Road to Oscars 2021 – kto zdobędzie nagrody? Omówienie tegorocznych nominacji

W nocy z 25 na 26 kwietnia odbędzie się dziewięćdziesiąta trzecia ceremonia wręczenia Nagród Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej, popularnych Oscarów.

To był ciężki rok. Zarówno społecznie, jak i dla całej branży filmowej. Sytuacja pandemii COVID-19 spowodowała masowe zamknięcie kin, które przez większość roku pozostawały nieczynne niemal na całym świecie. Rynek się załamał, a wpływy dystrybutorów spadły drastycznie. Spoglądając na wyniki finansowe box office, zaobserwować można stratę finansową szacowaną na 32 miliardy dolarów z ponad 70-procentowym spadkiem przychodów w porównaniu z rokiem minionym. Wpływy nie były tak niskie od ponad dwudziestu lat. Wystarczy spojrzeć, że „Avengers: Koniec gry” w 2019 roku zarobił 858 milionów dolarów w samych Stanach Zjednoczonych, natomiast najbardziej dochodowym filmem roku 2020 został „Bad Boys for Life” ze skromnymi 204 milionami na koncie. Ten pułap rok temu poza filmem Marvela przekroczyło jeszcze dziewięć innych tytułów. Pierwszy raz w historii Chiny przyniosły większy przychód z kin niż USA. Model kinowej dystrybucji praktycznie z dnia na dzień przestał istnieć, pozostawiając całkowitą hegemonię serwisom streamingowym. Netflix pobił własny rekord ilości nominacji i z trzydziestoma pięcioma przewodzi tegorocznej stawce. Posiada zarazem w swoim portfolio tegorocznego lidera nominacji, film „Mank” (z dziesięcioma wyróżnieniami). Warner Bros. podjął historyczną oraz kontrowersyjną decyzję o wprowadzeniu modelu premier swoich tytułów równolegle w kinie, jak i serwisie HBO Max (najnowsze ustalenia na 2022 rok pozostawiają ostatecznie okno wyłączności filmu w kinach, skracając je jednak z dotychczasowych 75 do nawet 17 dni).

Transformują się także same Oscary, rozpoczynając kampanię dotyczącą promowania różnorodności. Choć nowe zasady wejdą w pełni w życie dopiero w 2024 roku, już teraz poczuć można wyraźny powiew zmian. Wspomniane diversity, czyli różnorodność, jest bowiem głównym hasłem promującym tegoroczną ceremonię, a jego zastosowanie nie ogranicza się wyłącznie do pustego sloganu. 2021 rok przynosi nam rekord nominowanych kobiet. Z 235 indywidualnych nominacji kobiety otrzymały ich 76 (co stanowi 32,3%). Akademia wyróżniła również aż dziewięciu nie-białych aktorów (wcześniejszym rekordem było siedmiu, zarówno w 2007, jak i 2017 roku). W grupie nominowanych znaleźli się Youn Yuh-Jung, Steven Yeun („Minari”), Daniel Kaluuya, Lakeith Stanfield („Judas and the Black Messiah”), Leslie Odom Jr. („Pewnej nocy w Miami…”), Riz Ahmed („Sound of Metal”), Chadwick Boseman, Viola Davis („Ma Rainey: Matka bluesa”) oraz Andra Day („Billie Holiday”).

Przyjrzyjmy się, co czeka nas tej gorącej filmowej nocy.

Najlepszy film dokumentalny

Czego nauczyła mnie ośmiornica netflix

Jeżeli w zeszłym roku poczuliście się rozczarowani, kiedy za najlepszy dokument uznany został „American Factory” („Amerykańska fabryka”) zamiast „Krainy miodu”, to istnieje duża szansa, że tegoroczny wybór Was usatysfakcjonuje. Nie wracamy, co prawda, w rejony macedońskiej wioski, natomiast schodzimy głęboko pod powierzchnię, gdzie za hymn symbiozy człowieka z naturą służy historia przyjaźni Craiga Fostera z ośmiornicą. „Czego nauczyła mnie ośmiornica” otrzymała nagrodę BAFTA, rodzimą nagrodę Millennium Docs Against Gravity, a także wyróżnienie Critics Choice Documentary (tutaj w kategorii najlepszy naukowo-przyrodniczy film dokumentalny). Poważnym kontrkandydatem jawi się dokument „Time” (wygrana w Sundance, nagroda Amerykańskiego Stowarzyszenia Krytyków Filmowych oraz National Board of Review). Historia Fox Rich, walczącej przez ponad dwadzieścia lat o zwolnienie swojego męża z więzienia, mocno wpisuje się w społeczne nastroje w Ameryce i w dobie haseł #blacklivesmatter czy też niepokojów po sprawie George’a Floyda wydaje się niezmiernie aktualna politycznie. Już niebawem przekonamy się, jaki będzie werdykt Akademii. Szansę oceniam pół na pół, ale przechylam się w stronę „Czego nauczyła mnie ośmiornica”.

