Relacja z 34. MFKiG – największe osiągnięcie Tomasza Kołodziejczaka, porady dla debiutantów i komiksy edukacyjne

W miniony weekend, w dniach 7-8 października odbyła się w Łodzi kolejna edycja Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier. Jak w tym roku wypadła największa komiksowa impreza w Polsce? Zapraszam do zapoznania się z relacją i lektury rozmów przeprowadzonych podczas imprezy.

Tekst napisany z perspektywy miłośnika komiksów, który nawet nie zbliżył się do atrakcji związanych z elektroniczną rozrywką. 

Jedni stawiają znak równości pomiędzy skrótowcem „MFKiG” a słowem „targi”. Dla drugich łódzka impreza jest szansą na zdobycie autografów i/lub wrysów od lubianych przez siebie twórców. Dla jeszcze innych to po prostu okazja do spotkań i dzielenia się swoją pasją z innymi. Wydaje mi się, że przedstawiciele każdej z tych grup opuszczali Atlas Arenę w poczuciu zadowolenia. 

Prelegenci zazwyczaj stawali na wysokości zadania, a kolejki na panele dyskusyjne i po autografy skutecznie zachęcały do angażowania się w dyskusje z pozostałymi uczestnikami. Żałuję, że nie dane mi było doświadczyć tego osobiście, ale doniesiono mi, że w sobotni wieczór na stoisku Timofa Igor Baranko (m.in. „Mahabharata” od Timof Comics i „Dżihad” od Kultury Gniewu) urządził niezapomniany koncert. Dopisali też cosplayerzy, którzy chętnie pozowali do zdjęć ze wszystkimi zainteresowanymi. Najłatwiej można było natknąć się na kogoś w stroju postaci z odległej galaktyki, ale tu czy tam pojawiali się również mieszkańcy Night City i żołnierze Imperatora z uniwersum Warhammer 40 000. Pod względem klimatu i sprzyjania integrowaniu się z innymi pasjonatami MFKiG pozostaje jedną z najlepszych tego typu imprez w naszym kraju. Całość rozmachem przypominała największe konwenty, ale atmosfera na trybunach czy przy stoiskach bliższa była temu, co pamiętam z czasów, gdy zloty miłośników fantasy i SF odbywały się w szkołach, a nie budynkach targowych, sportowych arenach czy uniwersyteckich gmachach. 

MFKiG 2023 fani Star Wars.jpg
Grogu, Leia, Padme, żołnierze Imperium i Rebelianci – łatwo było spotkać swoich ulubieńców.

Zaproszeni na tegoroczną edycję goście również przyczynili się do wywołania tak przyjemnych wrażeń. Zwłaszcza mam tu na myśli zachowania rysowników. Sam co prawda zrezygnowałem z wystawania w kolejkach celem zdobycia wrysu, ale patrząc na dzieła, jakie wychodziły spod ręki Ronana Toulhoata („Król rozpustników” od wydawnictwa Lost in Time), szybko pożałowałem tej decyzji. Te prace były piękne, po prostu piękne. Pamiątkowe rysunki od innych artystów także robiły niemałe wrażenie. Ech, za rok trzeba będzie ponownie stanąć w kolejkach, by wrócić do domu z jakimś cudeńkiem. 

MFKiG to też, a dla niemałego grona uczestników przede wszystkim, strefa targowa. W tym roku ze świetnych promocji mogły skorzystać przede wszystkim osoby preferujące czytanie komiksów w oryginale. Dwa największe polskie sklepy z amerykańskimi komiksami, czyli Azyl Komiksu i Atom Comics, przygotowały nie lada przelicznik (1 USD = 2 PLN), dzięki czemu powiększanie domowej biblioteczki okazało się przedsięwzięciem nieco łaskawszym dla portfela niż analogiczne zakupy poczynione przez Internet. 

MGKiG 2023.jpg
Labirynt sprzedawców na płycie głównej.

