Kong: Wyspa Czaszki - recenzja Blu-ray [3D+2D, opakowanie plastikowe]

30 sierpnia do sprzedaży w naszych sklepach trafił film Kong: Wyspa Czaszki. Tytuł ten ukazał się na płytach DVD, 4K Ultra HD oraz Blu-ray w dwóch wariantach wydawniczych do wyboru: steelbooku (jego prezentacja tutaj) i plastikowym pudełku. Zapraszamy do lektury naszej recenzji wydania Blu-ray 3D.

„Kong: Wyspa Czaszki” (2017), reż. Jordan Vogt-Roberts

(dystrybucja w Polsce: Galapagos)

Film

Pewne tematy, motywy czy postacie zdają się być obecne w kinie od zawsze i nie pozwalają o sobie zapomnieć mimo mijających dekad. I choć w wielu przypadkach klasyka broni się przed zapomnieniem sama, to bywa i tak, że przychodzą jej z pomocą filmowcy powracający do starych, sprawdzonych pomysłów. Skutek takich zabiegów bywa jednak bardzo zróżnicowany, o czym możemy się przekonać, sięgając po niezliczone odświeżone i uwspółcześnione wersje znanych z ekranów kin historii. Ostatnimi laty plaga remake'ów zdaje się przybierać na sile, choć niestety ich ilość nie idzie w parze z jakością, co znajduje odzwierciedlenie również w wynikach kasowych. Boleśnie się o tym przekonały studia filmowe stojące za nowymi wersjami "Siedmiu wspaniałych", "Pamięci Absolutnej" czy "Na Fali". Póki co nie powstrzymuje to jednak kolejnych prób kręcenia na nowo tych samych filmów. W przypadku najnowszego King Konga założenie było jednak nieco inne, ale o tym później.

King Kong po raz pierwszy zaznaczył swą obecność w historii kinematografii w 1933 roku, kiedy to miała miejsce premiera oryginalnej wersji, stanowiącej milowy krok w dziedzinie efektów specjalnych (Oscara w tej kategorii nie otrzymał chyba tylko dlatego, że w tym czasie jeszcze takowej nie było). Film spotkał się z ciepłym przyjęciem i jeszcze w tym samym roku doczekał się (mniej znanej i lubianej) kontynuacji. Na kolejny występ gigantycznej małpy trzeba było poczekać blisko trzydzieści lat, kiedy to sięgnęli po Konga twórcy japońskiej serii o Godzilli - wystąpił w dwóch filmach studia Toho. Z kolei w 1976 roku miała miejsce premiera nowej, uwspółcześnionej wersji amerykańskiej spod szyldu Paramount z Jeffem Bridgesem i Jessicą Lange w rolach głównych. Zebrała ona mieszane recenzje, ale swoje zarobiła, a po dziesięciu latach doczekała się kontynuacji ("King Kong Lives"), której nie dane już było tego sukcesu powtórzyć. W blisko trzy dekady od premiery pierwszego remake'u, za sprawą studia Universal, na ekranach kin zawitał kolejny, znacznie bliższy oryginałowi, a jednocześnie zdający się stanowić definitywną wersję historii wielkiej małpy... Czy aby na pewno? Cóż, niekoniecznie. Zaledwie dwanaście lat później dostajemy kolejny film z Kongiem w tytule (tym razem zabrakło jednak Kinga). Jego powstanie było wynikiem budowania "uniwersum potworów", w którym to po raz kolejny Kong miał stanąć oko w oko z Godzillą i, zapewne, również innymi bestiami. O ile powstanie wersji z 2005 roku reżyserowanej przez Petera Jacksona miało sens choćby ze względu na postęp w dziedzinie efektów specjalnych, jaki nastąpił w kinie od czasu filmu z Bridgesem i Lange, tak już najnowsza odsłona, stanowiąca kolejny restart, potrzebowała innego uzasadnienia swego istnienia. I choć wspomniana już chęć włączenia Konga do szerszego kinowego uniwersum (bo jak wiadomo w dzisiejszych czasach każda wytwórnia musi mieć własne kinowe uniwersum) mogła być ku temu wystarczającym powodem z punktu widzenia wytwórni, to jednak można mieć wątpliwości, czy dla przeciętnego widza jest to wystarczające uzasadnienie, by zasiadł w kinowym fotelu z zamiarem spałaszowania ponownie odgrzanego kotleta. Cóż więc należało zrobić? Z pewnością postarać się, by film miał do zaoferowania coś nowego zamiast być kalką oryginału, czy też swego poprzednika. W jaki sposób próbowano to osiągnąć? Po pierwsze - osadzono akcję w latach 70-tych, pod koniec wojny w Wietnamie, co samo w sobie nie było szczególnie oryginalnym posunięciem, zważywszy na to, że jedna z poprzednich wersji w tych właśnie czasach powstała. Po drugie - ograniczono do absolutnego minimum to, co stanowiło sedno poprzednich filmów, to jest wątek "pięknej i bestii", w zamian oferując zdecydowanie więcej strzelania oraz wyraźne nawiązania do "Czasu Apokalipsy" i "Moby Dicka". Po trzecie - postanowiono się "nie szczypać" i nie czekać z wprowadzeniem bohatera tytułowego gdzieś w połowie filmu, jak to uczynili poprzednicy, lecz pokazano go już w prologu. Reszta właściwie się zgadza, jest ekspedycja na nieznaną wyspę (tyle, że tym razem z solidnym wsparciem wojskowym), są różnorakie paskudztwa ją zamieszkujące, jest sporo trupów, jest w końcu Kong, który chociaż pojawia się dość szybko, ma jednak zdecydowanie mniej interesującą i rozbudowaną rolę niż zwykle. Aż chciałoby się powiedzieć: "zamienił stryjek siekierkę na kijek". 

