Przez lata fani zakładali, że saga Jamesa Camerona będzie ciągnęła się niemal w nieskończoność i doczeka się przynajmniej pięciu, sześciu, a może nawet siedmiu odsłon. Jednak za kulisami okazuje się, że przyszłość „Avatara” nie jest wcale taka pewna i wszystko sprowadza się jak zwykle do pieniędzy.
Czy „Avatar 5” powstanie? James Cameron komentuje
Cameron przyznawał już wcześniej, że kontynuacja serii nie jest wcale pewna. W rozmowie z CrewCall filmowiec jasno dał do zrozumienia, że to wyniki kasowe ostatecznie zadecydują o tym, czy saga będzie kontynuowana. „Musimy dużo zarobić, żeby móc kontynuować” – powiedział Cameron, powstrzymując się od podania konkretnego celu finansowego.
Obawą nie jest jednak tylko zainteresowanie publiczności, ale także koszty. Filmy z serii „Avatar” należą do najdroższych produkcji w historii, napędzanych najnowocześniejszą technologią przechwytywania ruchu i wieloletnimi harmonogramami produkcji. Kluczowym pytaniem jest teraz, czy technologia ta stanie się bardziej przystępna cenowo w ciągu najbliższych kilku lat – czy też rosnące budżety zahamują realizację kolejnych części.
Pomimo niepewności, „Avatar 4” jest już częściowo ukończony, więc o jego powstanie nie musimy się martwić, ale o los kolejnych części pytanie pozostaje otwarte. Cameron potwierdził, że niektóre sceny do czwartego filmu zostały nakręcone, w tym sekwencje z udziałem nowej, ważnej członkini obsady: laureatki Oscara Michelle Yeoh. Według Camerona (za pośrednictwem TVBS News Japan), Yeoh jest mocno osadzona w długoterminowych planach serii.
Sprawdź też: Napakowana akcją nowość wleciała na Prime Video. Widzowie i krytycy mówią jednym głosem.
„Michelle Yeoh z pewnością pojawi się w Avatarze 4 — jeśli uda nam się go zrealizować. Branża filmowa jest obecnie w kryzysie, a Avatar 3 kosztował krocie. Musimy dobrze prosperować, aby kontynuować. Musimy nie tylko odnieść sukces, ale także znaleźć sposób na tańsze stworzenie Avatara 4, aby móc iść naprzód.
Michelle ma pojawić się w czwartej i piątej części i zagrać bohaterkę o imieniu Palakpuelat, która jest Na’vi.
Pod względem samych liczb „Avatar: Ogień i popiół” nie jest rozczarowaniem. Produkcja filmu kosztowała podobno około 400 milionów dolarów, a globalny przychód z kin wynosi już około 1,3 miliarda dolarów, co gwarantuje mu rentowność. Problemem jest jednak zestawienie z poprzednimi odsłonami. „Avatar: Istota wody” zebrał oszałamiające 2,3 miliarda dolarów na całym świeci, a pierwsza mogła pochwalić się jeszcze lepszym rezultatem wynoszącym 2,9 mld dolarów.
zdj. Disney