Produkcja „Avengers: Doomsday” od miesięcy budzi sporo kontrowersji. Teraz pojawiło się kolejne potwierdzenie jednej z najbardziej zaskakujących informacji na temat filmu. Sebastian Stan przyznał, że podczas zdjęć obsada nie miała nawet kompletnego scenariusza.
„Nie mieliśmy scenariusza”
W rozmowie z Associated Press Sebastian Stan, który powraca do MCU jako Bucky Barnes, został zapytany o sposób pracy nad „Avengers: Doomsday”. Jego odpowiedź nie pozostawia większych wątpliwości:
„Nie mieliśmy scenariusza. Po prostu kręciliśmy rozproszone sceny. To inny sposób pracy — ciągły, cały czas ewoluujący”.
Oznacza to, że scenariusz filmu braci Joe i Anthony'ego Russo był rozwijany już w trakcie produkcji. Kolejne sceny miały być przepisywane i aktualizowane na bieżąco, a twórcy mieli wprowadzać zmiany praktycznie z dnia na dzień. Co więcej, jeszcze w trakcie zdjęć nie wszyscy członkowie obsady byli ostatecznie ustaleni.
Marvel nazywa to „procesem twórczym”
Kevin Feige, szef Marvel Studios, wcześniej określał taki sposób pracy mianem „plus-ing”. Według niego poprawianie i rozwijanie scenariusza podczas produkcji jest częścią procesu twórczego Marvela i może odbywać się każdego dnia. Bracia Russo również bronią takiego podejścia. W rozmowie z AP porównali rozwijający się podczas zdjęć scenariusz do „żywego organizmu”.
Reżyserzy przekonują, że ich metoda opiera się przede wszystkim na próbach i improwizacji. Jak tłumaczą, czasami aktorzy dołączają do produkcji zaledwie kilka dni lub tygodni przed rozpoczęciem zdjęć do swoich scen. Dopiero wtedy twórcy mogą zobaczyć, co konkretna osoba wnosi do swojej postaci.
Według Russo właśnie w takich momentach może powstać filmowa „magia”.
Rebecca Romijn już wcześniej ujawniła problemy
Nie jest to jednak pierwszy sygnał, że produkcja „Avengers: Doomsday” przebiegała w nietypowy sposób. Już w lipcu 2025 roku Rebecca Romijn, powracająca jako Mystique, otwarcie przyznała, że scenariusz wciąż nie był ukończony. Aktorka nie była nawet pewna, czy zakończyła już swoje zdjęcia. W przypadku mniejszej produkcji tego typu podejście można uznać za element kreatywnego procesu. Problem w tym, że „Avengers: Doomsday” to jeden z największych i najdroższych projektów w historii Marvel Studios.
400 milionów dolarów i scenariusz pisany na planie
Według doniesień budżet filmu może wynosić około 400 milionów dolarów. Produkcja angażuje ogromną liczbę aktorów, skomplikowane efekty specjalne oraz postacie pochodzące z różnych zakątków uniwersum Marvela.
W takim przypadku każda większa zmiana może mieć bardzo poważne konsekwencje. Zmiana sceny może oznaczać konieczność ponownego przygotowania efektów wizualnych, zmianę choreografii, nowych zdjęć, korektę pracy setek członków ekipy czy nawet kolejne tygodnie postprodukcji.
Dlatego metoda „zobaczymy na planie, co z tego wyjdzie” jest znacznie bardziej ryzykowna w przypadku widowiska tej skali niż przy kameralnym filmie.
Czy Russo nadal zasługują na kredyt zaufania?
Z drugiej strony trudno całkowicie skreślać twórców „Avengers: Doomsday”. Joe i Anthony Russo mają na koncie cztery filmy MCU, w tym „Avengers: Infinity War” i „Avengers: Endgame”, które odniosły ogromny sukces. Problem w tym, że ich projekty po zakończeniu pracy nad „Endgame” nie spotkały się już z równie dobrym przyjęciem. „Cherry”, „The Gray Man” oraz „The Electric State” zebrały mieszane lub negatywne reakcje krytyków i widzów.
„Doomsday” będzie więc dla Russo kolejnym sprawdzianem — i to wyjątkowo kosztownym.
Najpierw „Doomsday”, później „Secret Wars”
„Avengers: Doomsday” ma trafić do kin 18 grudnia 2027 roku. Według dotychczasowych informacji wkrótce mają rozpocząć się również dokrętki, po których ekipa ma niemal od razu przejść do produkcji „Avengers: Secret Wars”. Pozostaje więc pytanie, czy elastyczny sposób pracy Marvela rzeczywiście pozwoli Russo stworzyć kolejne wielkie widowisko, czy też okaże się kosztownym chaosem.
Przy filmie za około 400 milionów dolarów odpowiedź na to pytanie może mieć dla Marvel Studios wyjątkowo wysoką cenę.
zdj. Marvel