NOSTALGICZNA NIEDZIELA #111: „Słoneczny patrol”

W Nostalgicznej Niedzieli przybliżamy Wam klasyczne, niekiedy zapomniane produkcje kinowe i telewizyjne z ubiegłych dekad. Dziś serial, który swego czasu wszyscy oglądali, ale nie wszyscy zechcą się przyznać. Dzieło życia Davida Hasselhoffa, „Słoneczny patrol”.

Kto dorastał w pięknych latach 90., z pewnością miał okazję zetknąć się ze związanym z nimi  fenomenem w postaci serialu o dzielnych ratownikach (i urodziwych ratowniczkach) patrolujących kalifornijską plażę. Co prawda, były to zupełnie inne czasy, w których ze względu na ograniczony wybór często oglądało się „to, co leciało”, nie zaś to, co się świadomie wybrało, ale rzeczony serial, przynajmniej z początku, przykuwał uwagę (i nie mówię tu nawet o wiadomym jego aspekcie, który wtedy jeszcze mało mnie obchodził). Osobiście darzę sentymentem szczególnie pierwszy sezon z 1989 roku, który w przeciwieństwie do pozostałych był produkcją NBC o całkiem przyzwoitym budżecie. Pomysłodawcą serii był ratownik Gregory Bonnan, który przez długie lata bezskutecznie próbował nakłonić którąś ze stacji telewizyjnych do produkcji serialu na podstawie jego pomysłu. W końcu z pomocą scenarzystów, Douglasa Schwartza i Michaela Berka, udało mu się zrealizować swój cel. Po pokazaniu decydentom NBC nagrań z plaż Los Angeles, mających stanowić swoiste „demo” planowanej produkcji, ostatecznie zyskał ich aprobatę i rozpoczęto prace przy pierwszej serii.

W obsadzie znalazła się gwiazda serialu „Knight Rider”, David Hasselhoff (jako świeżo awansowany porucznik Mitch Buchannon), znany z drugiej serii „Północ – Południe” Parker Stevenson (jako jego dobry kumpel Craig Pomeroy, usiłujący pogodzić zawód prawnika z pracą ratownika), gwiazdka Playboya, Erika Eleniak (jako początkująca ratowniczka Shauni), miss universe 1980, Shawn Weatherly (która w ostatniej chwili zastąpiła Pamelę Bowen w roli Jill Riley) oraz Billy Warlock (jako młody ratownik z problemami, Eddie) i to właśnie ten skład mam przed oczyma zawsze, gdy padnie hasło „Słoneczny patrol”. Warto w tym miejscu wspomnieć także o nazwisku mniej znanym, aczkolwiek istotnym – otóż począwszy od pierwszego sezonu, na drugim planie przewijał się charakterystyczny pan z wąsem, który po latach w końcu znalazł dla siebie miejsce w czołówce serialu. Był nim prawdziwy ratownik, dobry znajomy Gregory’ego Bonnana, Mike Newman, który pełnił rolę konsultanta, a przy okazji odgrywał w serialu… samego siebie.

Pierwotny zamysł Bonnana zakładał serial realistycznie oddający pracę ratowników, jednak wkrótce okazało się, że osoby decyzyjne nie są przekonane, czy to wystarczy, by utrzymać zainteresowanie widzów. Dlatego też prócz pracy ratowników i problemów ich życia codziennego (takich jak choćby kwestia opieki nad Hobiem, synem rozwiedzionego głównego bohatera, czy perypetie Eddiego, któremu Craig użyczy dachu nad głową) w fabule znalazło się miejsce na sporą ilość spraw i sytuacji rodem z filmów kryminalnych. Dodano postać Garnera (Gregory Allan Williams), patrolującego okolice plaży policjanta, który niejednokrotnie wspierał naszych bohaterów. Znalazło się także miejsce dla elementów nadnaturalnych (początkowo w bardzo małych dawkach). Z czasem uznano, że warto rozszerzyć obsadę o postać zawadiackiego Johna Corta (John Allen Nelson), który z chwilą pojawienia się w serialu, aż do końca pierwszego sezonu częstokroć wychodził na pierwszy plan, kradnąc show. Nie obeszło się także bez strat. Shawn Weatherly, niezadowolona z niewielkiej roli, jaką miały jej do zaoferowania scenariusze kolejnych odcinków, uznała w końcu, że pierwszy sezon będzie jej ostatnim. Producenci serialu wpadli więc na pomysł, by uśmiercić jej postać w odcinku, którego fabuła kręciła się wokół ataków rekinów. W efekcie powstał epizod o najlepszej oglądalności w całym pierwszym sezonie. O ile postać Jill odeszła z hukiem, tak nie dane to było innemu z bohaterów, Trevorowi, w którego wcielał się Peter Phelps. Mniej więcej w momencie, gdy do obsady dołączył Cort, nieszczęsnego Trevora praktycznie zamieciono pod dywan, a jego ostatnią sceną okazał się epizod, w którym nieszczęśnik nie załapuje się na darmową kanapkę. Widać już się z tego biedaczyna nie otrząsnął.

