„Godziny szczytu 4” mają problem. Jackie Chan i Chris Tucker chcą więcej pieniędzy

Jeszcze niedawno wydawało się, że powrót kultowej serii „Godziny szczytu” jest przesądzony. Projekt czwartej części, za który odpowiada Brett Ratner, miał ruszyć pełną parą przy wsparciu politycznym ze strony Donalda Trumpa, który miał pomóc w przekonaniu producentów do zielonego światła. Studio Warner Bros. również wyraziło zgodę. Jednak rzeczywistość szybko zweryfikowała ambitne plany.

Opóźnienia i rosnące problemy

Według najnowszych doniesień zdjęcia do „Godzin szczytu 4” nie rozpoczną się latem, jak pierwotnie zakładano. Produkcja została przesunięta co najmniej na wrzesień. Film miał być kręcony w Chinach, Afryce i Arabii Saudyjskiej, ale organizacyjne i finansowe przeszkody zaczynają się piętrzyć.

Największym problemem okazują się pieniądze — a konkretnie ich brak w kontekście oczekiwań gwiazd. Twórcy filmu, w tym producenci Arthur Sarkissian i Tarak Ben Ammar, wciąż nie podpisali umów z głównymi gwiazdami serii — Jackie Chanem oraz Chrisem Tuckerem. Obaj aktorzy mieli otrzymać propozycję około 8 milionów dolarów za powrót do swoich ról. Problem w tym, że przy „Godzinach szczytu 3” z 2007 roku zarobili… około 20 milionów dolarów każdy.

Choć dziś — ponad 20 lat później — trudno mówić o ich statusie jako gwiazd pierwszej ligi, wszystko wskazuje na to, że nie zamierzają znacząco obniżać swoich stawek. Jeśli producenci ugną się i zapłacą im kwoty zbliżone do dawnych, budżet filmu może wzrosnąć z planowanych 120 milionów do nawet 140 milionów dolarów.

Sprawdź też: Krytycy znowu się pomylili? Widzowie szturmują kina, żeby zobaczyć film o Michaelu Jacksonie

Sytuacja jest tym bardziej kuriozalna, że sam Jackie Chan jeszcze niedawno krytykował „Godziny szczytu 2” za… zbyt wysoki budżet. Trzecia część kosztowała właśnie około 140 milionów dolarów — czyli tyle, ile może kosztować nowa odsłona. Dodatkowym problemem są źródła finansowania. Znaczna część środków na produkcję czwartego filmu pochodzi z Bliskiego Wschodu — regionu, który obecnie zmaga się z niestabilną sytuacją polityczną i gospodarczą. To rodzi poważne pytania o bezpieczeństwo inwestycji i przyszłość całego projektu.

Nie bez znaczenia jest również osoba reżysera. Brett Ratner od lat pozostaje na marginesie Hollywood po oskarżeniach w ramach ruchu MeToo. Jego powrót do kina fabularnego miałby nastąpić właśnie przy okazji „Godzin szczytu 4”. Niedawno próbował wrócić do branży, reżyserując kosztowny dokument o Melanii Trump, ale film okazał się wizerunkową porażką dla samego twórcy jak i żony prezydenta Trumpa.

zdj. Warner Bros.