„30 dni nocy” tom 2 – recenzja komiksu

W czerwcu do sprzedaży trafił drugi tom zbiorczy serii „30 dni nocy” ze scenariuszem Steve'a Nilesa. Jak wypada kontynuacja horrorowej franczyzy? Zapraszamy do lektury naszej recenzji.

Długo zastanawiałem się, jak zacząć tę recenzję. Zajmowaliśmy się swego czasu pierwszym tomem zbiorczym „30 dni nocy” wydanym przez Egmont, z generalnie pozytywnymi konkluzjami. Zawierał on oryginalną miniserię Steve'a Nilesa i Bena Templesmitha, przedstawiającą wampiry w ich najbardziej ikonicznym, mrocznym wydaniu okraszone nieoczywistą, artystyczną i miejscami karykaturalnie groteskową oprawą graficzną. To fakt – nie każdemu estetyka serii odpowiadała – ale trzeba przyznać, że motyw odciętego od świata małego miasteczka pogrążonego na miesiąc w nocy polarnej był niezmiernie wdzięczny i pełen potencjału. Kolejne dwie miniserie z tomu pierwszego były klasycznymi sequelami ciągnącymi zarysowane wcześniej wątki. Po lekturze całości tomu pierwszego z jednej strony byłem ciekawy, czym jeszcze autorzy mogą nas uraczyć, z drugiej strony miałem podejrzenie, że nierówny poziom poszczególnych historii w tomie pierwszym może okazać się papierkiem lakmusowym dla istnienia (lub nieistnienia) ewentualnego planu twórców na dalsze fabuły i zwiastunem wyczerpanego potencjału już na etapie wyjściowej miniserii.

Drugie wydanie zbiocze to w odróżnieniu do pierwszego nie ciąg następujących po sobie historii, ale zbiór pomysłów zarówno Steva Nilesa, jak i Bena Templesmitha, ale i gościnnie Matta Fractiona, mających szerzej budować świat przedstawiony oryginalnej miniserii i patrząc całościowo, pierwotny scenarzysta nie wypada w całkowitym rozrachunku najlepiej. Teoretycznie za wyjątiem historii „Eben i Stella”, która jest kontynuacją drugiej z historii z tomu pierwszego (lub prequelem historii trzeciej, zależy jak patrzeć), wszystkie inne to zamknięte opowieści, do których moglibyście podejść z marszu, mając jedynie ogólną wiedzę o wampirach i towarzyszących im klasycznych popkulturalnych motywach. Tym samym nie sposób zbioru oceniać jednoznacznie i całościowo – dokonamy więc jego syntetycznego rozczłonkowania.

„Umarł Billy, umarł” Nilesa z rysunkami Kodiego Chamberlaina to klasyczna opowieść o bohaterze wrzuconym w wir nieznanego zagrożenia oraz postawionego naprzeciw szalonych wampirzych fanatyków. Jest to też historia, która nie broni się najlepiej. Fabuła jest przewidywalna i pretekstowa, a do tego oprawa wizualna sprawia wrażenie nieco niedbałej i starającej się emulować w bardziej czytelnym stylu rysunki Templesmitha. Nie sprzyja to organicznemu i sprawnemu przyswajaniu historii, co rusz wybijając nas z opowieści niezbyt udanym dynamizmem. Zapominalnie i bez polotu.