Najlepszy film animowany

co w duszy gra disney

W ostatnich latach hegemonem w dziedzinie animacji jest firma Pixar. W XXI wieku zdobyła już dziesięć nagród w tej kategorii. Rok temu triumfowała dzięki Chudemu i spółce („Toy Story 4”) i wszystko wskazuje na to, że w trzecią dekadę wkroczy z kolejnym wyróżnieniem. Nominację dzierży zarówno „Naprzód”, jak i „Co w duszy gra”. Obydwa tytuły odstają znacząco od poziomu największych dokonań studia („Odlot”, „Coco”), mimo wszystko wątpię, aby zakorzeniony w irlandzkim folklorze „Sekret wilczej gromady” zdołał sprawić niespodziankę. „Co w duszy gra” ma aż trzy tegoroczne nominacje (także w kategorii dźwięku i muzyki) oraz większość nagród ze Złotym Globem, Laurem Amerykańskiej Gildii Producentów Filmowych oraz sześcioma nagrodami ANNIE (Międzynarodowe Stowarzyszenie Twórców Filmu Animowanego) na czele. Choć przesłanie filmu jest nieadekwatnie dobrane do młodego odbiorcy oraz nazbyt oczywiste dla dojrzałego widza, nie sposób odmówić historii wdzięku, a także paru aranżacyjnych wyborów, w których pobrzmiewają echa poprzedniej produkcji Pete'a Doctera – „W głowie się nie mieści”. Oscar, choć w mojej opinii bardziej miedziany niż złoty.

Najlepszy montaż

Proces Siódemki z Chicago netflix

Kategoria, od której gala zacznie nabierać rumieńców. Każdy z filmów jest zarazem nominowany do głównej nagrody wieczoru za najlepszy film. Dostrzegalną pracę wykonał Yorgos Lamprinos, który w „Ojcu” umiejętnym zestawianiem kompozycji czynnie uwydatnił samą narrację opowieści. Poza sztampowym łączeniem kadrów, w sposobie montażu obnażył zagubienie i rzeczywistość głównego bohatera. Lamprinos otrzymał nagrodę stowarzyszenia krytyków filmowych z Los Angeles, jednak nie podejrzewam, żeby zakończył wieczór z Oscarem. Ten trafi do Alana Baumgartena lub Mikkela E.G. Nielsena. Pierwszy zadbał, aby słowa scenariusza Aarona Sorkina odpowiednio wybrzmiały na sądowej sali w dramacie „Proces Siódemki z Chicago”, drugi z empatią poprowadził emocjonalną drogę utraty słuchu w „Sound of Metal”. Obaj Panowie ex aequo zdobyli nagrodę Critics Choice za montaż. Jednak branżowa nagroda Amerykańskiego Stowarzyszenia Montażystów w roli faworyta stawia Baumgartena z filmem „Proces Siódemki z Chicago”.

Najlepszy dźwięk

Sound of Metal amazon

Na tegorocznej gali kategorie montażu dźwięku oraz dźwięku połączone zostały w pojedynczą kategorię. Dotychczasowy model budził niezrozumienie oraz trudność w jasnym zdefiniowaniu różnic u odbiorców, przez co Akademia zdecydowała się na uproszczenie. Mimo że Złote Szpule, czyli nagrody Amerykańskiego Stowarzyszenia Montażystów Dźwięku, trafiły do „Procesu Siódemki z Chicago” za dialogi i technikę ADR oraz „Misji Greyhound” za efekty i imitacje dźwiękowe, wierzę, że Oscar przypadnie aż pięciu twórcom odpowiedzialnym za dźwięk do filmu „Sound of Metal”. Historia o utracie słuchu bardzo mocno eksponuje ten właśnie aspekt filmowego rzemiosła. Autorzy kreatywnie tonują oraz modyfikują nasilenie głośności, wpuszczając widza w zmysły głównego bohatera. Odbiorca doświadcza tragizmu sytuacji, co znacząco wzmacnia emocje związane z historią toczącą się na ekranie.

