„DC Comics: Pokolenia” – recenzja komiksu. Czas zapomnienia

Zbiór one-shotów pt. „DC Comics: Pokolenia” pokazuje dość niepokojącą drogę, jaką od pewnego czasu obiera to wydawnictwo. Sam pomysł i cel projektu jak zawsze jest zacny, ale jego wykonanie i konsekwencje dla uniwersum pozostawiają wiele do życzenia. Sprawdźcie naszą recenzję.

Przyznaję, że od pewnego czasu mam problem z seriami on-going rozgrywanymi w świecie DC. Niektóre historie dość niebezpiecznie błądzą bez ładu i składu, a nawet kluczowe serie, takie jak „Batman” w żaden sposób nie przypominają tego, co mogliśmy przeczytać w „Odrodzeniu”. Odnoszę wrażenie, że DC Comics dość mocno się zmienia i staje się coraz bardziej niedostępne dla zwykłego, niedzielnego czytelnika, szczególnie w porównaniu do swojej największej konkurencji. Marvel odkrywa swoich bohaterów na nowo i tworzy odważne historie jak w przypadku Venoma, czy Hulka. DC Comics z kolei znów sięga do historii, przy okazji kserując rozwiązania znane z kultowych, aczkolwiek dziś mocno przestarzałych eventów.

„DC Comics: Pokolenia” to blisko 200-stronnicowy zbiór, na który składają się: zeszyt nr 1027 serii „Detective Comics” (będący wstępem do całego zamieszania) oraz dwa one-shoty „Generations Shattered” i „Generations Forged”. W zamyśle twórców (a jest ich kilku) było kolejne oddanie hołdu ponad 80-letniej historii uniwersum DC Comics, bowiem „Pokolenia” łączą w sobie ogrom bohaterów z dawnych lat, w tym nawet oryginalnego Batmana z 1939 roku. Tak jak pisałem we wstępie – idea wydaje się trafiona, ale znacznie gorzej jest z samym wykonaniem i pomysłem na prezentowaną historię. Podobało mi się to, w jaki sposób twórcy mieszali style, zarówno w dialogach, jak i w obrazkach, ale w tym komiksie nic nie jest spójne. I nie może być, jeśli odpowiada za niego potężne grono scenarzystów i rysowników. 

Główną osią fabuły – jak to często w przypadku rozmaitych „kryzysów” w DC bywało – jest czas, a właściwie chęć zniszczenia jego struktury, co ma doprowadzić do wymazania całego uniwersum DC oraz jego wieloletniej historii. Powtórka z rozrywki? Trochę tak, z tą różnicą, że grupa bohaterów starających się powstrzymać Dominusa jest dość oryginalna, bo składają się na nią takie persony jak np. Booster Gold, Doktor Light, Kamandi, czy Starfire. Nie brakuje też oczywiście wspomnianego Batmana, który wraz z Booster Goldem zdaje się odgrywać tutaj najważniejszą rolę. Historia skonstruowana jest w ten sposób, że pierwszy z one-shotów tworzy drużynę, a drugi z nich „motywuje” do działania.

dc-pokolenia-plansza-min.jpg

Problem w tym, że dwa 80-stronnicowe zeszyty nie są w stanie w żaden sposób zarysować mniej znanych bohaterów (lub mniej zapamiętanych). Relacje między postaciami nie istnieją, a i fabuła jest do bólu sztampowa. Nie musicie znać wielu historii z uniwersum DC, by przewidzieć, w jaki sposób to wszystko się zakończy. Rozczarowuje też główny złoczyńca, którego motywacje i cele są dość skromnie wytłumaczone. Twórcom wyraźnie zabrakło na to nie tylko miejsca, ale też pomysłu. „DC Comics: Pokolenia” to też komiks, który z każdą kolejną stroną czyta się coraz trudniej. Nagromadzenie bohaterów i chaotyczne podejście do opowiadania historii zaczyna przytłaczać i zniechęca do siebie w drugiej połowie tomu.

„DC Comics: Pokolenia” nie działa więc jako niezależny event, a jedyny pozytyw to oprawa wizualna, która w kilku przypadkach naprawdę zachwyca. Scenariusz z kolei wydaje się zbiorem pomysłów, które nie zostały wykorzystane w innej, równie pokręconej i chaotycznej historii pod nazwą „Death Metal”. Możemy tylko domniemywać, że tak właśnie było, ale takie działania powiązane z recyklingiem pomysłów sprawiają, że DC Comics błądzi. Kompletnie nie kupuję takich rozwiązań i niepokoję się o dalszy kierunek wydawniczy. 

Podsumowanie

„DC Comics: Pokolenia” to historia stworzona tak naprawdę dla nikogo. Nowy czytelnik DC szybko się od niej odbije, bo nie zrozumie kontekstu wydarzeń. Z kolei bardziej doświadczeni fani zirytują się faktem, że kolejny raz czytają to samo. Kreatywność twórców tego komiksu praktycznie nie istnieje. Sama idea wydawała się trafiona, ale wykonanie planu pozostawia wiele do życzenia i źle świadczy o samym wydawnictwie. Komiks do zapomnienia i niewart waszego czasu.

Oceny końcowe

2
Scenariusz
4
Rysunki
5
Tłumaczenie
4
Wydanie
2
Przystępność*
3
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6.

* Przystępność – stopień zrozumiałości komiksu dla nowego czytelnika, który nie zna poprzednich albumów z danej serii lub uniwersum. 

Specyfikacja

Scenariusz

Dan Jurgens, Robert Venditti, Andy Schmidt

Rysunki

 Ivan Reis, Brian Hitch, Yanick Paquette

Oprawa

twarda

Druk

Kolor

Liczba stron

180

Tłumaczenie

Tomasz Sidorkiewicz

Data premiery

10 sierpnia 2022

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza komiksu.

zdj. Egmont/DC Comics