Netflix znowu zawodzi? Nowy serial w świecie „King Konga” rozczarowaniem

Netflix ma w swoim katalogu sporo udanych animacji, ale wygląda na to, że „Wyspa czaszki”, nowy projekt studia Legendary, nie dorasta do takich odcinkowych tytułów streamera jak chociażby „Castlevania”, „He-Man i Władcy wszechświata” czy „Cyberpunk: Edgerunners”. Pierwsze recenzje serialu o świecie King Konga wskazują na rozczarowanie.

Produkcja osadzona w uniwersum Monsterverse, znanym z ostatnich kinowych produkcji studia Legendary, zadebiutowała dziś w ofercie Netfliksa. Serial rozgrywający się przed wydarzeniami widowiska „Godzilla vs. Kong” opowiada o grupie rozbitków usiłujących uciec z tytułowej wyspy pełnej prehistorycznych potworów – wśród ogromnych stworzeń nie mogło oczywiście zabraknąć Konga. Twórcą serialu jest Brian Duffield, scenarzysta filmów „Głębia strachu” oraz „Love and Monsters”. Stworzeniem animacji zajęło się natomiast studio Powerhouse Animation odpowiadające za takie produkcja jak „Castlevania” i „Blood of Zeus”.

Choć oba poprzednie tytuły wytwórni spotkały się z ciepłym przyjęciem fanów animacji, do „Wyspy czaszki” dobrze będzie podejść z odpowiednio obniżonymi oczekiwaniami – a przynajmniej na to wskazują pierwsze opinie o serii. Pomimo udanych kreacji głosowych (w recenzjach padają słowa uznania wobec Darrena Barneta, Benjamina Bratta, Nicolasa Cantu i Mae Whitman), serialowy spin-off Monstervese ma rozczarowywać na poziomie animacji (której najwyraźniej daleko do poziomu poprzednich produkcji Powerhouse) i stanowić połączenie przewidywalnej fabuły, przeciętnie napisanych postaci i irytujących elementach komediowych, które „podłapuje od współczesnych kinowych produkcji” – napisano w jednym z tekstów. „To serial pełen przerażających stworów, ale skupia się na szóstce randomowych ludzi” – dodano w innej publikacji. Recenzent serwisu The Illuminderdi dodaje, że „nowa animacja Netfliksa ma dobrą obsadę i potencjał, ale nigdy nie wykorzystuje bogactwa drzemiącego w marce, po którą sięga. (...) Na wyspie gubią się nie tylko postacie – gubi się też sama seria”. Wiele opinii zwraca uwagę, że ilekroć na ekranie pojawia się sam King Kong, serial nabiera potrzebnej energii, ale z kultowej postaci zdecydowano się korzystać niezwykle rzadko, nie oferując w zamian zbyt wiele angażujących punktów zaczepienia dla widowni. 

Sprawdź też: Nowy dokument sportowy Netfliksa zapiera dech w piersiach. Film powstał dzięki studiu A24

Produkcja ma też mieć spory problem z wyważeniem tonu. „Wychodzi to trochę tak, jakbyśmy oglądali film nakręcony w R-ce, a później ocenzurowany do kategorii PG, co irytuje znacznie bardziej, niż gdyby po prostu od początku celowano w przyciągnięcie młodszej widowni. Serial nie wykorzystuje faktu, że operuje w medium animacji – woli opowiadać, a nie pokazywać. Choć zapowiada dojrzałą i brutalną opowieść o przetrwaniu z udziałem bezlitosnych najmników i potężnych stworów, ostatecznie robi wrażenie produkcji bardziej przytłumionej i dziecinnej, niż seriale oparte na popularnej licencji i rzeczywiście skierowane dla dzieci”. W opinii odwołano się do debiutującego na Netfliksie serialu „Park Jurajski: Obóz Kredowy”, która „znakomicie wprowadza do motywów i przerażających scenariuszy filmowego cyklu”. Pierwsze recenzje wskazują też, że „Wyspę czaszki” pozostawiono w pierwszym sezonie w miejscu, które z całą pewnością sugeruje przedłużenie na kolejną odsłonę – w zależności od wyników oglądalności – więc twórcy mogą otrzymać jeszcze szansę, by dopracować tę odsłonę uniwersum potworów w kolejnych odcinkach.

Przypomnijmy, że „Wyspa czaszki” nie jest jedynym serialem poszerzającym świat Monsterverse w ramach platform streamingowych. Nad aktorską produkcją „Godzilla and the Titans” pracuje obecnie platforma Apple TV+. Kontynuowane będą też filmowe przygody ogromnych potworów za sprawą kinowej produkcji „Godzilla x Kong: The New Empire” szykowanej dla studia Warner Bros.

Źródło: The Illuminerdi / But Who Tho / DM Talkies / zdj. Netflix