NOSTALGICZNA NIEDZIELA #87: „Ciemny kryształ”

Nostalgicznej Niedzieli przybliżamy Wam klasyczne, często pomijane produkcje kinowe i telewizyjne. W tym tygodniu, niejako przy okazji premiery serialu Netfliksa „Ciemny kryształ: Czas buntu”,  sięgamy po klasyczną produkcję fantasy z 1982 roku, której tenże serial jest prequelem.

Gdy przychodzi mi mówić o tym filmie, zaczynam zawsze w ten sam sposób, zatem i tym razem nie będzie inaczej. Przez długie lata chodziło za mną mgliste wspomnienie z dzieciństwa, na które składały się bardzo charakterystyczne obrazy z kukiełkowej produkcji fantasy, kojarzącej się nieco z komiksem „Szninkiel”. Niestety nie pamiętałem, co to był za film, ani nie dysponowałem żadnymi tropami, które pozwoliłyby go zidentyfikować. Dopiero po latach, gdy nastały czasy domowego internetu, w rozmowie o ścieżkach dźwiękowych autorstwa Trevora Jonesa, pewien Hiszpan polecił mi muzykę z „The Dark Crystal”. Gdy tylko wrzuciłem tytuł w wyszukiwarkę, moim oczom ukazały się znajome obrazy. Filmowy relikt z dzieciństwa, coś, co postrzegałem niemal jak na wpół zapomniany sen, nareszcie został odnaleziony. Nie tracąc czasu, postanowiłem przypomnieć sobie tę produkcję. Jak się wkrótce okazało, był to bardzo dobry pomysł.

Mówi się, że Jim Henson zaczerpnął inspirację z ilustracji znalezionej w tomie poezji Lewisa Carrola, na której widniały żyjące w pałacu, odziane w bogate szaty krokodyle. Twórca muppetów żywił przekonanie (z którym się osobiście zgadzam), wedle którego bajki dla dzieci powinny, przynajmniej czasami, nieco postraszyć. Solidna dawka mroku, jaką znajdziemy w filmie wyreżyserowanym przez Hensona do spółki z Frankiem Ozem (tego samego, który ożywił mistrza Yodę), stanowi tego niewątpliwe odzwierciedlenie. Sama fabuła to klasyczna w swej konstrukcji opowieść o wybrańcu, który staje przed zadaniem ocalenia krainy zamieszkiwanej przez fantastyczne rasy. Jen, ostatni (podobno) przedstawiciel rasy gelflingów, wychowywany przez dobrodusznych mistyków, wyrusza w podróż, której celem jest odnalezienie zaginionego odłamka ciemnego kryształu. Ten magiczny klejnot, wiele lat temu uszkodzony, doprowadził do powstania zarówno rasy mistyków, jak i ich przeciwieństwa – złowrogich skeksów, którzy od tego czasu siali postrach w całej krainie. Jedyną szansą na uratowanie jej mieszkańców jest naprawienie kryształu. By tego dokonać, trzeba wpierw znaleźć brakującą część. W tym celu Jen musi dotrzeć do obserwatorium istoty zwanej Aughra, a następnie...

