Disney ma problem z „Avatarem”. Trzecia część zachwiała wiarą w Jamesa Camerona

Gdy „Avatar: Ogień i popiół” zbliża się do końca swojej kinowej podróży z dochodem wynoszącym 1,4 miliarda dolarów na całym świecie, w Hollywood pojawiają się nieoczekiwane pytanie: czy to wystarczy, aby James Cameron mógł kontynuować swoją przygodę na Pandorze? Z najnowszych wyliczeń wynika, że Disney wcale nie musi dać zielonego światła na realizację dwóch kolejnych odsłon.

Disney ma problem z „Avatarem”. Trzecia część zachwiała wiarą w Jamesa Camerona

Na papierze 1,4 miliarda dolarów to zachwycająca kwota, która powinna zapewnić każdej innej franczyzie możliwość kontynuacji. „Ogień i popiół” jest drugą co do wielkości hollywoodzką premierą 2025 roku i jednym z niewielu filmów na dzisiejszym kinowym rynku, który przekroczył w ostatnich latach próg miliarda dolarów. Dla właścicieli kin to błogosławieństwo — rzadki hit, który przyciąga publiczność tygodniami, a nie dniami. Jednak w korporacyjnym świecie ekonomii wynik nowego filmu Jamesa Camerona, może wydawać się zbyt skromny.

Według zakulisowych doniesień Disney wydał około 500 milionów dolarów na produkcję i promocję trzeciej części Avatara. Przy takiej cenie, studio wymaga rentowności na poziomie kilkuset milionów dolarów – wymaga niemal rekordowych wyników. Sam Cameron określił kiedyś filmy z serii „Avatar” mianem „najgorszego przypadku biznesowego w historii kina”, zauważając, że ich próg rentowności oscyluje wokół 1,5 miliarda dolarów.

Pierwszy film „Avatar” (2009) zgromadził 2,9 miliarda dolarów. Kontynuacja zatytułowana „Istota wody” (2022) zebrała 2,3 miliarda dolarów. Nie da się więc nie zauważyć, że „Ogień i popiół” stanowi zauważalny spadek względem poprzednich odsłon z tej serii. Niektórzy analitycy przekonują nawet, że w kinach film może nie osiągnąć deklarowanego progu rentowności. Jednak kalkulacje Disneya wykraczają oczywiście poza wyniki z kas biletowych. Wpływ na wynik filmu mają również przychody ze streamingu na Disney+, płatne wykupy i wypożyczenia na VOD, międzynarodowe licencje i, co najważniejsze, synergia z parkami rozrywki. Kraina Pandory w Animal Kingdom pozostaje jednym z największych klejnotów w koronie Walt Disney World. 

Sprawdź też: Netflix szykuje nostalgiczny powrót! Ten serial kiedyś oglądały miliony Polaków.

Mimo to, przeznaczenie kolejnego, miliarda dolarów na budżet dwóch kontynuacji planowanych na 2029 i 2031 rok, nie będzie dla włodarzy studia wcale tak łatwą decyzją, jak mogło się to wydawać jeszcze nie tak dawno temu. Studio ma podstawy do kwestionowania kondycji franczyzy

W przeciwieństwie do swoich poprzedników, „Ogień i popiół” stracił pierwsze miejsce w kinach już po pięciu weekendach. Pierwsze dwa filmy z serii „Avatar” utrzymywały się na szczycie listy przez siedem kolejnych tygodni, bijąc rekordy sprzedaży. Analitycy wskazują na kilka możliwych przyczyn spadku:

  • Mniejszy skok technologiczny: Oryginalny „Avatar” zrewolucjonizował produkcję filmów 3D. „Droga Wody” wyniosła podwodne ujęcia akcji na nowy poziom. Trzeci film, choć wizualnie imponujący, nie zaprezentował żadnej przełomowej innowacji.
  • Brak nowej narracji: Krytycy i widzowie sugerowali, że film pod względem strukturalnym mocno przypominał poprzednią część.
  • Krótszy odstęp między filmami: Po 13 latach oczekiwania między pierwszą a drugą częścią, widzowie czekali na trzecią tylko trzy lata. Poczucie wielkiego kinowego wydarzenia wyraźnie osłabło, a nowa odsłona stał się kolejnym blockbusterem wracającym do kin w krótkim odstępie.

Sytuację Camrona dodatkowo komplikuje fakt, że Disney wyprodukował w 2025 roku dwa inne hity warte miliardy dolarów: „Lilo i Stich” i „Zwierzogród 2”. Obydwa tytuły w przeciwieństwie do „Avatara”,  były zdecydowanie tańsze w produkcji – odpowiednio 100 milionów dolarów i 150 milionów dolarów – i wygenerowały do tego ogromną sprzedaż produktów na licencji takich jak zabawki, ubrania itd.

Sama marka „Lilo i Stich” może pochwalić się wynikiem wynoszącym ponad 2,4 miliarda dolarów ze sprzedaży towarów w samym 2024 roku. Pluszowe zabawki, ubrania i przedmioty kolekcjonerskie oferują marże, którym kinowe bilety po prostu nie są w stanie dorównać.

Alokując więc tak gigantyczny kapitał w filmach Camerona, włodarze Disneya muszą teraz brać pod uwagę, że mogą mocno się przeliczyć i mieć na uwadze to, że kolejne zainwestowanie 1 mld dolarów w inne marki mogłoby przynieść zdecydowanie większy zysk, niż w przypadku „Avatara”, który zdecydowanie stracił możliwość generowania takich przychodów jak w poprzednich latach.

zdj. Disney