Kłopoty to jego specjalność. Recenzja komiksu „Dieter Lumpen”

Są komiksy, o których jeszcze przed lekturą wiem, że mnie zauroczą. Tak też było w przypadku „Dietera Lumpena”, czyli jednej z kwietniowych nowości od wydawnictwa Lost In Time. Dlaczego? Przekonajcie się!

Już przykładowe plansze i wspomnienie lektury „Corto Maltese” sprawiały, że z niecierpliwością wyczekiwałem momentu, w którym „Dieter Lumpen” trafi w moje łapki. Styl Rubéna Pellejero, jego lekka i jednocześnie wyraźna kreska oraz dobór kolorów sprawiają, że od stworzonych przez niego plansz ciężko oderwać wzrok. Zatapiam się w nich i daję porwać przedstawionej na kartach komiksu przygodzie. Dzieła artysty charakteryzuje jeszcze jedna rzecz – potrafi on mistrzowsko wykorzystać czerń. „Sztylet w Stambule” i „Gry hazardowe”, czyli opowiadania otwierające omawiany zbiór, są w tym względzie po prostu rewelacyjne.

Przyjaciółka, która rano pomogła mi w ucieczce, wspaniale tańczyła. Ze względów estetycznych… Pragnąłem, żeby jej wystąpienie trwało bez końca…

Z głową wypełnioną takimi myślami tytułowy bohater zasiadł w stambulskiej knajpie i podziwiał występ znajomej tancerki. Z powodów estetycznych również chciałbym, aby jej pokaz trwał bez końca. Pellejero perfekcyjnie wydobył tu z objęć cieni tylko najważniejsze elementy strojów i wystroju i pozwolił im lśnić. Patrząc na tę planszę, a także na pokaźną ilość innych, nie można się dziwić słowom innego artysty mistrzowsko wykorzystującego czerń. W przedmowie Tim Sale nazwał rysownika „Dietera Lumpena” swoją bratnią duszą i nie ma w tym stwierdzeniu ani krzty przesady. Jeśli Rubén Pellejero jest Wam nieznany, ale za to oczarowała Was strona wizualna „Długiego Halloween” czy „Mrocznego zwycięstwa”, to bez wahania sięgnijcie po recenzowany tytuł.

W późniejszych opowiadaniach pojawia się więcej kolorów i Pellejero wyraźnie rzadziej sięga po czerń, ale nadal jest co oglądać. Swoją drogą, jedna z plansz ukazuje wyobrażenia protagonisty o jego karierze w Hollywood i co tu dużo mówić, przywołany fragment całkowicie zawładnął moim sercem. Na poszczególnych kadrach znalazły się nawiązania do klasyków amerykańskiego kina i choć zamiast twarzy Clarka Gable’a, Glenna Forda, Humphreya Bogarta i kilku innych gwiazd ekranu widniało tam oblicze Dietera, to i tak w pełni oczarowany wpatrywałem się na te obrazki. Rysunki związane filmami, które lubię, stworzone w stylu, jaki mnie urzekł… Nie mogłem tego nie pokochać! Przez to wszystko kilka stron później w kadrach, przedstawiających protagonistę stojącego na poboczu drogi stanowej, zacząłem doszukiwać się podobieństwa do słynnego ujęcia z Carym Grantem z „Północy, północnego zachodu” Alfreda Hitchcocka.

Dieter Lumpen

Po takim wstępie niektórym z Was może się wydawać to dość nieprawdopodobne, ale uwaga, uwaga – zauważyłem, że jest tu też fabuła i podczas lektury nie skupiałem się wyłącznie na cieszących oko obrazkach, ale też dostrzegłem literki w ramkach i dymkach.

Na kartach „Dietera Lumpena” wraz z tytułowym bohaterem przeżywamy szereg przygód, jakich nie powstydziłby się Indiana Jones czy James Bond. Dieter poszukuje artefaktów, wyrusza do zaginionych świątyń, śledzi konflikty społeczne oraz staje w szranki z terrorystami i szpiegami. Niemal w każdym porcie czeka na niego nowa partnerka oraz kolejne perypetie. Lektura zawartych w zbiorze opowiadań dostarcza sporo przyjemności i to mimo okazjonalnego poruszania niezbyt lekkich tematów. Dużo tu humoru, scen akcji i pościgów, więc miłośnicy komiksów przygodowych powinni być bardziej niż zadowoleni. 

Chciałbym jeszcze wspomnieć o intrygującej i swoją przewrotnością wywołującej uśmiech na twarzy specyficznej adaptacji „Jądra ciemności” Josepha Conrada. W „Głosie Mistrza” Dieter wyrusza w głąb lądu nie w celu krytyki kolonializmu (dla tego tematu znalazło się miejsce w innym opowiadaniu), a zamiast pierwotnemu złu drzemiącemu w człowieku Kurtz oddaje się mistycznemu doznaniu.

Sporo rzeczy cieszy, ale są też kwestie, na które kręciłem nosem. Nie należę do grona zwolenników rozwiązania w stylu to były tylko majaki i trochę szkoda, że w pewnym momencie Jorge Zentner zdecydował się właśnie na taki zwrot. Mógłbym się jeszcze przyczepić do długości części opowiadań. Te początkowe były rozpisane na około dziesięć stron i taka forma wydaje mi się idealna dla przygód Dietera. Poza wieńczącym zbiór „Cennikiem Charona”, tak naprawdę będącym dwoma opowieściami w jednej, pozostałe dłuższe historie momentami sprawiały wrażenie rozciągniętych na siłę. 

Komiks został bardzo dobrze wydany. Otrzymujemy twardą oprawę, duży format (choć nieco mniejszy od standardowych wymiarów tytułów od Lost In Time) oraz dobrej jakości papier i druk. W ramach dodatków zamieszczono krótką przedmowę Tima Sale’a, posłowie hiszpańskiej dziennikarki (co do której mam podejrzenie, że została wymyślona na potrzeby wydania zbiorczego, by zaintrygować czytelników rzekomą prawdziwością zaprezentowanych w „Dieterze” wydarzeń; jeśli pani Castejón istnieje naprawdę, to przepraszam, że nazwałem ją fikcyjną istotą) oraz kilka szkiców i projektów. Ostatnie z wymienionych zamieszczono raptem na dwóch stronach, co wydaje mi się dobrym kompromisem pomiędzy potrzebami miłośników dodatków (do tego grona należy piszący te słowa) oraz osób uważających je za coś niepotrzebnego i tylko podnoszącego cenę komiksu.

„Dieter Lumpen” to kolejny udany tytuł od Lost In Time i liczę na to, że przygoda wydawnictwa z komiksami Zentnera i Pellejero dopiero się rozpoczęła. 

Oceny końcowe komiksu „Dieter Lumpen”

4+
Scenariusz
6
Rysunki
5
Tłumaczenie
5+
Wydanie
5
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6. Dieter Lumpen
Specyfikacja

Scenariusz

Jorge Zentner

Rysunki

Rubén Pellejero

Oprawa

twarda

Druk

kolor 

Liczba stron

264

Tłumaczenie

Izabela Rutkowska

Data premiery

25 kwietnia 2024

Dziękujemy wydawnictwu Lost In Time za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Zdj. Lost In Time / Astiberri Ediciones