Najlepsze zdjęcia

Nomadland 20th century studios

Co dość zaskakujące, dopiero pierwszą nominację do Oscara zdobył Dariusz Wolski. Autor zdjęć do takich filmów jak „Piraci z Karaibów”, „Prometeusz”, „Marsjanin” czy „Kruk” wyróżniony został za pracę przy „Nowinach ze świata”. Niestety Polak ma nikłe szanse na statuetkę. Czarno-białe zdjęcia często zyskiwały przychylność Akademii, co może być szansą dla Erika Messerschmidta. W 2018 roku triumfowała „Roma”, a każdy miłośnik kina pamięta z pewnością kadry Janusza Kamińskiego z „Listy Schindlera”. Same nominacje zdobywał również „Artysta” czy nasza rodzima „Zimna wojna”. Choć nagrodzenie „Manka” (szczególnie po nagrodzie Amerykańskiego Stowarzyszenia Operatorów Filmowych) nie jest scenariuszem niemożliwym, mimo wszystko przewiduję pierwszą tego wieczoru nagrodę dla „Nomadland”. Joshua James Richards, pracując kolejny raz z Chloe Zhao (polecam również zdjęcia, jak i sam film „Jeździec” z 2017 roku), z wielkim wyczuciem uchwycił surowe bezdroża Ameryki, doskonale oddając swoimi ujęciami koczowniczą charakterystykę nomadów.

Krótki materiał przybliżający aspekt zdjęć do filmu „Nomadland”:

Najlepsze kostiumy

Ma Rainey Matka bluesa netflix

Szóstą nominację w karierze otrzymała w tym roku Alexandra Byrne. Laureatka nagrody za stroje do „Elizabeth: Złotego wieku” (w 2008 roku) pieczołowicie wkomponowała się w realia epoki georgiańskiej, przygotowując kreacje w filmie „Emma.”. Adaptacje powieści Jane Austen miały szczęście do wyróżnień w kontekście kostiumów. Nominację otrzymywały: „Rozważna i romantyczna” (1996), „Duma i uprzedzenie” (2006), jak i również poprzednia adaptacja „Emmy” z 1997 roku. Nagroda przypadnie jednak Ann Roth za „Ma Rainey: Matka bluesa”. Kostiumolożka swoją pierwszą nominację do Oscara otrzymała trzydzieści pięć lat temu (!) za stroje do filmu „Miejsca w sercu” w 1985 roku. Złotego rycerza podniosła dwanaście lat później za „Angielskiego pacjenta” w 1997. Na tegorocznej gali, w wieku 89 lat, wyrównała rekord najstarszej osoby nominowanej do Oscara (w 2018 – Agnes Varda za dokument „Twarze, plaże” oraz James Ivory za scenariusz „Tamte dni, tamte noce”).

Najlepsze efekty specjalne

Tenet warner bros

Z powodu pandemii nie był to rok łaskawy dla widowiskowego kina rozrywkowego. Wytwórnie raczej unikały rozrzutności, a spektakularne blockbustery częściej niż na ekrany kin odkładane były na półkę, czekając na czasy, w których będą w stanie spłacić zainwestowane w nie środki – casus „Diuny” czy nowego Bonda („Nie czas umierać”). Doprowadziło to do sytuacji, gdzie wśród nominowanych pojawiły się tytuły, które w innych latach nie miałyby szansy zaistnieć, tj. „Miłość i potwory” czy też nieudana adaptacja powieści „Dzień dobry, północy”. Tym samym nie ma się, co oszukiwać, że „Tenet” posiada jakąkolwiek konkurencję. Choć najnowsze dzieło Christophera Nolana wielu rozczarowało, nie sposób odmówić mu odwagi i wizjonerstwa. Ekranowa inwersja zapisze się w historii kina tak, jak i tegoroczny Oscar za efekty specjalne.

Najlepsza scenografia

Mank netflix

Przed rokiem w „Pewnego razu… w Hollywood” Quentin Tarantino zabrał nas w podróż ulicami Los Angeles końca lat sześćdziesiątych. Minęło dwanaście miesięcy i wracamy w to samo miejsce, cofając się jednak trzy dekady, aby doświadczyć wiekopomnego momentu narodzin „Obywatela Kane’a”. Scenografia powinna okazać się nagrodą pocieszenia dla filmu „Mank”. Najnowsze dzieło Davida Finchera, mimo przewodzenia w ilości nominacji (aż dziesięć), prawdopodobnie zakończy wieczór z tym właśnie jednym wyróżnieniem. Donald Graham Burt oraz Jan Pascale docenieni zostali już na gali BAFTA, Critics Choice, Satelitach, a także przez Amerykańską Gildię Scenografów.

Najlepsza charakteryzacja

Ma Rainey Matka bluesa netflix

Doceniam efekt czasochłonnej transformacji oraz ilość pracy, jaką należało włożyć, aby prawdziwy chłopiec nie przypominał prawdziwego chłopca, lecz kukiełkę, która tymże chłopcem pragnęła zostać. Jednakże „Pinokiu” finalnie brakuje artystycznej spójności. Wizja Matteo Garrone, choć wiernie zakorzeniona w literackim źródle, ma ewidentną trudność z utrzymaniem wiarygodnej estetyki. Charakteryzacji nie pomaga również budżetowe wkomponowanie efektów specjalnych. Podejrzewam, że Oscar przypadnie za umiejętne przywrócenie do życia historycznych postaci w „Ma Rainey: Matce bluesa”. Film otrzymał dwie nagrody od Amerykańskiej Gildii Charakteryzatorów, za najlepsze fryzury historyczne oraz makijaż, a także nagrodę BAFTA oraz Critics Choice.