Polscy wydawcy także zrobili sporo, by przyciągać do swoich stoisk, ale jedno miejsce szczególnie zwróciło na siebie moją uwagę i zrobiło to nie cenami, a zaskakująco pokaźną liczbą oferowanych tytułów. Mowa o stosunkowo niewielkim stanowisku, gdzie ulokowane zostało wydawnictwo Instytutu Pamięci Narodowej. Co prawda zdawałem sobie sprawę z istnienia komiksów i gier wydawanych przez Instytut, ale do tej pory nie wiedziałem, że ich oferta jest aż tak okazała. Skorzystałem więc z okazji i przez chwilkę porozmawiałem z przedstawicielem IPN-u, Panem Arturem Kuprianisem.

KŚ: Widzę tutaj dość dużo gier planszowych, komiksów… Co skłoniło Instytut do wejścia na ten rynek?

Artur Kuprianis: To jest idealna okazja, żeby trafić do młodszego czytelnika z treściami trochę poważniejszymi. Chociaż też są komiksy i gry dla dzieci na taki początek przygody z historią.

Czy dla odbiorców w innym wieku, młodzieży, osób dorosłych, też coś Państwo mają, czy na razie jest tylko ten segment dziecięcy.

Są też komiksy o poważniejszych treściach. Zwykle w tych wydawnictwach znajdują się też komentarze historyczne, popularnonaukowe i nie tylko dla młodzieży, ale dla starszych osób też. 

Jeśli chodzi o państwa tytuły, to który okres historyczny jest najbardziej popularny? Czy może jest zachowana jakaś równowaga?

Większość wydawnictw obejmuje okres między ‘45 a ‘89 rokiem. Jest też kilka wydawnictw dotyczących okresu międzywojennego i generalnie chodzi tutaj o wojnę polsko-rosyjską z 1920 roku. 

Gdyby mógł pan polecić jeden tytuł, taki który pan osobiście uważa za najlepszy na początek, to byłby to…

To jest seria „Antek Srebrny”. Seria, która przeznaczona jest głównie dla młodszego czytelnika, ale można ją czytać wspólnie z dziećmi i jest bardzo wciągająca. Jest już jedenaście zeszytów. To jest taki przekrój przez wydarzenia II wojny światowej. Para chłopców przeżywa przygody przenosząc się przez kolejne fronty w Europie od września ‘39 do ‘45, a nawet już do ‘46 roku ukazując powojenne wydarzenia w Polsce.

Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę sukcesów wydawniczych. 

Dziękuję bardzo. 

Rafa Janko na MFKiG 2023.jpg
Rafa Janko

Przemierzanie Atlas Areny było nie tylko okazją do pozbycia się zbędnych oszczędności, by zyskać niezbędne komiksy i gadżety, ale również oferowało szansę natknięcia się na jakiegoś twórcę, który akurat nie uczestniczył w panelu lub nie pełnił dyżuru w strefie autografów. W ten właśnie sposób w sobotni poranek spotkałem Rafę Janko („Mięcho” od Timof Comics), przedstawiciela młodego pokolenia rodzimych komiksiarzy, z którym porozmawiałem o jego pracach i szansach na zaistnienie na polskim rynku.

KŚ: Na początek pytanie o… początki. Czy w obecnej sytuacji na polskim rynku łatwo jest się przebić nowej twarzy?

Rafa Janko: Gdybyś zapytał mnie o to rok temu, to powiedziałbym, że towarzystwo komiksowe jest hermetyczne, ale po roku w tym towarzystwie myślę, że nie jest. Pozytywnie zaskoczyło mnie, jak bardzo polskie komiksowo jest otwarte na nowych twórców. Myślę, że wystarczy chcieć coś zrobić i mieć na to jakiś plan i myślę, że na pewno znajdzie się albo nisza albo ktoś, kto będzie tym zainteresowany. Także… Nie wiem czy umiałbym powiedzieć jednoznacznie  czy jest ciężko czy łatwo, ale na pewno warto to robić. 

Wspomniałeś o otwartości. Miałeś tutaj na myśli czytelników, wydawców czy obie strony? 

