Spielberg miał stworzyć arcydzieło science fiction. Recenzenci studzą emocję!

Po miesiącach oczekiwania i wyjątkowo entuzjastycznych pierwszych reakcjach do sieci trafiły pełne recenzje filmu „Dzień objawienia”, najnowszego widowiska science fiction w reżyserii Stevena Spielberga. Choć produkcja zbiera w większości pozytywne opinie, okazuje się, że nie mamy do czynienia z bezdyskusyjnym arcydziełem na miarę największych sukcesów legendarnego twórcy.

Obecnie „Dzień objawienia” może pochwalić się wynikiem 74 punktów w serwisie Metacritic oraz 85% pozytywnych recenzji w Rotten Tomatoes przy średniej ocen wynoszącej 7,5/10. To rezultat solidny, ale wyraźnie słabszy od poprzednich filmów Spielberga. Dla porównania „Fabelmanowie” oraz „West Side Story” osiągnęły po 85 punktów w Metacritic, a „Most szpiegów” i „Czwarta władza” odpowiednio 81 i 83 punkty.

Według części krytyków „Disclosure Day” jest filmem, który przez długi czas zachwyca, ale ostatecznie nie wykorzystuje pełni swojego potencjału. Akcja produkcji opiera się na intrygującym założeniu: amerykański rząd przez blisko 80 lat ukrywał prawdę o UFO i pozaziemskim życiu, a cyberbezpieczeństwa Daniel Kellner (Josh O'Connor) zdobywa dokumenty, które mogą ujawnić największą tajemnicę współczesnej historii. Równolegle obserwujemy meteorolożkę Margaret Fairchild (Emily Blunt), która zauważa niepokojące anomalie atmosferyczne mogące mieć związek z nadchodzącymi wydarzeniami.

Największe pochwały zbierają pierwsze 90 minut filmu. Recenzenci podkreślają, że Spielberg w tym okresie pokazuje wszystko to, za co widzowie pokochali jego twórczość. Tajemnica, poczucie odkrywania czegoś niezwykłego oraz doskonale budowane napięcie sprawiają, że „Disclosure Day” przypomina najlepsze przygodowo-science fiction w dorobku reżysera.

Szczególne uznanie zdobywają sceny akcji. Jedna z sekwencji pościgu rozgrywająca się w pobliżu pędzącego pociągu towarowego jest określana jako jeden z najbardziej widowiskowych momentów filmu. Spielberg po raz kolejny udowadnia, że nawet po dekadach kariery pozostaje jednym z najlepszych reżyserów umiejących budować napięcie i realizować spektakularne sceny akcji. Bardzo dobrze oceniono także pracę kamery oraz stronę wizualną produkcji. Dynamiczne kadrowanie, skupienie na emocjach bohaterów i charakterystyczny styl narracji sprawiają, że pierwsza połowa filmu bywa określana wręcz mianem pokazowej lekcji reżyserii.

Nie brakuje również pochwał dla Emily Blunt. Wielu recenzentów uważa, że to właśnie ona jest prawdziwym sercem całego filmu. Aktorka miała stworzyć jedną z najlepszych kreacji w swojej karierze, nadając historii emocjonalnej głębi, której momentami brakuje samemu scenariuszowi.

Problemy zaczynają się jednak w drugiej części opowieści. Gdy film stopniowo odsłania swoje największe tajemnice, według krytyków traci aurę tajemniczości i poczucie niezwykłości. Zamiast rozwijać najbardziej fascynujące pytania dotyczące wiary, ludzkich przekonań czy reakcji społeczeństwa na kontakt z czymś wykraczającym poza nasze rozumienie świata, scenariusz autorstwa Davida Koeppa wybiera bardziej konwencjonalne rozwiązania. To właśnie scenariusz najczęściej wskazywany jest jako najsłabszy element produkcji. Krytycy zwracają uwagę, że film próbuje poruszyć zbyt wiele wątków jednocześnie, przez co finał nie dostarcza tak silnych emocji, jak sugerował początek historii.

Mimo tych zastrzeżeń większość recenzentów podkreśla, że „Dzień objawienia” pozostaje widowiskiem wartym obejrzenia. To ambitne science fiction z doskonałą realizacją, świetną obsadą i kilkoma naprawdę pamiętnymi scenami. Jednocześnie pojawia się poczucie, że Spielberg był bardzo blisko stworzenia kolejnego gatunkowego klasyka, ale ostatecznie zatrzymał się o krok przed osiągnięciem pełni swojej wizji.

Dla wielu widzów będzie to prawdopodobnie jeden z najciekawszych filmów science fiction ostatnich lat. Dla części krytyków pozostanie jednak przede wszystkim produkcją, która mogła być czymś znacznie większym.

zdj. Universal Pictures