Strażnicy Galaktyki vol. 2 - recenzja filmu i wydania Blu-ray [3D+2D, opakowanie plastikowe]

Od 20 września dostępne są w sprzedaży wydania Blu-ray, Blu-ray 3D i DVD filmu Strażnicy Galaktyki vol. 2. Zapraszamy do recenzji wydania Blu-ray 3D.

 „Strażnicy Galaktyki vol. 2” (2017), reż. James Gunn

(dystrybucja w Polsce: Galapagos)

Film

Kinowe uniwersum Marvela wciąż święci tryumfy. Już od kilku lat każdy kolejny film wchodzący w jego skład jest niejako "skazany na sukces". Widzowie walą do kin tłumnie, a i krytycy zdają się rozpływać w zachwytach nawet w tych najbardziej wątpliwych przypadkach (słabiutki "Dr. Strange"). Trudno byłoby oczekiwać, że inaczej będzie w przypadku sequela jednej z bardziej udanych odsłon MCU, która w dodatku posiadała to, czego wielu filmom z tej serii brakuje - świeżość.  Kosmiczna przygoda rozgrywająca się w rockowo-popowym rytmie przebojów z lat 70-tych, oparta w dużej mierze na sympatycznych postaciach i trafionym humorze, zebrała 773 miliony dolarów z kin, bardzo dobre recenzje i zyskała sobie sympatię widzów. W tej sytuacji powstanie kontynuacji było tylko kwestią czasu i w niecałe trzy lata później Strażnicy Galaktyki ponownie zawitali na srebrnym ekranie, odnotowując jeszcze większe wpływy. Czy jednak szło to w parze z poziomem samego filmu? Jak do tej pory wchodzące w skład MCU sequele wychodziły bardzo różnie. Bywało słabo (Thor: Mroczny Świat, Iron Man 2), bywało lepiej (Avengers: Age of Ultron), bywało i rewelacyjnie (Captain America: Winter Soldier, który dla wielu, w tym i dla mnie, wciąż pozostaje najlepszym z dotychczasowych filmów z tego uniwersum). A w czyje ślady poszli Strażnicy Galatyki vol. 2? Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Naszych bohaterów spotykamy ponownie, gdy stają do walki z "omackowaną" kosmiczną kreaturą. Sporą część starcia obserwować będziemy z dość niecodziennej perspektywy, której trudno odmówić świeżości i innowacyjności. Wkrótce potem ekipa wpakuje się w kłopoty, z których wybawi ich tajemniczy osobnik przedstawiający się jako Ego (w tej roli Kurt Russell). To właśnie z jego osobą ściśle wiązać się będzie dalsza fabuła, a że z Kurtem prawie wszystko ogląda się dobrze (albo lepiej), tym bardziej należy się cieszyć, że dostał tu dużą i znaczącą rolę, stanowiącą przy okazji jeden z wiekszych plusów całego filmu. Kolejnym jest postać empatki Mantis (Pom Klementieff), z którą wiąże się szereg najzabawniejszych dialogów i scen. No a jeśli już jesteśmy przy nowych postaciach, to ci, którzy nie śledzili kolejnych newsów o produkcji, mogą liczyć na pewną niespodziankę (też na plus), choć niestety napisy początkowe ją pewnie zepsują. Mniej trafiona jest z kolei postać Ayeshy (Elizabeth Dębicki), przywódczyni rasy suwerennych. Rola tejże rasy sprowadza się do pchnięcia fabuły do przodu w początkowej części filmu, a następnie dalsze jej komplikowanie. Niestety w tym przypadku czegoś zabrakło, a cały wątek suwerennych w pewnym momencie przyczynia się tylko do pogłębienia znużenia, jakie wywołuje dość chaotyczny finał. Ale o tym później, a tymczasem parę słów o postaciach dobrze nam już znanych - powraca oczywiście cała ekipa strażników: Peter Quill aka Starlord (Chris Pratt), zielonoskóra zabójczyni Gamora (Zoe Saldana), osiłek Drax (Dave Bautista), szop Rocket (z głosem Bradleya Coopera) i oczywiście Groot (z głosem Vina Diesela, ale nie do poznania), z tym, że ten ostatni w postaci... hmm... małego badylka (który, choć słodki i uroczy, nie jest niestety tak zabawny jak jego dorosłe wcielenie). Kto polubił tę kolorową zbieraninę w pierwszej części, raczej nie przestanie lubić ich teraz, choć zdarza się od czasu do czasu, że scenariusz każe naszym bohaterom nieco za bardzo szarżować i gdy w pierwszej części wydawali się naturalnie zabawni, tak tutaj czasami są zabawni nieco na siłę, w dodatku zdają się za często śmiać z własnych żartów, tak, jakby próbowali uświadomić widzowi, że oto właśnie nastąpił kolejny śmieszny moment. Co gorsza, zdarzają się wśród ich dialogów kwiatki, których nie powstydziłby się Michael Bay (np. żart o "klocku", litości...). Poza piątką głównych bohaterów powracają także przywódca kosmicznych piratów Yondu (Michael Rooker) i siostra Gamory Nebula (Karen Gillan). Zwłaszcza ten pierwszy ma swój istotny wkład w poprawę jakości filmowego doświadczenia, choć można mieć wątpliwości, czy kierunek rozwoju jego postaci nie został aby wyjęty z przysłowiowego kapelusza, bo jego podbudowa mogłaby być lepsza. 