Tu się jednak problemy "Wyspy Czaszki" nie kończą. Jednym z kolejnych jest tempo filmu - jako że czas jego trwania wraz z napisami końcowymi nie sięga dwóch godzin, nie ma tu czasu na powolne wprowadzenie, jakim uraczył nas Peter Jackson. Zdawać by się mogło, że film miał pod tym względem odbiegać także od osadzonej w tym samym uniwersum "Godzilli", która przesadnie skąpiła widzowi tak akcji, jak i widoku tytułowej kreatury. Odbiega, fakt, z tym, że ten bardziej przygodowy charakter nowego "Konga", charakteryzujący się większą ilością akcji (w stosunku do czasu trwania) i szybszym tempem, wcale filmowi nie służy. Nawet w sytuacji, gdy mamy okazję podziwiać efektowne plenery, cięcia zdają się następować zbyt szybko, niespecjalnie intrygująca fabuła pędzi od jednego punktu do drugiego, zmierzając do przewidywalnego (nawet jeśli innego niż zwykle) finału.

Osobnym problemem jest także zdecydowanie zbyt wielu bohaterów, między których rozdzielono czas ekranowy. Niemal żaden z nich nie jest w stanie wzbudzić w widzu większych emocji bez względu na to, jak tragiczny los go spotyka. I nie, to że ktoś przez cały film chodzi smutny i pisze listy do syna, nie sprawi, że widz automatycznie poczuje z tą postacią jakąkolwiek więź i będzie się przejmował jej losem. Na niewiele zdają się też znane nazwiska w obsadzie - Tom Hiddleston, Brie Larson, Samuel Jackson i John Goodman, na których barkach spoczywa film - nie mają tu nic ciekawego do grania, choć dwaj ostatni przynajmniej dodają całości pewnej wyrazistości. Co gorsza, w pewnym momencie można się też zacząć zastanawiać, po co właściwie nasz teoretycznie główny, ludzki bohater w ogóle znalazł się w tym filmie. Potem dochodzimy do wniosku, że to samo można powiedzieć o większości występujących tu postaci (zwłaszcza o pewnej chińskiej statystce - trudno tę postać nazywać inaczej).  A to już naprawdę zły znak.