O ile fabuły kolejnych odcinków nie były może szczególnie odkrywcze, tak jednak potrafiły angażować, a losy sympatycznej ekipy śledziło się z zainteresowaniem. Dodatkową atrakcją był szeroki przekrój piosenek z epoki, w tym takich wykonawców jak Roxette czy Bon Jovi, a gdy wraca się do serialu po latach, potrafią zaskoczyć znajome twarze na drugim planie – w pierwszym sezonie pojawili się między innymi William Fichtner, Bryan Cranston czy też znana z „Obcego” Veronica Cartwright.

Niestety wszelkie atuty, jakimi „Słoneczny patrol” mógł się pochwalić, nie przekonały widać publiczności, a serial anulowano po pierwszym sezonie ze względu na zbyt niską oglądalność i wszystko wskazywało na to, że jeśli chodzi o przygody dzielnych ratowników, to by było na tyle. Tu jednak zadziałało producenckie trio, które z pomocą Davida Hasselhoffa (cieszącego się wtedy sporą popularnością w Europie) postanowiło reanimować serial. By tego dokonać, wykupili prawa do niego za symboliczną sumę, a następnie zmienili model dystrybucji. Niezbędne do sfinansowania produkcji fundusze zaczerpnięto ze sprzedaży praw emisji wielu stacjom telewizyjnym na całym świecie, jednak wiązało się to z drastycznym ograniczeniem budżetu. W efekcie serial nie tylko stracił nieco z rozmachu, którym mógł się poszczycić premierowy sezon, ale i gaże aktorów drastycznie się skurczyły. Takiego stanu rzeczy nie zaakceptował Parker Stevenson, który w tym momencie pożegnał się z serialem. Przy okazji zmienił się także odtwórca roli Hobiego, Brandon Call został zastąpiony przez Jeremy’ego Jacksona, który miał pozostać w obsadzie praktycznie do końca. Pewnym przeobrażeniom uległa też sama forma serii – by zmieścić więcej reklam, skrócono czas trwania odcinków o 5 minut. W dodatku okazjonalne w pierwszym sezonie montaże muzyczne stały się teraz obowiązkowym punktem programu – w większości odcinków znalazło się miejsce dla dwóch lub nawet trzech takich „teledysków”, co jeszcze bardziej skróciło czas poświęcony na fabułę. Pociągnęło to za sobą jej uproszczenie, jak i zmniejszenie ilości wątków, a różnica na niekorzyść względem pierwszego sezonu w tym aspekcie była bardzo odczuwalna. To jednak najwyraźniej nie przeszkadzało publiczności, gdyż dopiero teraz serial „rozwinął skrzydła” i zaczął bić rekordy oglądalności. A skoro tak, producenci musieli uznać, że im więcej biegania w zwolnionym tempie po plaży i eksponowania ciał w skąpych kostiumach, tym lepiej. Kierunek zmian wyznaczony w drugim sezonie miał się utrzymać przez kolejne lata, jednak nie wszyscy byli takim stanem rzeczy usatysfakcjonowani, a zwłaszcza Billy Warlock i Erika Eleniak (którzy w międzyczasie zostali parą także w życiu). Nie dość, że zarabiali połowę tego, co przy pierwszej serii, to i sam uproszczony kształt kolejnych epizodów przestawał im odpowiadać. W otwierającym sezon trzeci podwójnym odcinku ich postacie pożegnały się z serialem (warto jednak zaznaczyć, że było to pożegnanie całkiem zgrabne i przynajmniej  w pewnym stopniu satysfakcjonujące). Jednocześnie na ich miejsce pojawili się nowi bohaterowie – CJ Parker (Pamela Anderson), Matt Brody (David Charvet), Summer Quinn (Nicole Eggert) oraz Stephanie Holden (Alexandra Paul). I to właśnie na tym, bodaj najpopularniejszym składzie oparto kinowe wcielenie „Słonecznego patrolu” z 2017 roku z Dwayne’em Johnsonem w roli głównej. Skład ustabilizował się na dwa lata, do czasu gdy serial opuściła Nicole Eggert, zastąpiona w sezonie piątym przez Yasmine Bleeth.

