Mark Mothersbaugh "Thor: Ragnarok" - recenzja soundtracku

1 grudnia na sklepowych półkach zawitał soundtrack z filmu „Thor: Ragnarok”. Zapraszamy do recenzji płyty.

Mark Mothersbaugh „Thor: Ragnarok”

(Hollywood Records/Universal Music Polska, 2017)

Gdy robi się siedemnasty film w serii, a zarazem piąty, w którym na pierwszym planie pojawia się ta sama postać, warto się zastanowić nad tym, czy nie należałoby wprowadzić pewnych zmian. Takiego zdania był także Chris Hemsworth, odtwórca tytułowej roli, który w wywiadach mówił o swym zmęczeniu rolą postaci, która zdawała się tkwić wciąż w tym samym miejscu. W dodatku w przeciwieństwie do filmów o Kapitanie Ameryce, solowe przygody Thora nie spotkały się ze szczególnie ciepłym przyjęciem – druga część jest przeważnie wymieniana wśród najsłabszych spośród dotychczasowych filmów wchodzących w skład Marvel Cinematic Universe i w zasadzie trudno się temu dziwić. Zdanie Hemswortha podzielali widać także decydenci w Marvel Studios, bowiem do najnowszej odsłony przygód inspirowanego nordyckim bóstwem przybysza z Asgardu podeszli z innej niż dotychczas strony. O tym, że należy spodziewać się świeżego podejścia świadczyła już osoba reżysera – Taika Waititi – znany z komediowych zapędów twórca wampirycznego paradokumentu „Co robimy w ukryciu” z pewnością nie był oczywistym wyborem w przypadku filmu, którego tytuł sugerował wysoce znaczące i dramatyczne wydarzenie, które miało odbić się szerokim echem w całym uniwersum. Skoro jednak przedmiotem niniejszej recenzji nie jest sam film, a album z muzyką na jego potrzeby skomponowaną, nie będę się tu więcej rozwodził nad tym, co właściwie wyszło z próby odświeżenia postaci Thora w MCU, a tych, którzy nie mieli jeszcze okazji przekonać się o tym na własnej skórze, odeślę do recenzji filmu „Thor: Ragnarok” (z którą tym razem się zgadzam).

Recenzja muzyki zawartej na płycie:

Za ilustrację muzyczną dotychczasowych przygód Thora Odinssona odpowiadali Patrick Doyle oraz Brian Tyler. Ten pierwszy, długoletni współpracownik reżysera pierwszej części, Kennetha Branagha, stworzył na potrzeby „Thora” świetną, wyrazistą ilustrację, której klejnotem w koronie był zapadający w pamięć motyw przewodni. Muzyka okazała się jednym z mocniejszych stron samego filmu, a przy okazji jednym z najlepszych (a kto wie czy nie najlepszym) soundtrackiem ilustrującym przygody marvelowskiego bohatera. Niestety sequel, realizowany już przy udziale innego reżysera (Alan Taylor), otrzymał także innego kompozytora. Co prawda, Patrick Doyle prowadził rozmowy dotyczące swego ewentualnego angażu, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Zastąpił go z początku Carter Burwell („Rob Roy”), a następnie Brian Tyler, który wcześniej pracował nad trzecim „Iron Manem”. Jak się okazało, podobnie jak i w przypadku przygód Tony'ego Starka, tak i tutaj nie zdecydował się on czerpać z twórczości swego poprzednika, a efekt jego pracy... Cóż, niech za komentarz starczy fakt, że mimo czterech zaliczonych seansów nie zapamiętałem praktycznie nic z muzyki do „Mrocznego świata” (co oczywiście nie musi znaczyć, że była zła, ale o czymś jednak świadczy). Muzyczna dominacja Tylera w drugiej fazie MCU zakończyła się z chwilą, gdy przy okazji pracy nad „Avengers: Czas Ultrona” został on zastąpiony przez Danny'ego Elfmana, który dokończył jego dzieło. Przyczyny tego stanu rzeczy nie są do końca jasne, ale spekulowało się na temat trudności pogodzenia w czasie pracy nad siódmą częścią „Szybkich i wściekłych” a koniecznością wprowadzania dalszych zmian w muzyce do wciąż przemontowywanego sequela „Avengers”. Koniec końców, Tyler już więcej do MCU nie powrócił, co trudno nazwać jakąś wielką stratą, a trzeci „Thor” otrzymał nowego kompozytora w osobie Marka Mothersbaugha.