Nieco problematyczna jest też warstwa wizualna filmu. Nie chodzi tu nawet o to, że "Kong" wygląda źle. Plenery bywają naprawdę ładne, zdjęcia też zazwyczaj są miłe dla oka, ale gdy się tak zastanowić, wychodzi na to, że jakiegokolwiek postępu w dziedzinie efektów specjalnych w stosunku do poprzednika nie stwierdzono. W dodatku tytułowy małpiszon, choć niby prezentuje się dobrze, to jednak pozbawiony jest charakteru i tej "iskry", którą miało w sobie jego poprzednie wcielenie - połączenie kreacji Andy'ego Serkisa i efektów z 2005 roku. No a reszta stworzeń zamieszkujących tytułową wyspę potrafi czasami zaskoczyć marnością wykonania, szczególnie zwykłe zwierzęta.

Żeby jednak nie wyszło na to, że mamy tu do czynienia z jakąś całkowitą tragedią - znajdą się także mniejsze i większe plusy. Jednym z tych mniejszych jest postać odgrywana przez Johna C. Reilly'ego, która (choć w zwiastunach skutecznie mnie zniechęciła do wizyty w kinie) okazuje się bodaj jedynym wyróżniającym się z tłumu bohaterem (i w sumie szkoda, że film bardziej nie skupia się właśnie na jego losach). Zdarza mu się co prawda rzucić tekstem, który zabawny jest tylko w założeniu, ale mimo to potrafi pozytywnie zaskoczyć. Z plusów większych - miłe dla oka są niektóre spośród scen akcji, szczególnie te, w których bierze udział Kong (a zwłaszcza pierwsza z nich), przyjemnie się ogląda prezentowaną na ekranie dżunglę, a i klimat lat 70-tych daje się odczuć, szczególnie gdy zaczyna nam przygrywać muzyka z tamtych czasów. Niestety te momenty zazwyczaj kończą się szybciej niż powinny. Nieładnie, szczególnie, że film uporczywie próbuje nawiązywać do "Czasu Apokalipsy", który w końcu pod względem tempa jest jego absolutnym przeciwieństwem.  Z drugiej strony można mieć wątpliwości, czy warsztat reżyserski Jordana Vogta-Robertsa nie odbiłby się nam solidną czkawką, gdyby ten próbował jeszcze bawić się w budowanie atmosfery przy pomocy długich ujęć i żółwiego tempa. Choć film zdaje się pędzić do przodu nieco zbyt szybko, to dzięki temu przynajmniej nie zdąży zanudzić widza na śmierć, jak choćby tegoroczna odsłona pewnej znanej serii o robotach z kosmosu. Zdarzają się też pojedyncze momenty kładące na łopatki, jak choćby... Nie, tego nie zdradzę, podpowiem tylko, że chodzi o rozegranie pewnego klasycznego już motywu, po którym to momencie prawie udławiłem się herbatą. Sporadycznie trafiają się też sceny zabawne, co do których nie mam pewności, czy miały takie być. No ale grunt, że można się pośmiać.

Mimo szeregu dość poważnych problemów, z jakimi boryka się "Wyspa Czaszki", a które zdają się przyćmiewać jej zalety, ogólne wrażenie z seansu nie jest najgorsze. Co więcej, nie mam też wątpliwości w kwestii ewentualnego powrotu do tego obrazu. Może nie nastąpi on szybko, ale z pewnością nastąpi, być może przy okazji premiery kolejnego filmu z tego uniwersum, bo, jak się okazuje, wspomniane wyżej problemy nie przeszkadzały widzom na tyle, by ściągnąć na nowego "Konga" widmo sromotnej box office'owej klęski. Zanosi się więc na to, że oczekiwanie na kolejny powrót króla na kinowe ekrany będzie znacznie krótsze niż ostatnim razem. Na koniec pozostaje jeszcze odpowiedzieć na jedno pytanie: który Kong  rządzi? W moim prywatnym rankingu tegoroczny film zostaje w tyle zarówno za wersją z 2005 roku (którą cenię najbardziej), jak i tą z lat siedemdziesiątych (do której mam spory sentyment). Oryginału jakoś nigdy nie lubiłem.