30 dni i nocy tom 2 plansza 1-min.jpg

„Juarez” to w opozycji do poprzednika fabuła Fractiona do rysunków Templesmitha i tutaj pod każdym względem jest lepiej i ciekawiej. Scenarzysta niewątpliwie prezentuje wyższy poziom, zwłaszcza w sferze rozplanowania historii i jej prowadzenia, przez co z początkowego chaosu wątków i motywów zaczynają się nam wyłaniać ciągi zdarzeń opowiadające o tajemniczych zaginięciach kobiet w okolicy tytułowego meksykańskiego miasteczka i perypetiach ekscentrycznego detektywa Lexa Novy. Rysunki Templesmitha nadal zieją mrokiem i groteską, niemniej jednak odniosłem wrażenie, że wielowątkowy scenariusz Fractiona dostarcza zaskakująco dużo treści w stosunku do scenariuszy Nilesa, przez co nieoczywista oprawa wizualna miejscami konfunduje nas w przebiegu zdarzeń i ciągów przyczynowo-skutkowych. Ot w oryginalnej miniserii Nilesa artysta miał przy relatywnie skromnej ilości fabuły pole do popisu, tu zaś musi się ograniczać i syntetycznie realizować plan scenarzysty pozamykany w klaustrofobiczne, drobne kadry. W tym wszystkim będzie i miejsce dla odrobiny mrocznego humoru. No bo czemu nie. Tematyka aż się prosi.

Po odświeżającym scenariuszu Fractiona wracamy do przygód głównych bohaterów w „Ebenie i Stelli” Nilesa, śledząc ich bezpośrednio po wydarzeniach z „Mrocznych dni”, tym razem w oprawie graficznej Justina Randalla. Ta seria wydała mi się najbardziej nijaka z całego tomu. Obserwujemy bohaterów w trakcie wydarzeń, które i tak wiemy, do czego doprowadzą, gdyż czytaliśmy „Powrót do Barrow” dziejący się później (ostatnia z historii z tomu pierwszego), więc ciężko uwierzyć w następujące, w intencji autora zaskakujące, zwroty akcji. W tym wszystkim rysunki Randalla, wprawdzie bardziej realistyczne i przewidywalne niż Templesmitha, pozbawione są tego charakterystycznego artystycznego posmaku, do którego się przyzwyczajaliśmy. Do tego miejscami nie do końca smacznie potrafią nas zaskoczyć przerysowaną estetyką i ekspresją postaci.

„Czerwony śnieg” to zarówno w sferze scenariusza, jak i oprawy wizualnej dzieło Bena Templesmitha, oryginalnego rysownika serii, wypadające całkiem solidnie. Ponownie dostajemy nieco generyczną, pretekstową opowieść o starciu z wampirami w klimatach drugiej wojny światowej, tym razem jednak nadrabiającą sprawnym poprowadzeniem akcji i dobrą synergią pomiędzy narracją pisaną i wizualną. Jak by nie było, naziści, sowieci i krwiopijcy to zawsze niezłe połączenie.

Steve Niles znów powraca do nas w „Poza Barrow”, w którym śledzimy losy grupki ekscentrycznych poszukiwaczy przygód zwabionych na rubieże Alaski opowieściami o rzekomym pojawieniu się wampirów. Po klasycznej mieszance niekompetencji i nieprzygotowania nasi protagoniści trafią na pradawne istoty niewątpliwie związane z krwiopijcami, których tak usilnie poszukiwali. Silną stroną tej opowieści jest oprawa graficzna Billa Sienkiewicza, którego onirycznego stylu nie trzeba chyba nikomu przedstawiać (m.in. wydana u nas „Elektra: Assassin”), słabą stroną – technikalia scenariusza Nilesa, skutkujące początkowym przeładowaniem ekspozycją i niekoniecznie satysfakcjonującym (czy też zaskakującym) finałem.

Na koniec czeka nas coś, czego totalnie się nie spodziewałem – remake oryginalnej serii „30 dni nocy” z rysunkami Piotra Kowalskiego, bardziej konwencjonalnymi, czytelnymi z silnym konturem. O ile pierwotnie liczyłem, że jest to wyjście naprzeciw wszystkim, dla których oprawa Templesmitha okazała się niestrawna i zbyt mroczna, to okazało się, że Niles czyni szereg starań, żeby zmodyfikować fabułę serii poprzez przerobienie kilku wątków tu i ówdzie, a w konsekwencji dodanie odrobiny płynności. Takie przynajmniej wrażenie miałem po kilku pierwszych stronach. Dalej okazało się, że otrzymam kilka niespodziewanych zwrotów akcji, które nie tyle wzbogaciły pierwotną historię, co służyły zaskoczeniu tych, którzy już tę opowieść znali, pytanie więc, dla kogo w zasadzie ten remake został stworzony. Ostatecznie finał okazał się mniej angażujący i osobisty niż pierwotnie, w zamian za co dostaliśmy sporo wampirzej nawalanki – o ironio – niczym z finału sagi „Zmierzch”.

