Do sieci trafiły pierwsze recenzje nowego „Resident Evil” w reżyserii Zacha Creggera, twórcy głośnego horroru „Barbarzyńcy” oraz „Weapons”. Opinie krytyków są w większości bardzo pozytywne. Film określany jest jako krwawa, dynamiczna i zaskakująco zabawna produkcja, która znacznie lepiej niż poprzednie ekranizacje oddaje atmosferę gier.
Krytycy wysoko oceniają „Resident Evil”
Po zniesieniu embarga recenzenckiego „Resident Evil” szybko osiągnął bardzo dobre wyniki w agregatorach. Na Rotten Tomatoes film może obecnie pochwalić się wynikiem 97% pozytywnych recenzji, natomiast na Metacritic jego średnia wynosi 79 punktów na 100.
Wśród ocen znalazły się m.in. 8/10 od IGN, 7,5/10 od SlashFilm, 4/5 od „The Guardiana”, 4/5 od „The Independenta”, 4/5 od Collidera, a także B+ od IndieWire i Awards Watch. „Empire” oraz „Time Out” przyznały filmowi 3/5.
Najczęściej powtarzającą się opinią jest to, że Cregger stworzył szybką, brutalną i przede wszystkim bardzo zabawną horrorową produkcję, która dobrze oddaje doświadczenie obcowania z grami. Część recenzentów określa ją nawet mianem najlepszego filmu z serii „Resident Evil”.
Nie jest to jednak poprzeczka zawieszona szczególnie wysoko, biorąc pod uwagę dotychczasowe ekranizacje serii.
John Carpenter i „The Thing” jako inspiracje
W recenzjach pojawiają się również porównania do twórczości Johna Carpentera. Krytycy zwracają uwagę przede wszystkim na inspiracje „The Thing”, szczególnie w kontekście cielesnego horroru, groteskowych przemian i efektów gore.
Jednocześnie „Resident Evil” nie próbuje być tak ambitny jak „Weapons”. Film ma przede wszystkim dostarczać rozrywki i według większości recenzentów właśnie w tej roli sprawdza się bardzo dobrze.
Nie wszystkim udało się jednak odnaleźć w nim odpowiednią dawkę grozy. Część opinii wskazuje, że produkcja jest bardziej stylowa i komediowa niż naprawdę przerażająca. Pojawiają się też uwagi dotyczące nierównego tempa, a niektórzy krytycy uważają, że pierwsza połowa filmu wypada lepiej od drugiej.
Austin Abrams największą gwiazdą filmu
Szczególnie dużo pochwał zbiera Austin Abrams, który wciela się w głównego bohatera. Bryan jest kierowcą dostawczym, który otrzymuje pozornie proste zadanie dostarczenia tajemniczej walizki do szpitala w Raccoon City.
Problem w tym, że w mieście wybucha śmiercionośna epidemia, a bohater zostaje wciągnięty w sam środek chaosu.
Abrams gra Bryana jako nieco ekscentrycznego, odurzonego i oderwanego od rzeczywistości bohatera. Według części recenzentów aktor niemal samodzielnie niesie film na swoich barkach, korzystając przy tym z niewielkiej obsady drugoplanowej.
Tylko 95 minut krwawej zabawy
Nowy „Resident Evil” jest przy tym wyjątkowo krótki. Film trwa zaledwie 95 minut, dzięki czemu Cregger stawia przede wszystkim na szybkie tempo, brutalną akcję i czarny humor zamiast rozbudowywania mitologii serii.
Produkcja powstała przy budżecie wynoszącym około 80 mln dolarów. Znaczną część tej kwoty miał otrzymać sam Zach Cregger, któremu za wyreżyserowanie filmu zapłacono podobno 20 mln dolarów.
Za dystrybucję odpowiada Sony. „Resident Evil” trafi do kin 18 września 2026 roku.
Pierwsze recenzje sugerują więc, że fani gier mogą otrzymać najbardziej udaną ekranizację serii od lat — tym razem nastawioną bardziej na krwawą zabawę, horror i czarny humor niż na poważne kino akcji.
zdj. Sony Pictures