3
Film

Obraz

Za zdjęcia do filmu odpowiadał Larry Fong, znany z współpracy z Zackiem Snyderem. W swej pracy wykorzystał on kamery Arri Alexa XT Plus. W przeciwieństwie do wielu współcześnie powstających filmów kręconych cyfrowymi kamerami, zdjęcia do "Wyspy Czaszki" charakteryzują się wysokim kontrastem i wyrazistością, przypominającą miejscami filmy kręcone na taśmie. Wykorzystana paleta barw miejscami skręca nieco za bardzo w żółtawo-brązowe tony, co jednak zgrabnie się komponuje z atmosferą filmu i poza kilkoma scenami nie bywa szczególnie rażące. Zdarzają się tu także fragmenty z dobrym skutkiem stylizowane na wygląd materiałów video z lat 70-tych (wstęp i epilog). Mimo, że zwyczajem Warnera film nie wykorzystuje całej dostępnej przestrzeni na dysku, to jednak kompresja nie daje się we znaki nawet w scenach, w których ryzyko wystąpienia artefaktów jest zwiększone (choćby ujęcia skąpane we mgle/dymie, których tu nie brakuje). Jako, że w zasadzie trudno się tu przyczepić do czegokolwiek poza jakością CGI (a tej nie wliczam w skład oceny za obraz) i wskazać jakiekolwiek mankamenty o obiektywnym charakterze, nie sposób wystawić innej niż najwyższa noty.

vlcsnap-2017-09-11-16h03m41s167.jpg kong_skull_island_16.jpg

kong_skull_island_07.jpg kong_skull_island_08.jpg

6
Obraz

Obraz 3D

Obraz 3D w filmie Kong: Wyspa Czaszki oferuje rozdzielczość 1080p. Trzeba sobie od razu powiedzieć, że jakość obrazu na płycie 3D jest absolutnie wzorcowa. Obraz jest przejrzysty, krawędzie są ostre i bardzo dobrze zarysowane. Należy jednak wspomnieć, że w przypadku 3D widoczny jest efekt nałożonej soczewki, z którym mamy do czynienia również na płycie 2D. Objawia się on lekkim rozmazaniem bocznych krawędzi obrazu. Jest to oczywiście zabieg celowy mający nadać filmowi odpowiedniego stylu, ale niektórym może się on nie spodobać. Warto jednak zaznaczyć, że w przypadku obrazu 3D zabieg ten jest odrobinę mniej widoczny.

Jeśli chodzi o sam efekt trójwymiarowości, to w tym aspekcie Kong również spisuje się bardzo dobrze, przede wszystkim w przedstawieniu głębi. Jest ona widoczna praktycznie w każdej scenie, a potęgują ją dodatkowo zabiegi reżyserskie, polegające na częstym zestawianiu postaci człowieka z ogromnym krajobrazem wyspy lub tytułowego Konga. Znakomitym przykładem sceny wykorzystującej potencjał głębi jest starcie Konga z helikopterami. Już w pierwszym fragmencie sceny, gdy widzimy wylatujące zza kadru maszyny zmierzające w kierunku stojącego na tle zachodzącego słońca Konga, efekt głębi jest niesamowity. Helikoptery wręcz wychodzą z ekranu. Robi to piorunujące wrażenie i jest jednym z lepszych efektów w tym filmie. Dalsza część sekwencji starcia również obfituje w dobre efekty głębi. Zabrakło mi natomiast zarówno w tej scenie, jak i w całym filmie lepszego wyeksponowania elementów wydostających się poza ekran. Możemy co prawda doświadczyć np. wystających z ekranu karabinów, ale są to jednak efekty nie do końca wykraczające poza krawędzie telewizora. Tak naprawdę w cały filmie jest tylko jedna z pełnoprawnych scen, w której możemy wyraźnie odczuć, że jakiś element leci w naszym kierunku. Jest to scena, w której bohaterka grana przez Brie Larson rzuca zapalniczką, aby spowodować wybuch gazu. Oprócz tej sceny więcej takich efektów nie uświadczymy, a szkoda, bo film miał kilka ujęć, które idealnie się do tego nadawały. Weźmy np. jedną z wielu scen potyczek Konga, w której uderza on pięściami lub też fragmentami helikopterów o ziemie. Sprawia to, że kawałki ziemi i przedmiotów latają po całym ekranie, ale nigdy nie mamy wrażenia, że zmierzają w naszym kierunku. Moment, w którym Kong rzuca palmą w kierunku jednego z helikopterów, także został zmarnowany. Potężny ryk Konga, również. Są to wszystko sceny, w których oczywiście odczuwamy głębie, ale daje nam ona jedynie namiastek tego, jak świetnie mogłyby one prezentować się w momencie pełnego wychodzenia z ekranu.