Podobnie jak oryginał, tak i sequel opiera się w dużej mierze na sprawnie rozpisanej interakcji między bohaterami i wspomniane wcześniej zgrzyty tylko od czasu do czasu zaburzają działanie całej filmowej maszynerii. Problemem bardziej istotnym zdaje się być jednak cała konstrukcja filmu. Jako że większa część akcji osadzona jest w jednej lokacji (rozbudowanej, owszem, ale to wciąż to samo, niemal niezamieszkałe miejsce), brakuje tu tej różnorodności znanej z części pierwszej, a po pewnym czasie zaczyna wkradać się nuda (może gdyby zamiast 136 minut, całość trwała 110-120 dałoby się tego uniknąć). Z kolei rodzaj przeciwnika, z jakim przychodzi się naszym bohaterom mierzyć, nie sprzyja stworzeniu interesującej sekwencji finałowej, a podjęte przez scenarzystę (i reżysera w jednej osobie) próby jej uatrakcyjnienia na niewiele się zdają, przynosząc odwrotny od zamierzonego skutek (szczególnie te kilka krótkich scen na Ziemi, które kompletnie nie pasują do całości i należało je wyciąć w diabły). Zdarzają się też dziwne zagrania scenariuszowe, jak choćby moment, w którym jedna padająca z ust przeciwnika naszych bohaterów kwestia, staje się przyczyną kluczowego zwrotu akcji. Sęk w tym, że nie ma żadnego sensownego powodu, dla którego ta postać powinna powiedzieć to, co powiedziała i należało znaleźć inny sposób na to, by bohaterowie zdobyli tę wiedzę. Niby można tłumaczyć to zagranie charakterem wspomnianej postaci, ale niesmak pozostaje.

To powiedziawszy, należy jednak zaznaczyć, że wszelkie problemy, z jakimi film się boryka, są w dużej mierze równoważone przez szereg plusów. Choć humor miejscami bywa nieco wymuszony, to jednak sporo żartów potrafi rozbawić do łez, a wszystkie główne (i nie tylko) postacie wciąż bez problemu dają się lubić. Nie sposób nie wspomnieć, że sequel Strażników ma na pokładzie jednego z najlepszych jak dotąd antagonistów w całym MCU, a to w tego rodzaju kinie zawsze rzecz istotna. Do tego dochodzi jeszcze przyjemny dla oka wygląd całości oraz oczywiście (co było też jedną z większych zalet pierwowzoru) umiejętnie dobrana muzyka, za sprawą której szereg scen staje się o wiele lepsza i bardziej zapada w pamięć (w tym miejscu odsyłam do recenzji płyty z piosenkami). Udane bywają także sceny akcji, ale tak naprawdę to nie one stanowią o sile tego obrazu. Przykładem na to niech będzie końcowa część filmu: sama finałowa konfrontacja potrafi widza nieco zmęczyć, ale już wszystko to, co następuje po niej, jest jak najbardziej udanym i pełnym emocji ukoronowaniem całości, które pozwala zakończyć seans z pozytywnym do filmu nastawieniem. Warto także obejrzeć całość napisów końcowych, zarówno dla muzyki, jak i dodatkowych scen, którymi są przecinane w zasadzie do samego końca.  Podsumowując - sequel Strażników Galatyki nie dorównuje co prawda poprzednikowi, ale pomimo pewnych potknięć i niedociągnięć wciąż dostarcza sporej dawki rozrywki na poziomie, przy okazji przywracając też wiarę w MCU, zachwianą dość mocno przez zeszłorocznego Dr. Strange'a. Nie pozostaje nic innego, jak czekać na zapowiedzianą już kolejną odsłonę przygód Starlorda i spółki, których wcześniej dane nam będzie zobaczyć także w kolejnej części Avengersów. Wygląda na to, że w najbliższych latach ze Strażnikami Galatyki będziemy spotykać się w kinie regularnie. Nie wiem jak Wy, ale ja tam żadnego z tych spotkań nie zamierzam odpuścić.