Myślę, że całe komiksowo raczej jest taką grupą otwartą. Wydaje mi się, że to są ludzie, którzy chętnie przyjmą coś nowego, coś świeżego. Wiadomo, że mamy jakieś klasyki, mamy rzeczy, które są z nami w komiksach od iluś tam lat, a jednak cały czas jest popyt na nowe twarze i pomysły.

A przechodząc do twojego dzieła. Dlaczego zdecydowałeś się na formę zeszytową?

Pierwszy zeszyt to był mój projekt na licencjat. Musiałem się zamknąć w realistycznej ilości stron, bo nie wyobrażałem sobie zrobić przez ten rok licencjacki jakichś 200-300 stron. To by mnie absolutnie zniszczyło. Więc najłatwiejszą drogą, by z tego wyjść, był zeszyt, czyli razem z okładkami 52 strony. Po tym stwierdziłem, że jak już wyszedł jeden, to zrobię drugi, teraz wyszedł trzeci. 

Ta droga zeszytowa w ogóle jest spoko. Z tego, co gadałem z ludźmi, to oczywiście można zrobić 300 stron raz na rok, raz na dwa lata. Komiks będzie wydany i potem się będzie jeździło i opowiadało o tym jednym komiksie, który się zrobiło. No a tutaj, jak gadałem z Tomkiem Grodeckim od „Ćmy”, który też wydaje właśnie zeszytówki, plusem jest to, że jednak co te pół roku, co parę miesięcy można powiedzieć, że jest trochę świeżo. Jest trochę nowych informacji o nas. No i gdzieś tam funkcjonujemy, może „na językach”, skoro co chwilę jest jakaś premiera. 

A czy masz już jakieś plany na to, co będzie po „Mięchu” – szykuje się coś nowego czy jednak kontynuowanie tej serii?

Myślę, że już mogę o tym mówić bardziej otwarcie. „Mięcho” zakończy się na sześciu zeszytach. Chyba że się nie wyrobię ze scenariuszem, to może na siedmiu, ale chciałbym zakończyć „Mięcho” w sześciu zeszytach. Co po „Mięchu”, to zobaczymy. Nie mówię o tym za często. Na razie skupiam się na zakończeniu „Mięcha”. Po szóstym „Mięchu” na pewno dam znać co dalej.

Na pewno nie kończę z komiksem. Mam też teraz dwa projekty, nad którymi pracuję, o których nie słychać. To nie są projekty, które są już znane, ale będę tam rysował. Jeden z nich będę pisał i rysował. Także, myślę, że to dopiero początek. 

Z ciekawości, zostajesz z obecnym wydawnictwem, czy jakaś zmiana się szykuje?

Te dwa projekty to są takie raczej niezalowe rzeczy, więc jeden z nich zobaczymy, a drugi to jest taki totalnie niezalowy i w ogóle też nie tylko komiksowy. O tym też pewnie będę informował. Na razie na pewno „Mięcho” i takie moje prywatne rzeczy. Jeśli Paweł Timofiejuk dalej będzie zainteresowany, to ja na pewno dalej będę chętny na kontynuowanie naszej współpracy. 

Co podczas pracy nad „Mięchem” przyniosło ci najwięcej zadowolenia?

To jest trudne pytanie. W pracy nad „Mięchem” najbardziej zadowolony jestem z progresu kreski. Właśnie ostatnio patrzyłem na zeszyt pierwszy i porównując go z zeszytem trzecim, to wydaje mi się, że coś tam ruszyło. I cieszę się, bo na tym mi zależało. 

Myślę, że ogólnie jestem całkiem zadowolony z pracy nad „Mięchem”. W ogóle na początku się śmiałem, że jest to taka autoterapia. Rozliczam się z rodziną, z religią i tak dalej… Finalnie wydaje mi się, że dokładnie to wyszło. W trakcie pracy zrozumiałem parę rzeczy o sobie i faktycznie była to taka mini-autoterapia, więc z tego jestem zadowolony. No i że, podobno, czyta się to całkiem znośnie i z tego też się cieszę. 

A skoro jesteśmy już przy czytaniu, to czas na ostatnią kwestię, czyli twoje słowo zachęty dla tych, którzy jeszcze nie sięgnęli po „Mięcho”. 

