Po miesiącach spekulacji i dziesiątkach nazwisk przewijających się w mediach, wreszcie zapadła decyzja: nowym Jamesem Bondem ma zostać Timothée Chalamet. Dla gwiazdora będzie to kolejna współpraca z reżyserem „Diuny”.
Timothée Chalamet zostanie nowym Bondem
Informacja pojawiła się dziś rano i momentalnie wywołała burzę wśród fanów kultowej serii. Dla jednych to odważny i świeży wybór, dla innych — całkowite odejście od tego, czym James Bond był przez dekady. Według doniesień producentów, nowa odsłona ma być bardziej psychologiczna, mroczna i intymna, a sam agent 007 przejdzie największą transformację w historii cyklu. Twórcy chcą, aby Chalamet wniósł do roli wrażliwość i nieoczywisty charakter, który całkowicie odmieni ikonę kina szpiegowskiego.
Wybór Chalameta nie jest do końca zaskakujący, bo jak wiemy już oficjalnie od kilku miesięcy za kamerą nowego filmu o Bondzie ma stanąć Denis Villeneuve — twórca filmowej „Diuny”. Reżyser i Chalamet mieli już okazję współpracować przy trzech odsłonach serii, co według źródeł było kluczowym argumentem przy podejmowaniu decyzji.
Sprawdź też: Disney+ z mocnym wejściem w kwiecień! Głośne premiery i filmowe klasyki.
Villeneuve ma całkowicie przeobrazić serię o Bondzie — stawiając na gęsty klimat, powolne budowanie napięcia i głęboką analizę psychologiczną bohatera. Mówi się nawet, że inspiracją mają być jego wcześniejsze filmy, takie jak „Blade Runner 2049”, co sugeruje bardziej artystyczne i ambitne podejście do marki.
Nie brakuje jednak głosów krytyki. Część fanów uważa, że wybór aktora znanego z subtelnych ról dramatycznych oraz reżysera kojarzonego z autorskim kinem science fiction to zbyt duże ryzyko dla tak ikonicznej serii. Z drugiej strony pojawiają się opinie, że właśnie taki świeży kierunek może tchnąć nowe życie w markę i przyciągnąć zupełnie nowe pokolenie widzów.
Jak wyjdzie? Tego dowiemy się najpewniej dopiero w 2028 roku. Zdjęcia do filmu mają rozpocząć się pod koniec bieżącego roku we Włoszech.
źródło: Prima Aprilis