Omówienie muzyki, z którą zapoznamy się sięgając po będący przedmiotem niniejszej recenzji album, wypadałoby zacząć od jednego stwierdzenia: tak, jak trzeci film wyraźnie odbiega od ustalonych przez poprzednie wzorców, tak samo czyni to i muzyka, którą w nim słyszymy. Rzeczą bodaj najbardziej niespodziewaną jest odwołanie się do brzmień charakterystycznych raczej dla lat 80-tych niż współczesnej muzyki filmowej, które to postanowiono przypisać przede wszystkim planecie Sakaar, jednej z dwóch najbardziej istotnych lokacji w filmie. O ile więc Asgard ilustrowany jest w bardziej tradycyjnym stylu, przy dźwiękach orkiestry, tak już Sakaar wita nas elektroniką i syntezatorami, wyraźnie podkreślającymi odmienny charakter tego miejsca. Czasami brzmienie to kojarzy się z muzyką, jaką można było usłyszeć w grach komputerowych przełomu dekad 80/90. I tak, jak w filmie od pewnego momentu przeplatają się nam wydarzenia z tych dwóch jakże odmiennych światów, tak i na płycie zastosowano podobny zabieg z grubsza trzymając się filmowej chronologii. Z grubsza, bo jednak nie do końca. Po pierwsze – rozbudowana suita, która skupia się na częsci orkiestrowej, wita nas już na samym starcie. Posunięcie nieco zaskakujące i chyba nie do końca trafione, jako że ścieżka ta – jako swoiste podsumowanie – prawdopodobnie lepiej sprawdziłaby się na zakończenie płyty. Z kolei na koniec trafiło jej całkowite przeciwieństwo, czyli te najbardziej elektroniczne kawałki: „Planet Sakaar” i uroczo kiczowate, a zarazem przekomiczne „Grandmaster Jam Session”, które w filmie usłyszymy dużo wcześniej. Niestety na płycie zabrakło miejsca dla obecnego w filmie, genialnie wkomponowanego w sceny akcji „Immigrant Song” w wykonaniu Led Zeppelin, co jest bodaj największym mankamentem tego wydania.

Pozostała część utworów to już uporządkowny chronologicznie miks dwóch zupełnie odmiennych stylistyk, które miejscami spotykają się i mieszają ze sobą. Zaczynamy od dramatycznego „Running short on options” ilustrującego spotkanie ze złowrogim Surturem, po czym przechodzimy do utworu tytułowego, przesiąkniętego pop-rockowym duchem lat 80-tych. „Weird things happen” to z kolei muzyczny ukłon w stronę ścieżki dźwiękowej z „Dr. Strange'a” towarzyszący pojawieniu się na ekranie... nietrudno się domyślić kogo. Nastepujący zaraz po nim „Twilight of the Gods” to, przynajmniej z początku, nastrojowy utwór przenoszący nas na skalisty, norweski brzeg (w filmie niestety pokazany w niezbyt przekonujący sposób). Wylewa się zeń nordycki klimat, szkoda tylko, że bez podkręcenia głośności za wiele nie usłyszymy. Oczywiście dynamika dźwięku, objawiająca się jego zmiennym nasileniem, to rzecz jak najbardziej istotna, ale w tym przypadku mam wrażenie, że nieco z tym przedobrzono, co wpływa negatywnie na komfort odsłuchu. Po nieco monotonnej ilustracji konfrontacji zbrojnej („Hela Vs Asgard”), przenosimy się na planetę Sakaar („Where Am I”, „Grandmaster's Chambers”) i w tym miejscu zaczyna się wspomniane wcześniej mieszanie klimatów. Po ponurym, orkiestrowym „The Vault” dostajemy dawkę elektroniki, jakiej nie powstydziłby się Blade Runner, na dokładkę przyprawioną chórem („No one escapes”). Zaraz potem otrzymujemy istny koktajl stylistyczny w „Arena Fight”, gdzie wychodzący miejscami na pierwszy plan syntezator ani przez chwilę nie wydaje się być nie na miejscu. W dalszej części płyty sytuacja się w zasadzie powtarza, kompozytor to zdecydowanie przechodzi z jednej strony na drugą, czasami popadając przy tym w skrajności (jak w elektronicznym „Parade” czy „Flashback”), to znowu zdaje się balansować na samej granicy dwóch muzycznych światów. Trzeba przyznać, że to „chodzenie po linie” całkiem zgrabnie mu wychodzi. Tak naprawdę to chyba ta czysto orkiestrowa część płyty najmniej zapada w pamięć, co zresztą nie powinno dziwić – w porównaniu z dość niecodzienną jak na dzisiejsze czasy retro-stylistyką części elektronicznej wypada bowiem dość zwyczajnie. Ta ostatnia rozkręca się na dobre w „The Revolution has Begun” i „Sakaar Chase”, a jej elementy pobrzmiewają jeszcze w... „Devil's Anus” (cóż za urocza nazwa, prawda?), by w finale ustąpić miejsca orkiestrze. Boli, co prawda, brak piosenki Led Zeppelin, ale ostateczna konfrontacja („Asgard is People”) oraz ilustrujące ostatnie sceny filmu „Where To?”, stanowią całkiem satysfakcjonujące zamknięcie, szczególnie ten ostatni utwór, w którym powraca w glorii i chwale motyw Thora autorstwa Patricka Doyle'a, znany z pierwszego filmu. A na deser, jak już wyżej wspomniano, kolejna dawka elektroniki.