Gdzieś w tym miejscu moje zainteresowanie serialem, które już począwszy od sezonu drugiego stopniowo malało, całkowicie zanikło. W kolejnych latach już tylko sporadycznie zdarzało mi się rzucić okiem na pojedynczy odcinek, w których pojawiało się coraz więcej nowych twarzy, w tym oczywiście coraz większe ilości ponętnych pań. Jak wynika z wywiadów przeprowadzonych po latach z aktorami, scenarzyści w pewnym momencie nie wiedzieli już, co robić z wciąż rozrastającą się ekipą. Aktorki spędzały czas w przyczepach, całymi dniami czekając, aż zostaną wezwane na plan, by odegrać krótki epizod. Filozofia twórców serialu na tym etapie dawała się streścić w stwierdzeniu: „Mamy dziewczyny! Chodźcie zobaczyć dziewczyny!”.

Tymczasem David Hasselhoff, który począwszy od drugiego sezonu pełnił także funkcję producenta, wprowadził w życie plan stworzenia spin-offu, w którym to Mitch (z pomocą Garnera) rozwiązuje zagadki kryminalne – tym sposobem powstał „Nocny patrol” („Baywatch Nights”). Gdy zaś po pierwszym sezonie okazało się, że ta nowa odnoga serii marnie przędzie, uznano, że dobrze byłoby odświeżyć formułę. Inspirując się popularnym w tym czasie serialem „Z archiwum X”, twórcy poszli na całość. Drugi sezon „Nocnego patrolu” wypełniły elementy fantastyczne i paranormalne, a konfrontacje z nadnaturalnymi istotami były na porządku dziennym. Sam dowiedziałem się o tym po latach, gdy przypadkiem trafiłem na zwiastun drugiego sezonu. Cóż, „Słoneczny patrol” ewidentnie przeskoczył rekina.

David Charvet odpadł po piątym sezonie, Alexandra Paul i Pamela Anderson w siódmym. Z kolei po zakończeniu sezonu ósmego przeprowadzono istną czystkę, pozbywając się większości obsady, w tym prawie wszystkich aktorek. Jednak na zmiany, które uratowałyby serial, było już za późno. By zmniejszyć koszty produkcji, zdecydowano się przenieść do Australii, a gdy to nie wypaliło (ze względu na zdecydowane sprzeciwy miejscowych), padło na Hawaje. Tam „Słoneczny patrol” miał pociągnąć jeszcze dwa lata, choć już głównie z nową obsadą (w której znalazł się między innymi Jason Momoa) – w finale pierwszego sezonu uśmiercono postać Mitcha, który pojawiał się w nim gościnnie, po drugim serial dokonał żywota.

Dwa lata później miał swą premierę epilog w postaci filmu telewizyjnego „Ślub na Hawajach”, w którym powróciło wielu aktorów występujących w serii na przestrzeni lat, w tym także niektórzy z tych, których postacie wcześniej uśmiercono (jak się nietrudno domyślić, także i Mitch cudownie zmartwychwstał). Warto wspomnieć, że w roli głównego mąciciela pojawił się tu znany z roli Shang Tsunga, Cary Hiroyuki-Tagawa, który powtórzył swą rolę z jednego z odcinków drugiego sezonu.

