CANAL+ i Polsat zrealizowali DOBRY polski thriller medyczny. Recenzujemy serial „Sortownia”

W piątek w streamingu zadebiutuje nowy polski serial „Sortownia” z Andrzejem Chyrą w roli głównej. Jak wypada nowa produkcja zabierająca nas na oddział  warszawskiego SOR-u będąca wspólnym projektem CANAL+ i Telewizji Polsat? Czy warto się nią zainteresować? Dowiecie się tego z naszej recenzji.

Ponury korytarz ostatniego kręgu NFZ-etu, a w nim trzy kolory. Zielony – masz szczęście. Żółty – bywało lepiej. Czerwony – porzućcie wszelką nadzieję wy, którzy tu wchodzicie. Oto najcięższy SOR w Warszawie, gdzie jedna z trzech barw rozstrzyga o twoim przeznaczeniu. Żywoty nieszczęśników trafiają tu w zahartowane ręce doktora Jacka Wolińskiego (Andrzej Chyra), fachowca, którego chcesz spotkać, gdy światło zawęża się w tunelu. Kiedy wiesz, że masz swoje za uszami, powinieneś go jednak unikać. W myśl zasady triażu medyk osobiście sortuje pacjentów na lepszych i gorszych. Tym, którzy trafiają na oddział w roli sprawcy, często nie udaje się opuścić szpitala. Choć lekarz pozostaje niekwestionowanym autorytetem w swym królestwie, ciąg wydarzeń uciska mu pętle na szyi. Tu ktoś zaczyna patrzeć mu na ręce, tam ktoś otwiera zamknięte wcześniej śledztwo. W rzeczywistości na SORze kolorów jest może więcej, ale w świecie filmu trudno o bardziej adekwatną przestrzeń dramaturgiczną. Twórcy „Sortowni” o tym wiedzą i mają z tego całkiem niezły pożytek.

W sam środek najbardziej niesławnego ze wszystkich oddziałów szpitalnych trafiamy wraz z doktor Olgą (Jaśmina Polak). Z przyczyn wciąż nieznanych w kilku wstępnych odcinkach młoda lekarka przenosi się tutaj z prywatnej kliniki, co już na pierwszej zmianie odbija się na jej zdrowiu. Ataki paniki, wiecznie podkrążone oczy i bezskuteczne dzbanki kawy – dziewczyna wkrótce przekona się, że to nieodzowna część medycznych realiów na SORze. To miejsce, w którym chwilę spokoju przerywa awanturniczy pacjent z drzazgą w paluchu i gdzie fajka z ratownikami urasta do rangi medalu za trudy dnia. Zapomnijcie o pięknych licach piguł z „Na dobre i na złe” czy supernowoczesnych placówkach w stylu „Lekarzy” z TVNu. „Sortownia” jest zdecydowanie bliżej tego, co widzimy i słyszymy, stojąc w kolejce „na NFZ”. Ratownicy ukradkiem cisną bekę z kolejnych klamotów, które lądują w odbycie, a w poczekalni prędzej usłyszymy „na coś umrzeć trzeba” niż „już do pana idę”.

Ekipie twórców wraz z reżyserką Anną Kazejak („Fucking Bornholm”, „Obietnica”) od początku zależy na tym, byśmy odczuli posępną atmosferę „Sortowni” na własnej skórze. Przekaz ma wzmocnić zarówno dokumentalna faktura obrazu, jak i – wyłapujące wszelkie szpitalniane paskudztwa – naturalistyczne zdjęcia Piotra Niemyjskiego („Lęk wysokości”). Grupa scenarzystów kierowana przez Wiktora Piątkowskiego („Miłość do kwadratu”) oddaje przy tym ducha szpitalnych didaskaliów, dając dowód uchu do dialogów. Dobrze wybrzmiewają tutaj przede wszystkim zasłyszane na korytarzach pochlebstwa etatowych pacjentek-klientek przemieszane z obelgami rzucanymi przez domagających się atencji raptusów. No i wreszcie jest w tym wszystkim sam Chyra – aktorski profesor, który, kiedy trzeba, ustawia całe towarzystwo do pionu. Gdy kadr ulega chaosowi, wtedy wchodzi on, cały na biało; w wyobraźni natychmiast przenosisz się do tej ostatniej wizyty w przychodni z przydługą kolejką, kiedy to nagle z gabinetu do gabinetu przechodzi doktor-demiurg i oczy wszystkich starszych pań biegną w jego stronę. Kiedy rzuci twoim nazwiskiem, to tak jakby wołał cię sam św. Piotr.

