Choć ostatnie aktorskie projekty Disneya bazujące na animacjach nie spełniły pokładanych w nich oczekiwań, studio nie zamierza rezygnować z obranej strategii. Wręcz przeciwnie – do produkcji trafia kolejna adaptacja kultowej animacji. Tym razem wybór padł na „Księżniczkę i żabę” z 2009 roku.
Jeszcze w kwietniu wydawało się, że Disney zacznie ostrożniej podchodzić do swoich aktorskich remake'ów. Prace nad filmem „Zaplątani” zostały wówczas wstrzymane po rozczarowującym przyjęciu nowej wersji „Królewny Śnieżki”. Kilka miesięcy później studio niespodziewanie wznowiło jednak projekt i nadało mu wysoki priorytet. Sytuacji nie zmieniły także kolejne problemy. Według branżowych doniesień najnowsza aktorska „Vaiana”, mimo budżetu sięgającego około 250 milionów dolarów, okazała się finansowym rozczarowaniem. Wielu obserwatorów spodziewało się, że będzie to sygnał do ograniczenia liczby remake'ów. Disney najwyraźniej uważa jednak inaczej.
Nowy projekt nosi roboczy tytuł „Tiana”. Za scenariusz odpowiadać będą Colman Domingo, który współtworzy tekst, oraz nominowany do nagrody Tony reżyser i dramaturg Robert O'Hara. Oryginalna „Księżniczka i żaba” zadebiutowała w 2009 roku jako ostatnia pełnometrażowa animacja Disneya wykonana tradycyjną techniką rysunkową. Film wyreżyserowali John Musker i Ron Clements, twórcy takich klasyków jak „Mała Syrenka” czy „Aladyn”.
Akcja rozgrywała się w Nowym Orleanie lat 20. XX wieku. Główną bohaterką była ambitna kelnerka Tiana, marząca o otwarciu własnej restauracji. Po spotkaniu zaklętego księcia Naveena sama zostaje przemieniona w żabę i razem z nim wyrusza w podróż, aby zdjąć klątwę rzuconą przez złowrogiego czarownika voodoo. „Księżniczka i żaba” to tylko jeden z kilku aktorskich projektów rozwijanych obecnie przez studio. W przygotowaniu znajduje się również „Zaplątani” w reżyserii Michaela Graceya. Z filmem łączeni są między innymi Kathryn Hahn, Diego Luna, Milo Manheim oraz Teagan Croft.
Równolegle powstają także „Stepsisters”, czyli spin-off „Kopciuszka” w reżyserii Akivy Schaffera, oraz „Lilo & Stitch 2”, nad którym pracuje Chris Sanders. Decyzja o rozwijaniu kolejnych remake'ów pokazuje, że nawet seria słabszych wyników finansowych nie skłoniła Disneya do zmiany kierunku. Studio wciąż stawia na przenoszenie swoich największych animowanych hitów do świata aktorskiego, licząc na to, że rozpoznawalne marki nadal będą przyciągać widzów do kin.
Temat ten od lat budzi jednak kontrowersje. W sieci regularnie pojawiają się głosy, że nowe wersje klasycznych animacji rzadko dorównują oryginałom i często sprawiają wrażenie bezpiecznych odtworzeń znanych historii zamiast ich kreatywnego rozwinięcia. Jedna z najczęściej cytowanych opinii pochodzi od aktorki i scenarzystki Zoe Kazan, która kilka lat temu stwierdziła, że Disney nie ma interesu w tworzeniu remake'ów lepszych od oryginałów – wystarczy, by były wystarczająco inne, ale nie na tyle dobre, aby zastąpiły klasyczne animacje w świadomości widzów.
zdj. Disney