Batman tom 7: Ostateczna rozgrywka - recenzja komiksu

Miesiąc temu nakładem wydawnictwa Egmont Polska ukazały się dwa wydania zbiorcze komiksów o Brusie Waynie i jego alter ego. Od kilku dni możecie przeczytać u nas recenzję Batmana: Gotyku, a dziś pora omówić tom siódmy serii Batman, czyli Ostateczną rozgrywkę. Zapraszam do lektury obu tekstów.

Joker: Mroczny Komediant kontratakuje

Blisko trzy lata temu czytelnikom polskich wydań komiksów o Człowieku-Nietoperzu mogła wpaść w ręce Śmierć rodziny – trzeci tom zbiorczy serii Batman z New 52 przedstawiający starcie bat-familii z Jokerem, psychopatycznym nemezis Mrocznego Rycerza. I choć podczas blisko 77 lat swego istnienia Błazeński Książę Zbrodni był eksploatowany niemal do znudzenia (niektóre osoby grające w gry z serii Batman: Arkham miałyby na ten temat coś do powiedzenia), to w wymienionym wyżej tomie udało się uzyskać pewien powiew świeżości. Paradoksalnie, bowiem za sprawą gnijącej skóry z twarzy Jokera, używanej jako... maski (efekt wydarzeń z Obliczy śmierci, pierwszego tomu Batman – Detective Comics). A co nowego przyniesie nam Ostateczna rozgrywka?

Centrum Gotham zostaje ewakuowane z powodu chmury gazu wydobywającego się z krat ściekowych. Chwilę przed tym incydentem Bruce przebywający w jednej z batkryjówek rozmawia ze swoim kamerdynerem i jego córką, gdy nagle zostaje zaatakowany przez... Wonder Woman. Poturbowany i nieco zdezorientowany Wayne jest zmuszony stawić czoła znacznie silniejszej od niego koleżance z drużyny superbohaterów, co jest tylko preludium do dalszych wydarzeń. W pewnym momencie bowiem na scenę wkroczy odwieczny wróg Batmana, który postanawia „zdjąć białe rękawiczki” i – zamiast zwyczajowej zabawy w kotka i myszkę – rozprawić się definitywnie ze swoim „przyjacielem”...

Batman tom 7: Ostateczna rozgrywka

Scott Snyder stara się konsekwentnie realizować swój plan na postać Jokera, wyciągając go ze sztandarowej roli przeciwnika, który przez lata w mniej lub bardziej szalony sposób droczył się z Batmanem (co odzwierciedlają choćby słowa granego przez Heatha Ledgera klauna, kierowane do tytułowego bohatera w Mrocznym Rycerzu: „Nie zamierzam cię zabijać. Co ja bym robił bez Ciebie?”). Tym razem Mr. J deklaruje – na co wskazuje tytuł komiksu – zakończenie „przyjacielskich sprzeczek” i walkę na śmierć i życie. Można byłoby się spodziewać takiego obrotu spraw, widząc poprzednie występy Jokera w wersji z uniwersum New 52. Tym razem nikt nie jest bezpieczny: czy to Bruce Wayne, czy Alfred, Liga Sprawiedliwości, a także mieszkańcy Gotham – lista poszkodowanych będzie naprawdę długa, a to w znacznej mierze sprawka niebezpiecznego wirusa odpornego na przeróżne antytoksyny. Nowa i agresywna taktyka Jokera oraz wszelkie niespodzianki, jakie przygotował on dla Batmana, sprawiają, że komiks łatwo wciąga. Począwszy od pierwszego zeszytu opowieści, w którym na dzień dobry Batman zostaje zaskoczony przez niespodziewany atak Wonder Woman, poprzez niespodziewane sojusze, aż po emocjonujący i brutalny finał (cytując Jokera z burtonowskiego Batmana: „mano y mano”), jest nadzwyczaj interesująco.

Tak samo ma się sprawa z różnymi plot twistami i smaczkami, które naszykował czytelnikom Snyder. Wyjaśnienie, w jaki sposób Joker ukrywał się przez dłuższy czas po wydarzeniach ze Śmierci rodziny, to prawdziwy smakołyk i bardzo udany koncept fabularny – na szczęście motywy z tym związane przedstawiono przynajmniej częściowo w innych spolszczonych wydaniach zbiorczych od Egmontu, więc osoby śledzące wnikliwie polskie tomy bat-tytułów mają szansę zostać zaskoczone. Całkiem nieźle wypada także nawiązanie do pojedynku między Batmanem a Jokerem z pewnego świetnego komiksu stworzonego 30 lat temu, jak również wkomponowanie w fabułę dwóch innych wrogów Człowieka-Nietoperza – jeden z nich ma związek z tragiczną przeszłością Bruce'a, a drugiego, noszącego kolorową narzutę, mogą skojarzyć szczególnie widzowie kreskówki Batman: Odważni i bezwzględni. Nie brak tu też stworzonej przez Snydera grupy, którą w akcie desperacji odwiedzi Mroczny Rycerz.

