W starym kinie #5: „Zabójstwo”

Zapraszamy na kolejną wyprawę do burzliwych czasów systemu studyjnego, pierwszych gwiazd kina, wielkich spięć na linii producent-reżyser, Kodeksu Haysa oraz wyraźnie widocznych granic między dobrem a złem. W cyklu „W starym kinie” omawiamy filmy z okresu klasycznego kina hollywoodzkiego, które godne są Waszej uwagi. Dziś skupimy się na „Zabójstwie”, filmie noir z 1956 roku w reżyserii Stanleya Kubricka.

Niezwykle istotnym przystankiem na drodze do osiągnięcia statusu „geniusza” przez Kubricka było nawiązanie znajomości z Jamesem B. Harrisem – niezależnym młokosem wśród poważnych graczy amerykańskiej sceny produkcji filmowej. Panowie poznali się przy okazji gry w szachy na – systematycznie odwiedzanym w tym celu przez reżysera – manhattańskim Washington Square. Harris był wówczas krótko po sprzedaży swej firmy dystrybucyjnej, zaś Kubrick miał wtenczas na koncie kilka krótkometrażówek oraz dwa fabularne pełne metraże – noirowy „Pocałunek mordercy”, a także psychologiczny dramat wojenny „Strach i pożądanie”, o którym chciał, by publiczność na zawsze zapomniała. W 1955 roku filmowcy założyli własną firmę produkcyjną, po czym nastąpiły poszukiwania odpowiedniego do przeniesienia na ekran materiału. Wpadła im w ręce pulpowa powieść uznanego w gatunku twórcy Lionela White’a o tytule „Clean Break”. Prawami do ekranizacji książki interesowało się United Artists, a główna rola wylądować miała w kieszeni Franka Sinatry. Muzyk wahał się jednak zbyt długo, co skrzętnie wykorzystał Harris. Kubrick miał zatem nie tylko pomysł na film, ale również finanse i dystrybucję wcześniej wspomnianej wytwórni.

„Zabójstwo” stało się wobec tego pierwszym w filmografii reżysera dziełem pokrytym ochronnym parasolem studia. Działający do tej pory na własną rękę i przejawiający oznaki nadchodzącego dużymi krokami perfekcjonizmu Kubrick zmuszony był zaadaptować się do panujących w Hollywood warunków. Amerykanin został pozbawiony stanowiska operatora, które obsadzono doświadczonym w fachu Lucienem Ballardem. Współpraca z nim przysparzała reżyserowi wielu kłopotów, co niemal skończyło się „podziękowaniem” autorowi zdjęć. Ponadto wśród żądań włodarzy studia było porzucenie mającej miejsce w lekturze nielinearności przedstawianych wydarzeń i obecność komentującego narratora. Po montażowych próbach okazało się, że filmowi znacznie bardziej służy niechronologiczne cięcie, a z komentarzem Stanley ostatecznie musiał się przemęczyć. Pomimo wymagań United Artists Kubrickowi udało się zachować niezależność w odniesieniu do wyboru obsady oraz – co w dużym stopniu przyczyniło się do atrakcyjności gotowego efektu – zatrudnienia Jima Thompsona jako scenarzysty. Pisarz określany często „Dostojewskim tanich powieści” nadał projektowi należytego pulpowego sznytu.

Do dziś będące lśniącym brylantem iteracyjnego i rozmytego podgatunku heist movie „Zabójstwo” jest jednocześnie pierwszym powszechnie uznanym dojrzałym filmem Kubricka w karierze, jak i ponadczasowym powiewem świeżości w zakurzonych tendencjach amerykańskiego kina spod znaku noir. Jego akcja obraca się wokół planu rabunku toru wyścigów konnych. Za organizacją „skoku stulecia” stoi stary wyga kryminału Johnny Clay (sportretowany przez postawnego hollywoodzkiego twardziela Sterlinga Haydena grającego tutaj oszczędnie i ze stoickim spokojem). Na ekranie akompaniują mu dobrze znane fanom klasycznego amerykańskiego filmu noir twarze. Wśród nich odnajdziemy Fay (Coleen Gray), uległą kochankę, z którą bohater planuje uciec, George’a (Elisha Cook Jr.), nieudacznego pracownika toru z niewierną żoną (fantastyczna Marie Windsor), wyborowego strzelca o facjacie Timothy'ego Careya, skorumpowanego glinę, oraz kilku innych. Struktura „Zabójstwa” znacząco nie odbiega od gatunkowych standardów (mamy tu bowiem zarówno planowanie napadu, wykonanie oraz jego następstwa), lecz małą rewolucją na polu tzw. czarnego kina była w latach 50. wykorzystana w filmie mnogość perspektyw. Nielinearne potraktowanie filmowego czasu, które jest dziś w kinie czymś powszechnie znanym i zrozumiałym (Quentin Tarantino i Christopher Nolan w tym miejscu kłaniają się jako główni spadkobiercy kubrickowskich zabiegów), 60 lat temu mogło być równie dobrze uznane za przejaw twórczej awangardy. Stąd decyzja United Artists o pojawieniu się w „Zabójstwie” narratora, jako asekuranckiego dla widza punktu odniesienia.