4
Film

Obraz

Strażnicy Galaktyki vol. 2 są pierwszym filmem nakręconym przy pomocy kamer Red Weapon Dragon Vista Vision. I choć trudno powiedzieć, jaki dokładnie miało to wpływ na wygląd samego filmu (dwa filmy kręcone tymi samymi kamerami mogą wyglądać zupełnie inaczej, tak więc kamery niczego jeszcze nie gwarantują), to jednak faktem pozostaje, że od strony wizualnej prezentuje się on imponująco. Od czasu pierwszego Kapitana Ameryki, przy okazji którego nastąpiło w MCU przejście od kliszy filmowej na kamery cyfrowe, wygląd kolejnych filmów Marvela niejednokrotnie pozostawiał sporo do życzenia - bywało, że wyprane kolory i stosunkowo słaby kontrast aż prosiły się o podkręcenie ustawień telewizora. Tym razem trudno się do czegokolwiek przyczepić. Obraz jest żywy, kolory soczyste, a czerń odpowiednio głęboka. Szczegółowo oddane futro Rocketa, czy wzory na skórze Draxa, wyraziste barwy skóry Gamory, Yondu, czy Ayeshy, perfekcyjne wizualnie krajobrazy obcych planet, wszystko to składa się na wzorcowy transfer. Tak trzymać, Marvel.

6
Obraz

vlcsnap-2017-09-30-12h13m20s111.jpg vlcsnap-2017-09-30-22h40m45s43.jpg

vlcsnap-2017-09-30-12h26m09s138.jpg vlcsnap-2017-09-30-22h40m57s44.jpg

Obraz 3D

Strażnicy Galaktyki vol. 2 oferują nam obraz 3D w rozdzielczości 1080p i jeśli chodzi o jego jakość, ostrość i wyrazistość, to są one na bardzo wysokim poziomie. Podczas seansu nie spotkałem się z żadnymi defektami, które dałoby się zauważyć gołym okiem. Warto jednak zaznaczyć, że w filmie występuje duża ilość scen w małych pomieszczeniach i wąskich kadrach, co powoduje, że dość często na ekranie mamy do czynienia z drastyczną zmianą ostrości. W przypadku tych scen (najczęściej dialogowych) spora część ekranu przysłonięta jest przez plecy (fragmenty tułowia) postaci, co może niektórych rozpraszać.

Natomiast jeśli chodzi o sam efekt trójwymiarowości, to druga część Strażników spisuje się w tym aspekcie wyśmienicie. Zwłaszcza pod względem głębi, której możemy doświadczać przez większość seansu. Górują tutaj przede wszystkim sceny rozgrywające się w kokpicie statku tytułowej drużyny. Wszystkie przyrządy, cyfrowe ekrany oraz same postacie tworzą niesamowitą głębię i sprawiają wrażenie prawdziwego trójwymiaru. Oczywiście, jak na kosmiczny film przystało, efekt 3D znakomicie spisuje się również podczas wszelkich potyczek statków, a górują tutaj zwłaszcza starcia z flotą Suwerennych, które widzimy zaraz na początku filmu i w jego finale. Nie chodzi nawet o same sceny akcji, bo już "puste" kapsuły, wyłaniające się z portalu, potrafią bardzo dobrze oddać trójwymiarową przestrzeń kosmiczną. Jednak wbrew pozorom najlepszą sceną 3D w tym filmie jest sekwencja przybycia Strażników na planetę EGO. Gdy z głośników zaczyna wypływać utwór My Sweet Lord mamy okazję być świadkami prawdziwej orgi dla oczu. Niesamowicie barwne krajobrazy planety połączone z powalającą głębią postaci, które wręcz wychodzą z ekranu dają powalący efekt. Całości dopełniają mydlane bańki, które tak realistycznie wylatują poza krawędzie telewizora, że aż chciałoby się je złapać. Po czterech seansach w 2D była to jedna z moich ulubionych scen w filmie - teraz już wiem, że bezsprzecznie zajmuje ona pierwsze miejsce na podium. Na koniec warto wspomnieć jeszcze, że w filmie doświadczymy oczywiście wielu scen, w których pociski, statki, czy laserowe promienie wypadają z ekranu w naszym kierunku. Jest to jednak efekt dosyć płaski, nie do końca wykorzystujący potencjał, jaki daje ta technologia. Nie mogę jednak powiedzieć, żebym w kilku momentach nie złapał się na wzdrygnięciu przed nadlatującymi pociskami.

