Czy warto było czekać? Recenzja nowego sezonu „Detektywa” – mrok, tajemnica i zbrodnia

Aż pięć lat musieliśmy czekać na powrót serialowej antologii kryminalnej od HBO, której pierwszy sezon zaliczany jest do grona najwybitniejszych produkcji małego ekranu wszech czasów. Jak wypada czwarty sezon „Detektywa” o podtytule „Kraina nocy”? Czy warto było czekać na powrót do świata mrocznych zbrodni? Oto bezspoilerowa recenzja wszystkich sześciu odcinków.

Detektyw” wraca z czwartym sezonem. Czy warto obejrzeć „Krainę nocy”?

W 2014 roku Nic Pizzolatto i Cary Joji Fukunaga pokazali światu pierwszy sezon „Detektywa”, który okazał się na tyle udanym przedzięwzięciem, że wręcz na nowo zdefiniował kryminalne historie pokazywane na małym ekranie i ustanowił niedościgniony wzór dla wszystkich kolejnych produkcji tego gatunku. Opowieść wciągała fatalistycznym klimatem i genialnymi kreacjami Matthew McConaugheya oraz Woody'ego Harrelsona. Oglądalność się zgadzała, a widownia i krytycy rozpływali się nad serialem. Nic więc dziwnego, że HBO postanowiło kuć żelazo, póki gorące i już w kolejnym roku na antenę zawitał nowy sezon. Druga seria przenosząca akcję z prowincjonalnej Luizjany do słonecznej Kalifornii i stawiająca na zupełnie inny zestaw bohaterów oraz inaczej sformułowaną kryminalną intrygę została – całkowicie niesłusznie – fatalnie przyjęta przez ogół widzów. Rewelacyjnie zapowiadająca się antologia zaliczyła tym samym gwałtowne hamowanie i HBO nie było już tak skore do jej kontynuowania, co sprawiło, że na trzecią odsłonę przyszło nam czekać aż cztery lata.

Tym razem odzew ze strony krytyków i widzów był zdecydowanie lepszy (ponownie niesłusznie), ale do euforii, którą obdarzono pierwszego „Detektywa”, wiele brakowało. Wydawało się, że tym razem seria umrze po prostu śmiercią naturalną, a do jej ewentualnej reanimacji dojdzie dopiero po wielu, wielu latach. Nakręceniu nowych odcinków nie sprzyjała nie tylko słaba oglądalność trzeciego sezonu (najgorszy wynik ze wszystkich), ale też zakulisowe przepychanki Nica Pizzolatto z przedstawicielami HBO. Ostatecznie Casey Bloys odpowiadający za treści tworzone dla HBO znalazł jednak sposób na powrót do świata zbrodni – realizację czwartej serii powierzył zupełnie nowej osobie, meksykańskiej reżyserce i scenarzystce Issie López.

Kraina nocy” to pierwszy sezon „Detektywa” bez bezpośredniego zaangażowania Nica Pizzolatto, który zachował przy nowej serii wyłącznie grzecznościowy tytuł producenta wykonawczego. Nie oznacza to jednak, że będzie to zupełnie nowe otwarcie antologii. Wręcz przeciwnie. Lopez doszła najwyraźniej do wniosku, że upłynęło już wystarczająco dużo czasu od premiery pierwszego sezonu i nadszedł czas, aby przedefiniować to, co stworzyli Pizzolatto i Fukunaga. „Kraina nocy” to coś w rodzaju lustrzanego odbicia historii Rusta i Marty'ego. Głównych bohaterów zastąpiły bohaterki, ofiarami okazała się tym razem grupa mężczyzn, a ciepłą i wypełnioną słonecznym światłem Luizjanę zamieniono na mroźną i pogrążoną w ciemności Alaskę.

Tak się składa, że w Ennis, małym miasteczku znajdującym się blisko koła podbiegunowego rozpoczyna się właśnie noc polarna. Zapadająca ciemność zabrała ze sobą ośmiu naukowców przebywających w pobliskim ośrodku badawczym, a ich odnalezieniem ma zająć się niejaka detektyw Liz Danvers (w tej roli legendarna Jodie Foster). Gdy okazuje się, że sprawa zniknięcia badaczy może być powiązana z nierozwiązanym od lat morderstwem jednej z rdzennych kobiet, w śledztwo zostaje wplątana też Evangeline Navarro (Kali Reis), ostatnia osoba, z którą Danvers chciałaby ponownie pracować.

W nowym „Detektywie” odnajdziemy miks niemal wszystkich głównych motywów towarzyszących nam w pierwszym sezonie, a na pierwsze bezpośrednie nawiązanie nie musimy czekać zbyt długo – w zasadzie to nie musimy czekać dłużej niż do początkowej planszy otwierającej pierwszy odcinek „Krainy nocy”. Wprowadzając nas w mroczny klimat przygotowanej opowieści, twórcy posiłkują się cytatem z Hildreda Castaigne'a – bohatera znanego przede wszystkim z opowiadania „Naprawiacz reputacji” ze zbioru „Król w Żółci” autorstwa Roberta W. Chambersa. To właśnie jego twórczość okazała się jedną z inspiracji do wplecenia w historię Rusta i Marty'ego Carcosy i innych złowrogich motywów. Jej wpływ da się też wyczuć w nowej serii. Czuć go wręcz na kilometr.