Muszę przyznać, że muzyka z nowego „Thora”, podobnie jak i sam film, stanowiła dla mnie spore zaskoczenie. Było nim nie tylko to, w jakim kierunku zdecydowano się pójść, ale zwłaszcza to, jak dobrze się ten kierunek sprawdził. Co prawda, sam nie słucham na co dzień muzyki elektronicznej, ale sposób, w jaki Mark Mothersbaugh podszedł do tematu poprzez wyraźne odwołania do brzmień sprzed trzech dekad, sprawił, że płyta „wchodzi” bez oporów, a jeśli można się czegoś czepiać, to być może tylko nie dość wyrazistej nowej tematyki w części orkiestrowej (choćby Hela mogłaby otrzymać jakiś pamiętny motyw). Mimo to „Thor: Ragnarok” to powiew świeżości w MCU, zarówno jako sam film, jak i w warstwie muzycznej. Krótko mówiąc: udany eksperyment, który warto docenić.

4
Muzyka na płycie

Lista utworów:
1. Ragnarok Suite (08:53)
2. Running Short on Options (02:56)
3. Thor: Ragnarok (01:09)
4. Weird Things Happen (01:46)
5. Twilight of the Gods (06:14)
6. Hela vs. Asgard (04:30)
7. Where am I? (01:39)
8. Grandmaster's Chambers (01:18)
9. The Vault (03:47)
10. No One Escapes (03:01)
11. Arena Fight (03:32)
12. Where's the Sword? (04:33)
13. Go (01:43)
14. What Heroes Do (01:37)
15. Flashback (02:59)
16. Parade (02:20)
17. The Revolution Has Begun (01:47)
18. Sakaar Chase (02:12)
19. Devil's Anus (04:52)
20. Asgard Is a People (04:21)
21. Where To? (02:22)   (zawiera "Thor Theme"  Patricka Doyle'a)
22. Planet Sakaar (02:14)
23. Grandmaster Jam Session (03:17)

Czas całkowity: 73:02

Opis i prezentacja wydania:

Wydana w standardowym jewel case płyta została zaopatrzona w liczącą szesnaście stron książeczkę wypełnioną po brzegi pokaźnym zbiorem zdjęć z filmu. Dodatkowo znalazło się w niej także miejsce na listę płac, podziękowania i spis utworów. Zabrakło, co prawda, jakichkolwiek dodatkowych informacji, ale to tylko drobny mankament. Okładkę zdobią dobrze nam znane, kolorowe i miłe dla oka kinowe plakaty.

img-4058.jpg img-4059.jpg

img-4062.jpg img-4060.jpg

img-4067.jpg img-4064.jpg

img-4063.jpg img-4065.jpg

img-4066.jpg img-4068.jpg

+4
Wydawnictwo

Oceny końcowe

4
Muzyka na płycie
+4
Wydawnictwo
4
Średnia

Gdzie kupić soundtrack z filmu „Thor: Ragnarok”?

Płytę do recenzji otrzymalismy dzięki uprzejmości firmy Universal Music Polska.

źródło: Marvel / Disney