Greg Capullo, Danny Miki i FCO Plascencia tworzą udany zespół odpowiedzialny za warstwę graficzną Ostatecznej rozgrywki. Rysunki Capullo idealnie nadawałyby się jako podstawa do dojrzalszej animacji o Batmanie, a jego Joker, choć już ze zrekonstruowaną w tajemniczy sposób twarzą, potrafi wywołać niepokój u czytelnika swym upiornym uśmiechem. Eleganckie tuszowanie Mikiego podkreśla mroczny charakter komiksu (zwłaszcza kadry z Arkham świadczą o tym, że tusz ściele się gęsto). Z kolei klimat scen, takich jak ta z Pacjentem Zero w Szpitalu Prezbiteriańskim, zawdzięczamy między innymi kolorom, za które odpowiadał Placencia. Suma summarum, za oprawę wizualną komiksu należy się duży plus.

Batman tom 7: Ostateczna rozgrywka

Jeśli miałbym wskazać minusy tego tomu, to wymieniłbym snyderowski koncept związany z Jokerem, jakoby klaun żył nieco dłużej, niż się to wszystkim wydaje. Choć w założeniu pomysł ten wypada interesująco, to jak dla mnie wydaje się przekombinowany, jak niektóre inne z New 52, i nie zdziwiłoby mnie to, gdyby nie przypadł on do gustu także osobom krytycznym wobec różnych fabularnych koncepcji autorstwa Granta Morrisona (które to nota bene lubię). Pozostałe dwa minusy to już drobiazgi, z których pierwszy to literówka w polskim tłumaczeniu (zamiast „śmierci” pojawił się „śmieć”). Drugim jest zaś jeden ze szczegółów na rysunkach: dodatkowa osłona przeciwgazowa na nos i usta, która nie zasłania całego wycięcia na twarz w masce Batmana i wydaje się przez to być nieco bezużyteczna – wizualnie wygląda to dla mnie równie irytująco, co hełm lidera gangu Red Hooda w Roku Zerowym (nie zakrywający całej głowy, przez co wystawały spod niego usta i broda).

Przy okazji, ciekawostka: w obu grudniowych bat-premierach komiksowych od Egmontu (tej i Gotyku) pojawia się odwrócony bat-sygnał, a także pomysł na nadnaturalnie długo żyjącego przeciwnika Batmana (przy czym koncept u Snydera przypomniał mi twórczość Morrisona... odpowiedzialnego za scenariusz Gotyku). Przypadek? A może „the truth is out there”...

Ostateczna rozgrywka, jak można się domyślić, nie stanie się definitywnym starciem Mrocznego Rycerza z Błazeńskim Księciem Zbrodni, tym niemniej zdecydowanie warto się z tym tomem zapoznać, by przekonać się, na co stać Jokera obrażonego na swojego „eks-ziomeczka” – a przede wszystkim, jak ciekawie można namieszać w historii psychopatycznego klauna i jego relacji z człowiekiem przebranym za gigantycznego nietoperza. Uprzedzam tylko, że co bardziej konserwatywni fani mogą się mocno skrzywić, traktując niektóre pomysły na równi z morrisonowskimi, czyli jako szalone lub co najmniej przekombinowane wybryki scenarzysty. Może jednak w tym szaleństwie jest metoda, wszak dzięki temu możemy poznawać nową stronę Jokera już siedemdziesiąty siódmy rok. A pomyśleć, że początkowo ta postać miała zginąć w 1940 roku – w tym samym komiksie, w którym zadebiutowała...

PS. Ciekawe, jak polskim czytelnikom spodoba się ósmy tom Batmana, w którym czeka nas kilka nowości. Przekonamy się już w marcu tego roku.

Batman tom 7: Ostateczna rozgrywka

Historia została pierwotnie opublikowana w zeszytach Batman (Vol. 2) #35-40, grudzień 2014 roku - czerwiec 2015 roku.

Szczegółowe zdjęcia komiksu Batman tom 7: Ostateczna rozgrywka znajdziecie w naszej prezentacji.

Specyfikacja

Tytuł polski

Batman tom 7: Ostateczna rozgrywka

Tytuł oryginalny

Batman Volume 7: Endgame

Scenariusz

Scott Snyder

Rysunki

Greg Capullo

Kolory

FCO Plascencia

Okładka

Greg Capullo, Danny Miki, FCO Plascencia

Tłumaczenie z języka angielskiego

Tomasz Sidorkiewicz

Redakcja

Artur Szrejter

Wydawca oryginału

DC Comics

Wydawca wersji polskiej

Egmont Polska

Data premiery wersji oryginalnej

22 marca 2016 r.

Data premiery wydania polskiego

7 grudnia 2016 r.

Oprawa

twarda

Format

17,5 cm x 26,5 cm

Papier

kredowy

Druk

kolorowy

Liczba stron

176

Serdeczne podziękowania dla wydawnictwa Egmont Polska za udostępnienie egzemplarza komiksu do recenzji.

źródło: Egmont / DC Comics