwych, to niewątpliwie coś również przemknęło wraz z nim i tym czymś jest Proteus – mutant o umiejętnościach przemiany rzeczywistości, którego szczątki duszy były wykorzystywane przez Shadow Kinga do kształtowania wymiaru astralnego. Tym sposobem – jak zwykle – nasi bohaterowie spadają z deszczu pod rynnę, kiedy Proteus postanawia stworzyć w pewnym małym miasteczku enklawę wymiaru astralnego, w której każdy z mieszkańców może swobodnie kształtować rzeczywistość według własnego uznania i marzeń. Brzmi jak raj? W praktyce niekoniecznie.

czlowiek-zwany-x-plansza-1.jpg

Muszę przyznać, że początkiem drugiego tomu Soule miło mnie zaskoczył. Z jednej strony rozwiązujemy część gigantycznych problemów z tomu pierwszego dość lekką ręką, aby nieświadomie wpaść w jeszcze większe, z drugiej strony fabuła jest popychana w kuriozalnych kierunkach poprzez naturalne dialogi bazujące na relacjach postaci (okraszone odrobiną osobistego, niewymuszonego humoru), przez co łatwiej nam zawiesić niewiarę i dać się porwać tej podróży. Przecież o podróż chodzi, a nie o jej cel, prawda? Tymczasem w połowie tomu, gdy nasz antagonista zacznie przepisywać po swojemu rzeczywistość, odniesiemy wrażenie, że wraz z nią rozpada się struktura narracyjna naszej opowieści, a naszym bohaterom równie trudno poruszać się w zmieniającej się przestrzeni, jak nam ją śledzić. Niezmiernie miły, kreatywny zabieg. Oczywiście, że czeka nas ukryty tu i ówdzie zwrot akcji, a finał będzie tak spektakularny, że od razu będziemy musieli część skutków zretconować, bo inaczej twórcy innych, równoległych serii dostaliby białej gorączki. A propos zakończenia tomu – jasne, będzie trochę naiwnie i zapachnie anime, ale cóż, nie czytalibyśmy superbohaterszczyzny, gdybyśmy nie akceptowali odrobiny absurdów, również w sferze konstrukcji fabularnej wiecznie żywego świata. Reasumując – fabularnie  tom drugi „Astonishing X-Men” to może nic wybitnego, ale pozostaje przyjemną, rozrywkową lekturą w klimacie mutanciej telepatii i wiecznie zirytowanego Staruszka Logana.

Oprawa graficzna tomu to ponownie cozeszytowa żonglerka artystami. Z jednej strony możemy zobaczyć kilka interpretacji tej samej postaci na relatywnie skromnej objętościowo historii, z drugiej strony nadal nie jestem fanem tego zabiegu, ale mam świadomość, że sprzyja szybkości wydawnia serii, które nie są dla wydawcy szczególnym priorytetem. W iście amerykańskim tempie przejdziemy od minimalistycznego, acz realistycznego Phila Noto, przez nieco bardziej plastycznego Paulo Siqueirę, mrocznego i szarpanego Matteo Buffagniego, wyjątkowo szkicowego Rona Garneya, do Gerardo Sandovala o mocno przerysowanej, wręcz kreskówkowej estetyce. Globalnie widoczny będzie pewien cyfrowy przesyt, miejscami wręcz prostota rysunku, nawet u powszechnie znanych ilustratorów, okraszona przejściowo również wyjątkowo płaskimi kolorami (do Ciebie mówię, Noto). Całość wizualiów tego tomu spina się w kierunku tezy o nieco pospiesznym ich stworzeniu, co samo w sobie nie jest wadą, ale biorąc pod uwagę, że większość artystów widzieliśmy już w bardziej spektakularnych dziełach, pewien poznawczy niedosyt pozostaje.

czlowiek-zwany-x-plansza-2.jpg

Wydanie polskie to miękka oprawa ze skrzydełkami w standardzie Marvel Now! 2.0 z czarnym grzbietem. W ramach dodatków dostajemy na końcu tomiku okładki poszczególnych zeszytów i to nie wszystkich (jeżeli można nazwać to dodatkiem). Nie, żebym jakoś wyjątkowo potrzebował ich pomiędzy treściami poszczególnych zeszytów, jako że są one dostatecznie wydzielone faktem zmiany kolejnych ilustratorów, ale ich umieszczenie właśnie jako swoistej separacji treści wprowadza pewną harmonię w mojej czytelniczej świadomości, którą zwyczajnie lubię. Nadto możemy liczyć na trzy okładki alternatywne (w tym jedną Johna Cassadaya słodko stylizowaną na pierwszy numer legendarnego „Astonishing X-Men” autorstwa Jossa Whedona i właśnie Cassadaya) oraz zapowiedź „Phoenix: Zmartwychwstanie”. Fani postaci Jean Grey jednoczcie się.

Podsumowanie

O ile tom pierwszy „Astonishing X-Men” od Charlesa Soule'a był obiecujący, drugi – „Człowiek zwany X” – gra dokładnie tymi nutami i zabiegami, do których mam szczególną słabość – znajomością materiału źródłowego i kreatywnym jego przetworzeniem dla osiągnięcia założeń scenarzysty, jednocześnie nie gubiąc żywych relacji pomiędzy pojawiającymi się X-Men (a umówmy się, że właśnie relacjami opowieści o mutantach stoją). Zgoda – znowu mamy żonglerkę artystami, a zakończenie wydaje się trochę deus ex machinowe, pachnąc typowym rozstawieniem pionków po uniwersum tak, żeby osiągnąć cel i jednocześnie zbyt wiele nie namieszać, ale są to nieodzowne przypadłości mainstreamowego komiksu superbohaterskiego. Ciekawi mnie mocno, czy zmiany w świecie przedstawionym powstały z edytorskiej potrzeby, czy z realizacji koncepcji scenarzysty, o czym zapewne już wkrótce się przekonamy. Póki co jest spektakularnie, rozrywkowo i – co najważniejsze – przyjemnie się to czyta.

Oceny końcowe

+4
Scenariusz
4
Rysunki
5
Tłumaczenie
5
Wydanie
3
Przystępność*
4
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6.

* Przystępność – stopień zrozumiałości komiksu dla nowego czytelnika, który nie zna poprzednich albumów z danej serii lub uniwersum.

 

Specyfikacja

Scenariusz

Charles Soule

Rysunki

Phil Noto, Paulo Siqueira, Matteo Buffagni, Aco, Ron Garney, Gerardo Sandoval

Oprawa

miękka z obwolutą

Druk

Kolor

Liczba stron

136

Tłumaczenie

Maria Jaszczurowska

Data premiery

Sierpień 2020

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza komiksu.

zdj. Egmont / Marvel