„Lucyfer” tom 2 – recenzja komiksu. Diabelska uczta

Moda na „Lucyfera” trwa w najlepsze. Egmont doskonale wiedział, co robi, wznawiając w tym roku popularną serię Mike’a Careya. Na Netfliksie zadebiutuje niebawem finałowy sezon popularnego, acz mocno przeciętnego serialu, a to jednocześnie świetny moment, by sięgnąć po potężne tomy sygnowane logiem DC Black Label.

Trudno znaleźć lepszy moment na bliższe poznanie „Lucyfera” niż wznowienie wydawane w tym roku przez Egmont. Mający premierę w kwietniu, pierwszy tom na 544 stronach zebrał prolog pt. „Diabelska alternatywa” wydany jeszcze jako podtytuł do „Sandmana” Neila Gaimana oraz trzy historie o tytułach: „Diabeł na progu”, „Dzieci i potwory” oraz „Potępieńcze związki”. Przyznacie, solidny początek zapewniający masę czytania na długie wieczory.

W lipcu Egmont idzie krok dalej z drugim, potężnym tomem, na który składają się cztery zamknięte historie pt. „Boska komedia”, „Inferno”, „Dworce ciszy” i „Exodus”. A wszystko to wydrukowane na olbrzymiej liczbie 680 stron! Tak, „Lucyfer” to nie jest komiks, który czyta się wygodnie. Coś za coś. Wydania wprost zjawiskowo wyglądają na regale i są w stanie ugiąć nawet najbardziej wzmocnioną półkę. Ale jednocześnie są bardzo nieporęczne, co niektórym czytelnikom może przeszkadzać. Ja do takich nie należę.

Oczywiście tytuły story arców, które podałem powyżej, wzoruję na starszych wydaniach „Lucyfera”, które Egmont publikował w naszym kraju po raz pierwszy w latach 2008-2015. W nowym wydaniu każdy tom ma dość szczegółowy spis treści, w którym znajdują się również pojedyncze zeszyty, niezwiązane bezpośrednio z główną historią. Swoją drogą, to bardzo ciekawe, że poprzednio wydanie całej serii Egmontowi zajęło 7 lat, a wznowienie zamknie się pewnie na przestrzeni roku. Zarówno na ostatniej stronie drugiego tomu, jak i w katalogu na 2021 rok wydawca nie podał daty 3. tomu, ale możemy założyć, że ten do sprzedaży trafi w pierwszej połowie 2022 roku i domknie całe wydanie.

lucyfer tom 2 plansza

„Lucyfer” nie jest komiksem łatwym w odbiorze. Carey ma swój unikalny styl, który sprawia, że kolejne historie należy czytać uważnie i z dbałością o szczegóły. Rysunki realizowane przez wielu autorów też tego nie ułatwiają, ale – co wcale nie jest takie oczywiste – autorzy mają do siebie podobny styl. Dzięki temu na przestrzeni jednego wielkiego tomu czytelnik nie będzie czuł się zagubiony i jeśli raz rysunki „chwycą”, utrzymają uwagę do samego końca.

Jestem w stanie zrozumieć, jeśli komuś prace Petera Grossa, Ryana Kelly’ego czy Deana Ormstona nie przypadną do gustu – choć ani razu nie miałem poczucia, że rysunki się zestarzały. Choćby dlatego, że są idealnie skrojone pod proponowaną przez Careya historię. Podobała mi się zabawa kolorami, gdzie z pozoru brudne, nienaturalne kadry potrafią być jasne. Nikt nie powiedział, że aby było mrocznie i ponuro, należy korzystać tylko z ciemnych barw. I to jest fajne.

Pod względem scenariusza drugi tom „Lucyfera” i historie w nim zawarte kręcą się wokół wyborów i wolnej woli człowieka. Gwiazda Zaranna otwiera wrota do swojego świata dla wszystkich, a Carey próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy wolny wybór to rzeczywistość, a może tylko iluzja. Nie brakuje też nawiązań do innych mitologii, w tym do wątków nordyckich i germańskich. Autor perfekcyjnie żongluje pomysłami i przyznaję – nie potrafię odróżniać jego własnych pomysłów od inspiracji innymi dziełami, a tych w całej historii nie brakuje.

lucyfer tom 2 plansza

W drugim tomie „Lucyfera” jeszcze mocniej łapałem się na tym, że ten komiks stanowi dla czytelnika pewne intelektualne wyzwanie. Jakże inne i różne od masy komiksów superhero, którymi zalewane są półki w sklepach i księgarniach. Nie dość, że dwa tomy „Lucyfera” to ponad 1000 stron, to historie Gwiazdy Zarannej czyta się wolno. Nie znajdziecie w tej historii pustych i cichych sekwencji. Treści jest pod dostatkiem, czasem dla mnie niezrozumiałej i wymagającej kilkukrotnego przeczytania, a nawet powrotu do wcześniejszych zeszytów.

Podsumowanie

I w ten oto sposób „Lucyfer” nie jest komiksem dla każdego. To bez wątpienia małe dzieło sztuki, ale jednocześnie rzecz dla komiksowych koneserów, którzy cenią sobie historie z morałem, zmuszające do myślenia i odkrywania na nowo. Taki właśnie jest „Lucyfer”, niedostępny dla każdego, ale w tym też tkwi jego siła. Jeśli mieliście kiedykolwiek styczność z „Sandmanem” i komiksami Vertigo, doskonale wiecie, czego się spodziewać. Innym polecam spróbować. To nie będzie łatwa podróż, ale w wielu momentach wynagrodzi trud przebijania się przez kolejne strony.

Oceny końcowe

5+
Scenariusz
5
Rysunki
5
Tłumaczenie
6
Wydanie
4
Przystępność*
5
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6.

* Przystępność – stopień zrozumiałości komiksu dla nowego czytelnika, który nie zna poprzednich albumów z danej serii lub uniwersum.

Specyfikacja

Scenariusz

Mike Carey

Rysunki

Peter Gross, Ryan Kelly, David Hahn, Dean Ormston, Ted Naifeh, Craig Hamilton

Oprawa

twarda

Druk

Kolor

Liczba stron

680

Tłumaczenie

Paulina Braiter

Data premiery

28 lipca 2021

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza komiksu.

zdj. Egmont / DC