Terror - przedpremierowa recenzja serialu

5 kwietnia na kanale AMC zadebiutuje nowy serial Ridleya Scotta pod tytułem „Terror”. Mamy dla was przedpremierową recenzję pierwszych czterech odcinków. Czy warto czekać na nową produkcję adaptującą powieść Dana Simmonsa? Przekonajcie się.

Kilka lat temu miałem okazję przeczytać artykuł przybliżający wydaną wówczas w Polsce powieść Dana Simmonsa, traktującą o tragicznej w skutkach żegludze brytyjskiego żaglowca HMS Terror do skutej lodem Arktyki. Będąc fanem klimatów lovecraftiańskich – czy to w filmie, czy w literaturze – książka natychmiastowo przykuła moją uwagę. Jak się jednak okazało, wkrótce miałem zapomnieć zarówno nazwisko autora, jak i tytuł lektury. O „Terrorze” – bo tak właśnie nazywa się owa opowieść – miałem nie usłyszeć aż do niedawna, gdy okazało się, że stacja AMC postanowiła opasły tom zekranizować. W ten właśnie sposób opowieść Simmonsa odnalazła ścieżkę z powrotem do mnie. Dzięki uprzejmości stacji AMC miałem już okazję obejrzeć kilka pierwszych odcinków najnowszej serii wyprodukowanej przez Ridleya Scotta i mogę spokojnie powiedzieć, że nie zapomnę o „Terrorze” już nigdy. Teraz, z okazji zbliżającej się premiery, zapraszam do zapoznania się z wrażeniami z czterech godzin najnowszej, limitowanej serii.

Arktyka, rok 1847. Załogi dwóch okrętów brytyjskiej Królewskiej Marynarki Wojennej podejmują karkołomną próbę odkrycia Przejścia Północno-Zachodniego. Wkrótce żaglowce HMS Terror i HMS Erebus zostają unieruchomione posród wszechobecnego lodu, a los dalszej podróży zawisa na łasce okrutnie obojętnych sił natury. W krainie „w której nic nie rośnie i nic nie żyje”, a paranoja i samotność buntem przejmują stery, marynarze mierzą się z głodem, chorobami, tajemniczą istotą nie z tego świata i przede wszystkim – z samymi sobą.

Powyższa historia jest nie tyle intrygująca, co prawdziwa – przynajmniej częściowo. Okręty w istocie zaginęły w śniegach północy w połowie XIX wieku, a ostatnie miesiące marynarzy do dziś pozostają tajemnicą. Powieść Simmonsa, a teraz dziesięcioodcinkowy serial AMC, dopisuje los nieszczęsnych odkrywców, stanowiący syntezę ustaleń poczynionych przez kolejne wyprawy z innuicką mitologią, wzbogacając go o elementy fantastyki. Produkcji nie brak też iście kinowego rozmachu – zwłaszcza w kontekście oprawy audiowizualnej. Podczas gdy mam problem z wieloma ostatnimi dziełami Ridleya Scotta, tak nie mógłbym odmówić mu wyjątkowego kunsztu w kreowaniu olśniewających spektaklów. Nie inaczej jest właśnie z „Terrorem”, na którym nie odbijają się w żaden sposób ograniczenia budżetu telewizyjnego. Ukazywany w ekstremalnie szerokich kadrach pejzaż białego, arktycznego piekła prezentuje się znakomicie, kostiumy epoki pozwalają bezwiednie uwierzyć w proponowaną czasoprzestrzeń, a ścieżka dźwiękowa już od czołówki porywa w neo-carpenterowski koszmar, rodem z XIX-wiecznego „The Thing”. W rolach głównych błyszczą Ciaran Hinds (znany ze spielbergowskiego „Monachium”, a także niedawnego „Milczenia” Martina Scorsese) oraz znakomity Jared Harris, który zapadł mi w pamięć jako Lane Pryce, w zakończonym kilka lat temu „Mad Men”. Świetne wybory castingowe dają się zauważyć zwłaszcza pośród dowódców obu uwięzionych żaglowców, w odniesieniu jednak do bohaterów drugiego planu kilka decyzji pozostawia nieco do życzenia – zwłaszcza, jeżeli weźmiemy pod uwagę, ile czasu ekranowego „Terror” im poświęca. W powieści Simmons decyduje się oprzeć rozwój fabuły na relacjach z perspektywy zarówno niższych, jak i wyższych stopniem członków wyprawy. Twórcy „Terroru” stawiają na podobne rozwiązanie w serialu i z tym niestety łączy się mój jedyny, acz rzutujący na ostateczny odbiór, problem względem produkcji. Choć wyobrażam sobie, że wielowątkowość funkcjonuje w książce jako ogromny atut, tak poboczni bohaterowie czterech pierwszych odcinków serii AMC po prostu nie interesują, a ich indywidualne sceny ogląda się przeważnie w niecierpliwym wyczekiwaniu powrotu na wyższy pokład. Osobiste dylematy żeglarzy nie niosą tego samego, wręcz niekomfortowego ładunku emocjonalnego.

Na szczęście, jednak tam, gdzie scenariusz nie daje rady odpowiednio przekazać paniki żerującej niczym czerw na zbiorowej tożsamości marynarzy, narracja wypełnia tę lukę znakomitą atmosferą. Ta – przytłaczająca, wypełniona ambientowym śpiewem – ani na chwilę nie pozwala zapomnieć, że jesteśmy uwięzieni razem z przerażoną załogą Terroru, setki kilometrów za ostatnim przejawem tego, co można by nazwać „światem człowieka”. Warto zauważyć, że w miniserialu AMC, który jest horrorem z krwi i kości, nie uświadczymy tak uwielbianych współcześnie jump-scare'ów. Nastrój jest wszystkim, a widz musi dzielić emocje protagonistów – reżyser Edward Berger wie o tym doskonale. Co się tyczy zagrożenia, które poluje na bezbronnych w gruncie rzeczy marynarzy, Berger decyduje się nie odkrywać kart zbyt wcześnie (jeżeli zrobi to w ogóle), pozostawiając mnóstwo sile wyobraźni, zachowując pacing na wyważonym minimum i trzymając się złotej reguły, że „największym z lęków, jest lęk przed nieznanym”. Podkreślając swój surowy i naturalistyczny charakter, „Terror” nie boi się przy tym eksplodować od czasu do czasu wyjątkowo szokującą i barwną przemocą. Strukturalnie serial w pewnych względach trzyma się formuły klasycznego horroru, jednak nawet wtedy stanowi swego rodzaju ewolucję gatunku, aniżeli tak często preferowany hołd dla dziedzictwa. Pozostaje mieć nadzieję, że współczesny widz, przyzwyczajony do zupełnie innego tempa, będzie skłonny dać się porwać atmosferze, którą Edwardowi Bergerowi udało się tak skutecznie utkać.

Słowem podsumowania, pozostaje mi tylko serdecznie polecić serial wszystkim entuzjastom tych opowieści grozy, które ponad efekciarstwo stawiają nastrój i sugestie, a samemu niecierpliwie czekać na piąty odcinek i powrót do zmagań wyczerpanych odkrywców. Gdzieś tam, w miejscu, w którym siejąca zwątpienie i nieustępująca zima staje w szranki ze złudzeniem zdrowych zmysłów, czyha niewypowiedziane Zło. Odważcie się i zaryzykujcie spojrzenie w jego fascynujące ślepia, gdy „Terror” wyruszy w podróż ku zagładzie 5 kwietnia o 22:00, na kanale AMC.

Ocena: +4/6

źródło: AMC