Detektyw sezon 4 Kali Reis

Danvers podobnie jak Rust miała kiedyś całkiem solidne perspektywy na policyjną karierę, ale los pozbawił jej zarówno szans na pięcie się po szczeblach kariery, jak i udane życie rodzinne. Podobnie jak bohater McConaugheya bohaterka grana przez gwiazdę „Milczenia owiec” próbuje zamienić swój wewnętrzny ból w zachowanie, które odpycha każdą osobę chcącą się do niej zbliżyć. Miksem charakteru dwójki głównych bohaterów pierwszego „Detektywa” stała się też Navaro. Bardziej uduchowiona połówka głównego duetu nie może zapomnieć o nierozwiązanym przed laty śledztwie, a do tego musi radzić sobie z rodzinnym ciężarem psychicznej choroby, która odbiła się na jej matce i może stanowić śmiertelne zagrożenie zarówno dla niej, jak i jej siostry Juli (Aka Niviâna). O wszystkich analogiach i podobieństwach Danvers i Navaro do Rusta i Martina trudno mówić bez wdawania się w spoilery, ale nie byłoby wielką przesadą stwierdzenie, że Lopez stworzyła coś wręcz na miarę luźnego i skondensowanego remake'u pierwszego „Detektywa”.

Nie oczekujcie jednak, że „Kraina nocy” będzie w bezpośredni sposób powiązana z historią sekty Żółtego Króla, czy odpowie na dręczące Was od dziesięciu lat pytania pozostawione przez pierwszego „Detektywa”. W nowej serii pojawia się, co prawda motyw spirali – co otwarcie ujawniały już zwiastuny – ale na symbolicznych nawiązaniach i mrugnięciach okiem do fanów się kończy. Cała reszta podobieństw opiera się wyłącznie na miksowaniu historii i charakterów Rusta i Marty'ego. I to dobrze, bo „Kraina nocy” ma do zaoferowania własną, sprawnie nakreśloną opowieść.

Czwarta seria wypada najlepiej właśnie wtedy gdy koncentruje się na prowadzonym śledztwie i dwóch głównych bohaterkach. Lopez bezbłędnie wykorzystuje scenerię pogrążonego w ciemnościach miasteczka do tworzenia wyjątkowo ciężkiego, wręcz depresyjnego klimatu i prowadzenia śledztwa, w którym wątek nadprzyrodzony wydaje się oczywistą koniecznością. Z kolei Foster i Reis potrafią w pełni wykorzystać scenariuszowy potencjał swoich bohaterek, oddając na ekranie sprzeczne sygnały wysyłane przez gotujące się w nich emocje, które zarówno Danvers, jak i Navaro próbują przykryć wyjątkowo kruchą powłoką nonszalancji czy obojętności.

„Detektyw: Kraina nocy” – opinia o nowym serialu HBO

detektyw sezon 4 Jodie Foster, Finn Bennet.jpg

Kraina nocy” potyka się natomiast przy próbie rozwijania i kończenia wątków pobocznych. O ile aktorsko na drugim planie nie ma się do kogo przyczepić – ba pojawia się nawet kilka zapadających w pamięć występów za sprawą Johna Hawkesa, Christophera Ecclestona czy Fiony Shaw –  o tyle fabularnie udaje się w zasadzie tylko jeden story arc. Trudno powiedzieć, jak wyglądało to za kulisami, ale odnoszę wrażenie, że wychodzi tutaj przede wszystkim fakt skróconego metrażu. Ewidentnie zabrakło czasu na dobre rozbudowanie niektórych historii, a szkoda, bo potencjał był w nich wyraźnie dostrzegalny. Ośmioodcinkowy metraż charakteryzujący każdy z poprzednich sezonów mógłby spokojnie naprawić ten problem – trudno więc powiedzieć, dlaczego akurat w przypadku tej serii postawiono na zaledwie sześć epizodów, co negatywnie odbija się nie tylko na pobocznych wątkach, ale też finale głównej historii, która okazuje się niestety jej najsłabszym elementem.

Czwarty „True Detective” nie okazał się takim objawieniem, jak pierwsza seria – dialogi głównych bohaterek nie zapadną nam tak mocno w pamięć tak jak rozkminy Rusta i jego kultowe już kwestie – ale jako całość ma on wszystko, aby usatysfakcjonować nawet wymagającego widza i zagwarantować Wam przyjemnie spędzony czas. Jeśli potraficie uzbroić się w cierpliwość, to warto poczekać do wyemitowania wszystkich odcinków i zanurzyć się w „Krainę nocy” przy jednym czy dwóch podejściach – koniecznie wieczornych. To wręcz idealna pozycja do binge-watchingu. HBO dostarczyło nam dobry kryminał z powodzeniem miksujący znane motywy i zanurzający je w mrocznej, wręcz horrorowej atmosferze oblanej (ciut za mocno) metafizycznym sosem. Wychodzi z tego opowieść pełna napięcia i wciągającego klimatu z rewelacyjną scenografią i godnymi uwagi kreacjami aktorskimi. To telewizyjny spadkobierca takich klasyków jak „Siedem” Finchera, „Coś” Cartpentera czy „Lśnienie” Kubricka, a trudniej chyba o lepszą rekomendację.

Ocena serialu Detektyw: Kraina nocy: 4/6

Emisja czwartego sezonu serialu „Detektyw rozpocznie się na platformie HBO Max i antenie stacji HBO już 15 stycznia 2024 roku. Na całość złoży się 6 odcinków, każdy z nich emitowany będzie z tygodniowym odstępem.

zdj. HBO