„Śmierć X” – recenzja komiksu

Na początku grudnia w sklepach zadebiutował komiks „Śmierć X”, do którego scenariusz stworzyli Jeff Lemire i Charles Soule. Czy warto po niego sięgnąć? Sprawdźcie naszą recenzję.

Mainstreamowy komiks amerykański ma obsesję na punkcie ciągłości fabularnej. Z kronikarską szczegółowością dokumentuje wszelkie wydarzenia mniej i bardziej istotne w poszczególnych seriach i miniseriach, a zmiana status quo co do zasady dzieje się poprzez określoną, choć niejednokrotnie kuriozalną opowieść. Jednakże od czasu do czasu taka zmiana status quo wyprzedza samo wyjaśnienie jej zaistnienia. Tak też było w momencie startu inicjatywy wydawniczej All-New, All-Different Marvel (na rodzimym rynku znanej pod szyldem Marvel Now! 2.0). Ówczesne serie z mutantami poruszały kwestię szkodliwego wpływu terrigenu – świętych mgieł rasy Inhumans – na posiadaczy genu X, brak było jednakże na fabularnej scenie Scotta Summersa (znanego również jako Cyclops), dotychczasowego przywódcy drużyny mutanckich rewolucjonistów. Tymczasem na drugim planie przewijały się niedopowiedzenia i półprawdy o zniknięciu Cyclopsa i o tym, co zrobił. Fani jak zawsze spekulowali, aż przyszedł czas na bezpośrednie wyjaśnienie. Tak dostaliśmy czterozeszytową miniserię „Śmierć X”, z akcją osadzoną rok przed bieżącymi wydarzeniami z serii m.in. „Extraordinary X-Men”. Dodatkowo sam tytuł zapowiedzianej historii spowodował niemałe zamieszanie, gdyż korespondował z plotkami o rzekomym planowanym anulowaniu wszystkich serii z mutantami – w tym okresie Disney ani Marvel Studios nie dysponowały jeszcze prawami do ekranizacji przygód X-Men, dysponowały jednakże pełnią praw do teoretycznie zbliżonych konstrukcyjnie i szeroko promowanych Inhumans. No ale po kolei.

Mutanci uważani są za kolejny etap ewolucji ludzkości, odkrywają swoje dziedzictwo w okresie dojrzewania, kiedy to ujawniają się u nich nadludzkie moce i umiejętności. Zwykle jednak te zdolności nie spotykają się z uznaniem – wręcz przeciwnie, powodują obawę i nienawiść. Inhumans to z kolei wynik sztucznie przyspieszonej ewolucji jaskiniowców przeprowadzonej tysiące lat temu przez obcą rasę. Uwolnienie nadzwyczajnych mocy z DNA Inhumans następuje na skutek kontaktu ze świętymi mgłami terrigenu podczas szczególnego rytuału. Inhumans zamieszkują w ramach uniwersum Marvela własne miasto – Attilan – i są rządzeni przez rodzinę królewską, w tym m.in. Black Bolta o niszczycielskim głosie oraz Meduzę o charakterystycznych, kontrolowanych psychokinetycznie włosach. W ostatnim czasie (a konkretniej podczas wydarzenia „Nieskończoność” w ramach Marvel Now!) podczas starcia Thanosa z Black Boltem mgły terrigenu zostały uwolnione. Aktualnie dwie chmury substancji przemieszczają się po powierzchni planety, powodując spontaniczne transformacje osób posiadających gen Inhumans, a tym samym i drastyczny wzrost ich populacji. Rodzina królewska Inhumans rozpoczyna zorganizowane wyprawy w miejsca przejść obłoków terrigenu, aby uspokoić mieszkańców i udzielić niezbędnej pomocy świeżo przekształconym, nowym członkom swojej społeczności. W tym samym czasie drużyna X-Men pod przywództwem Cyclopsa i Emmy Frost udaje się na wyspę Muir, do ośrodka badawczego, z którego załogą stracono kontakt. Na miejscu okazuje się, że cała ekipa placówki zmarła w bliżej nieznanych okolicznościach, nosząc ślady tajemniczej choroby. Ostatnie, co udaje się ustalić, to fakt, że przez wyspę przetoczyła się jedna z chmur terrigenu. Wkrótce do Scotta docierają wyniki badań przeprowadzonych przez Beasta – Hanka McCoya – z których wynika, że o ile terrigen jest nieszkodliwy dla normalnych ludzi, to jego wpływ na posiadaczy genu X może być katastrofalny, powodując m.in. bolesną i śmiertelną ospę. Ujawnienie się tego faktu powoduje klasyczny konflikt interesów między zainteresowanymi frakcjami. Mutanci będą dążyli do zneutralizowania śmiercionośnych chmur, ewentualnie ewakuowania wszelkich pobratymców z trasy ich przejścia – to jednakże nie spodoba się Inhumans, dla których swobodne się przemieszczanie po planecie świętych oparów stanowi wyraz woli siły wyższej i szansę na szybki rozrost ich szeregów. Cyclops ma już plan i nie ma wątpliwości, że konfrontacja z rodziną królewską Inhumans to tylko kwestia czasu.