Najlepsza muzyka

co w duszy gra disney

Żałuję, że bardzo nikłe szanse na zwycięstwo ma nastrojowa oraz nostalgiczna ścieżka dźwiękowa Emile Mosseri do filmu „Minari”. Podwójnie nominowany jest duet Rossa i Reznora i jedyną niewiadomą pozostaje, za który z tytułów zostaną wyróżnieni. Panowie otrzymali Oscara w 2011 roku za „The Social Network”. Myślę, że tym razem to nie współpraca z Fincherem przy „Mank” okaże się owocna, lecz Pixarowe „Co w duszy gra” (przy albume wspierał ich również Jonathan Batiste). Poprawny klimatyczny soundtrack, któremu w mojej opinii daleko jednak do wcześniejszych osiągnięć autorów („The Social Network” czy „Dziewczyny z tatuażem”).

Najlepsza piosenka

Życie przed sobą netflix

Jestem przekonany, że jeszcze kilka miesięcy temu wiele osób odliczało dni do momentu aż na Oscarowej gali zobaczy oraz usłyszy występ Billie Eilish z piosenką „No time to die”. Piosenki z ekranowej przygody Bonda nominowane były do Oscara wielokrotnie, przy czym dwa ostatnie w tej kategorii triumfowały (2016 „Spectre”, utwór „Writing’s on the Wall” w wykonaniu Sama Smitha oraz 2013 „Skyfall”, utwór „Skyfall” w wykonaniu Adele). „No time to die” dołączy do tego grona prawdopodobnie za rok, a tymczasem Akademia wybierze pomiędzy „Io Si (Seen)” z filmu „Życie przed sobą” oraz „Speak Now” z „Pewnej nocy w Miami…”. Laura Pausini zdobyła Złoty Glob oraz nagrodę Satelity, natomiast Leslie Odom Jr. – Critics Choice, a także Czarne Szpule. Co interesujące, Leslie Odom Jr. za swoją rolę Sama Cooke’a nominowany jest także w kategorii drugoplanowej. Wyrównany pojedynek ze wskazaniem na „Speak Now”.

Utwory dla porównania:

Speak Now:

Io Si (Seen):

Najlepszy film międzynarodowy

na rauszu besf film

Mimo nagrody w Wenecji, uznania w oczach Akademii nie zyskał film Małgorzaty Szumowskiej „Zimy już nigdy nie będzie”. Wydaje mi się, że polski kandydat był tytułem zbyt niedostępnym dla zagranicznego odbiorcy, a i sama Szumowska po słabo przyjętej „Córce Boga” nie miała najlepszej prasy. Być może trafniejszą decyzją okazałoby się postawienie na Jana Komasę z „Hejterem”, który po sukcesie „Bożego Ciała” był na zgoła odmiennej pozycji. O tym już się jednak nie przekonamy. Polskie kino zdominowało tymczasem galę anty-Oscarów, czyli popularnych Złotych Malin, gdzie rodzime „365 dni” z 6 nominacjami przewodziło stawce, a oficjalnie najgorszym filmem cenionego rankingu IMDb ze średnią 1,1 na ponad trzydzieści siedem tysięcy głosów został „Smoleńsk”. Z pewnością nie tak wyobrażamy sobie pozycję naszego kina, lecz po ostatnich sukcesach „Bożego Ciała” czy „Zimnej wojny” myślę, że można na powyższe spojrzeć z lekkim przymrużeniem oka. Niekwestionowanym faworytem do Oscara za film międzynarodowy jest „Na rauszu”. Bardzo cenię kino Vinterberga i o ile osobiście mocniej poruszyło mnie „Polowanie”, to wciąż uważam „Na rauszu” za kino wartościowe, przemyślane oraz zwyczajnie mądre.

