„Batman. Budowniczowie Gotham” – recenzja komiksu. Most do przeszłości

Jak wyglądały początki Gotham? Kto sprawił, że miasto w ciągu kilkudziesięciu lat stało się potężną i bogatą metropolią? Na te pytania próbuje odpowiedzieć Kyle Higgins, który przy wsparciu Scotta Snydera napisał miniserię „Batman. Budowniczowie Gotham”, wydaną w Polsce przez Egmont.

Przyznaję – nie jestem fanem odległych retrospekcji w komiksach. Tak odległych, że skupiających się na zupełnie innej epoce. Odnoszę wrażenie, że gdy scenarzysta sięga aż tak daleko w przeszłość, chwyta się ostatniej deski ratunku, nie mając pomysłów na interesującą, współczesną historię. Kyle Higgins w „Budowniczych Gotham” po retrospekcje sięga bardzo często, bo w każdym z pięciu rozdziałów, próbując pokazać, w jaki sposób rozrastało się Gotham pod czujnym okiem trzech najbogatszych rodzin: Wayne’ów, Elliotów i Cobblepotów. Intryga zaproponowana przez Higginsa jest całkiem przyzwoita mimo tego, że częściowo rozgrywa się w 1881 roku i co istotne – ma bezpośrednie odzwierciedlenie w wątku współczesnym.

Ten z kolei powinien spodobać się każdemu, bo jest powiewem świeżości w uniwersum Batmana. W oryginale komiks zadebiutował w USA w 2014 roku, czyli mniej więcej w momencie, gdy w uniwersum DC Bruce Wayne przekazał kontrolę Gotham Dickowi Graysonowi. Zawsze lubiłem i doceniałem tę zmianę, której świadkiem mogliśmy być choćby w „Mrocznym odbiciu” Scotta Snydera. Grayson to inny Batman, młodszy, niedojrzały, ale jednocześnie nie tak surowy i zimny, jak jego ojciec. Mało tego – pomaga mu młoda ekipa z Robinem, Red Robinem i Cassandrą Cain (tym razem jako Black Bat) na czele. Niestety Higgins według mnie zupełnie nie potrafił wykorzystać pojawienia się w tej historii Cassandry, a przecież jej rola i korzenie w kolejnych rozdziałach stawały się kluczowe dla rozwiązania całej historii.

Na okładce komiksu „Batman. Budowniczowie Gotham” możecie przeczytać, że autorem komiksu jest również Scott Snyder. Nie dajcie się jednak zwieść. To typowy zabieg marketingowy, niczym w serialach telewizyjnych, gdzie nazwiskiem producenta wykonawczego (np. Ridleya Scotta czy Stevena Spielberga) promuje się kolejne produkcje. Tutaj jest podobnie. Snyder podobno odpowiada za sam koncept historii i wsparcie głównego scenarzysty (o czym dowiadujemy się z przedmowy). W praktyce Snydera zupełnie nie czuć. Ani tego z oryginalnej serii Batmanowej rozpoczętej przez „Trybunał Sów” na szalonym „Metalu” skończywszy.

batman budowniczowie gotham plansza

Nie ukrywam jednak, że pięciozeszytowa historia, nazwana w USA „Gates of Gotham”, działa całkiem nieźle. Twórcom udało się uchwycić solidne zagrożenie (ataki terrorystyczne na mosty w Gotham) i jednocześnie stworzyli złoczyńcę, którego motywy miały sens. Szkoda tylko, że jak zawsze, wszystko sprowadzono do szeroko pojętej choroby psychicznej. W albumie „Batman. Budowniczowie Gotham” dodatkowo dorzucono dość niezależny zeszyt z akcją rozgrywaną we Francji, ale pozostawiam Wam odkrycie, o co w nim ostatecznie chodzi.

Doceniam też pracę artystów. Za rysunki i tusz odpowiedzialni byli: Trevor McCarthy, Graham Nolan, Dustin Nguyen i Derec Donovan. Ich praca była spójna i konsekwentna, a jednocześnie idealnie pasująca zarówno do retrospekcji, jak i czasów współczesnych. Podobały mi się wyraziste kontury postaci oraz „piaskowa” stylistyka historii rozgrywanych w przeszłości. Widać, że pod względem artystycznym twórcy mieli na tę miniserię pomysł i to bardzo cieszy. Fantastyczne są też utrzymane w gotyckim klimacie okładki oryginalnego wydania, dużo lepsze niż te alternatywne (z jednej z nich skorzystano na froncie komiksu).

Mimo niewielkiej liczby stron, komiks wydano w twardej oprawie i to również należy uznać za dodatkowy plus, mimo tego że grzbiet zupełnie odstaje od innych historii o Batmanie, wydanych w ostatnim czasie przez Egmont. I chyba nigdy już się to nie zmieni.

Podsumowanie

„Batman. Budowniczowie Gotham” działa jako zamknięta miniseria, niezwiązana z żadną inną historią o człowieku-nietoperzu. Dzięki temu jest przystępna dla nowego czytelnika, o ile tylko ten zrozumie, dlaczego pod maską kryje się Dick Grayson, a nie Bruce Wayne. Mimo głębokiego sięgania do retrospekcji i opierania całej intrygi na odległej przeszłości, historia napisana przez Kyle’a Higginsa broni się na tyle, by zwrócić na nią uwagę.

Komiks czyta się szybko, nie jest przesadnie skomplikowany, a i grasujący po Gotham złoczyńca to coś nowego, na tle dobrze znanych łotrów. Tylko po co ten Snyder na okładce? I bez niego historia obroniłaby się sama.

Oceny końcowe

4
Scenariusz
4+
Rysunki
5
Tłumaczenie
4
Wydanie
4
Przystępność*
4
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6.

* Przystępność – stopień zrozumiałości komiksu dla nowego czytelnika, który nie zna poprzednich albumów z danej serii lub uniwersum.

Specyfikacja

Scenariusz

Kevin Higgins, Ryan Parrott, Scott Snyder

Rysunki

Trevor McCarthy, Graham Nolan, Dustin Nguyen

Oprawa

twarda

Druk

Kolor

Liczba stron

152

Tłumaczenie

Tomasz Sidorkiewicz

Data premiery

10 listopada 2021

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza komiksu.

zdj. Egmont / DC Comics