Jeśli chcielibyście przeczytać coś, co zaczęło się jako alternatywna wersja superhero, a finalnie idzie w bardzo dziwny, depresyjny obraz życia samotnego chłopaka, który radzi sobie z traumami rodzinnymi i religijnymi, rozlicza się sam ze sobą i walczy z traumami, ale też stara się być lepszy. Czy to mu wychodzi, to już jest inna kwestia. Jeśli chcecie sięgnąć po dziwny dramat/horror, to myślę, że to jest to. Są tam też jakieś uniwersalne treści, jak teen angst i cały ten strach w dorastaniu. 

Dzięki wielkie za rozmowę i wielu sukcesów! 

Super, dziękuję bardzo. 

Tomasz Kołodziejczak na MFKiG 2023.jpg
Tomasz Kołodziejczak

Pomiędzy jednym panelem a drugim udało mi się też zamienić parę słów z człowiekiem do niedawna będącym jedną z twarzy polskiego rynku komiksowego. Mowa oczywiście o Tomaszu Kołodziejczaku, który w tym roku niespodziewanie odszedł z Egmontu.

KŚ: Na początek pytanie, które myślę, że jest ci teraz często zadawane. Z perspektywy lat, twój największy sukces na rynku komiksowym to…

Tomasz Kołodziejczak: Myślę, że zbudowaliśmy polski rynek komiksu. Oczywiście, zrobiliśmy to razem z innymi wydawcami i organizatorami konwentów i festiwali. Jesteśmy na Festiwalu Komiksu w Łodzi, gdzie właśnie odbyło się uroczyste otwarcie wielkiego Centrum Komiksu i Narracji Interaktywnej, to potężna instytucja muzealna. Targi przeniosły się z małej hali z małego ŁDK-u, Łódzkiego Domu Kultury, na wielką Arenę. Są tu tysiące ludzi, dziesiątki wydawców. Wydaje mi się, że ja, pracując w Egmoncie, i wydawnictwo, w którym pracowałem, byliśmy jednymi z głównych współgraczy, współtwórców tego wszystkiego. No i mamy. Marzenie nastoletnich chłopców, którzy marzyli o tym, żeby w Polsce był normalny rynek komiksu, spełniło się, więc to, myślę, że jest mój największy sukces. A największym moim sukcesem, takim prywatnym, jest to, że pracując kilkadziesiąt lat w tej branży cały czas utrzymywałem wydawnictwo, którym kierowałem, na pozycji lidera rynku wydawniczego, a jednocześnie pozostałem w dobrych, przyjacielskich, kumpelskich relacjach z bardzo wieloma osobami – moimi konkurentami i organizatorami konwentów. Wychodzę z tego świata z przekonaniem, że coś udało się zrobić i na dodatek, że było przyjemnie. 

A co Tomasz Kołodziejczak lubi czytać w wolnym czasie. Po jakie komiksy sięgasz najchętniej?

Lubię komiks mainstreamowy, czyli komiks gatunkowy – dobrą SF, dobry kryminał, dobrą sensację. Lubię również dobre komiksy humorystyczne. Szanuję i doceniam dokonania graphic novel. Czytuję czasami ciekawe mangi, takie mangi, które spełniają moje oczekiwania, ale zasadniczo jestem zwolennikiem komiksu gatunkowego. 

Na koniec pytanie o przyszłość. Czeka cię teraz powrót do literatury czy może czas na przerwę od działalności twórczej i wydawniczej?

Chcę mieć więcej czasu dla siebie, dla rodziny, na swoje hobby. Trochę będę pisał, no i mam pewne plany, o których jeszcze dzisiaj nie mogę do końca mówić. 

Rozumiem. Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę powodzenia w realizacji tych planów.

Dziękuję bardzo. 

Tutaj pozwolę sobie zakończyć pierwszą część relacji z 34. Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier. Druga odsłona pojawi się za tydzień, a w niej czekać na Was będą zapisy rozmów z wybranymi wydawcami komiksów. 

zdj. Krystian Śmietański / Filmozercy.com