Do sieci trafił nowy zwiastun filmu „Street Fighter”, który zapowiada jedną z najbardziej charakterystycznych i bezkompromisowych ekranizacji gier wideo ostatnich lat. Wszystko wskazuje na to, że twórcy doskonale wiedzą, z jakim materiałem mają do czynienia — i nie próbują na siłę zamieniać kultowej bijatyki w mroczne, realistyczne widowisko. Zamiast tego widzowie otrzymają kolorowy, kampowy i mocno przerysowany spektakl, pełen neonów, absurdalnych postaci i widowiskowych pojedynków.
„Street Fighter” nie udaje kina wysokich ambicji
Już pierwsze materiały sugerują, że nowy „Street Fighter” doskonale rozumie ducha oryginalnych gier. Film nie próbuje być nadmiernie poważny ani „ugruntowany w rzeczywistości”. Wręcz przeciwnie — twórcy stawiają na intensywne kolory, charakterystyczne stylizacje bohaterów i energię przypominającą najlepsze, najbardziej szalone odsłony serii. Wizualnie produkcja ma balansować pomiędzy ciężką neonową stylistyką a cukierkową, niemal komiksową kolorystyką. Całość wygląda momentami jak fanowski projekt z gigantycznym hollywoodzkim budżetem — i w tym przypadku trudno uznać to za wadę. To nie jest kino, które ma walczyć o miano ambitnego dramatu. „Street Fighter” od początku wygląda na widowisko stworzone przede wszystkim po to, by zapewnić widzom dobrą zabawę.
Gwiazdorska i wyjątkowo nietypowa obsada
Równie ekscentrycznie prezentuje się obsada filmu. W produkcji zobaczymy między innymi Erica André, Davida Dastmalchiana, Cody’ego Rhodesa, 50 Centa, Jasona Momoę, Andrew Schulza, Orville’a Pecka, Romana Reignsa, Andrew Kojiego, Noaha Centineo, Kyle’a Mooneya oraz Callinę Liang.
Tak nietypowe zestawienie nazwisk idealnie pasuje do charakteru całego projektu. „Street Fighter” najwyraźniej nie zamierza ukrywać swojej pulpowej natury i stawia na rozpoznawalne twarze, wyraziste osobowości oraz bohaterów, którzy mają wyglądać tak, jakby zostali żywcem przeniesieni z gry.
Ryu i Ken ponownie staną do walki
Akcja filmu została osadzona w 1993 roku. Głównymi bohaterami będą Ryu, grany przez Andrew Kojiego, oraz Ken Masters, w którego wciela się Noah Centineo. Zgodnie z oficjalnym opisem, dawni przyjaciele i rywale zostają ponownie wciągnięci w świat brutalnych pojedynków, gdy tajemnicza Chun-Li, grana przez Callinę Liang, rekrutuje ich do udziału w kolejnym World Warrior Tournament.
Turniej szybko okazuje się jednak czymś znacznie większym niż zwykłą rywalizacją. Za widowiskowymi pojedynkami kryje się niebezpieczny spisek, który zmusi bohaterów do zmierzenia się nie tylko ze sobą, ale również z własną przeszłością. Stawka jest wysoka — a porażka może oznaczać tylko jedno: GAME OVER.
Reżyser „Bad Trip” znalazł idealny ton?
Za kamerą stanął Kitao Sakurai, znany między innymi z komedii „Bad Trip” dla Netflixa. Twórca przejął projekt po tym, jak bracia Philippou zrezygnowali z realizacji filmu w 2024 roku, decydując się ostatecznie na pracę nad „Bring Her Back”. Patrząc na dotychczasowe materiały, zmiana reżysera mogła wyjść projektowi na dobre. Sakurai zdaje się doskonale rozumieć, że „Street Fighter” nie powinien udawać czegoś, czym nie jest. Zamiast próbować stworzyć poważne, realistyczne kino akcji, postawił na przesadę, kamp i widowiskowość.
I być może właśnie tego potrzebuje ta seria.
Nowy „Street Fighter” może być po prostu świetną zabawą
Po latach niezbyt udanych lub zachowawczych ekranizacji gier wideo nowy „Street Fighter” wygląda na produkcję, która przynajmniej nie boi się własnej tożsamości. Nie należy oczekiwać wielkiego kina artystycznego ani wyjątkowo skomplikowanej historii. Wszystko wskazuje jednak na to, że film może zaoferować dokładnie to, czego oczekują fani: kolorową, absurdalną i widowiskową zabawę inspirowaną jedną z najważniejszych serii bijatyk w historii gier.
Premiera filmu „Street Fighter” została zaplanowana na 16 października 2026 roku. Produkcja trafi do kin za sprawą Paramount Pictures.
zdj. Paramount Pictures