Podsumowując, Kong w 3D serwuje nam bardzo dobrej jakości obraz ze świetną głębią. Gorzej ma się jednak pod względem efektu wydostających się z ekranu elementów, których jest w filmie zdecydowanie za mało.

5
Obraz 3D

Dźwięk

Na dysku 2D zamieszczono aż dwie oryginalne angielskie ścieżki dźwiękowe w bezstratnych zapisach Dolby Atmos i DTS HD Master Audio 5.1, zaś na płycie 3D "jedynie" DTS HD Master Audio 5.1. W przypadku tej pierwszej, kompatybilnej z Dolby TrueHD 7.1, oznacza to, że osoby nieposiadające jeszcze odtwarzaczy i amplitunerów przystosowanych do dekodowania nowego formatu, na swoich wyświetlaczach zobaczą audio w postaci Dolby THD. Obie ścieżki charakteryzują się dużą dynamiką i szerokim spektrum dźwiękowych wrażeń, ale to wersji Dolby Atmos należy przyznać palmę pierwszeństwa. „Kong: Wyspa Czaszki” oprócz czysto brzmiących dialogów, które docierają do słuchacza głównie z centralnego głośnika, daje wykazać się naszemu zestawowi głośników, i to z nawiązką. Jak przystało na współczesny film przygodowy, wypełniony po brzegi akcją, warstwa audio pozwala widzowi poczuć się w samym centrum zdarzeń. Jest bardzo głośno, kolumny, w tym subwoofer, prawie cały czas pracują na wysokich obrotach. Ryk Konga, jego walki z innymi potworami, przelot eskadry helikopterów (te wirniki!), potężne eksplozje, odgłosy broni palnej oraz otaczającej dżungli – to robi naprawdę duże wrażenie. Również muzyka Henry'ego Jackmana, jakakolwiek by ona nie była, jest wyraźnie zaakcentowana na ścieżce audio. Podobnie ma się sprawa z dobrze wplecionymi piosenkami z epoki (rock z lat 70-tych XX wieku, m. in. Black Sabbath, David Bowie, Creedence Clearwater Revival) – tutaj należy pochwalić realizatorów dźwięku, że odpowiednio wyeksponowali ten element składowy filmu, nie spychając go do roli tła dla imponujących SFX.

Z czysto kronikarskiego obowiązku, wspomnijmy o polskiej wersji lektorskiej. Nagrano ją w systemie Dolby Digital 5.1. Listę dialogową przeczytał wszechobecny Piotr Borowiec, kojarzony przez większość widzów z telewizją. O dziwo, ścieżka ta jest całkiem w porządku, do tego odpowiednio zbalansowana, bez wad w postaci wysuwania się lektora na pierwszy plan (wynikiem czego odstawałby on od reszty dźwiękowego tła).

Ze względu na liczne walory odsłuchowe nowej interpretacji King Konga, film Jordana Vogt-Robertsa zaleca się oglądać w oryginalnej wersji językowej, najlepiej w Dolby Atmos (TrueHD), względnie DTS HD Master Audio. Poniższa, maksymalna ocena, dotyczy tylko ścieżek bezstratnych w języku angielskim.

6
Dźwięk

Materiały dodatkowe:

Na zestaw dostępnych na płycie dodatków do filmu składają się:

  • Commentary with Director Jordan Vogt-Roberts: Komentarz reżysera dostarcza sporej ilości informacji na temat produkcji filmu, powstawania scenariusza, poszczególnych scen, castingu czy efektów specjalnych. Niestety komentarz pozbawiony jest zarówno polskich, jak i angielskich napisów, co znacząco utrudnia jego odbiór, o ile nie znamy angielskiego w wystarczającym stopniu.
  • Creating a King: Dwuczęściowy materiał o tytułowej bestii. Pierwsza część (Realizing an Icon, 11:39) skupia się na historii Konga i pomyśle na nowy film, postacie i fabułę. Z kolei druga (Summoning a God, 12:47) przybliża proces tworzenia widocznej na ekranie postaci Konga oraz stworzeń, z którymi mierzy się w filmie.