Podsumowując, Strażnicy Galaktyki vol. 2 w wydaniu 3D zapewni koneserom tego formatu naprawdę niezapomniany seans, a to przede wszystkim dzięki kilku zapadającym w pamięci scenom.

+5
Obraz 3D

Dźwięk:

Tym razem, jeśli chodzi o dźwięk, Disney się nie popisał, a niedawną edycję Blu-ray aktorskiej wersji „Pięknej i Bestii”, przygotowaną na rynek polski, należy zaliczyć do chlubnego wyjątku od reguły i niejako „wypadek przy pracy”. W przypadku „Strażników Galaktyki vol. 2” nie dość, że na obu dyskach zamieszczono stratną ścieżkę oryginalną w DTS HD High Resolution 5.1, to jeszcze obcięto ją o dwa kanały w stosunku do np. wydania amerykańskiego. A przecież film Jamesa Gunna zasługuje na jak najlepszą prezentację warstwy dźwiękowej, bowiem ma do zaoferowania bardzo wiele pomysłowo zrealizowanych efektów, udanie połączonych z muzyką. Ta została należycie wyeksponowana: zarówno liczne pop-rockowe szlagiery z czasów ziemskiej młodości Petera Quilla, jak i score Tylera Batesa nie nikną w natłoku imponujących SFX, aczkolwiek to utwory dawnych wykonawców zwracają większą uwagę widza, niż przyzwoita, lecz sztampowa ilustracja Amerykanina. Również dialogi, wśród których przeważają słowne utarczki pomiędzy bohaterami, docierające do widza głównie z centralnego głośnika, są wyraźne i dobrze słyszalne. Z kolei efekty audio największe wrażenie wywierają w czasie finału filmu, a w zasadzie całego trzeciego aktu. Wtedy przez około pół godziny jesteśmy bombardowani wybuchami, wystrzałami z laserowej broni, kolizjami statków kosmicznych. Tym większa szkoda, że otrzymaliśmy kadłubkowy produkt – wystarczy sobie przełączyć na menu, gdzie zachowano dźwięk w DTS HD Master Audio 7.1 (w tle leci kompozycja Batesa). I jak tu się nie irytować, kiedy po raz kolejny zostaliśmy przez wielki koncern potraktowani jak klienci drugiej kategorii.

Z czysto kronikarskiego obowiązku wspomnijmy o polskiej wersji językowej. Tym razem jest to kinowy dubbing, opracowany przez firmę SDI Media Polska (reżyseria: Waldemar Modestowicz, dialogi: Jakub Wecsile). Nagrano go w systemie Dolby Digital 5.1. Ścieżka ta jest odpowiednio zbalansowana, bez niedociągnięć w postaci wysuwania się rodzimych głosów na pierwszy plan i zagłuszania reszty tła, również kwestie wypowiadane przez aktorów są nieźle słyszalne, podobnie piosenki.

Poniższa, umiarkowana ocena, dotyczy tylko ścieżki w języku angielskim.

+3
Dźwięk

Dodatki:

Już od ładnych paru lat Disney nie rozpieszcza nas ilością materiałów dodatkowych, które znaleźć możemy na płycie. Nie inaczej jest i w tym wypadku - spora część  dodatków wideo to przede wszystkim wzajemne słodzenie sobie przez ekipę i obsadę, a jeśli ktoś chce dowiedzieć się czegoś więcej, musi sięgnąć po pozbawiony polskiej wersji językowej komentarz.

Reportaż z planu filmowego "Strażnicy Galaktyki vol. 2" - na który składają się cztery części:

- Wywiad z reżyserem Jamesem Gunnem (8:36): wbrew polskiej nazwie tego dodatku nie jest to wywiad z reżyserem, choć znajdziemy tu także jego wypowiedzi, a raczej laurka na jego cześć, w której jest wychwalany pod niebiosa przez członków ekipy filmowej i obsady.

