„The Weatherman” tom 1 – recenzja komiksu. Najlepsze sci-fi ostatnich lat?

The Weatherman” ma wszystko, by stać się jednym z najlepszych komiksów science fiction ostatnich lat. Nie szuka kompromisów, nie idzie na łatwiznę, jest brutalny i przerażająco realistyczny. Chwyta od pierwszego zeszytu i nie puszcza aż do samego końca, robiąc ogromny apetyt na kontynuację.

Jody LeHeup i Nathan Fox – współautorzy „The Weatherman” – do perfekcji opanowali niełatwą umiejętność planowania fabuły w taki sposób, by każdy zeszyt kończył się soczystym i zaskakującym cliffhangerem. Ich komiks napisany jest tak, że przez wszystkie sześć zeszytów ani razu nie przeszło mi na myśl, by odłożyć go na stół i zająć się czymś innym. I tak minęło mi jedno niedzielne popołudnie. Poznawanie przygód Nathana Brighta i agentki Cross, wczuwanie się w świat przyszłości i życie na Marsie, pokazane w jakże inny sposób, niż mogłem sobie wyobrażać.

Jeśli miałbym szukać podobieństw do innych komiksów, które czytałem w ostatnim czasie, w „The Weatherman” czułem mocny vibe „Tokyo Ghost”, wydanego zresztą również przez Non Stop Comics. W historii pisanej przez Jody’ego LeHeupa mniej jest klasycznej cyberpunkowej atmosfery, ale łatwo wyłapać masę analogii. Począwszy od pary głównych bohaterów, przez świat, w którym żyją, oraz rozrywki, jakim oddają się mieszkańcy. Komiksy są też narysowane w podobny sposób. Nikt nie oszczędza tutaj na wulgarności, krwi i czasem być może przesadzonej brutalności. W tym przypadku jednak bronię twórców, bo doskonale rozumiem, że w ten sposób chcieli pokazać zepsucie nadchodzącej przyszłości (choć trudno jest mi wybaczyć, co zrobili z pewnym czworonogiem).

Przyznaję, że w niektórych scenach z rysunkami Nathana Foxa miałem pewien problem. Sceny akcji wydawały mi się czasem przesadzone i „przerysowane” do tego stopnia, że nie rozumiałem, na co patrzę. W kilku przypadkach musiałem mocniej przyjrzeć się obrazkom, by (i tak mylnie) zinterpretować to, co wydarzyło się na kadrze (byłem przekonany, że bohaterka skręciła rywalce kark, tymczasem ją tylko poddusiła do nieprzytomności). Dużo lepiej wypadają jednak sceny wolniejsze i plenerowe. Bardzo podobała mi się paleta kolorów – ciepła, dynamiczna, jasna i dość pozytywnie oddziałująca na zmysły. Dzięki temu rysunki stanowią udaną przeciwwagę do fabuły.

Plansza z komiksu The Weatherman tom 1

„The Weather Man” może wydawać się zwykłym komiksem science-fiction z domieszką akcji, ale nie dajcie się zwieść opisowi na okładce. Oferuje dużo więcej. Akcja toczy się w 2770 roku na skolonizowanym przez ludzi Marsie. Dość szybko, bo z pierwszych kadrów dowiadujemy się, że mieszkańcy Marsa opłakują swoich bliskich, którzy kilka lat wcześniej zginęli w brutalnym ataku terrorystycznym, wymazującym praktycznie całą populację na Ziemi. Główny bohater – tytułowy pogodynek, czyli Nathan Bright – wiedzie spokojne i leniwe życie razem ze swoim uroczym psem, nie zdając sobie zupełnie sprawy, że jego życie zmieni się o 180 stopni, a sam stanie się domniemanym terrorystą, odpowiedzialnym za atak.

O samej fabule tyle wystarczy, bo warto przez kolejne wydarzenia z komiksu przejść własnym tempem, nie spodziewając się tego, co tak naprawdę się wydarzy. A dzieje się sporo. Twórcy udanie wprowadzają kolejnych bohaterów, każdego z własną historią i motywacją. Do tego przez cały pierwszy tom utrzymują wysokie tempo. Komiks ma blisko 200 stron i nie jest w żadnym wypadku przegadany. Tam, gdzie trzeba, scenarzysta wyjaśnia „backstory” świata, posługując się konkretami. Dialogi są dość proste, zwięzłe i łatwe w odbiorze. Być może czasem brakowało mi trochę większego zagłębienia się w bohaterów i ich motywacje. „The Weatherman” to po pierwszym tomie historia mocno niedopowiedziana. Twórcy uruchomili w niej mnóstwo wątków, zaintrygowali ciekawymi postaciami, tworząc sobie jednocześnie podwaliny przynajmniej pod kilka kolejnych rozdziałów. Jeżeli utrzymają poziom, nie mam nic przeciwko.

„The Weatherman” to też udany komentarz do otaczającej nas rzeczywistości, która w szeroko pojętej „rozrywce” pokonuje kolejne granice dobrego smaku. Główny bohater na własnej skórze ma okazję przekonać się, jak w przyszłości wyglądać mogą tortury i zapomnieć o domniemaniu niewinności. To relikt naszych czasów. W przyszłości liczy się brutalne show, mające przyciągać odbiorców i zarabiać na siebie. Dlatego też nie ukrywam, że moim absolutnym faworytem w całym pierwszym tomie jest piąty zeszyt, a w szczególności jego ostatnia strona. Majstersztyk.

Podsumowanie

Jody LeHeup i Nathan Fox mieli farta. W ich głowach pojawił się pomysł na tyle chwytliwy i intrygujący, że reszta zaczęła tworzyć się sama. „The Weatherman” to komiks, który czyta się lekko i bardzo przyjemnie, co samo w sobie zaprzecza tematyce i wydarzeniom na ekranie. Jest brutalnie, krwawo, główni bohaterowie cierpią, ale sama historia nie męczy. Wprost przeciwnie. Zachęca do pochłaniania kolejnych stron, a cliffhanger kończący tom jest... przykry. Bo zamiast chłonąć kolejne zeszyty, muszę teraz czekać cierpliwie na kontynuację. Czytajcie, warto!

Oceny końcowe

5+
Scenariusz
4+
Rysunki
5
Tłumaczenie
5
Wydanie
5
Przystępność*
5
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6.

* Przystępność – stopień zrozumiałości komiksu dla nowego czytelnika, który nie zna poprzednich albumów z danej serii lub uniwersum.

Weatherman tom 1 00-min.jpg

Specyfikacja

Scenariusz

Jody LeHeup

Rysunki

Nathan Fox

Oprawa

miękka

Druk

Kolor

Liczba stron

200

Tłumaczenie

Marceli Szpak

Data premiery

24 lutego 2021 roku

zdj. Image Comics