Najlepszy scenariusz adaptowany

Nomadland od 20th century studios

Kompletnie nie rozumiem obecności w gronie nominowanych „Białego Tygrysa”. Nie przekonuje mnie ani sposób narracji zaciągnięty niezbyt subtelnie ze „Slumdoga. Milionera z ulicy”, ani alegoryczny morał, topornie komentujący efekt tarcia klas. Niepochlebną opinię mam również o sequelu filmu o Boracie. O ile poprzednia część potrafiła obnażyć społeczno-polityczne absurdy Ameryki, o tyle druga przez większość czasu jest zwyczajnie… niewyszukana. Jedynym faktem wartym odnotowania jest pobicie przez film rekordu Guinnessa, dotyczącego długości tytułu nominowanej produkcji. Brzmi on bowiem w pełni: „Borat Subsequent Moviefilm: Delivery of Prodigious Bribe to American Regime for Make Benefit Once Glorious Nation of Kazakhstan” („Kolejny film o Boracie: Tłusta łapówka dla amerykańskiego reżimu, by naród kazachski znów być wielki”). Doceniam scenariusz, jaki Kemp Powers stworzył w oparciu o własną sztukę „Pewnej nocy w Miami…”. Film ma pewien kłopot ze zbyt rozwleczoną kompozycją i przeciągniętym pierwszym aktem, kiedy jednak bohaterowie spotykają się już na ekranie i zaczynają rezonować wzajemnie w starciu postaw, doświadczeń i poglądów, scenariusz fantastycznie rozkwita. Nagroda najpewniej przypadnie produkcji „Ojciec” lub „Nomadland”. Co ciekawe, „Ojciec” również jest adaptacją sztuki zekranizowanej przez autora. Florian Zeller wystawił ją w 2012 roku we Francji pod tytułem „Le Père”. W 2014 otrzymała natomiast prestiżową nagrodę Moliere’a. Choć Oscar nie byłby tutaj niespodzianką, mimo wszystko obstawiam „Nomadland”. Chloe Zhao z pełnym zrozumieniem ożywiła reportaż Jessiki Bruder, co powinno przynieść jej pierwszego, lecz nie ostatniego tej nocy Oscara.

Najlepszy scenariusz oryginalny

Obiecująca. Młoda. Kobieta focus features

Bardzo mocna kategoria. Osobiście, oddając swój głos, zdecydowałbym się na „Sound of Metal” lub „Minari”, nieznacznie faworyzując tego pierwszego. Obydwa filmy nie mają jednak większych szans. Nagroda przypadnie Aaronowi Sorkinowi za „Proces Siódemki z Chicago” lub Emerald Fennell za „Obiecującą. Młodą. Kobietę.”. Ciężki wybór. Sorkin jest rzemieślnikiem wybitnym. Co prawda, Oscara otrzymał dotychczas wyłącznie za „The Social Network”, jednak jego teksty do „Moneyball”, „Wojny Charliego Wilsona”, „Ludzi honoru” czy też serialu „Newsroom” są zwyczajnie wybitne. Ilość słów, jakie wkłada w usta swoim bohaterom, oraz sposób prowadzenia przez niego dialogów jest w mojej opinii niedoścignionym warsztatem scenopisarstwa. „Proces Siódemki z Chicago” posiada natomiast wszystkie walory jego warsztatu. Z drugiej strony „Obiecująca. Młoda. Kobieta.” jest filmem, który najmocniej mnie w tym roku zaskoczył. Szczególnie że w przeciwieństwie do Sorkina, gdzie sam zamysł oraz fabuła oparta była na rzeczywistych wydarzeniach, tekst Fennell jest oryginalny, a zarazem odważny oraz nieszablonowy. Stawia istotne pytania i porusza ważną problematykę, używając oryginalnych środków wyrazu oraz swobodnie miksując filmowe style. Tam, gdzie na modnej ostatnio idei feminizmu bardzo łatwo popaść w banał, autorka dokonuje świadomej i dojrzałej dekompozycji damsko-męskich relacji oraz obnaża moralnie wątpliwe, ale społecznie akceptowalne zachowania. „Obiecująca. Młoda. Kobieta.” otrzymała BAFTA, Critics Choice, nagrodę Satelity, Amerykańskiej Gildii Scenarzystów (WGA) oraz Stowarzyszenia Krytyków Filmowych z Los Angeles. Czas na Oscara.

Najlepsza aktorka drugoplanowa

minari a24

Glenn Close dołączyła do wąskiego grona aktorów i aktorek, którzy mieli okazję za tę samą rolę otrzymać zarówno oscarową nominację, jak i wyróżnienie do Złotej Maliny. Podobna sytuacja zdarzyła się jedynie dwukrotnie i to bardzo dawno temu. W 1982 roku James Coco za „Tylko, gdy się śmieję” oraz w 1984 Amy Irving za „Jentł”. W 2010 roku Sandra Bullock dostała zarówno Oscara, jak i Złotą Malinę, ale za dwa różne filmy („Wielki Mike. The Blind Side” oraz „Wszystko o Stevenie”). Wśród tegorocznych nominowanych zaobserwować można dużą różnorodność wytypowanych ról. Początek sezonu nagród zaskakująco zdominowała Maria Bakalova, która po wygraniu nagród Critics Choice, Satelity, Amerykańskiego Stowarzyszenia Krytyków Filmowych, a także krytyków z Nowego Jorku jeszcze kilka tygodni temu wskazywana była za główną faworytkę do sięgnięcia po złotego rycerza. Cieszę się z wyróżnienia Amandy Seyfried, choć tutaj można zawiązać dyskusję, czy większego wkładu w „Mank” nie miała jednak Lily Collins. Absolutnie zjawiskowa w roli babci w filmie „Minari” okazała się Yuh-Jung Youn, która skradła niemal każdą scenę, w jakiej się pojawiła. Doświadczona aktorka została pierwszą w historii Koreanką nominowaną do Oscara. Choć w zeszłym roku największym triumfatorem z czterema nagrodami okazał się „Parasite”, to nie otrzymał on żadnych wyróżnień w kategoriach aktorskich. Yuh-Jung Youn otrzymała już nagrodę Amerykańskiej Gildii Aktorów Filmowych, BAFTA, National Board of Review oraz krytyków z Los Angeles oraz San Francisco. Niezmiernie ucieszę się z jej zwycięstwa.