- Muzyka z filmu "Strażnicy Galaktyki vol. 2" (7:37): zdecydowanie ciekawszy od poprzedniego materiał dotyczący wykorzystanych w filmie piosenek i muzyki Tylera Batesa.

- Żywe planety i gadające drzewa (10:44): kolejna część making of skupia się na efektach specjalnych - pokazanych w filmie miejscach i postaciach (z małym Grootem na czele).

- Obsada (10:41): kolejna laurka, tym razem na cześć obsady. Nieco ciekawsza od tej poświęconej osobie reżysera.

Teledysk "Guardians Inferno" (1080i, 3:35): utrzymany w tandetnej disco-stylistyce teledysk do utworu powstałego specjalnie na potrzeby filmu z udziałem Davida Hasselhoffa. Strona wizualna, w tym i sama jakość obrazu tego materiału rodem z lat 70-tych.

Gagi (1080p, 3:41): montaż wpadek i wygłupów wszelakich.

Sceny niewykorzystane (1080p, 5:04): zestaw kilku wyciętych i rozszerzonych scen. Nie znajdziemy tu niczego, czego wycięcie z filmu należałoby uznać za zły pomysł, choć pomnik widoczny w jednej z nich jest całkiem zabawny.

Komentarz audio reżysera Jamesa Gunna: komentarz reżysera przybliża szczegóły realizacji filmu i omawia wszelkie zagadnienia z nią związane. W przeciwieństwie do wielu reżyserów, których ciężko słuchać przez dłuższy czas (jak choćby Tim "I mean, you know" Burton), Jamesa Gunna, opowiadającego o swoim dziele, słucha się całkiem przyjemnie i jest to z pewnością najcenniejsze źródło informacji o filmie spośród zawartych tu dodatków. Zabrakło niestety polskich napisów (są przynajmniej angielskie, choć znający język nie powinni mieć problemu ze zrozumieniem wyraźnie mówiącego Gunna, nawet bez nich).

Zwiastun filmu Thor: Ragnarok.

3
Dodatki

Opis i prezentacja wydania:

Film został wydany w standardowym plastikowym pudełku typu Elite mieszczącym dwie płyty. Okładka nie posiada żadnego nadruku na wewnętrznej stronie, a nadruk na płycie to po raz kolejny minimalistyczne niebieskie tło z białym tytułem. Mogliby się projektanci opakowań trochę bardziej wysilić. Zastanawiam się także po co nam dwa razy obok siebie logo "Blu-ray 3D" (jedno u góry okładki, drugie już na samym pudełku), w zupełności wystarczyłoby jedno, w dodatku lepiej by to wyglądało. Z tyłu znajdziemy to co zwykle, to jest specyfikację dla obu płyt wraz z kompletną listą dodatków. Jest też fotka przedstawiająca naszych bohaterów.

3
Opakowanie

Specyfikacja wydania:

Dystrybucja

Galapagos

Data wydania

 20.09.2017

Opakowanie

Elite

Czas trwania [min.]

136

Liczba nośników

2

Obraz

Aspect Ratio: 16:9 - 2.39:1

Dźwięk oryginalny

DTS-HD High Resolution 5.1 angielski (2046 kbps)

Polska wersja

napisy, DD 5.1 (dubbing) (640 kbps)

Podsumowanie:

Marvel w formie, cóż więcej można powiedzieć? Nawet jeśli kontynuacja Strażników Galaktyki ma swoje mniejsze i większe problemy, to wciąż jest to kawał solidnej rozrywki w zachwycającej oprawie wizualnej. Szkoda tylko, że znów dostaliśmy obcięty względem wydania amerykańskiego dźwięk, a i zestaw dodatków nie powala. Mimo to, w ogólnym rozrachunku wydanie wypada pozytywnie i z pewnością każdy miłośnik tego rodzaju kina powinien postawić je na półce.

4
Film
6
Obraz
+5
Obraz 3D
+3
Dźwięk
3
Dodatki
3
Opakowanie
4
Średnia

Gdzie kupić wydanie Blu-ray 3D filmu „Strażnicy Galaktyki vol. 2”?

Film do recenzji otrzymaliśmy dzięki uprzejmości firmy Galapagos.

Specjalne podziękowanie dla Mister Tadeo za uzupełnienie tekstu o opis dźwięku oraz dla Mateusza za opis obrazu 3D.

źródło: Disney / Galapagos