To najlepszy prequel w historii kina? Krytycy ocenili już film „Furiosa: Saga Mad Max”

Na otwarcie tegorocznego festiwalu w Cannes swój nowy film przywiózł George Miller. Twórca ponownie wrócił do postapokaliptycznego świata wykreowanego w kultowych widowiskach o Mad Maksie i tym razem zdecydował się na opowiedzenie historii Furiosy, którą poznaliśmy dziewięć lat temu w „Na drodze gniewu”. Widowisko z główną rolą Anyi Taylor-Joy zachwyciło krytyków.

Mamy recenzje filmu „Furiosa: Saga Mad Max”. Najlepszy prequel w historii?

Film George'a Millera został zaprezentowany wczoraj wieczorem na uroczystej premierze pierwszego dnia festiwalu w Cannes. Na czerwonym dywanie pojawił się główne gwiazdy filmu AnyaTaylor-Joy, która przejęła rolę imperatorki Furiosy od Charlize Theron, a także Chris Hemsworth wcielający się w głównego antagonistę produkcji. Na premierze nie zabrakło oczywiście samego reżysera, który wspólnie z obsadą przez siedem minut zbierał oklaski od publiczności po zakończeniu premierowego seansu.

Już pierwsze opinie o filmie, które trafiły do sieci kilka dni temu, dawały nam do zrozumienia, że doczekamy się godnego prequela „Na drodze gniewu” i zapowiadały, że nowe widowisko George'a Millera znowu zapewni widowni wysokooktanową rozrywkę. Po ujawnieniu pełnoprawnych recenzji widowiska o Furiosie nie ma już wątpliwości, że mówiąc wprost, „reżyser dowiózł” i jeśli podobała Wam się poprzednia część serii, to tym razem też powinniście być zadowoleni z kolejnej wizyt w świecie Mad Maksa.

Poprzeczka zawieszona przez film „Mad Max: Na drodze gniewu” wisiała bardzo, ale to bardzo wysoko. Produkcja z 2015 roku była jednym z najlepiej ocenianych filmów akcji tego stulecia, a przez społeczność serwisu Rotten Tomatoes została wybrana wręcz najlepszym filmem XXI wieku. Decyzja o stworzeniu prequela budziła jednak wśród fanów sporo sprzecznych emocji. Wielu było ciekawych, tego jak wyglądała przeszłość Furiosy, ale nie brakowało też głosów, że jest to marnowanie potencjału franczyzy, która lepiej wyszłaby na kontynuowaniu historii Maksa.

Znamy opinie o filmie Furiosa: Saga Mad Max”. Co mówią krytycy?

Od kinowej premiery filmu wyreżyserowanego ponownie przez George'a Millera dzieli nas jeszcze nieco ponad tydzień, ale widowisko z tytułową rolą Anyi Taylor-Joy widziało już spore grono krytyków, którzy podzielili się z nami swoimi opiniami. Na ten moment „Furiosa” zebrała 40 recenzji i 88% z nich ocenia ją pozytywnie. Co istotne, wysoki poziom prezentuje też sama średnia ocena filmu, która wynosi w tej chwili 8,50 w dziesięciostopniowej skali. Taki wynik utrzymuje się zarówno w przypadku recenzji od topowych krytyków (75% pozytywnych ocen), jak i w całościowym ujęciu.

Furiosa Saga Mad max opinie o filmie

Krytycy są więc w przeważającej większości zadowoleni z seansu, ale prawie każdy z nich podkreśla na każdym kroku, że film nie jest mimo wszystko w stanie dorównać tak znakomitej produkcji, jaką był „Mad Max: Na drodze gniewu”. Chwali się natomiast Millera za to, że potrafił ponownie zapewnić widzowi świetną dawkę kinowej rozrywki, która zbudowana jest z tych samych elementów układanki, co jego arcydzieło z 2015 roku. To film stojący nie tylko ciekawymi postaciami, ale także etosem i estetyką. To przedłużenie tego, co zobaczyliśmy w ramach „Na drodze gniewu”, jednak z zastrzeżeniem, że tym razem nie zachwyca już tak mocno jak ostatnio.

Niektórzy recenzenci są zdania, że największą bolączką filmu jest właśnie to, że chce za wszelką cenę podążać za jednym z największych hitów kinowych wszech czasów i zbyt mocno trzyma się jego schematu, co sprawia, że ma problem z odnalezieniem własnej tożsamość. Większość nie ma jednak absolutnie żadnych wątpliwości co do tego, że film zasługuje na to, aby oglądać go na jak największym ekranie, bo jest to produkcja o rozmachu, jaki w kinach dane nam jest oglądać raz na kilka lat. Trzeba też odnotować, że mimo iż wyczyny kaskaderskie nadal pozostają na spektakularnie wysokim poziomie, to da się zauważyć, że tym razem za zdjęcia nie odpowiada już John Seale, a Simon Duggan, który ma problemy z tym, aby ukryć na ekranie miejscami rażące efekty CGI.

zdj. Warner Bros.