„Marvel Knights. Punisher” tom 1 – recenzja komiksu. Stary, lepszy Frank Castle

Wydawnictwo Egmont nie zwalnia tempa i po wydaniu łącznie aż 9 tomów serii „Punisher Max”, tym razem do sklepów trafiły niewiele starsze przygody Franka Castle'a spod szyldu „Marvel Knights”. Autor pozostał jednak ten sam. Garth Ennis, mistrz w opowiadaniu prostych, łatwych do przyswojenia historii, pełnych trupów, krwi i czarnego humoru.

Miałem okazję przeczytać kilka pierwszych tomów serii „Punisher Max” Gartha Ennisa i pamiętam, że w nich dało się odczuć trochę eksperymentowania formą i próby przedstawienia tytułowego bohatera nieco inaczej niż zawsze. Z kolei wydany w 2000 roku „Punisher” w ramach imprintu Marvel Knights to klasyczny Ennis od pierwszej do ostatniej strony. Szczególnie z perspektywy osoby, która miała okazję bliżej zapoznać się z jego kultową serią „Kaznodzieja”. Swoje robi też odpowiedzialny za rysunki Steve Dillon, który rysował Ennisowi wspomnianego „Preachera”. W pewnych momentach podobieństw jest tak dużo, że miałem poczucie, iż czytam przygody Franka Castle'a w świecie Jessego Custera.

Wydany przez Egmont pierwszy tom „Punishera” z imprintu Marvel Knights to potężna, zajmująca ponad 400 stron księga, na którą składa się długi, 12-zeszytowy story arc o tym, jak Frank rozprawia się z włoską mafią w Nowym Jorku, ale też krótsza 5-zeszytowa historia będąca bezpośrednią kontynuacją, w której gościnnie pojawia się m.in. Spider-Man. Na zakończenie tomu dostajemy z kolei one-shot o tym, jak „Punisher zabija uniwersum Marvela”. Jak widzicie, wydanie jest bardzo obszerne, a to przecież dopiero pierwszy tom z trzech, które Egmont wyda na naszym rynku. Zgodnie z zapowiedzią Tomasza Kołodziejczaka, kolejne 2 powinny pojawić się w sklepach w 2022 roku.

punisher tom 1 plansza

Skłamałbym pisząc, że scenariusz Ennisa w pierwszym story arcu, będącym powrotem Franka Castle'a do ukochanego Nowego Jorku, jest skomplikowany, wielowątkowy i górnolotny. Jest dokładnie odwrotnie. To prosta, łatwa w odbiorze historia, którą czyta się bardzo szybko. 12 zeszytów można pochłonąć w godzinę, bo komiks kartkuje się w ekspresowym tempie. A wszystko dlatego, że Frank to postać konkretna i małomówna. Zdecydowanie mocniej przemawia czynami niż głosem, co scenarzyście ułatwia zadanie. Marvel Knights miało być w założeniu imprintem dla dojrzałego czytelnika, dzięki czemu trup ściele się gęsto, nie brakuje oderwanych kończyn i szeroko pojętej brutalności, w której Ennis czuje się jak ryba w wodzie. Nie jest to oczywiście poziom „Kaznodziei”, ale zdecydowany krok w przód, w stosunku do innych komiksów Marvela.

U Gartha Ennisa zawsze podobał mi się też dystans do historii, którą stara się przedstawić. Jego pomysły są często przegięte, odjechane, ale gdzieś w tej prostej fabule o mścicielu, który postanawia rozprawić się z włoską mafią w Nowym Jorku, to wszystko spina się nadzwyczaj dobrze. Nie brakuje też czarnego humoru i poczucia facepalmu na niektórych stronach komiksu, jak np. w momencie gdy Frank wykorzystuje mocno otyłego sąsiada do rozprawienia się z przeciwnikiem. Nie każdemu musi się to podobać, ale właśnie dzięki takim momentom „Punisher” jest postacią oryginalną i znacznie wyróżniającą się z całego portfolio Domu Pomysłów.

Podobał mi się też szalony, poboczny wątek pokazujący, jak działania Franka Castle'a powracającego do Nowego Jorku wpłynęły na innych, potencjalnych mścicieli, którzy starali się naśladować jego działania i w ten sposób szukać usprawiedliwienia. Co jak co, ale tylko Ennis mógł do komiksu Marvela wrzucić księdza, który słysząc grzechy innych ludzi, postanowił sam wymierzać im karę, mordując ich siekierą i zakopując niedaleko swojego kościoła. Z kolei za zabijanie psów masz u mnie, panie Ennis, dużego minusa. Tak się nie bawimy!

punisher tom 1 plansza

Duet Ennis i Dillon prace nad „Punisherem” dla imprintu Marvel Knights zaczęli zaraz po skończeniu przygody z „Kaznodzieją”. O ile więc scenariusz się jeszcze broni, tak rysunki, o czym wspominałem na początku, są praktycznie takie same. Steve Dillon chyba nawet nie chciał lub nie miał zamiaru czegoś zmieniać. W efekcie postacie wyglądają bardzo podobnie i nie raz łapałem się na tym, że bohaterowie przypominali mi np. Tulip albo Cassidy’ego z „Preachera”. Czy to coś złego? W żadnym wypadku. Dillon ma swój styl, który – co nie dziwi – idealnie sprawdził się w rzeczywistości Franka Castle'a.

No i na koniec jeszcze jedno. Lubię czytać przygody z Frankiem Castle'em w nieco starszej, dojrzalszej wersji samej postaci. Tutaj bohater jest grubo po czterdziestce. Widać to po sposobie rysowania postaci, jego zachowaniu i spokoju, z jakim rozprawia się z kolejnymi przeciwnikami. Według mnie taki Punisher to najlepszy Punisher i mam nadzieję, że jeśli kiedykolwiek przyjdzie nam ponownie oglądać postać Franka Castle'a na dużym ekranie w ramach MCU, to będzie to właśnie ktoś taki. Gdyby ktoś pytał – Jon Bernthal nadal świetnie pasuje do roli.

Podsumowanie

Wobec „Punishera” z imprintu Marvel Knights nie miałem żadnych wygórowanych oczekiwań. To komiks dokładnie taki, jaki sobie wyobrażałem, gdy zaczynałem go czytać. Prosta, nieskomplikowana historia o zemście, podsycona nieuzasadnioną brutalnością (wizyta w zoo!) i masą czarnego humoru. Jestem przekonany, że większość z Was będzie się świetnie przy tym komiksie bawić. Frank Castle jest w wysokiej formie i nic nie wskazuje na to, by w kolejnych tomach miało się to zmienić. 

Co ważne – jest to też świetne miejsce, by wskoczyć w świat przygód Punishera w Marvelu, wydawanym przez Egmont. Jeśli spodoba Wam się pierwszy tom, niebawem dostaniecie dwa kolejne. A jednocześnie możecie zacząć nadrabiać 9 tomów z wydania „Punisher Max”. Jest co czytać i czym się zachwycać. Jeśli tylko lubicie takie klimaty.

Oceny końcowe

4
Scenariusz
4
Rysunki
5
Tłumaczenie
5
Wydanie
5
Przystępność*
4+
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6.

* Przystępność – stopień zrozumiałości komiksu dla nowego czytelnika, który nie zna poprzednich albumów z danej serii lub uniwersum. 

punisher tom 1

Specyfikacja

Scenariusz

Garth Ennis

Rysunki

Steve Dillon

Oprawa

twarda

Druk

Kolor

Liczba stron

456

Tłumaczenie

Marek Starosta

Data premiery

29 września 2021

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza komiksu.

zdj. Egmont/Marvel