„Batman. Klątwa Białego Rycerza” – recenzja komiksu. Miecz Azraela

DC Black Label – imprint wydawnictwa DC Comics – jest czymś, czego w komiksach szukałem od dawna. Dojrzałe opowieści z uniwersum Batmana stworzone przez Seana Murphy’ego i narysowane przez Matta Hollingswortha pasują tutaj wprost idealnie. I nawet jeśli „Batman. Klątwa Białego Rycerza” jest nieco słabszy od pierwszej części, to i tak jestem zachwycony wizją i pomysłem na Murphyverse.

„Batman. Biały Rycerz” to dla mnie jedno z odkryć współczesnego DC Comics. W czasach, gdy czytanie oryginalnej serii Toma Kinga oraz „Detective Comics” Jamesa Tyniona IV bywało męczące, Sean Murphy wyniósł historie z Batmanem na zupełnie nowy poziom. Razem z niezwykle utalentowanym Mattem Hollingsworthem stworzył gęsty, skąpany w mroku świat, odkrywając dobrze znanych bohaterów na nowo. W „Białym Rycerzu” zachwycał mnie nie tylko odważny scenariusz i próba odwrócenia ról w niekończącym się konflikcie Batmana z Jokerem, ale też unikalna kreska, która wprost perfekcyjnie pasuje do pokazania odcieni Gotham. Jeśli mieliście okazję przeczytać „Tokyo Ghost” (autorstwa tego samego duetu), to wiecie, o czym piszę.

Sukces „Białego Rycerza” sprawił, że historie tworzone przez Murphy’ego i Hollingswortha rozrastają się w ramach wspomnianego wcześniej Murphyverse – tak przez twórców nazwany został świat, w którym tworzone są historie skupione wokół Mrocznego Rycerza. „Klątwa Białego Rycerza” to bezpośredni sequel, który wymaga znajomości pierwszej części (szczególnie dla zrozumienia wątku Jokera i Harley). To jednak nie koniec, bo w marcu tego roku w USA skończył się zeszytowy run „Batman: White Knight Presents: Harley Quinn” (kontynuacja „Klątwy...” rozgrywająca się dwa lata później), który pewnie pojawi się w Polsce pod koniec roku, a w planach są jeszcze osobne serie o Batgirl i Nightwingu.

Batman Klątwa Białego Rycerza Plansza z komiksu-min.jpg

To, co urzeka mnie w Murphyverse, to fakt, że jest to komiks stworzony dla dojrzałego czytelnika. Nie jest to, co prawda, poziom „Kaznodziei” z toną przekleństw, seksu i nieuzasadnionej brutalności, ale czuć wyraźną różnicę w atmosferze świata, problemach, z jakimi muszą się mierzyć bohaterowie, i sposobie pisania dialogów. Zapomnijcie bowiem o szybkim kartkowaniu komiksu Murphy’ego z ledwie kilkoma zdaniami na dwóch stronach. W „Klątwie Białego Rycerza” (podobnie jak w części pierwszej) bohaterowie ze sobą rozmawiają często i długo. Dymki z dialogami zajmują sporo miejsca i często są dużo istotniejsze od tego, co dzieje się na obrazkach. Dla osoby czytającej tylko klasyczne superhero może to być na dłuższą metę męczące. Zeszyty wydają się przez to dłuższe i spędza się nad nimi dużo więcej czasu. Mnie to jednak zupełnie nie przeszkadzało.

Sequel „Białego Rycerza” niestety cierpi na znaną przypadłość kontynuacji bardzo dobrze przyjętej pierwszej części. Fabularnie nie jest to historia tak dobra, jak „jedynka”, ale nie dziwi mnie to zupełnie. Trudno dorównać idei Jacka Napiera – alter ego Jokera – który w kilka miesięcy był w stanie zmienić Gotham i postępowanie samego Bruce’a Wayne’a. W „Klątwie…” Jack/Joker oczywiście wraca i razem z Harleen odgrywa bardzo ważną rolę, dlatego też dobrze jest znać jego przeszłość.