30 dni i nocy tom 2 plansza-min.jpg

Patrząc globalnie, cały tom prezentuje się dość nierówno i zasadniczo poza różnorodnością artystyczną ciężko uznać go za materiał przekraczający poziom dobry, czy to w tematyce komiksowych wampirów, czy też komiksowego horroru jako takiego. Z perspektywy wydaje mi się, że oryginalna miniseria była czymś w rodzaju pojedynczego, trafionego pomysłu scenarzysty, wszysto zaś co nastąpiło później zdawało się jedynie kapitalizować pierwotne założenia bez towarzystwa jakiegoś konkretnego pomysłu czy idei przewodniej. Możliwe też, że jako czytelnik za wiele spodziewałem się od mimo wszystko zbieraniny rozrywkowych opowieści z wampirami w tle, niemniej jednak kolejne historie udowodniły mi, że dobry pomysł nie jest gwarantem solidnej regularnej serii.

Wydanie polskie to egmontowski standard twardej oprawy i kredowego papieru charakterystyczny dla wydań na naszym rynku, m.in. imprintu Vertigo, jeszcze bardziej opasły niż tom pierwszy. Dostajemy tu ponad 500 stron podzielonych na pięć historii oraz galerię kilkunastu okładek alternatywnych różnych twórców.

Podsumowanie

Drugi tom zbiorczy „30 dni nocy” to zbieranina historii kilku scenarzystów i artystów, które w teorii mają budować wokół pierwonej miniserii „uniwersum”. W praktyce jest to miszmasz generycznych historii o wampirach (czasem nie do końca spójnych z tym, co wiemy o tym świecie z tomu pierwszego), przeplecionych kolejnym sequelem i o dziwo również remakiem oryginalnej miniserii z udziałem nowego rysownika i przemodelowaniem kilku wątków. Paradoksalnie z całości opasłego tomu obroniły się dla mnie historie napisane przez Fractiona i Templesmitha, pozostałe zaś okazały się mało płynne narracyjnie, a miejscami również niesatysfakcjonująco prowadzone. Z perspektywy, oryginalną miniserię nadal polecam w jej mrocznej i nieoczywistej oprawie graficznej, gdyż jej wersja z tego tomu nie do końca wydała mi się potrzebna, natomiast jeżeli czujecie niedosyt sprawnie nakreślonych komiksowych horrorów z krwiopijcami, to prawdopodobnie długofalowo „Amerykański wampir” Snydera okaże się lepszym wyborem. Tom drugi „30 dni nocy” to coś dla tych, którym pierwszy tom zbiorczy podobał się znacznie bardziej niż mnie, o ile tacy istnieją.

Oceny końcowe

4
Scenariusz
4
Rysunki
5
Tłumaczenie
4
Wydanie
6
Przystępność*
4+
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6.

* Przystępność – stopień zrozumiałości komiksu dla nowego czytelnika, który nie zna poprzednich albumów z danej serii lub uniwersum.

Specyfikacja

Scenariusz

Steve Niles

Rysunki

Ben Templesmith, Bill Sienkiewicz, Piotr Kowalski i inni

Oprawa

twarda

Druk

Kolor

Liczba stron

568

Tłumaczenie

Jacek Żuławnik

Data premiery

3 czerwca 2020 roku

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza komiksu.

źródło: Egmont / zdj. IDW Publishing