Cóż, może w tym miejscu damy sobie spokój z opisywaniem całej fabuły. Już teraz widać, że sama historia do szczególnie odkrywczych nie należy, jest to w zasadzie kolejna wariacja tego, co znamy choćby z „Władcy Pierścieni”, jednak to nie scenariusz jest tym, co stanowi o wyjątkowości „Ciemnego kryształu”, lecz forma. W filmie nie zobaczymy ludzi – wszystkie postacie przedstawiono za pomocą kukiełek, z których spora część sama w sobie stanowi małe dzieła sztuki. Kontrolowane były zarówno za pomocą drążków i sznurków, jak i przez operatorów ukrytych w ich wnętrzu (tak było choćby w przypadku służących skeksom garthimów). Najtrudniejsi „w obsłudze” okazali się mistycy, których kostiumy wymagały od obsługujących je ludzi utrzymywanie zgarbionej pozycji z wyciągniętą do przodu ręką, która utrzymywała ciężar głowy stwora. Postacie te bywały mocno zróżnicowane nawet w ramach jednej rasy – choćby skeksowie, z których każdy miał własną funkcję lub stanowisko, a jego wygląd wzbogacono o elementy dla nich charakterystyczne. W filmie pojawiło się mnóstwo fantastycznych stworzeń, począwszy od humanoidalnych gelflingów, podobnych ptakom skeksów, garthimów w pancerzach kojarzących się z krabami, podlingów o kartoflowatych facjatach, aż po zamieszkujące leśne ostępy dziwaczne zwierzęta. Wszystkie one dają świadectwo niesamowitej wyobraźni twórców, jak również ich uzdolnień, za których sprawą udało się ożywić ten fantastyczny świat, tworząc przy tym (nie będzie przesadą to powiedzieć) jedną z najbardziej wyjątkowych produkcji w dziejach kina. Warto także zauważyć, że jej strona wizualna nie starzeje się tak, jak wiele filmów opartych na efektach komputerowych. Jest, rzec by można, ponadczasowa.

Równie istotnym elementem, którego nie wypadałoby tu pominąć, okazała się klimatyczna muzyka skomponowana przez Trevora Jonesa („Ostatni Mohikanin”, „Na krawędzi”). Jest to z pewnością jedna z najpiękniejszych znanych mi ilustracji muzycznych do filmu fantasy, dopełniająca w idealny sposób jego niesamowite wizualia.

Premiera kinowa „Ciemnego kryształu” miała miejsce 17 grudnia 1982 roku, jednak wyniki kasowe nie były najlepsze, film zarobił 40 milionów dolarów przy 25-milionowym budżecie. Być może miała na to wpływ mroczna natura produkcji, nieprzystająca do hensonowskich muppetów, z którymi ją kojarzono, z pewnością nie pomogła też konkurencja w postaci „E.T.”. Dopiero ćwierć wieku później pojawiła się idea nakręcenia kontynuacji. W 2006 roku zatrudniony został w tym celu Genndy Tartakovsky. Przygotowania przeciągały się jednak latami, aż wreszcie film anulowano, a w 2017 roku jego scenariusz zaadaptowano jako komiks. Jednocześnie zapowiedziano, że Jim Henson Company we współpracy z Netfliksem zrealizuje serial będący prequelem oryginału. Miał on swoją premierę 30 sierpnia 2019 roku i zebrał pozytywne recenzje. Jest to z pewnością wyśmienita okazja, by przypomnieć sobie lub po raz pierwszy zapoznać się z produkcją, od której to wszystko się zaczęło. „Ciemny kryształ” to w moim przekonaniu przedstawiciel ścisłej czołówki kina fantasy i jako taki nie powinien zostać zapomniany. Jest to także jeden z filmów, które z pewnością warto pokazać dzieciom, niech i one zaznają tego zachwytu, fascynacji, czasami strachu, który stał się niegdyś udziałem ich rodziców. Jak się nietrudno domyślić, filmowa edukacja mojej córki zaczynała się od klasyków fantasy z lat 80., wśród których nie mogło zabraknąć omawianej tu produkcji.

Ciemny kryształ” nigdy nie ukazał się w polskiej wersji językowej na DVD, na szczęście sytuacja poprawiła się w epoce HD. Najpierw otrzymaliśmy wydanie Blu-ray zaopatrzone w polskie napisy i lektora, a następnie polska wersja językowa znalazła się także w wydaniach 4K UHD (między innymi we włoskiej i angielskiej edycji). Warto też nadmienić, że przy okazji premiery serialu na platformę Netflix trafił również oryginalny film, który dostępny jest w rozdzielczości 4K – jak to jednak na razie bywa w filmowych produkcjach na licencji, zabrakło w nim systemu obrazu HDR, który oczywiście obecny jest na płycie.

 

źródło: zdj. Universal Pictures / Sony Pictures