Nie do końca trafił do mnie sam koncept, który dość mocno odnosi się do przeszłości. Komiks zaczyna się od wydarzeń z 1685 roku i przez wszystkie zeszyty mocno do tego nawiązuje. Bruce Wayne odkrywa dziedzictwo swoich przodków, a jego głównym przeciwnikiem jest wykonujący wolę boga Azrael. Jest w tej historii dość dużo budowania przeszłości i szukania (trochę na siłę) argumentów, które mają uzasadnić moralnie działania bohaterów. Siłą „Białego Rycerza” było skupienie się na tym, co tu i teraz. Komiks mocno uderzał w społeczne rozwarstwienie, podziały w Gotham i tworzył bohaterów od zera. W „Klątwie…” z kolei złoczyńca wprowadzony jest dość klasycznie, a i sama historia toczy się dużo bardziej przewidywalnie, poruszając wątki związane z dobrowolnym ujawnieniem tożsamości Człowieka-nietoperza.

Siłą „Murphyverse” są też zasady, a tych Sean Murphy nie zamierza łamać. Jeśli kogoś uśmierca na kartach swoich komiksów, robi to bez wahania i chęci przywracania w przyszłości. Takich zaskakujących zgonów w „Klątwie…” jest kilka. Każdy z nich uzasadniony, z odpowiednim akcentem i sensem. Uśmiercanie bohaterów wybrzmiewa tak, jak powinno, a ich dodatkową siłą jest właśnie to, że nie powrócą oni w kolejnych zeszytach.

Batman Klątwa Białego Rycerza Plansza z komiksu 01-min.jpg

Doskonale zdaję sobie sprawę, że będą tacy, którym rysunki Matta Hollingswortha nie przypadną do gustu. Przyznaję, sam byłem w tym miejscu i gdy po raz pierwszy sięgnąłem po „Białego Rycerza”, nie potrafiłem się do tej kreski przekonać. Jest unikalna, trochę przekombinowana i nierealistyczna. Rysownik bawi się ostrymi konturami twarzy, długim nosem i brodą, ale jednocześnie fantastycznie kreśli szersze kadry, cienie bohaterów i przykłada wagę do szczegółów. Kolory są mocno stonowane, choć tym razem dzięki postaci Azraela jest w nich więcej czerwonego i złotego. Wciąż jednak Gotham przytłacza ściskiem, brudem i duchotą. Nie ukrywam, że w docenieniu talentu Hollingswortha dodatkowo pomaga rysowane przez niego „Tokyo Ghost”, o którym wspominałem już wcześniej.

Wydanie komiksu „Batman. Klątwa Białego Rycerza” zawiera również dodatkowy one-shot „Batman: Biały Rycerz prezentuje: Von Freeze”, luźno odnoszący się do wydarzeń, jakie miały miejsce w dotychczasowej historii Białego Rycerza. Jak wspomina sam autor komiksu, idealnie czytać go między 6. a 7. zeszytem całej historii. Niestety wydrukowany jest na końcu całego wydania i zapewne dotrzecie do niego (tak jak i ja) dopiero po 12. zeszycie. Niespecjalnie przeszkadza to jednak w samym odbiorze, a sama historia dość udanie uzupełnia wątki związane z Mr. Freeze'em i jego znajomością z rodziną Wayne'ów. Porusza też mocne, istotne tematy związane z prześladowaniami żydów w czasach II wojny światowej.

Podsumowanie

Takich komiksów szukam, takie historie uwielbiam, na takie komiksy warto wydawać ciężko zarobione pieniądze. „Batman. Klątwa Białego Rycerza” to przyzwoita kontynuacja „Białego Rycerza” z niezłą historią i rewelacyjnymi rysunkami, która udanie rozbudowuje Murphyverse. Po cichu mam nadzieję, że filmowy „Batman” Matta Reevesa nakręcony zostanie właśnie w takim stylu, jak komiksy Murphy’ego i Hollingswortha.

Oceny końcowe

4
Scenariusz
5
Rysunki
5
Tłumaczenie
5
Wydanie
3
Przystępność*
4
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6.

Przystępność – stopień zrozumiałości komiksu dla nowego czytelnika, który nie zna poprzednich albumów z danej serii lub uniwersum.

Specyfikacja

Scenariusz

Sean Murphy

Rysunki

Sean Murphy, Klaus Janson, Matt Holllingsworth

Oprawa

twarda

Druk

Kolor

Liczba stron

272

Tłumaczenie

Jacek Żuławnik

Data premiery

14 kwietnia 2021 roku

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza komiksu.

zdj. Egmont / DC Comics