„Ultimate Spider-Man” tom 12 – recenzja komiksu. Czas na zmiany

Kultowa seria Briana Michaela Bendisa „Ultimate Spider-Man” powoli dobiega końca. Obszerny rozdział tej historii zamknięto w poprzednim tomie, a dwunasty rozdział jest jednocześnie małym restartem całej serii, która luźno nawiązuje do poprzednich wydarzeń. Zapraszamy do lektury recenzji.

Na wstępie małe słowa uznania dla Egmontu, który nie zdecydował się na zmianę numeracji i grzbietów, mimo tego, że oryginalne wydanie traktuje story-arki „The World According to Peter Parker” oraz „Chameleon” jako „Volume 2”, a zeszyty liczone są od „jedynek”. Nie jest to pełnoprawny restart, a bardziej próba przyciągnięcia do dobrze znanego komiksu nowych czytelników, którym łatwiej będzie wejść w serię od pierwszego numeru. Nie zmienia to jednak faktu, że „Ultimate Spider-Man” to seria, która powoli zmierza do końca. W 2023 roku Egmont wyda w naszym kraju ostatni, trzynasty tom przygód Petera Parkera z uniwersum Ultimate. Co dalej i czy będzie nam dane poznać bliżej przygody Milesa Moralesa (który zastąpił Petera), wie dziś tylko Tomasz Kołodziejczak.

Dwunasty tom zbiera w sobie łącznie 14 zeszytów i dwa dość obszerne story-arki. Sama akcja z kolei rozgrywa się pół roku po fali Ultimatum, która uderzyła w Nowy Jork i zalała Manhattan. Wydarzenie to doprowadziło do śmierci wielu bohaterów, za co odpowiedzialny był z resztą mutant Magneto. Peter Parker cudem uszedł z życiem i długo wracał do normalności, podobnie jak i całe miasto. „The World According to Peter Parker” scenariuszowo faktycznie jest restartem i pozwala z łatwością odnaleźć się w świecie dobrze znanych bohaterów z innego uniwersum. I nawet jeśli przez chwilę nie zrozumiecie, dlaczego Peter umawia się z Gwen, ignorując MJ, Bendis bardzo sprawnie tłumaczy wszystko z pomocą dość obszernych, ale i łatwych w odbiorze dialogów.

Główny bohater, a jednocześnie czytelnik, w trakcie kilku pierwszych zeszytów faktycznie może czuć się zagubiony. Podmiana dziewczyny na Gwen to jedno, ale Peter zamienił też prestiżową pracę w Daily Bugle na lokalny, nowojorski fast food. Dość szybko zmienia się też dynamika w jego domu, do którego trafia Johnny Storm (Ludzka pochodnia), mający pewne rodzinne problemy oraz…Iceman (Bobby). Nie do końca zrozumiałem, co Bendis miał na celu, tworząc te wszystkie zmiany i próbując na siłę odświeżać całą serię. W końcu niedługo po jej nieformalnym restarcie dostał info, że seria wraca do oryginalnej numeracji z zamiarem głośnego zakończenia na przestrzeni kilkunastu zeszytów.

Można odnieść wrażenie, że scenarzysta starał się pokazać miasto Nowy Jork w nieco innym wydaniu, tuż po kataklizmie, niepewne tego, co nastąpi jutro. Przecież już w jednej z pierwszych scen uśmiercona zostaje jedna z najbardziej ikonicznych postaci nowojorskiego półświatka przestępczego. Na tle wydarzeń sprzed sześciu miesięcy, Spider-Man otrzymuje wsparcie od nowych bohaterów, ale też mierzy się z nowymi przeciwnikami, takimi jak choćby Mysterio, wokół którego budowana jest główna intryga. Bendis pokazuje też, w jaki sposób Spider-Man traktowany jest przez społeczeństwo po wydarzeniach z fali Ultimatum. To również coś nowego, bo Peter faktycznie czuje się bohaterem wychwalanym i docenianym przez mieszkańców.

ultimate-spider-man-tom-12-min.jpg

„Ultimate Spider-Man” utrzymuje w sobie też ogrom młodzieńczego luzu. Dialogi są lekkie, łatwe w odbiorze i niespecjalnie skomplikowane. Powracają dobrze znane twarze na czele z Kitty Pride. Pojawia się też Jessica Drew, czyli Spider-Woman. Natłok bohaterów bardzo chcących towarzyszyć Peterowi jest tak duży, że niektóre wątki Bendis traktuje niestety po macoszemu i nie wykorzystuje ich pełnego potencjału. Czuć, że scenarzysta chciał w „Ultimate Spider-Man” zaznaczyć obecność zarówno Fantastycznej Czwórki, jak i X-Menów, a może nawet musiał to zrobić, by alternatywne uniwersum Marvela nadal było obecne w umysłach czytelników.

Szkoda tylko, że tak słabo w porównaniu do fabuły prezentują się rysunki Davida Lafuentego. „Ultimate Spider-Man” charakteryzował się bardzo kolorowym, jasnym i pozytywnym stylem, zahaczającym delikatnie nawet o japońskie anime. Jednak w trzynastym tomie przepych i bogactwo uderzające na każdej stronie stają się niestrawne. Już same wielkie oczy Spider-Mana na okładce wyglądają dość nienaturalnie i podobnie jest w środku. Kanciaste, nienaturalne twarze i dziwaczne miny bohaterów kompletnie do mnie nie trafiły.

Podsumowanie

Jestem z tą serią od pierwszego tomu i mimo wszystko mam wrażenie, że Bendis pisał ją o kilkadziesiąt zeszytów za długo. Tak to jest, gdy niektóre serie ciągnie się w nieskończoność, tylko, dlatego że przyzwoicie się sprzedają. Trzynasty tom „Ultimate Spider-Man” to faktycznie nowe otwarcie proponujące czytelnikowi szereg zmian w dobrze znanym uniwersum. Jednak jak dobrze wiecie, ludzie nie zawsze lubią zmiany, a czasem nawet się ich obawiają...

Oceny końcowe

4
Scenariusz
3
Rysunki
5
Tłumaczenie
5
Wydanie
4
Przystępność*
4
Średnia

Oceny przyznawane są w skali od 1 do 6.

* Przystępność – stopień zrozumiałości komiksu dla nowego czytelnika, który nie zna poprzednich albumów z danej serii lub uniwersum.

Specyfikacja

Scenariusz

Brian Michael Bendis

Rysunki

David Lafuente, Takeshi Miyazawa

Oprawa

twarda

Druk

Kolor

Liczba stron

352

Tłumaczenie

Marek Starosta

Data premiery

26 październik 2022

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza komiksu.

zdj. Egmont / Marvel