Grana przez Chyrę postać Wolińskiego służy filmowcom w zgłębianiu moralnych implikacji, jakie niosą ze sobą TEN zawód i TO miejsce. Z jednej strony – podsyłając mu przesadnie złowrogich pacjentów – scenarzyści prowokują pytania o etycznej naturze profesji, a z drugiej skwapliwie sieją fabularne ziarno. Dzięki temu udaje się im uzyskać łatwy do przyswojenia preparat, dla tych, którzy szukają nie tylko serialu medycznego, ale też rasowego thrillera. Wątek doktora rozdziela się bowiem na kilka mniejszych historii, z których każda obiecuje widzowi rozwiązanie tajemnicy. Już w pierwszym epizodzie poznajemy fragmenty historii Nicole (Olga Goldys), ukraińskiej tancerki z klubu go-go, terapeutycznego guru Roberta Tracza (Marcin Czarnik) czy nastoletniej Justyny (Natalia Jędruś), z którymi coś niewątpliwie łączy protagonistę. Twórcy „Sortowni” są wstrzemięźliwi w odkrywaniu sekretów Wolińskiego, co wyraźnie działa na korzyść fabuły i zostawia apetyt na więcej. Dwuznaczności bohaterowi dodaje zresztą sam intrygujący występ Chyry, który portretuje go lepiąc oszczędność Madsa Mikkelsena i tembr głosu, który jeszcze bardziej zbliża go do serialowego Dextera.

sortownia zdjecie z serialu-min.jpg

Przy tak rozbudowanej pajęczynie postaci atrakcyjność historii pozostaje jednak w znacznej mierze domeną pierwszego planu. W wątkach pobocznych zbyt często trafiają się fałszywe nuty, byśmy siedzieli w „Sortowni” z ręką na pulsie od pierwszej do ostatniej minuty. Choć precyzyjny sposób, w jaki odpakowywana jest fabuła, przykuwa uwagę, to realizacja poszczególnych historii pozostawia wiele do życzenia. Gdzieniegdzie na wierzch wychodzą potknięcia aktorskie, innym razem spory niesmak pozostawia zawalony banałami scenariusz. Z powodu leniwie pisanego skryptu na znaczeniu tracą sceny konfrontacyjne między Wolińskim a jego ofiarami (niektórzy pacjenci są tak przesiąknięci złem, że przypominają podrzędnego złola z MCU), jak i nieporadne sekwencje nastoletnich imprez, w których młodzież zrównana zostaje ze wszelkim grzechem tego świata (duże WTF towarzyszyło mi, gdy jakimś cudem znalazłem się na nakręconej przez Zacka Snydera domówce Gaspara Noégo, gdzie dzieciaki okładają się po mordach i leją wódę do oczodołów).

Pomimo wielu niedociągnięć realizacyjnych i zbyt dużej nadziei scenarzystów w utartych schematach „Sortownia” nie jest tak strasznym miejscem, jak mogło się wydawać. Biadolenie na wątpliwe wybory estetyczne (Smutny Chyra z fajką w slow-motion deszczu się pozdrawia) albo na to, że filmowy SOR przy tym prawdziwym to pikuś (szpitalnego gore jest tutaj stosunkowo niewiele) jest uzasadnione, ale tylko do pewnego stopnia. Otóż w polskiej ofercie telewizyjnej próżno szukać lepszego serialu medycznego. Próżno też szukać takiego, który by dość zgrabnie łączył się z thrillerem i angażował na tyle, by czekać na następny odcinek. Słyszycie to od gościa, który medical dramy unika równie mocno, co kontroli u lekarza, więc niech to się na coś liczy.

Premiera serialu „Sortownia” została wyznaczona na 16 czerwca. Dwa pierwsze odcinki zadebiutują wówczas w serwisach streamingowych Polsat Box Go i CANAL+ online. Kolejne odcinki będą publikowane w obu serwisach w piątki.

Ocena serialu „Sortownia” 3+/6

zdj. CANAL+ / Polsat / Maria Wytrykus