O tym wszystkim dowiedziałem się po latach, gdy kierowany ciekawością prześledziłem losy serialu, którego pierwszy sezon po dziś dzień darzę sentymentem. Muszę przyznać, że powtórka tej serii także i po latach okazała się całkiem przyjemna, jednak próba sięgnięcia po kolejne sezony przyniosła ze sobą dokładnie te same wrażenia, których doznałem ćwierć wieku temu, śledząc losy ratowników po raz pierwszy. Mimo że sporadycznie zdarzały się odcinki całkiem przyzwoite, to już po prostu nie było to.

Jeśli chodzi o wydania płytowe, to zetknąłem się z australijskim wydaniem DVD, które pozbawiono oryginalnej piosenki z czołówki. Ostatnio wpadło mi w ręce niemieckie zremasterowane wydanie Blu-ray, któremu warto poświęcić parę słów. Na płytach znajdziemy odświeżone odcinki przeformatowane do 16:9 (zyskują nieco po bokach, tracą u góry i u dołu) oraz wersje SD pochodzące z niemieckiego wydania DVD w oryginalnych proporcjach 4:3. Ciekawostka: odcinek pilotowy w tej wersji zawiera kilka scen rozbieranych, a w jednej z nich pojawia się znana z Playboya oraz występów w „Świecie według Bundych”, „Predatorze 2” i „Wybrańcu śmierci” Teri Weigel. Zła wiadomość jest taka, że wersje HD, choć wizualnie prezentują się bardzo dobrze, ze względu na problemy z prawami do wykorzystania muzyki zostały pozbawione niemal wszystkich piosenek, które oryginalnie pojawiały się w serialu. Zostały one zastąpione „tanimi zamiennikami”. Ta podmiana została miejscami wykonana w sposób wręcz amatorski – otóż nie tyle wymieniono same piosenki, co zastąpiono nowymi utworami całość ścieżki dźwiękowej – tym sposobem przepadają także inne dźwięki czy nawet dialogi. O ile w przypadku scen, w których bohater śpiewa, zazwyczaj wycinano je w całości, tak w jednym z odcinków sezonu 3. mamy przypadek szczególnie kuriozalny. Bohaterka odgrywana przez Alexandrę Paul śpiewa, ale zamiast tego słyszymy podłożony inny utwór, w dodatku wykonywany przez mężczyznę. Innym mankamentem pozostaje fakt, że choć serial kręcono na taśmie filmowej, to jednak miejscami wykorzystywano materiały gorszej jakości (a kto wie, być może części materiałów potrzebnych do rekonstrukcji po prostu nie udało się odnaleźć), w efekcie mamy tu i tam pojedyncze ujęcia (czasem nawet sceny) w postaci upskalowanego materiału SD. Bywa i tak, że fragmenty w SD zostały w wersji HD pominięte, jak choćby otwierająca scena jednego z odcinków sezonu 3., gdzie oryginalnie oglądamy efektowne podniebne akrobacje, z których w wersji Blu-ray nic nie zostało. W tym samym odcinku przepadły bez śladu ujęcia pokazujące wycieczkowy statek z lotu ptaka, a także kilka innych krótkich scen. We wspomnianym wcześniej odcinku z rekinami, niemal wszystkie ujęcia podwodne zostały zastąpione nowymi, które wyglądają jak współczesne nagrania przygotowane na potrzeby kanału przyrodniczego, przez co mocno kontrastują z oryginalnym materiałem. Bodaj jedyną piosenką, która się uchowała, jest „I’m Always Here” Jimiego Jamisona w czołówce. W sezonie pierwszym oryginalnie słyszeliśmy tam inną piosenkę (Peter Cetera „Save Me”), jednak tutaj nie ma po niej śladu. Zamiast tego całe intro zostało przemontowane pod piosenkę Jamisona i wygląda bardziej jak czołówka sezonu 2. z powstawianymi tu i tam pojedynczymi ujęciami z oryginalnego intra.

Jeśli chodzi o polską wersję językową, to znaleźć ją można tylko w telewizji. Serial emitowano na TVP, a następnie na Polsacie i TV4 (gdzie lektorem był zmarły niedawno Janusz Kozioł). W tym roku na TV4 puszczano wersje zremasterowane, nie miałem jednak okazji sprawdzić, jak się przedstawia kwestia lektora i tłumaczenia.

zdj. GTG Entertainment / Filmjuwelen