Najlepszy aktor drugoplanowy

Judasz i Czarny Mesjasz warner bros

Leslie Odom Jr. jest czwartą w historii osobą oraz pierwszym mężczyzną, który otrzymał nominację zarówno za piosenkę, jak i rolę w tym samym filmie. Aktorki, które uzyskały podobne osiągnięcie, to Mary J. Blige za „Mudbound” (2018), Lady Gaga za „Narodziny gwiazdy” (2019) oraz Cynthia Erivo za „Harriet” (2020). To także pierwszy przypadek, kiedy dwóch czarnoskórych artystów zostało nominowanych za ten sam film – Daniel Kaluuya oraz Lakeith Stanfield za „Judas and the Black Messiah”. Daniel Kaluuya za swoją rolę działacza na rzecz ruchu praw obywatelskich oraz lidera sekcji Czarnych Panter doceniony został już Złotym Globem, nagrodą Amerykańskiej Gildii Aktorów Filmowych, Critics Choice oraz BAFTA. Choć osobiście za bardziej wyraziste role aktora uważam występy w „Uciekaj!” lub „Wdowach”, to wszystko wskazuje, że sławę przyniesie mu właśnie „Judasz i Czarny Mesjasz”. Na pocieszenie zaskakująca, ale niezwykle zasłużona nominacja dla Paula Raciego, który absolutnie skradł moje serce w produkcji „Sound of Metal”.

Najlepsza aktorka pierwszoplanowa

Obiecująca. Młoda. Kobieta od focus features

Iluzoryczną szansę na zwycięstwo ma Vanessa Kirby. To bardzo dobra, wyrazista rola, jednak „Cząstki kobiety” mogłyby skończyć się po dwudziestu minutach. Prolog ma siłę młota opuszczonego z impetem na głowę widza, po czym historia rozpływa się w nachalnym symbolizmie. Kirby zaznaczyła swoje aspiracje i z pewnością nie raz jeszcze dojrzymy ją w przyszłości na czerwonym dywanie. Podobnie jest z Andrą Day, która niespodziewanie sięgnęła po Złoty Glob za główną rolę w filmie „Billie Holiday”. O ile w „Cząstkach kobiety” dobre jest dwadzieścia minut, o tyle „Billie Holiday” jest filmem po prostu nieudanym. Lee Daniels nakręcił produkcję na poziomie filmu telewizyjnego, a pazura starczyło mu wyłącznie na jedną scenę interesującej inscenizacji ułożonej pod dyktando narkotycznego transu. Sam występ Andry Day jest poprawny, lecz wątpię, by ktokolwiek pamiętał o nim w perspektywie najbliższych lat. Viola Davis jest najczęściej nominowaną afroamerykańską aktorką w historii. „Ma Rainey: Matka bluesa” przyniosła jej czwartą nominację i szansę na drugiego Oscara (pierwszy za „Płoty” w 2017 roku). Wszystko wskazuje jednak, że o tego zawalczy Frances McDormand oraz Carey Mulligan. McDormand w „Nomadland” jest perfekcyjna. Z pełnym naturalizmem wkomponowała się w offowe kino drogi, oddając pełne spektrum doświadczonej przez życie kobiety. Na jej korzyść przemawia otrzymana nagroda Amerykańskiego Stowarzyszenia Krytyków Filmowych, BAFTA oraz Satelita. Co imponujące, w przypadku zwycięstwa byłby to jej trzeci Oscar (wcześniej za „Fargo” w 1997 roku oraz za „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri” w 2018). McDormand jest też trzecią kobietą (po Barbrze Streisand oraz Oprah Winfrey) oraz dwudziestą w ogóle, która otrzymała nominacją zarówno za rolę aktorską oraz najlepszy film (jest też bowiem także producentką „Nomadland”). Carey Mulligan zdobyła Critics Choice, Międzynarodową Nagrodę AACTA, National Board of Review oraz wyróżnienie Stowarzyszenia Krytyków Filmowych z Los Angeles i myślę, że to właśnie ona może przygotowywać mowę dziękczynną za rolę w filmie „Obiecująca. Młoda. Kobieta.”.

