„Duch śniegów” – recenzja filmu. Oda do milczenia

Już od ponad dwóch tygodni na ekranach polskich kin gości produkcja dokumentalna „Duch śniegów”. Zadebiutowała ona na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes w zeszłym roku, a także zdobyła niedawno najważniejsze francuskie wyróżnienie filmowe, czyli Cezara. Stanowiąca niepowtarzalny wgląd do życia na Wyżynie Tybetańskiej podróż jest kontemplacyjną wyprawą dotyczącą istniejącego, acz unikatowego i nietkniętego współczesnością otoczenia. Obraz jest wciąż wyświetlany w kinach, a zatem zachęcam do seansu, a także – do lektury naszej recenzji.

W trakcie długich, wymagających nieludzkiej cierpliwości obserwacji fauny na płaskowyżach Tybetu, Vincent Munier odnosi się do krytyki, która okazjonalnie dotyka jego prac. Francuski fotograf komentuje zarzuty związane z tym, że wykonywane przez niego zdjęcia dzikiej przyrody całkowicie ignorują niedoskonałości otaczającego nas świata, skupiając obiektyw na estetyzowaniu naturalnego środowiska zwierząt. Argumentuje on swoją twórczą strategię ideą – lub potrzebą – złożenia hołdu dla absolutnego piękna bez konieczności punktowania tych mniej perfekcyjnych elementów rzeczywistości. W filmie dokumentalnym pod tytułem „Duch śniegów”, wyreżyserowanym wspólnie ze swoją życiową partnerką – Marie AmiguetMunier wznosi wspomnianą dewizę na zupełnie nowy poziom. Audiowizualna wartość produkcji nie jest wyłącznie formalnym osiągnięciem, ale stanowi punkt wyjścia dla medytacji nad miejscem człowieka na ziemi, wartości życia jako pokoleniowego cyklu lub ochrony pierwotnej wspaniałości natury.

Duch_02.jpg

Filozoficzno-egzystencjalne korzenie przedsięwzięcia, nadające całości szerszy kontekst, wykraczający daleko poza granice przeciętnego filmu przyrodniczego, nie wynikają wyłącznie z usposobienia twórców obrazu. Został on zrealizowany na podstawie wyróżnionej Nagrodą Renaudot książki „La Panthère des neiges” autorstwa Sylvaina Tessona – pisarza podróżniczego, a także obieżyświata znanego z wędrówek realizowanych w ekstremalnych warunkach. W latach 90. wraz ze swoim kolegą po fachu – Alexandrem Poussinem – wybrał się na wyprawę rowerową dookoła świata oraz przeszedł na piechotę Himalaje, a później z fotografką Priscillą Telmon przeprawił się konno przez Azję Środkową. W wydanym w październiku 2019 roku bestsellerze, Tesson relacjonuje podróż z Vincentem Munierem po płaskowyżu Changtang, poszukując pantery śnieżnej, których liczebność drastycznie spada. Dla autora tropienie unikatowego, narażonego na wyginięcie zwierzęcia ma wymiar osobisty i wiąże się z emocjami wywołanymi śmiercią jego matki, Marie-Claude Tesson.

Sukces literacki zachęcił fotografa i pisarza do odtworzenia ich podróży z 2018 roku, aby zrealizować produkcję dokumentalną o roboczej nazwie „Promesse de l'invisible” (ostatecznie pozostano przy tytule książkowym). W celu zminimalizowania ingerencji w środowisko tybetańskich pustkowi liczebność ekipy filmowej została restrykcyjnie ograniczona – podróżnikom przy zdjęciach towarzyszyła, rzecz jasna, współscenarzystka i współreżyserka, czyli wspomniana wcześniej Marie Amiguet, a także operator, Léo-Pol Jacquot. Przez cały seans mamy możliwość podglądania swobodnego życia dzikich zwierząt w ich naturalnym habitacie w optyce Tessona oraz Muniera, lecz należy wstrzymać się z określeniem, iż oni są głównymi bohaterami tej wyprawy. To właśnie mieszkańcy żyjący między górskimi pasmami Kunlun a Transhimalajami stanowią główną oś projektu – również poszukiwanie tytułowego irbisa z perspektywy widza może stanowić pretekst do refleksji na temat ziemi pachnącej człowiekiem. Tereny niezdeprawowane industrialną działalnością ludzi obezwładniają wyjątkowością oraz swą pierwotną potęgą, a wrażenia te są skutecznie podsycane przez wgląd do wykonanych przez Muniera fotografii.

Duch_03.jpg

Tropienie z bezpiecznej odległości stada nuhurów chińskich lub rodziny niedźwiedzi przypomina o naturalnym prawie własności do tych dziewiczych terenów, których obszar konsekwentnie się zawęża. W prowadzonych szeptem rozmowach dokumentalistów czuć niemierzalną fascynację światem odległym i bliskim zarazem – pojawienie się na ekranie grupy tybetańskich dzieci podkreśla ten paradoks. Żyjąca nieopodal rodzina swoim gospodarstwem nie narusza delikatnej tkanki bogatego życia na płaskowyżu, ale stanowi integralną część ekosystemu, funkcjonując zgodnie z przedwiecznymi zasadami tego malowniczego zakątka. Fauna – czujna, wyczulona na zapach ludzi – jest traktowana z należytym szacunkiem. Fotografowane stado jaków oszałamia swoim majestatem, dając świadectwo dla świata, który stawia opór upływowi czasu. Miłośnicy kotowatych natomiast, w oczekiwaniu na finał poszukiwań pantery, powinni być zachwyceni prezencją manula stepowego oraz jego taktyki podczas polowań. Michel Munier, ojciec Vincenta, przyrodnik z powołania, poświęcił życie ochronie prastarych lasów i przekazane umiłowanie do dzikiej natury widać absolutnie w każdym kadrze zdjęć autorstwa jego syna.

Synteza niespiesznego tempa „Ducha śniegów” z niezwykle klimatyczną muzyką Warrena Ellisa i Nicka Cave’a (na co dzień działających w zespole Nick Cave and the Bad Seeds) tworzą zarówno relaksujący, jak i refleksyjny nastrój obserwacji życia z komfortu kinowego fotela. Narracja z offu Sylvaina Tessona, dosłownie podkreślająca ideę tej podróży, wydaje się momentami niepotrzebna – oszałamiające, doskonale skonstruowane ujęcia nieokiełznanej przyrody są wystarczająco wymowne, a zabójcza estetyka tego filmu dokumentalnego wyznacza nowy pułap wizualnej emocjonalności. Artystyczna jakość kadrów przemawia głosem bardziej dosadnym i zrozumiałym, niż precyzyjne próby zwerbalizowania obrazu. Kino, które przypomina o umykającym świecie; prawdziwym, a zapomnianym w szumie codzienności.

Ocena filmu „Duch śniegów”: 5/6

zdj. M2 Films