  • On Location: Vietnam (5:38): Krótki materiał w którym ekipa filmowa opowiada o swoich wrażeniach podczas zdjęć w Wietnamie.

  • Tom Hiddleston: The Intrepid Traveler (6:53): Nieco chaotyczny materiał o produkcji filmu z perspektywy Toma Hiddlestona. Mniej więcej po dwie minuty przypada na zdjęcia na Hawajach, w Australii i Wietnamie.  
     
  • Through the Lens: Brie Larson's Photography (2:19): Parę słów o autentycznym aparacie, którego używała postać odgrywana przez Brie Larson, jak i sama aktorka.

  • Deleted Scenes (3:45): Kilka krótkich i niewiele wnoszących, wyciętych z filmu scen, w większości z udziałem Samuela Jacksona.

  • Monarch Files 2.0 (Companion Archive) (7:58): Fikcyjne raporty organizacji "Monarch" dotyczące ekspedycji przedstawionej w filmie.

Jak widać, zestaw dodatków nie jest szczególnie obszerny i z pewnością nie wyczerpuje tematu. Sytuację poprawia nieco obecność komentarza, ale tu dla wielu przeszkodę może stanowić brak napisów. Poza tym osobiście nie jestem miłośnikiem tej formy przekazywania informacji o filmie.

3
Dodatki

Opis i prezentacja wydania:

Film wydano w standardowym opakowaniu Elite na dwie płyty. Przednią okładkę szpeci dodane do tytułu duże i wyraźne "3D". Moim całkowicie subiektywnym zdaniem, ładniejszą i ciekawszą grafikę znajdziemy na okładce wydania jednopłytowego. Zabrakło jakiegokolwiek nadruku na wewnętrznej stronie okładki, jest za to dość oszczędny, ale estetyczny nadruk na płytach (lepsze to niż jednolite niebieskie tło w wydaniach filmów Disneya). Z tyłu znajdziemy krótki opis filmu, specyfikację oraz niekompletną listę dodatków zakończoną słowami "i wiele więcej". Przyznać trzeba, że choć "wiele" jest tu zdecydowanie przesadą, to przynajmniej tym razem całego tego zwrotu nie musimy rozumieć jako "i to by było na tyle", jak to często bywa.

3
Opakowanie

Specyfikacja wydania:

Dystrybucja

Galapagos

Data wydania

25.08.2017

Opakowanie

Amaray

Czas trwania [min.]

118

Liczba nośników

2

Obraz

Aspect Ratio: 16:9 - 2.39:1

Dźwięk oryginalny

Dolby Atmos (Compatible Dolby TrueHD 7.1) angielski, DTS-HD Master Audio 5.1 angielski

Polska wersja

napisy, DD 5.1 (lektor: Piotr Borowiec)

Podsumowanie:

Najnowsze wcielenie Konga nie jest żadnym wielkim, ani przełomowym dziełem, które zapisze się wielkimi literami w historii kina. Film ma cały szereg problemów, które sprawiają, że trudno mu konkurować ze swym poprzednikiem, mimo to może jednak dostarczyć nieco rozrywki i wrażeń audiowizualnych na wysokim poziomie. Niedomagają nieco materiały dodatkowe, ale tego i owego się z nich dowiemy (więcej, jeśli znamy dobrze język angielski). Ogólnie mamy tu więc do czynienia z bardzo dobrą prezentacją mniej więcej poprawnego filmu.

3
Film
6
Obraz
5
Obraz 3D
6
Dźwięk
3
Dodatki
3
Opakowanie
+4
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6.

Gdzie kupić wydanie 3D Blu-ray filmu „Kong: Wyspa Czaszki”?

dvdmax.pl 104,98 zł

swiatksiazki.pl – 104,99 zł

gandalf.com.pl  106,63 zł

empik.com 108,99 zł

mediamarkt.pl 109,00 zł

saturn.pl109,00 zł

merlin.pl 113,99 zł

Film do recenzji otrzymaliśmy dzięki uprzejmości firmy Galapagos.

Specjalne podziękowanie dla Mister Tadeo za uzupełnienie tekstu o opis dźwięku oraz dla Mateusza za opis i ocenę obrazu 3D.

źródło: Disney / Galapagos / Poral.eu