Najlepszy aktor pierwszoplanowy

Chadwick Bosman Ma Rainey Matka bluesa netflix

Obok najlepszego filmu, najmocniejsza kategoria. Jest to też piękna formuła świeżości z doświadczeniem. Steven Yeun został pierwszym Amerykaninem azjatyckiego pochodzenia nominowanym w tej kategorii. Choć jest to nominacja w pełni zasłużona, na nagrodę próżno liczyć. Na wyróżnienie szans nie ma także Gary Oldman. Aktor, który przed trzema laty odbierał Oscara za postać Winstona Churchilla, w tym roku wcielił się w Hermana J. Mankiewicza, scenarzystę legendarnego „Obywatela Kane’a”. Bardzo dobry występ, choć aktor przyzwyczaił już wielokrotnie, że poniżej pewnego poziomu nie schodzi. Drugim weteranem obecnym wśród nominowanych jest sir Anthony Hopkins. Hopkins stał się najstarszym aktorem nominowanym w kategorii pierwszoplanowej (osiemdziesiąt trzy lata; poprzedni rekord należał do Richarda Farnswortha, który w wieku siedemdziesięciu dziewięciu lat w 2000 roku odbierał nominację za rolę w „Prostej historii” Davida Lyncha). Szósta nominacja (wyłącznie jeden Oscar za „Milczenie owiec” w 1992 roku) jest docenieniem emocjonalnej roli zagubionego oraz schorowanego starego człowieka w filmie „Ojciec”. Moim faworytem jest Riz Ahmed. Aktor jest pierwszym muzułmaninem nominowanym do roli pierwszoplanowej (wcześniej podwójnym laureatem był Mahershala Ali za „Moonlight” (2017) oraz „Green Book” (2019), jednak były to role drugoplanowe). Riz Ahmed od podstaw stworzył pełnokrwistą postać Rubena w „Sound of Metal”, portretując ją feerią stanów emocjonalnych oraz uczuć. Wyśmienity, pamiętny występ, który przyniósł aktorowi nagrodę Satelity oraz National Board of Review. Myślę jednak, że Akademia pośmiertnie wyróżni Chadwicka Bosemana za rolę w filmie „Ma Rainey: Matka bluesa”. Boseman jest siódmym artystą otrzymującym pośmiertną nominację. Wcześniej James Dean „Na wschód od Edenu” (1956), „Olbrzym” (1957), Spencer Tracy „Zgadnij, kto przyjdzie na obiad” (1967), Peter Finch „Sieć” (1977), Ralph Richardson „Greystoke: Legenda Tarzana, władcy małp” (1985), Massimo Troisi „Listonosz” (1996) oraz Heath Ledger „Mroczny Rycerz” (2008). Chadwick Boseman, który w pamięci zapisał się przede wszystkim rolą T’Challi, czyli Czarnej Pantery, w filmach Marvela, zmarł w minionym roku w wieku czterdziestu trzech lat z powodu nowotworu okrężnicy. Nie będzie to tylko wyróżnienie symboliczne, gdyż rola ambitnego, młodego Levee’a warta jest uznania i choć aktor na zawsze sprowadzany będzie zapewne do hasła „Wakanda Forever”, to występ w filmie George’a C. Wolfe'a jest godnym oraz dumnym podsumowaniem przerwanej zdecydowanie zbyt szybko kariery.