Jego „udział” w rabunku przybliża obraz do niemal dokumentalnego charakteru. Narrator ustanawia miejsce akcji, kolejno przedstawia nam bohaterów biorących udział w napadzie po to, by następnie „trzymać rękę na pulsie”, informując nas o dokładnym czasie i elemencie kryminalnej układanki mającym miejsce obecnie na ekranie. Z jednej strony (szczególnie z dzisiejszego punktu widzenia) zabieg ten poprzez nagminne upraszczanie jest w stanie odebrać filmowi nieco uroku, jednak postrzeganie narratora w metafilmowych kategoriach jako współodpowiedzialnego może przysłużyć się na jego korzyść.  Na pierwszy rzut oka „Zabójstwo” może się wydać – przypuszczalnie obok „Spartakusa” – najmniej kubrickowskim obrazem w filmografii autora. Eksplorowane w późniejszej twórczości mistrza powracające motywy, takie jak dehumanizacja, nadmierna przemoc, seksualność, osamotnienie czy bardzo specyficzny wizualny język, z ukochaną przez reżysera „one-point perspective” na czele, bardziej widoczne były w jego dwóch poprzednich fabułach, lecz pewna cząstka Kubricka-autora w tym przede-wszystkim-studyjnym-filmie-gatunkowym zdecydowanie się znajduje. „Zabójstwo” zawiera w sobie spore pokłady ironii – czuwającej nad układem sił plan/przypadek – poetycko skwitowanej w pamiętnej scenie na lotnisku. Podobnie odnieść się można do użytej w filmie przestrzeni. Ówczesna żona Kubricka, Ruth Sobotka, pracująca na planie jako dyrektor artystyczny, zadbała o to, by pomieszczenia przypominały w swej konstrukcji swoisty labirynt, kolejny z eksplorowanych przez autora motywów. Nawet pomimo starć z Ballardem kubrickowskie jazdy kamery są gdzieniegdzie dostrzegalne.

kyr2mblc.jpg

Oprócz skrupulatnego dopieszczenia czysto gatunkowych konwencji „Zabójstwo” jest na tyle sprawnie spreparowanym i przenikliwym dziełem, by bez problemu zostać zawartym w wychodzący poza noirowe ramy metaforyczny obszar filmowych rozważań. Sam napad wraz ze wszystkimi składowymi stanowić może alegorię szachowej potyczki, do której w szranki staje świetnie przygotowany szachista z nowicjuszem czyhającym na łut szczęścia. Idąc dalej, także uczestnicy napadu stają się tutaj swego rodzaju zawodnikami uwięzionymi – jak dżokeje na wyścigowych torach  – we własnych rolach, z których wyrwanie się równoważne byłoby z dotarciem do mety, w tym przypadku osiągniętego poprzez pokaźne wzbogacenie się. Wyborny nie tylko wewnątrz gatunku, lecz również poza nim, pierwszy film Kubricka „na piątkę” nie zdobył niestety należytego rozpoznania w czasie swej premiery, ale zaimponował szefowi MGM, który zgodził się przeznaczyć fundusze na następny projekt. Obrazem tym były „Ścieżki chwały”, ale o tym innym razem.

„Zabójstwo” doczekało się w Polsce edycji DVD wydanej nakładem dystrybutora Imperial Cine Pix. Na płycie znajdziemy polskiego lektora oraz napisy. Na niebieskim krążku produkcja Kubricka ukazała się natomiast na kilku rynkach europejskich (między innymi w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Hiszpanii) oraz oczywiście w USA, gdzie doczekała się także edycji w ramach serii The Criterion Collection – jest to wydanie z blokadą regionalną A.

7730457.3.jpg

zdj. Criterion / United Artists / MGM / Imperial Cine Pix