smierc-x-1.jpg

Na historię składają się raptem cztery zeszyty – i dobrze, bo rozciągnięcie prezentowanej treści na większą objętość mogłoby zbędnie rozwodnić jej przekaz. Mamy tu klasyczne starcie stron o niedających się pogodzić interesach, opowiadane z perspektywy przywódców drużyny mutantów, i z założenia wiemy, że finał rozgrywki będzie prowadził do nieobecności Cyclopsa w bieżących seriach. Za fabułę odpowiadają Charles Soule i Jeff Lemire, czyli scenarzyści solidni, potrafiący sprawnie wykorzystać komiksowy warsztat celem zmierzania do z góry ustalonego, fabularnego celu. Dodatkowo Panowie odpowiadają za kolejny w serii wielkich wydarzeń „Inhumans kontra X-Men”, mamy więc do czynienia z rozstawianiem na planszy pionków, wątków i motywów, które następnie rozwiniemy lub do których nawiążemy w późniejszych historiach. Większość opowieści to klasyczny, patetyczny i odrobinę nużący list miłosny do postaci Cyclopsa, w jego rewolucyjnej wersji, jaką znamy od Marvel Now! i ciężko tego nie zauważyć. Scott co rusz snuje motywacyjne przesłania, podnosi towarzyszy na duchu i bardziej, niż zmierzać do rozwiązania konfliktu, zdaje się przyjmować pozę męczennika za sprawę. No i wtedy właśnie – pod sam koniec – przychodzi twist fabularny, który odwraca istotnie przesłanie całej opowieści i nadaje nowego, przyjemnego posmaku wszystkim tym nieco napompowanym scenom, jakich byliśmy świadkami. Jak dla mnie zadziałał on świetnie i skłonił do przewertowania i odświeżenia całości komiksu z tą nowo zdobytą wiedzą. Znając zakończenie, pewnie do tej historii w przyszłości nie wrócę, ale zapamiętam to ciepłe, miłe uczucie zaskoczenia, gdy dowiedziałem się nieco więcej o motywacjach głównych bohaterów i o tym, ile każde z nich jest w stanie poświęcić dla sprawy.

Oprawa graficzna to prace Aarona Kudera oraz Javiera Garróna, o zbliżonym stylu ilustrowania z charakterystycznym, silnym konturem. Rozróżniając prace obu artystów  – Kuder inwestuje w większą ilość detali i bardziej realistyczny wygląd postaci, podczas gdy Garrón stawia na nieco przerysowane ekspresje i bardziej plastyczne panele. Bez zbędnych wodotrysków – wszystko jest tu sprawnie przedstawione. Solidna, współczesna, superbohaterska oprawa graficzna bez eksperymentów w formie i technice, ale i bez rozczarowań. Typowy sposób ilustrowania skierowany do szerokiej publiczności.

Wydanie polskie to miękka oprawa ze skrzydełkami w standardzie Marvel Now! 2.0 i charakterystycznym, czarnym grzbietem. W ramach dodatków dostajemy na końcu tomiku wyjątkowo dużo jak na tego typu wydania, bo aż kilkanaście okładek alternatywnych wydań zeszytowych, w tym nawiązujących do miniserii okładek innych okołomutanckich serii bieżących (m.in. „Old Man Logan”, „All New Wolverine”, „Uncanny Avengers”). Ponadto możemy liczyć na zapowiedzi miniserii „Inhumans kontra X-Men”, tomika zawierającego tie-iny do wydarzenia z serii „Extraordinary X-Men”, jak również „Astonishing X-Men”. Okładka tego ostatniego wydania zbiorczego przedstawia m.in. jednego z moich ulubionych wymyślonych przez Granta Morrisona mutantów – Fanthomexa. Nie oszukujmy się – to powoduje, że już jestem kupiony.

ezclkcym.jpg

Podsumowanie

To jedna z tych historii, które wypełniają ściśle określoną lukę w status quo uniwersum komiksowego i których celem jest przede wszystkim skapitalizowanie nagromadzonej wśród fanów ciekawości – w konsekwencji nie jest to historia, która zostanie z Wami na dłużej. To powiedziawszy, jest to również historia przyjemna, solidnie przeprowadzona, oferująca na finale zwrot akcji, który bardzo dobrze, dla mnie, zadziałał tak w kontekście całości historii, ale i nadchodzących przygód mutantów, w tym wydarzenia „Inhumans kontra X-Men”. Polecam zagorzałym fanom posiadaczy genu X, w szczególności zaś miłośnikom Scotta Summersa, Emmy Frost i rozwoju ich relacji, począwszy od „New X-Men” Morrisona, poprzez „Astonishing X-Men” Whedona, aż po serie „Uncanny X-Men” Bendisa.

Oceny końcowe

4
Scenariusz
4
Rysunki
5
Tłumaczenie
4
Wydanie
5
Przystępność*
4
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6.

* Przystępność – stopień zrozumiałości komiksu dla nowego czytelnika, który nie zna poprzednich albumów z danej serii lub uniwersum.

kpSYnKxmqaWYlaqfWGao,smierc_x_okladka.72.jpg

Specyfikacja

Scenariusz

Jeff Lemire, Charles Soule

Rysunki

Javier Garrón, Aaron Kuder

Oprawa

miękka ze skrzydełkami

Druk

Kolor

Liczba stron

120

Tłumaczenie

Maria Jaszczurowska

Data premiery

4 grudnia 2019 roku

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza komiksu.

źródło: Egmont / zdj. Marvel