Najlepsza reżyseria

Chloe Zao Nomadland 20th century studios

Pierwszy raz w liczącej ponad dziewięćdziesiąt lat historii, w kategorii najlepszej reżyserii nominowano więcej niż jedną kobietę. Stało się tak za sprawą Chloe Zhao oraz Emerald Fennell. O Fennell rozpisywałem się już przy okazji scenariusza, więc nie będę powielał słów pochwały w kierunku młodej artystki. Zaskoczeniem okazała się sama nominacja dla Thomasa Vinterberga oraz Lee Isaaca Chunga. Panowie zastąpili faworyzowanego Aarona Sorkina oraz Reginę King. Vinterberg w „Na rauszu” umiejętnie operował pomiędzy komedią a dramatem, bardzo świadomie doprowadzając do wyśmienitej wręcz finałowej puenty. Chung napisał oraz wyreżyserował historię o aspiracjach, szukaniu szczęścia oraz miejsca na ziemi z dala od własnych korzeni. „Minari” jest jednak przede wszystkim pokazem siły rodziny i jej nierozerwalnych więzi. David Fincher jest jednym z moich ulubionych reżyserów, a każdy z jego filmów zajmuje honorowe miejsce na mojej półce. Moment, w którym Oscara za reżyserię odebrał mu w 2011 roku Tom Hooper („Jak zostać królem” zamiast „The Social Network”), traktuję jako jeden z najbardziej znienawidzonych momentów w całej historii nagród Akademii. Nie umiem się jednak zakochać w „Manku”. Doceniam profesjonalizm, warsztat i elegancję bijącą z każdego kadru. Sama historia nie jest mnie jednak w stanie utrzymać na krawędzi fotela. Byłoby wielką niesprawiedliwością, gdyby taki reżyser ze wszystkich swoich filmów miał zostać wyróżniony właśnie teraz. Oscar trafi do Chloe Zhao za „Nomadland”. Jest to pierwsza nie-biała kobieta w historii nominowana w tej kategorii. Wyreżyserowała kino wyciszone, typowo festiwalowe, pozbawione wszelkich znamion komercji. Jestem niezwykle ciekaw, jak potoczą się dalsze losy artystki. Tym bardziej że jej najbliższy projekt to totalne przeciwieństwo dotychczasowej twórczości, czyli ekranizacja komiksu Marvela, „Eternals”.

Najlepszy film

Frances McDormand Nomadland 20th century studios

Patrząc z perspektywy punktu w historii, czasu, w jakim się znajdujemy, oraz sytuacji związanej z zagrożeniem pandemicznym na całym świecie, muszę przyznać, że grono wytypowanych filmów satysfakcjonuje. Myślę, że każdy kinoman doceni seans dowolnego z ośmiu nominowanych tytułów. Wspominając pominiętych, żałuję absencji „Nigdy, rzadko, czasami, zawsze” (scenariusz, rola kobieca) czy „Może pora z tym skończyć” (scenariusz, zdjęcia, film), ale nie traktuję ich na poziomie karygodnych uchybień. Z nominowanych najsłabiej oceniam „Judas and the Black Messiah”. Jest to pierwszy film w pełni produkowany przez Afroamerykanów nominowany w głównej kategorii, a lista dziesięciu osób składająca się na sześć nominacji stanowi rekord czarnoskórych artystów nominowanych za pojedynczy film (do tej pory rekordzistą był „Kolor purpury” (1986) z siedmioma przedstawicielami przy jedenastu nominacjach). Typowym reprezentantem kina hollywoodzkiego jest „Proces Siódemki z Chicago”. Dobre kino z wyrazistymi bohaterami, historią na faktach, okraszone społecznym komentarzem. Na drugim biegunie znajduje się kameralny „Ojciec” zakorzeniony w teatralnym materiale źródłowym z interesującym montażem, osadzony na barkach sir Anthony'ego Hopkinsa. Mamy pomnik, jaki Fincher postawił na płaszczyźnie osobistej – swojemu zmarłemu ojcu, który był twórcą scenariusza – jak i na poziomie opowieści – faktycznemu autorowi jednego z największych filmowych dzieł w historii kina. Podejrzewam, że tylko nieliczni kojarzyli nazwisko Mankiewicza, utożsamiając „Obywatela Kane’a” wyłącznie z postacią charyzmatycznego Orsona Wellesa. Najbliższe w tym roku były dla mnie seanse „Sound of Metal” oraz „Minari”. Po pierwszym spodziewałem się przejmującej historii o utracie słuchu, wyszedłem natomiast z inspirującym przypomnieniem, że czasem warto się zatrzymać i skupić wyłącznie na obecnej chwili. „Minari” oczarowało mnie swoją nostalgią i przez wykorzystanie scen z życia codziennego zaprosiło do obejrzenia rodzinnego albumu. Życzę sobie, żeby „Obiecująca. Młoda. Kobieta.” zdobyła uznanie w masowej świadomości widzów i za kilka lat wymieniana była w gronie klasyków docenianych na długo po premierze. Czekam przy tym z wielką niecierpliwością na kolejną produkcję Emerald Fennell, licząc, że nie straci swojego zmysłu obserwacji oraz autorskiego pazura. Wreszcie, cieszę się, że nagroda za najlepszy film trafi w tym roku do „Nomadland”. Szczególnie w obecnej dobie izolacji i odosobnienia, historia świadomej nomadki ma okazję odpowiednio wybrzmieć. I myślę, że warto zadać sobie po seansie pytanie, czy rzeczywiście ta bohaterka przemierzająca kraj w kamperze z kilkoma dolarami na bieżące wydatki, bez bieżącej wody, wypróżniająca się do wiadra i całkowicie odcięta od konsumpcjonistycznych potrzeb, jest tym, komu powinniśmy współczuć, czy też może zazdrościć?

zdj. Netflix / Disney / Amazon / 20th Century Studios / Warner Bros. / Best Film / Focus Features / A24